Koła gospodyń bez świątecznej konkurencji

PAJTUNYzaja

Święta Bożego Narodzenia mają magiczną moc. Dowodem na to niechaj będzie Jarmark Świąteczny w gminie Purda, gdzie pod wspólnym namiotem, ręka w rękę współpracowały trzy koła gospodyń wiejskich. „Prejłowianki”, „Partyczanki” i „Pajtuniaki” zamieniły słowo „konkurencja” na „współpraca” i… stworzyły coś pięknego.

Przez cały adwent polskie miasta i wioski tętnią jarmarcznym życiem. Grzane wino, chatki z piernika, ozdoby choinkowe, ciasto i wigilijne wiktuały – stragany uginają się pod ciężarem świątecznego dobra. Zwykle jest to okazja do tego, by podreperować stowarzyszeniowe budżety. W kołach gospodyń przez cały grudzień prawdziwa mobilizacja, trzeba czymś zabłysnąć, zaproponować klientom coś, czego nie mają inni. Przy dużych jarmarkach rywalizacja pomiędzy stoiskami jest mocno wyczuwalna, nie neutralizują jej nawet cudne zapachy z bulgoczących kotłów wypełnionych żurkiem i bigosem.

W gminie  Purda jest zupełnie inaczej. W kilku okolicznych miejscowościach działają bardzo młode koła gospodyń. „Pajtuniki” powstały trzy lata temu, a „Prejłowianki” i „Partyczanki” to koła z zaledwie rocznym stażem. Żadne z nich nie miało dotąd doświadczeń w organizacji świątecznych kiermaszów. Bez oglądania się na zysk, panie zdecydowały się zainicjować to przedsięwzięcie… wspólnie.

– Kiedy zostaliśmy zaproszeni do wspólnego działania, bardzo się ucieszyliśmy. Wszak  nie od dziś wiadomo, że współpraca lokalnych społeczności odgrywa kluczową rolę w budowaniu silnych i zdrowych relacji międzyludzkich. Podczas przygotowań zapadła decyzja, by sporządzić odrębne tablice z nazwami naszych kół. Podjąłem się tego wyzwania. W międzyczasie jedna z koleżanek, Kamila Czerniewicz, zaproponowała, by owe tablice zespolić ze sobą niczym puzzle. Miało to mieć symboliczny wymiar, świadczący o współdziałaniu i powiązaniu w imię słusznej sprawy. Wyszło idealnie – nie kryje dumy z całego przedsięwzięcia Łukasz Śmietanko, sołtys wsi Pajtuny.

Jak podkreśla, całe doświadczenie było bardzo budujące, bo wykroczyło ponad wszelkie podziały, a przede wszystkim ponad aspekt finansowy.

– Od początku, kiedy jestem sołtysem, staram się podejmować kroki w kierunku budowy wspólnoty lokalnego działania. Kiedy w grę wchodzą koła gospodyń, zwykle idzie o pieniądze. Słyszy się, że jak będą same, to więcej sprzedadzą, że jak sołectwo robi festyn, to one nie chcą się przyłączyć, bo trzeba byłoby się podzielić. Przy podejmowaniu rozmów o jakimkolwiek wspólnym przedsięwzięciu, zawsze na końcu pojawiało się pytanie o pieniążki.  Nie było łatwo, ale zgodnie z porzekadłem, że kropla drąży skałę, wreszcie udało się przełamać impas. To co się wydarzyło podczas wspomnianego jarmarku, do dziś jest dla mnie niepojęte – zaznacza Łukasz Śmietanko.

Współdziałanie kół gospodyń jest bardzo cenne w kontekście postcovidowej alienacji. Ludzie nie wychodzą z domów tak jak kiedyś, trudniej ich zaangażować do realizacji oddolnych inicjatyw.

– Pozamykaliśmy się w tych telefonach i komputerach. Uciekliśmy do bezpiecznego i pozornie wygodnego świata, co zupełnie oderwało nas od współdziałania i po prostu bycia z drugim człowiekiem. Na szczęście koła gospodyń tworzą osoby, wyłamujące się z tego schematu i jak się okazuje, na nich można liczyć. Współpraca pomiędzy KGW może przynieść w przyszłości korzyści dla konkretnych miejscowości. Jeśli moi mieszkańcy mi nie pomogą, to będę mógł wesprzeć się członkami koła z sąsiedniej wsi – tłumaczy sołtys Pajtun.

Wspomniane tablice z nazwami kół gospodyń można rozpiąć, ale jak to w puzzlach, łatwo je spiąć ponownie, albo dołożyć kolejny klocek. Pierwszy krok w kierunku integracji został poczyniony, czy będą kolejne? Łukasz Śmietanko pokłada w kołach gospodyń ogromne nadzieje. – To prawdziwe inkubatory przedsiębiorczości, dzięki którym lokalne społeczności mogą się realnie rozwijać. I to nie tylko od święta.

 

Fot.: Łukasz Śmietanko.

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!