„Połączyła nas plaża”. Rozmowa z Tomaszem Chmarzyńskim, sołtysem Lipienka w gminie Lisewo

wspolne

Tomasz Chmarzyński jest sołtysem wsi Lipienek. Na swoją trzecią kadencję został wybrany 27 lutego 2024 roku. Opowiada m.in. o tym, jak udało się pozyskać ponad milion złotych i wybudować świetlicę wiejską, jak wygląda współpraca z samorządem gminy i co z niej wynika dla mieszkańców, w jaki sposób Lipienek integruje się z sąsiednią wioską, oraz jak można wykorzystać dziedzictwo kulturowe wsi w promocji regionu.

 

 Piotr Subotkiewicz, Witryna Wiejska: Jak to się stało, ze zostałeś wybrany sołtysem Lipienka?

Tomasz Chmarzyński: Moja pierwsza kadencja była kadencją niepełną. Kiedy zrezygnował mój kolega, który był sołtysem, poszedłem na zebranie wiejskie. Tam zaczęło się zagadywanie, żebym to ja został nowym sołtysem. Jako, że wcześniej pojawiałem się na zebraniach wiejskich, gdzie walczyłem o drogę we wsi i o powołanie funduszu sołeckiego, którego w tamtym czasie pod władzami poprzedniego wójta jeszcze u nas nie było, to mieszkańcy zauważyli moją aktywność. Ja nie pochodzę z Lipienka. Tutaj przeprowadziłem się z sąsiedniej wsi i nigdy bym nie przypuszczał, że będę tu sołtysem. Gdy mieszkałem w Dubielni, to mówiliśmy – w tym Lipienku to zawzięte chłopaki – często mieliśmy z nimi nie po drodze.

Ale zdarzyło się tak, że kupiłem siedlisko w Lipienku  i po 6 latach, kiedy tam zamieszkałem, mieszkańcy powierzyli mi funkcję sołtysa.

W obecnych wyborach nie miałem kontrkandydata i jednogłośnie udało mi się zdobyć poparcie mieszkańców wsi. To były moje trzecie wybory i zaczynam trzecią kadencję z tym, że to będzie moja druga pełna.

 

Nie miałeś kontrkandydata?

To co udało nam się zrobić na przestrzeni ostatnich lat zaowocowało tym, że mieszkańcy doceniają moją pracę i nie bardzo chcą wystawić kontrkandydata, widzą że coś się dzieje, coś się realizuje.

 

Czy możesz opowiedzieć, jak to się zaczęło, kiedy po raz pierwszy podjąłeś się pełnienia funkcji sołtysa?

Takim ważnym elementem był fundusz sołecki, który w naszej gminie wprowadził nasz wójt Jakub Kochowicz – samorządowiec, który zresztą zaczynał w organizacjach pozarządowych. Wprowadzenie funduszu było krokiem milowym w rozwoju wszystkich naszych miejscowości.

Z pieniędzy z funduszu sołeckiego wykonaliśmy nasze pierwsze zadanie, którym było kupienie działki sołeckiej. Zorganizowaliśmy na niej planowanie na polanie.


Planowanie na polanie.

Postawiliśmy namiot, zwołaliśmy mieszkańców – przyszło 60 osób. Podzieliliśmy ich na grupy i każdy mógł określić cel: co by chciał, żeby powstało na tej działce, na której nic nie było. Pojawiły się różne pomysły – od placu zabaw, boiska, świetlicy a nawet jakaś fontanna się pojawiła gdzieś u dzieciaków. Ten plan tak naprawdę od tego 2018 roku realizujemy krok po kroku. Dzisiaj właśnie, za chwilę spełni się ostatnie zadanie z tego planu, bo 3 maja będziemy otwierać nowy budynek świetlicy wiejskiej.

 

W jaki sposób powstał budynek świetlicy? To ogromne i kosztowne zadanie.

Na początku w czynie społecznym zrobiliśmy boisko, zbudowaliśmy plac zabaw, siłownię zewnętrzną, altanę, miejsce na ognisko, miejsce rekreacji i teraz ostatnim elementem jest budowa świetlicy wiejskiej. Właśnie dzisiaj, przed chwilą byłem ustawiać stoły już w tym nowym budynku.


