Innowacje dyktowane biedą systemu

Pomagam-24zaja2x3x4XYccc

Rozmowa z dr. Pawłem Grabowskim, specjalistą medycyny paliatywnej, Prezesem Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza – część 4.

Poprzednie części rozmowy (część 1  część 2, część 3).

W jaki sposób zaraziłby Pan doktor przyszłych lekarzy misją niesienia pomocy ludziom nieuleczalnie chorym, którzy mieszkają na ubogich terenach wiejskich?

Pewno nie wszystkich się da, bo ktoś marzył całe życie, żeby być kardiochirurgiem i pewno nim zostanie. To powinna być osoba, która jest humanistą, nie boi się ryzyka, lubi przygodę, wyzwania, taką pracę bardzo szeroko rozumianą medyczną, czyli współpracę w dużym zespole multikompetencyjnym. Nie będzie to tylko lekarz z pielęgniarką. To będzie psycholog, pracownik socjalny, strażak, członek jakiś grup nieformalnych. To będą chorzy, którym naszymi działaniami bardzo mocno wpływać będziemy na całe ich życie.

Ostatnio uświadomiłem naszemu artyście, który maluje obrazy do kaplicy hospicyjnej, stacje drogi krzyżowej, że to będą być może ostatnie, na które człowiek patrzy. Lekarz hospicjum też ma świadomość, że być może będzie ostatnim lekarzem i będzie towarzyszył już przez całe życie, do końca.

Nie śmiem powiedzieć, że te trzy dni życia tego człowieka to będzie dłużej niż dwadzieścia lat życia kogoś innego, bo czas jest na prawdę względny i te dni mogą się ciągnąć w nieskończoność. Można sprawić, że będą piękne, dobre, mocno przeżyte, że człowiek, tak jak my mówimy, w pełni dojrzeje do wieczności. Bo to jest taki czas dojrzewania do wieczności. Dla mnie to jest rzeczywiście przygoda życia – medycyna paliatywna, można się w niej zakochać. Jeżeli ktoś chciałby coś takiego przeżyć to polecam z serca całego.

Odchodzenie i cierpienie, jest złożone. Fundacja Proroka Eliasza prowadzi warsztaty dla młodych ludzi ,,Umieranie ludzka rzecz”…

Robimy różnego rodzaju spotkania i warsztaty. Napisałem książkę dla dzieci o umieraniu pod tytułem ,,Dziadek Franek. Zainspirowany rodzinami wielopokoleniowymi, których nie ma wiele, ale zdarzają się jeszcze na wsi.

Zajeżdżałem do kilku domów, gdzie byli mądrzy rodzice i umierała babcia czy umierał dziadek. Rodzice tłumaczyli dzieciom, co się dzieje, dlaczego dziadzio jest słabszy, dlaczego babcię trzeba karmić, przewijać jak dzidziusia.

Jak te dzieci towarzyszyły chorowaniu i umieraniu swoich bliskich, przy mądrych rodzicach, pomyślałem sobie, że często widziałem w miastach coś takiego, że dziecko słyszało, że babcia jest chora i jest w szpitalu a potem kolejnym etapem rozwoju dziecka była marmurowa płyta na cmentarzu. Tu jest babcia pochowana.

To dziecko nie przeżywało całego czasu straty, żałoby. Rozmawiałem z rodzicami, patrzyłem jak mądrze dzieciom towarzyszą i pomyślałem, żeby napisać książkę dla tych, którzy uważają, że dzieciom nie można mówić o umieraniu i chorowaniu dziadków.

Napisałem o tym zainspirowany moimi mądrymi rodzicami i ich dziećmi. Jeździłem do takiego domu, tam była Weronika, miała lat może sześć, Pawełek, może cztery. Tam umierała babcia, pani Stasia. Jak wchodziłem, trzeba było zrobić duży krok, bo dzieci u podnóża łóżka babci rysowały, tam były klocki, dzieci opowiadały babci co narysowały.

Mówię ,,Weronika narysuj nas tutaj z panią pielęgniarką jak jesteśmy przy babci”. Mam ten rysunek, stoi przy biurku do dzisiaj. Uśmiechnięta babcia Stasia, mimo, że chora na raka i umierająca, uśmiechnięty pan doktor, uśmiechnięta pani pielęgniarka. Tak dziecko widzi umieranie babci i naszą wizytę. Odczarowujemy to hospicjum, to jest cały czas praca z żywymi, z życiem i te dzieci też tak to widziały. Potem rozmawiałem z mamą, mówiła ,,Pawełek tylko trochę zapłakał, jak babcia szła do grobu, jak wkładano trumnę, a co się dzieje dlaczego babcia… wytłumaczyłam… wszystko to zrozumiał … jakby towarzyszył babci cały czas”. Dlatego powstała ta książka.

