Etnoturystyka – tradycja, która rozwija

repository_TABOR_szczIMG_0201midi

W powszechnej opinii wciąż pokutuje pogląd, że kulturę tworzy się w miastach, a wieś może jedynie jednostronnie z niej czerpać. Zupełnie odmiennego zdania są organizatorzy przedsięwzięcia nazwanego Taborem Domu Tańca. To w większości ludzie młodzi, wykształceni, mieszkający w dużych miastach, którzy po kulturę zwracają się właśnie do artystów ludowych. Z zyskiem dla obu społeczności.

– Ideą Taboru jest pokazywanie kultury wiejskiej jako atrakcyjnej dla „mieszczuchów” – mówi Michał Książkiewicz, uczestnik i współorganizator imprezy.

– Młodzi ludzie coraz większym strumieniem wyjeżdżają z rodzinnych miejscowości, odcinając się od swoich korzeni. Z czasem kultura regionalna wymiera. Ginie znajomość tańca, śpiewu, gry na instrumentach. Jest to proces powolny, ale niszczący, bo to co już raz zostanie zapomniane, zostaje stracone na zawsze.

Pomysł organizowania spotkań z kulturą wiejską narodził się w 1998 roku wśród pasjonatów muzyki regionalnej. Podczas wspólnego muzykowania padła idea corocznych spotkań, na które zapraszani będą okoliczni artyści i osoby kultywujące lokalną tradycję. Od 2002 roku impreza ta nosi nazwę Taboru Domu Tańca. Spotkania przybrały ostatecznie dość rozbudowaną formę. Impreza trwa tydzień i organizowana jest w jednej z miejscowości, najczęściej centralnej Polski. Do tej pory gościła w Chlewiskach, Ostałówku, Kocudzy, Gałkach Rusinowskich, Strychu i Szczebrzeszynie. Składa się na nią cykl wykładów, warsztatów, koncertów i potańcówek z muzyką danego regionu. Instruktorami są zaproszeni miejscowi artyści, śpiewaczki i tancerze, prezentujący uczestnikom kulturę swojego regionu.

Potencjał tradycji

Cechą różniącą Tabor od typowych festiwali jest brak konwencjonalnego podziału na artystów i publiczność. Tutaj każdy może się uczyć od każdego – wspólnie muzykować, śpiewać, tańczyć, tworzyć. Liczy się integracja i dobra zabawa. Takie podejście jest atrakcją samą w sobie, zwłaszcza w dobie imprez o charakterze stricte komercyjnym. To także podstawowe założenia etnoturystyki – czynny udział we wszystkich wydarzeniach i namacalny kontakt z kulturą regionu. W Taborze uczestniczą nieraz całe rodziny. Dla dzieci organizowany jest tzw. Mały Tabor. Kiedy rodzice zajmują się swoimi sprawami, dzieci uczestniczą w zajęciach z rówieśnikami. Zdobywają nowe umiejętności – artystyczne i manualne – a także poznają tradycyjne wiejskie zabawy. Wielu rodziców ceni sobie kontakt swoich dzieci z tradycją i naturą. Odrywa to bowiem ich pociechy od telewizora i świata bazującego na konsumpcjonizmie. W zamian za to maluchy mogą rozwijać się artystycznie i czerpać z mądrości tradycji.

Podczas Taboru uczestnicy mogą nauczyć się tradycyjnego rękodzieła. Prowadzone są warsztaty z tych dziedzin, w których specjalizuje się dany region. Dla przykładu w Chlewiskach uczono ceramiki, plecionkarstwa i tkactwa, Tabor w Ostałówku u podnóży Gór Świętokrzyskich oferował warsztaty z garncarstwa i hutnictwa, a w powiślańskim Strychu uczono strugać fujarki i trąbki z kory wierzbowej. Nieodłącznym elementem imprezy jest też muzykowanie. Największą atrakcją są zawsze lokalne melodie i instrumenty. W Kocudzy zachowały się silne tradycje archaicznego śpiewu, a także dawny sposób gry na skrzypkach – z wolnymi tempami pociągłych mazurków. Poza tym organizatorzy wyeksponowali także z trudem zachowaną tradycję gry na starodawnym instrumencie – suce biłgorajskiej. I te właśnie bliskie zapomnienia umiejętności stały się rdzeniem imprezy, ukazując potencjał etnoturystyki – pokazania tego, co tradycyjne tylko dla danego regionu i tylko tam możliwego do doświadczenia.