Nowa świetlica wiejska.

Powiedz proszę, jak się wam to udało? To przecież są jakieś kolosalne koszty, żeby zbudować budynek. Skąd mieliście na to środki?

To stało się przede wszystkim dzięki olbrzymiej pracy społecznej naszych mieszkańców. Wszystko zaczęło się od budowy strażnicy. Wraz z chłopakami, ochotnikami OSP z naszej wsi w 2016 roku zbudowaliśmy w czynie społecznym nowy budynek remizy.

To pokazało, że można zrobić coś społecznie w naszych czasach, gdzie wydawałoby się, że praca społeczna, to już jest jakiś relikt przeszłości. Okazało się, że można.


OSP Lipienek.

Pozyskaliśmy materiały od sponsorów. Jeden umiał murować, drugi umiał malować, trzeci umiał pospawać i w krótkim czasie – niespełna roku – pobudowaliśmy tę remizę.

To nas przekonało do tego, że skoro możemy zrobić takie rzeczy, to pewnie możemy robić również inne. Kiedy pozyskaliśmy grunt, to zaczęliśmy na nim robić sami boisko.


Prace na zakupionej działce.

Jeden rolnik przyjechał traktorem i zaorał nam działkę, zebraliśmy kamienie, gruz i śmieci –  uprzątnęliśmy cały teren. Wójt pomógł nam w zdobyciu dofinansowania od marszałka i zbudowaliśmy boisko. To był pierwszy element.


Boisko.

Kiedy robiliśmy konsultacje z mieszkańcami w sprawie zagospodarowania naszej działki i zrobiliśmy projekt ogólny, to narysowałem mapę zagospodarowania działki i prawie w 100 procentach rozmieszczenie elementów jest takie, jak było to ujęte na tym moim planie.

Potem było kolejne dofinansowanie też w ramach PROW-u (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich), w ramach którego zbudowaliśmy plac zabaw.

Strefa aktywności.

Kolejnym ważnym wsparciem był dla nas program Polski Ład, z którego udało nam się zdobyć ponad milion złotych. Dodatkowe 205 tysięcy dołożyła nam gmina i w ten sposób powstał piękny budynek świetlicy, na który wieś czekała od lat. Wójt napisał wniosek i dostaliśmy promesę. Ja liczyłem na 300, może 400 tysięcy, a okazało się, że dostaliśmy milion sto tysięcy złotych.

To ogromna suma, gratuluję. Wygląda na to, że recepta na sukces to zgrani i aktywni mieszkańcy, silny lokalny lider – ktoś taki jak Ty, który widzi potrzeby społeczności i ma energię, żeby to pchnąć do przodu i dobra współpraca z wójtem, który rozumie te potrzeby, chce pomóc i wie, jak to zrobić. Wójt Lisewa, Jakub Kochowicz wywodzi się z organizacji pozarządowych i doświadczył na własnej skórze, na czym polega taka działalność.

Uczestniczę w wielu ogólnopolskich wydarzeniach – szkoleniach, spotkaniach sołtysów, konferencjach. Tam często słucham innych sołtysów, którzy borykają się ze swoimi władzami gminnymi, którzy mają zawsze z nimi pod górkę. U nas tego nie ma, u nas jest inaczej.

Nasz wójt Jakub zawsze podchodzi ze zrozumieniem i mówi, „aha, fajny pomysł, dobra, robimy to, działamy, próbujemy”. To jest najważniejsze właśnie w tym wszystkim, żeby tworzyć taki tandem, żeby jeden drugiemu nie podcinał skrzydeł. Bo jak ja widzę, że on jest aktywnym wójtem, on widzi moją aktywność, to razem już coś można zrobić.

Wójt podchodzi do tego tak, że nie daje wszystkiego na tacy. Chce, żeby to właśnie sołtys, rada sołecka, czy OSP wyszła z jakąś inicjatywą. Wtedy on chętnie pomaga, żeby to zadanie pchać dalej.