Prowadzimy zajęcia, jesteśmy zapraszani do przedszkoli, do szkół, rozmawialiśmy z dzieciakami o chorobie, o cierpieniu. Każda z tych rozmów była dostosowana do ich wieku. Drugą misją naszej fundacji jest edukacja. To działanie statutowe niebywale ważne, bo te dzieci będą kiedyś naszymi lekarzami czy pielęgniarkami, albo będą zajmować się chorymi rodzicami. Ważne żeby tę strunę wrażliwości poruszyć. Organizowaliśmy konferencje dla lekarzy, pielęgniarek, zajęcia dla studentów – ,,Umieranie ludzka rzecz” – warsztaty uwrażliwiające młodzież medyczną na pracę z chorym u kresu życia oraz z jego bliskimi. Cały czas powtarzamy o ważnej roli opiekunów domowych.

Czyli ważne jest mówienie o śmierci i przedstawianie umierania jako naturalnego procesu …

Koniecznie trzeba opowiadać o tym i lekarzom, żeby się nie bali rozmawiać, żeby wiedzieli co jest naturalne, co nie jest naturalne. My mamy cały czas w głowie, że chory powinien być wyleczony. Nawet w takim hospicjum jak rozmawiam z lekarzami czy z pielęgniarkami cały czas układają sobie w głowie: czy ja jeszcze mogłem czy mogłam zrobić coś więcej? czy na pewno wszystko zrobiłem, zrobiłam bo on umarł czy ona umarła? Ale tak jest, że ludzie umierają. To jest też sztuką zaakceptowanie naturalnego procesu, że przychodzi taki czas kiedy człowiek umiera. Jednemu z dziennikarzy powiedziałem, jak pytał jak to jest, że gdyby przyjechał do mnie, a ja bym był położnikiem, to by pisał o tych, co się ciągle rodzą a trafił do hospicjum – tu ludzie po prostu rodzą się dla nieba, umierają, dlatego tak to jest i tak to wszystko wygląda.

Pan Doktor powiedział, że to co robi to jest ,,zaplanowane wariactwo” i ,,Pan Bóg wie co robi, że stawia takiego wariata na takim miejscu” …

Jak patrzę sobie na to: budynek 2 tys. metrów kwadratowych wybudowany w czasie Covidu i pandemii, czyli w takim czasie kiedy naprawdę nic nie szło. Personel i w tej chwili praktycznie pełne sale ludzi, którzy godnie mogą dożyć swoich dni – to nie jest do zrobienia dla jednego człowieka.

Z całą pokorą uważam, że to nie opcja i nie miałbym śmiałości powiedzieć, że to ja to wszystko wybudowałem. To było zaangażowanie mnóstwa ludzi, to jakiś naprawdę dar z nieba, że się udało.

Jeden człowiek nie jest w stanie zrobić takich rzeczy. Mam świadomość, jak to mówi biblia ,,sługa nieużyteczny”. I tyle. Nie będę udawał, że to jest dzieło jakiegoś wielkiego, charyzmatycznego przywódcy bo tak nie jest. Po prostu jakąś biedę Pan Bóg wybrał by to zrobić i się udało.

Ale to Pan Doktor pociągnął cały zespół, zainspirował ludzi. Gdyba nie ta konsekwencja, upór i to wariactwo to nie wiem czy by się to udało …

Być może, że to jest też jakby znak pokazujący, że wielu z nas chciałoby po prostu żyć prosto, z elementarną przyzwoitością wykonywać swój zawód i lekarzy i pielęgniarek. Być może takie osoby też udaje się pociągnąć, które właśnie tęsknią za tym, żeby to nie była tylko i wyłącznie formalność.

Dzwonią do mnie koledzy wolontariusze, różnych specjalności, którzy mówią ,, musi być gdzieś granica zarabiania pieniędzy, więc zrobię coś fajnego dla Was i będę chciał u Was konsultować, pomagać, jestem do Waszej dyspozycji”. Takie osoby się zgłaszają, mniej może z zawodu pielęgniarskiego. Po prostu jest coraz więcej takich ludzi i mam nadzieję, że będą też tacy, którzy tęsknią za taką normalnością, a nie za tym byciem urzędnikiem.