Podobnie cenna dla gości jest możliwość nauczenia się lokalnych śpiewów i tańców. Podczas Taboru w Strychu uczestnicy mieli możliwość poznania pieśni nadwiślańskich. Poza tym mieszkańcy uczyli lokalnych tańców – powiślaków. Choć osobom wychowanym w danej tradycji może nie wydawać się ona ciekawa, dla wielu innych ludzi możliwość poznania specyfiki lokalnej kultury jest bardzo pociągająca. Na każdym Taborze taniec odgrywa bardzo ważną rolę. Dużym powodzeniem cieszą się wieczorne potańcówki, dające możliwość doświadczenia na własnej skórze, jak jeszcze niedawno bawiono się w danych okolicach. Czasem jednego wieczora kapele przygrywają w wielu miejscach wsi, wręcz konkurując o słuchaczy. Tradycyjna potańcówka w remizie potrafi przyciągnąć mieszkańców z całej okolicy i trwać do samego rana. Pokazuje to jak duży potencjał drzemie w lokalnej tradycji, która – odpowiednio przypomniana – okazuje się atrakcyjna nie tylko dla przyjezdnych.


IX Tabor Domu Tańca Szczebrzeszyn 2009. (fot. Szymon Brzeziński)

 – Każda taka impreza stanowi duży bodziec dla miejscowej społeczności – mówi Michał Książkiewicz.

 – Aktywizuje się cała okolica. Lokalni artyści mają zajęcie, ich sztuka staje się ważna dla innych ludzi. Koła Gospodyń Wiejskich zajmują się zapleczem kulinarnym – przygotowują posiłki dla uczestników. Ludzie starsi, zepchnięci na margines przez kulturę masową, często po raz pierwszy od dawien dawna zostają postawieni w centrum uwagi. Nowe pokolenie uczy się od starszych, tak jak niegdyś. Tak następuje prawdziwy przekaz kulturowy. Czasami aż trudno opisać ile radości i zaangażowania są w stanie wykrzesać z siebie osoby starsze, wciągnięte do organizacji Taboru. Wielowiekowa tradycja była kiedyś częścią ich młodości, a obecnie mogą ją przekazać dalej. W pamięci utkwiła mi pewna babuleńka, która uczyła nas robić krajki, czyli kolorowe brzegi tkanin. Kupiła materiał do ćwiczeń z jakiegoś „ciucholandu”, wyciągnęła ze strychu stare maszyny i z wielką pasją zaczęła pokazywać na czym rzecz polega. Było to tym bardziej wzruszające, że dla swoich wnuków była tylko nieciekawym reliktem przeszłości.

Etnoturystyka – to się opłaca

Na imprezie tego typu zyskuje nie tylko kultura. Cały Tabor organizowany jest miejscowymi siłami. Mieszkańcy znajdują zatrudnienie przy pracach organizacyjnych na rzecz imprezy, gospodynie przygotowują posiłki, a lokalne sklepy notują nagły wzrost obrotów. Regionalne produkty i rękodzieło także stają się cenne i można nimi pohandlować. Rozwija się agroturystyka, która w tym konkretnym przypadku powinna być nazwana wręcz etnoturystyką, bo tym, co przyciąga nie jest sama wieś, ale jej tradycyjna kultura.


IX Tabor Domu Tańca Szczebrzeszyn 2009. (fot. Szymon Brzeziński)

 Czasami zyski materialne są bardzo daleko idące – wyjaśnia Michał Książkiewicz.

– Dzięki Taborowi w Kocudzy na Roztoczu wzrósł na przykład popyt na ziemię w jego okolicy. Niektórzy uczestnicy tak zachwycili się regionem, że pokupowali domy w tej okolicy, w której sprzedanie nieruchomości nie jest łatwe. Tym samym nastąpiła jeszcze większa integracja między wsią a miastem. Odbyło się to jednak nieco w innym stylu niż zwykle. Współcześnie wielu ludzi wybiera mieszkanie poza miastem, ale swój dom na wsi traktuje wyłącznie jako sypialnię, ignorując tradycję regionu. Tym razem odkupiono tradycyjne chałupy, bez zamiaru rozebrania ich czy istotnego przebudowana. Miłośnikom regionalizmu zależy na czymś innym – na utrzymaniu nowego-starego domku w jego tradycyjnym stylu. To prawdziwa integracja bez uprzedniej dezintegracji. Gdzieś w tym zaklęta jest właśnie idea Taboru Domu Tańca.

Potęga integracji

Integracja następuje także w drugą stronę. Mieszkańcy wsi zapraszani są do miast. Wielu artystów ludowych, którzy występowali na Taborze, sprowadzanych jest także na występy do Warszawy. Tym samym także w miastach propagowana jest kultura regionalna, co przyczynia się do większego zainteresowania wsią i etnoturystyką. Taka wymiana kulturowa potrafi nawet odwrócić po części tendencje kulturowe. Młodzi ludzie wyjeżdżają ze wsi do miast, ponieważ duże aglomeracje imponują im, są modne i „światowe”. Tymczasem, kiedy taki młody człowiek wraca na wakacje do siebie i odkrywa, że tym razem miasto przyjechało uczyć się od wsi, zmienia swoją perspektywę. To, co kiedyś widział jako wstydliwe dziedzictwo przeszłości, teraz jawi się jako coś, z czego można być dumnym, a nawet chwalić się tym. Babcia tańcząca w młodości oberki staje się ważna, a jej wiedza ciekawa i słuchana z uwagą. W efekcie młodzi ludzie pochodzący ze wsi zaczynają interesować się swoim dziedzictwem i są bardziej skłonni je kontynuować.