Wzorcowa współpraca, można powiedzieć.

Tym się chwalę, o tym opowiadam. Wtedy inni sołtysi i lokalni liderzy tak trochę z zazdrością patrzą na to, co nam się udaje zrobić. Wiem, że często jednak ta współpraca między władzami gminnymi a lokalnymi społecznościami bywa różna.

W tej układance ważny jest też aktywny, lokalny lider, który jeździ, uczy się, zdobywa wiedzę i pcha wszystko do przodu.

Ważnym elementem w pracy sołtysa jest udział w szkoleniach, wyjazdach, kursach. Ważne,  żeby sołtyski i sołtysi się tego nie bali, bo to naprawdę dużo daje i bardzo pomaga.

Spotkania organizowane przez Fundację Wspomagania Wsi, moje spotkanie z Grażyną Jałgos Dębską, Mają Winiarską, Piotrem Szczepańskim – zrobiły na mnie duże wrażenie. Przekonało mnie do nich to, że zainteresowali się sołtysami, ich problemami, funduszami sołeckimi, statusami sołectw.

Bycie sołtysem to obowiązki, niekiedy brak czasu na wszystko, ale udział właśnie w tych spotkaniach, to jest taka jedna z najwspanialszych przygód w moim życiu. Gdybym nie był sołtysem, to nigdy bym nie spotkał tych ludzi na swojej drodze. Nigdy nie uczestniczyłbym w takich wydarzeniach, w których uczestniczyłem.

W 2020 roku otrzymałem „Nagrodę Sołtysa Województwa Kujawsko – Pomorskiego” przyznaną mi przez kapitułę konkursu. To też było dla mnie super wydarzenie. Albo konkurs „Fundusz sołecki najlepsza inicjatywa” i nasza nagroda w etapie wojewódzkim, potem udział w finale krajowym, wyróżnienie w finale krajowym, spotkanie samorządów, polityków – to naprawdę robi duże wrażenie. Również spotkanie na żywo w telewizji regionalnej –  to są takie wydarzenia, które pokazują, że bycie sołtysem to nie tylko obowiązki, ale też czasami przyjemności. Dlatego zachęcam osoby myślące o kandydowaniu na stanowisko sołtysa, które się wahają, które myślą, że to jest tylko ciężka praca. Jest ciężka praca. Nie powiem i czasami niewdzięczna, trudna, ale jeżeli się dobiera fajnych ludzi, dobry zespół, to wtedy można również czerpać z tego radość.

Czy pamiętasz, jakie było Twoje pierwsze działanie, które zrobiłeś dla swojej społeczności? Jak to się zaczęło?

To było zanim jeszcze zostałem sołtysem, byłem wówczas w radzie sołeckiej. Nasza wieś ma bogatą historię. Na jej terenie znajdują się ruiny zamku krzyżackiego. Wszyscy wiedzieli, że gdzieś te ruiny są. Ale co z tym zamkiem? Kto tam żył w tym zamku, co tam się działo? Jakie ważne wydarzenia z nim się wiążą – tego mieszkańcy nie do końca wiedzieli. Więc zrobiłem taki projekt.

Nasze starostwo powiatowe ogłosiło konkurs „Dziedzictwo kulturowe mojego sołectwa” i postanowiłem sobie, że jako członek rady sołeckiej, zrobię wszystko, żeby powstała tablica w centrum wsi poświęcona zamkowi. Napisałem projekt i udało mi się zdobyć pierwsze dofinansowanie. Mój kolega, lokalny artysta zrobił nam płaskorzeźby. Ja znalazłem całą historię tego zamku, co tam się po kolei działo, kto był komturem, kto był wójtem, jakie były najważniejsze wydarzenia historyczne z nim związane. Tablica stanęła w centrum wsi i do dzisiaj stoi.


Tablica informacyjna o historii zamku w Lipienku.