Ciągle będziemy potrzebowali wsparcia, będziemy szukać darczyńców, przyjaciół dlatego, że usługi medycyny paliatywnej są źle finansowane. Nikomu by nie przyszło do głowy, że na przykład ordynator kliniki kardiologii czy ordynator oddziału wojewódzkiego neurologii czy neurochirurgii stoi pod kościołem i żebrze na oddział. A my stoimy.

Mimo, że jesteśmy tak samo jednostką ochrony zdrowia, mamy taką samą tablicę NFZ -etu na drzwiach. Nikogo nie zdumiewa, że ludzie z hospicjum zbierają. To są usługi od zawsze niedofinansowane, od zawsze źle płatne. I od zawsze musimy żebrać, żeby naszych chorych utrzymać.

Potrzebujemy ciągle przyjaciół, sprzymierzeńców, darczyńców, dlatego zobaczycie nas pod kościołami, cerkwiami,  zobaczycie nas w różnego rodzaju mediach, artykułach. Musimy szukać pieniędzy, szukać środków. Jest to dodatkowa trudność naszego funkcjonowania.

Pomagają nam ludzie na przeróżne sposoby. Mamy osoby, które decydują się, żeby co miesiąc wpłacać jakąś kwotę i to jest super. Albo chcą pomagać nam swoimi kompetencjami: prawnik, który sprawdza pisma, lekarze służący kompetencjami, młodzież, która się angażuje i wolontariusze medyczni, z których też będziemy powoli budować zespół.

Będziemy pewnie instytucją, która wciąż wymaga wsparcia i pomocy. Boję się, że opieka domowa hospicyjna legnie w gruzach. Wierzę w to, że być może uda się to zrobić w jakiś inny sposób, jakimiś projektami, bo prawdopodobnie będzie rzeczą niemożliwą skompletować zespół pielęgniarek, które będą chciały jeździć do domów. Bo nie ma chętnych najzwyczajniej w świecie.

Boję się, że będzie to wymagało kolejnych innowacji, które znowu ktoś będzie przyjmował ,,Boże jakie to jest cudne, jakie to jest niesamowite”. A jest to po prostu dyktowane tym, że nie mamy innego wyjścia, że musimy działać tak a nie inaczej. Innowacje są dyktowane biedą systemu a nie geniuszem osób, które to wymyślają.

Ale pasją, misją i takim oddaniem się sprawie to na pewno zostało zbudowane …

Tylko tak, bo gdyby nie, to ktoś rezygnuje i wyjeżdża gdzieś indziej pracując tam, gdzie się to po prostu opłaci. Nie zamierzam wyjechać i w największej biedzie tych chorych nie zostawię. Choć zdaję sobie sprawę, że być może przyjdą takie czasy, że bardziej będzie to przypominało przytulisko Brata Alberta i działania z dziewiętnastego wieku niż nowoczesną medycynę. Ale być może nie będzie innego wyjścia. Patrząc na prognozy, liczę się z tym, że to też może kiedyś tak wyglądać.

Będziemy trzymać kciuki i nagłaśniać działalność hospicjum. Wszystkich czytelników zapraszamy na stronę https://hospicjumeliasz.pl/ i zachęcamy do wsparcia.

Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza z siedzibą w Michałowie prowadzi społeczne Hospicjum Domowe na wiejskich obszarach wschodniego Podlasia, ubogich w ośrodki hospicyjne, z dala od większości miast oraz Hospicjum Stacjonarne we wsi Makówka

,,Dziadek Franek” Paweł Grabowski, Wydawnictwo: Edycja Świętego Pawła.

Dochód z książki przeznaczony jest na budowę Hospicjum Proroka Eliasza.

***

Wykłady doktora Pawła Grabowskiego w sieci:

Porozmawiajmy o rozmawianiu. O sztuce komunikacji z chorym, jego rodziną i nie tylko.

***

O uczniach, mistrzach i nauczycielach.

 

***

Co pokazała mi i czego nauczyła pandemia?

 

Foto: https://hospicjumeliasz.pl

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Najnowsze wydarzenia

Obszary do 20 tyś. mieszkańców
20.02.2024
- 25.04.2024
Cała Polska
08.04.2024
- 06.05.2024
Obszary do 20 tyś. mieszkańców
20.02.2024
- 25.04.2024
Cała Polska
08.04.2024
- 06.05.2024

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!