IX Tabor Domu Tańca Szczebrzeszyn 2009. (fot. Szymon Brzeziński)

Tabor Domu Tańca z czasem stał się imprezą międzynarodową. Zapraszani są muzycy z bardzo różnych krajów. Gościł na nim m.in. Stephane Delicq – wirtuoz akordeonu diatonicznego. W historii imprezy występowali również artyści z Węgier, Białorusi i Francji. Takie podejście niesie ze sobą okazję do lepszego poznania się nawzajem nie tylko między miastem a wsią, ale też między narodami. Na Taborze następuje inspirująca wymiana kultur, wiedzy i umiejętności, co stanowi o jego kulturotwórczej sile. Organizatorzy starają się co roku sięgać do nowych tradycji. W historii imprezy miały miejsce m.in. „Radomskie oczepiny” – w ramach prawdziwego wesela jednej z dziewcząt z Domu Tańca oraz liczne koncerty w okolicznych zamkach, pałacach i kościołach.

Impreza ma płatny charakter– mówi Michał Książkiewicz.

– Cena biletu za cały Tabor wynosi ok. 150 zł, ale koszty te można zredukować. Kiedy ja po raz pierwszy przyjechałem na festiwal, nie dysponowałem dużymi pieniędzmi. Dlatego włączyłem się w organizację, pomagałem przy Małym Taborze i w kuchni, co znacznie obniżyło sumę, którą musiałem zapłacić. Niestety bilety są niezbędne, bo przygotowanie tak rozbudowanej, a jednocześnie niekomercyjnej imprezy niesie ze sobą spore koszty. Niektóre ceny, np. za jedzenie, ustalają sami mieszkańcy. Organizacja całej imprezy też się od nich zaczyna. Pomysłodawcy przedsięwzięcia proponują miejsce na Tabor i słuchają, jakie atrakcje przyszli gospodarze imprezy mogą im zaproponować. Także program festiwalu ustalany jest wspólnie z mieszkańcami. Pozwala to miejscowości pokazać wszystko to, co ma najlepszego. Jest także korzystne dla mieszkańców, bo muszą oni czynnie włączyć się w całe przedsięwzięcie w charakterze współorganizatorów. Ma to swoje znaczenie, ponieważ wieś trzeba często zaktywizować, by potem sama umiała obronić się przez zalewem popkultury i nauczyła czerpać korzyści ze spuścizny swojej tradycji.

Na Taborze Domu Tańca dochodzi to wielu wymian, nie tylko kulturowych. „Miasto” daje „wsi” uwagę, szacunek oraz docenia jej znaczenie. W zamian uczestnik festiwalu może przez chwilę obcować z prawdziwą tradycją, która wciąż jest nieskomercjalizowana i czysta w swej szczerości. Lokalni artyści stają się nauczycielami osób wykształconych, które jednak poza teorią chcą czerpać też z tradycji i praktyki muzyków ludowych. Wiejscy muzykanci  są także zapraszani na występy do miast, co jeszcze bardziej aktywizuje lokalnych twórców. Tradycja regionu zostaje ocalona od zapomnienia, a poprzez zainteresowanie, jakie wzbudza ona w „mieszczuchach”, młode pokolenie z danej miejscowości może na powrót docenić spuściznę po ojcach i dziadach. Istotny jest także aspekt finansowy – Tabor propaguje kulturę danego regionu, co napędza turystykę oraz pozwala mieszkańcom zarobić przy okazji samej imprezy.

Wieś, zwłaszcza taka tradycyjna, kryje w sobie wielki potencjał – przekonuje Michał Książkiewicz. – Inicjatywy takie jak Tabor Domu Tańca pozwalają wyjść lokalnej kulturze z podziemia. Wtedy okazuje się, że to, co kiedyś było wstydliwe, okazuje się wielkim kapitałem. Tradycyjna kultura to nie zacofanie, to potencjał, na który znajduje się coraz więcej chętnych. Tym samym otwiera to pole do rozwoju etnoturystyki i powstawania kolejnych inicjatyw czerpiących z bogatej tradycji ludowej.

*

Redakcja dziękuje za udostępnienie zdjęć do publikacji. Zdjęcia pochodzą ze strony http://tabor.domtanca.art.pl/

***

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!