Potem zrobiliśmy oznakowanie tego zamku. Wytyczyliśmy szlak, bo z reguły było tak, że na wiosnę zarastały pokrzywy i nie szło dojść do tych ruin. Co roku dwa razy robimy koszenie. Z zamkiem moglibyśmy zrobić dużo więcej. Ale okazuje się, że państwo w latach dziewięćdziesiątych sprzedało cały nasz majątek Lipienek razem z tymi ruinami zamku i te ruiny są własnością prywatną, co nas ogranicza, bo nie możemy na nie przeznaczyć ani funduszu sołeckiego ani napisać wniosku o dotację , bo jest to prywatna własność.

Ale dogadaliśmy się z właścicielem, że wytyczamy ten szlak, wykaszamy to miejsce. Ja często oprowadzam wycieczki – sympatyków historii, przyjeżdżają też grupy szkolne. Miałem też audycję dla naszego lokalnego Radia Pik na Pomorzu. Także historię naszego zamku promuję na każdym kroku i dzielę się moją wiedzą.


Szlak do zamku w Lipienku.

To był mój pierwszy projekt, który nakierował mnie na to, że może napisać kolejne i będzie można dalej gdzieś to promować.

Dla mnie ważnym elementem jest promocja dziedzictwa kulturowego i historii wsi. W okresie międzywojennym w naszej wsi funkcjonował folwark. Byłem ciekawy kto był jego zarządcą – czy był to Niemiec, czy Polak. Długo szukałem jakiejś informacji na ten temat, szukałem jego nazwiska, jakiegoś punktu zaczepienia. W jakichś starych dokumentach znalazłem nazwisko – Haertle.

W sieci odnalazłem to nazwisko – profesora chemii na Uniwersytecie Poznańskim i na Uniwersytecie w Paryżu. Napisałem do niego maila, adres znalazłem przez uczelnię. Napisałem, ze jestem sołtysem Lipienka i szukam informacji o zarządcy folwarku. On dał mi kontakt do swojej kuzynki mieszkającej w Niemczech. Okazało się, że to jej dziadek zarządzał tym majątkiem.

Był Polakiem, wielkim społecznikiem i agronomem, pionierem hodowli świń rasy Biała Pomorska Kłapoucha, która jak się okazało wywodzi się z naszego Lipienka. Do dziś hodowana Biała pomorska rasa świń powstała de facto w Lipienku. Chciałbym ten fakt nagłośnić i w ten sposób promować naszą wieś.

Wracając do historii – udało mi się zaprosić rodzinę Haertle do Lipienka w ubiegłym roku na jesieni.

Odbyliśmy wspólny spacer po całej wsi. Podczas wieczora wspomnień słuchaliśmy opowieści o Lipienku z dawnych czasów. Okazało się, ze kiedy do Lisewa przyjeżdżał biskup, a z racji tego, że w pałacu u pana Haertle była najlepsza gościna, to przewożono go do Lipienka.  Właścicielem pałacu obecnie jest osoba prywatna, w tej chwili mamy tam wydzielone jedno pomieszczenie  i tam mieści się nasza aktualna świetlica. Mieszkańcy też mają tam wykupione swoje mieszkania. Ogólnie mieszkają tam 4 rodziny.

Syn pana Haertle napisał pamiętnik z tamtych czasów i ja na stronie naszej wsi czasami publikuję artykuły o historii Lipienka, na nim oparte. Często dostaję odzew od czytelników, którzy proszą o więcej tych historii.

Wnuczka inżyniera i zarządcy Haertle przywiozła tablicę rodową lipieńskich świń – starą pożółkłą planszę z drzewem genealogicznym powstawania tej rasy.

Tę tablicę nasza wieś dostanie w prezencie już 3 maja – podczas zaplanowanej uroczystości otwarcia naszej nowej świetlicy, na którą zaprosiliśmy rodzinę Haertle.

To świetna historia, która zaczęła się od ruin pałacu, Twojej ciekawości i dociekliwości. Znalazłeś tę rodzinę. Teraz mają przyjechać już kolejny raz. Odkryłeś znamienite fakty o Lipienku, które określają tożsamość wsi i jej mieszkańców, promują wieś i dają podstawy do dalszych waszych działań.

3 maja planujemy otworzyć świetlicę, gdzie zostanie odsłonięta tablica poświęcona Inżynierowi Andrzejowi, Stanisławowi Haertle, ufundowana przez jego potomków.

Innym projektem, który związany jest z naszym regionem i historią naszej wsi są tzw. Poniatówki, czyli drewniane domki, powstałe w ramach akcji przeprowadzonej przez ministra Juliusza Poniatowskiego w latach 30. XX wieku. W ramach reformy rolnej minister zachęcał osadników z południa Polski do osiedlania się na naszych terenach. Każdy kto się na to zdecydował, dostawał kredyt od Banku Gospodarstwa Krajowego na wybudowanie takiej Poniatówki – czyli  drewnianego domu, obory i stodoły.


Makieta Poniatówki.

Wszyscy mówili o Poniatówkach, ale nie wiadomo było, skąd się wzięły, dlaczego tak się nazywały. Zrobiliśmy spotkanie we wsi, na którym poznaliśmy historię ich powstania i genezę nazwy. Te domki już zanikają. U nas jeszcze na wsi kilka zostało.

Niektóre są użytkowane do dzisiaj, chociaż w zamyśle miały służyć 2-3 lata, dopóki nie powstanie nowy dom. Ja sam kupiłem gospodarstwo, to w którym mieszkam – ten dom to była Poniatówka. Trochę go przerobiłem, potem trochę żałowałem, że nie mam tego oryginalnego stanu, ale obok mieszkała babcia. Poniatówka stoi tam do dzisiaj – ta oryginalna.

Moim marzeniem jest zrobienie mini skansenu z tą Poniatówką, żeby ją zachować dla przyszłych pokoleń. Tam jest piec kaflowy, są też jeszcze gniazdka elektryczne starego typu włączane na pokrętła. Stan tej Poniatówki jest nadal bardzo dobry, mało popsuty przez nowoczesność. Chciałbym pozyskać środki z Ministerstwa Kultury na zakup tej nieruchomości i tam stworzyć taki mini skansen.


Prezentacja makiety Poniatówki na spotkaniu w Marózie.

Kiedyś nawet wraz z moją bratową, która jest utalentowana plastycznie, zrobiliśmy i przywieźliśmy na jedno ze spotkań w Marózie makiety tej Poniatówki, wtedy też o niej opowiadałem.

Na Twoim przykładzie widać, że jak się znajdzie jakiś ciekawy element historyczny, to można na tym budować. To jest coś takiego, co ludzi interesuje, prawda?

Tak. Naprawdę to w każdej wsi jest coś takiego, bo gdzieś tam są ruiny, czy stoi jakiś stary dom, w którym kiedyś mieszkał jakiś znany człowiek. U nas akurat w sąsiedniej gminie, we wsi Gorzuchowo miał swój dom generał Haller i ta wieś promuje ten fakt w swojej działalności.

Opowiadasz o projektach związanych z dziedzictwem kulturowym wsi, czy działacie też w innych obszarach?

Tak, nawet zostaliśmy nagrodzeni za działania integracyjne. W zeszłym roku przeprowadzaliśmy wspólny projekt „Sąsiedzi z nad jeziora na szlaku animacji, kultury i integracji”. Nasze dwie sąsiednie wsie dzielą brzegi jeziora Kornatowskiego.

Z jakiego źródła był ten projekt?

Biblioteka gminna pozyskała środki z Ministerstwa Kultury – w ramach projektu „Blisko lisewskiej biblioteki”, gdzie można było podejmować różne mniejsze działania. To był prosty projekt do rozliczenia i jeden z bardziej udanych naszych projektów. W jego ramach  zagospodarowaliśmy plażę nad jeziorem, za co otrzymaliśmy nagrodę EKO Sołectwa od starosty powiatowego – zdobyliśmy pierwsze miejsce.

Gmina miała kawałek działki, my daliśmy pieniądze z funduszu sołeckiego, wójt jak zwykle nas poparł, od marszałka jakieś pieniądze uzyskał i zrobiliśmy naprawdę fajne miejsce rekreacji nad jeziorem.


Sołtys Tomasz Chmarzyński z kolegą Ireneuszem Pudlewskim.

Tam odbywała się biesiada dwóch wsi – Lipienka i Kornatowa. Po raz pierwszy zaistniała taka integracja między naszymi wsiami, bo te wsie trochę rywalizują czasami, nie znają się do końca, a tu powstał taki fajny pomysł, że można się połączyć, zintegrować. Na pewno będziemy pisać kolejne projekty razem z panią sołtys. Nie rywalizując, ale właśnie współpracując.

 

Jak sobie radzisz z łączeniem funkcji sołtysa, opieki nad sołectwem, robienia tych wszystkich fantastycznych projektów, o których mówisz z pracą zawodową i jeszcze z obowiązkami rodzinnymi, jak to u Ciebie wygląda?

Ja mam to szczęście, że pracuję w małej firmie rodzinnej, mam pracę która pozwala mi się angażować w działalność społeczną. Nie muszę być w pracy 8 godzin, mogę urwać się na spotkanie, na wyjazd na przykład na szkolenie dla sołtysów.

To jest trudne. Trzeba mieć wyrozumiałego szefa w pracy i  wyrozumiałą żonę. Moja żona nigdy mnie nie ograniczała, nie była przeciwna moim wyjazdom, nawet kiedy dzieci były mniejsze, bo jak zacząłem sołtysowanie, to młodszy syn miał 4 lata. Teraz ma już 12.

 

Zbliżają się wybory samorządowe. Jakie działania może przeprowadzić sołtys, aby podkreślić ich doniosłość dla społeczności?

Czasami goszczę uczniów szkół i robię dla nich quiz o wiedzy o samorządzie, czy wiedzą  kim jest sołtys, kim jest wójt? Czym są te funkcje? Uważam, że o samorządzie, o konstytucji, o trójpodziale władzy – powinno się uczyć od najmłodszych lat szkolnych. Żeby dzieci już widziały, od trzeciej, czy czwartej klasy szkoły podstawowej, czym jest samorząd terytorialny. To jest najważniejsze, co nas bezpośrednio dotyka, co nas najbardziej interesuje – tak jak te nadchodzące wybory samorządowe, to są wybory, które naprawdę nas dotyczą. Od nas wyborców dużo zależy, kto będzie wybrany. Zachęcam wszystkich, żeby brali w nich udział.

 

Tak jak powiedziałeś – wybory samorządowe są najważniejsze – wybiera się ludzi, którzy żyją w danym miejscu. Te wybory dotyczą mieszkańców i ich spraw. Czy są jakieś problemy u was sołectwie, które chciałbyś właśnie w tej kadencji rozwiązać, z którymi chciałbyś się zmierzyć?

Nie dalej jak wczoraj podpisaliśmy w ramach Polskiego Ładu umowę na budowę kanalizacji we wsi. To była nasza największa bolączka. Ścieki odpływały jeszcze jak za czasów funkcjonowania spółdzielni rolniczej  – było szambo zbiorowe dla całej wsi i te ścieki tam płynęły, ale tak dokładnie nikt nie wiedział, jak to wygląda. Jeszcze w marcu będziemy rozpoczynać budowę kanalizacji. A czym chciałbym się zająć? Na pewno rozbudową światłowodu. Do centrum wsi udało mi się jakoś ten światłowód dociągnąć. Zadzwonił do mnie, jako do sołtysa operator, czy nie byłbym zainteresowany tym, aby centrum wsi miało światłowód? Zbierałem deklaracje, namawiałem. Dość dużo osób przystąpiło do tego programu i dzisiaj centrum wsi ma światłowód, ale chciałbym go pociągnąć na parcele.

Na pewno dokończenie budowy dróg gruntowych, przebudowę tych dróg, ale też chciałbym zrobić kilka projektów miękkich dla społeczności. Bo skoro już mamy świetlicę, mamy remizę, to warto, żeby te miejsca żyły. Mamy fajny klub seniora. Seniorzy są grupą zawsze chętną do pomocy, angażują się we wszystko i chciałbym dla nich jakieś projekty napisać, zaplanować jakieś wyjazdy integracyjne i szkolenia. Wiem, że teraz w nowej transzy środków europejskich będą takie przeznaczone na projekty miękkie i na pewno będziemy pisać projekty.

Jestem też członkiem Europejskiego Korpusu Radnych, który powołał marszałek województwa. Tam uczymy się, poznajemy strukturę funkcjonowania Unii Europejskiej, środków europejskich, programów unijnych. Nawet byłem w ubiegłym roku zimą z wizytą w Parlamencie Europejskim. Pojechaliśmy tam na wizytę studyjną i uczestniczyliśmy w szkoleniach organizowanych przez nasz urząd marszałkowski.

W Europejskim Korpusie Radnych Województwa Kujawsko-Pomorskiego, uczestniczą przedstawiciele rad gmin. Ja również jestem radnym gminy Lisewo i to z jej ramienia zostałem wybrany do tego europejskiego korpusu.

Jesteśmy w Unii Europejskiej już 20 lat, a tak naprawdę mało o niej wiemy. Często słyszy się, że ktoś mówi – bo to ta unia – a to my jesteśmy tą unią. Pomimo upływu tylu lat nasze społeczeństwo nie do końca się utożsamia z Unią Europejską.

 

Może nowe środki z KPO (Krajowy Plan Odbudowy) które do nas dotrą, zmienią to postrzeganie – to będą duże pieniądze do wydania.

To jest 6 miliardów, perspektywa do 2026 roku, więc samorządy gminne muszą się spieszyć, żeby te środki wykorzystać, bo to taka suma pieniędzy, o której można byłoby jeszcze parę lat temu tylko pomarzyć.

Wydaje mi się, że to będzie właśnie dla samorządów, dla nas wszystkich bardzo dobry czas, aby tylko był spokojny od konfliktów wojennych. To będzie dobry czas do inwestowania, do wydatkowania tych środków, do pobudzania obywatelskości, poprzez realizację różnych projektów.

 

Jako doświadczony sołtys, który dużo robi, co mógłbyś poradzić nowym sołtysom i sołtyskom, którzy są dopiero wybrani, albo będą wybrani niebawem?

Po pierwsze zachęciłbym do udziału w programach i spotkaniach, które organizuje Fundacja Wspomagania Wsi, czy Krajowe Stowarzyszenie Sołtysów. Żeby nie obawiać się i brać udział w tych szkoleniach dla sołtysów, dla organizacji pozarządowych, dla kół gospodyń wiejskich, dla ochotniczych straży pożarnych. Ja podczas tych szkoleń dowiedziałem się bardzo dużo o tym, jak funkcjonuje fundusz sołecki, jak można pozyskać środki, jak napisać projekt.

Poza tym można tam poznać wielu fajnych ludzi – społeczników z całej Polski. Kontakty, które pozyskałem już 5 lat temu, mam do dziś i cały czas się spotykamy, wzajemnie sobie pomagamy. Wymieniamy się na grupie spostrzeżeniami, informacjami, problemami. Warto to robić.

Również rekomenduję kontakt ze swoim włodarzem gminy. Warto do niego pójść, przedstawić swoje wizje i pomysły. Nie bać się pisać projektów. Nawet jak się zrobi błąd. Często są to proste projekty – szczególnie te organizowane przez gminy, czy przez starostwa powiatowe.

Tak naprawdę strach ma wielkie oczy, ale niekiedy jak się napisze pierwszy projekt, to z drugim jest już łatwiej, a z kolejnym jeszcze łatwiej.

Należy szukać sprzymierzeńców z innych wsi, czy sołectw, współpracować z nimi, a nie współzawodniczyć.

Również nie bać się kontaktu z mieszkańcami. Zawsze podziękować każdemu mieszkańcowi za każde działanie, nawet to najmniejsze i nikogo nie wykluczać. Trzeba podchodzić do każdego z szacunkiem.

***

 

 

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!