Pomoc psychologiczna po powodzi

Wnioski wynikłe z praktyki Zespołu Interwencji Kryzysowej w czasie i po powodziach na Dolnym Śląsku w latach 1997-1998

Fala powodziowa, która w lecie 1997 r. zagroziła południowej Polsce, postawiła służby interwencyjne przed nader trudnym zadaniem. Zalaniu uległy setki hektarów pól uprawnych, zniszczeniu wsie i całe dzielnice miast. W tych skrajnie trudnych warunkach do działań służb ratowniczych po raz pierwszy włączono również inter­wencję psychologiczną.

Choć dla wielu obywateli naszego kraju psychologiczna interwencja kryzysowa pozostaje działalnością o niezupełnie jasnych celach i jeszcze mniej oczywistych re­zultatach, uwzględnienie jej w planach pomocowych i alarmowych stało się już w la­tach 80. normą w Stanach Zjednoczonych Ameryki i Kanadzie. Uznanie Zespołu Stre­su Pourazowego (ang. PTSD, Postraumatic Stress Disorder) za zespół chorobowy na­byty w wyniku gwałtownych przeżyć w czasie i po katastrofie, wpłynęło w znacznym stopniu na obecny sposób organizowania pomocy ofiarom klęsk żywiołowych.

Wiele przedstawionych w tym tekście spostrzeżeń to wnioski wynikłe z praktyki Zespołu Interwencji Kryzysowej w czasie i po powodziach na Dolnym Śląsku w la­tach 1997-1998.

Przeżycie katastrofy

Przeżycie katastrofy jest obok wojny źródłem największych urazów psychicznych w życiu człowieka. Nieubłaganie zmienia sposób widzenia i przeżywania świata, a życie zaczyna dzielić się na przed i po katastrofie.

Miłe bębnienie kropli deszczu o szybę, pluskanie wody w rynnach czy szum desz­czu dochodzący z otwartego okna – dźwięki miłe, znane i swojskie – tracą swój po­godny i leniwy, wakacyjny kontekst. Osoby, które przeżyły powódź, będą już zawsze słyszeć i reagować na deszcz nieco inaczej. Najpierw wsłuchają się w jego intensyw­ność, potem pozornie zajęte czymś innym, będą czuwać nad długością i przebiegiem opadów. Potem postarają się, by nie przegapić prognozy meteorologicznej w TV, któ­rej oglądanie stanie się dla nich czymś obowiązkowym. Za każdym razem, kiedy okaże się, że miały do czynienia tylko z gwałtowną ulewą, odczują ulgę, niezrozumiałą dla tych, którzy powodzi nie przeżyli. Intensywność, z jaką przeżywa się dotychczas obojętne bodźce, które po powodzi stały się sygnałem zagrożenia, jest jednym z ob­jawów zaburzeń pourazowych.

Uprzytomnijmy sobie, z jak wielu spraw i przeżyć składa się nasza codzienność, ile czasu i energii pochłania nam jej organizowanie i przeżywanie. Jeśli coś odbiega od rutyny (choroba w rodzinie, malowanie mieszkania itp.), wymaga to od członków rodziny zmiany planów, dodatkowych przemyśleń, zwiększonego wysiłku. Nawet jeśli większość tych dodatkowych obciążeń bierzemy na siebie, to w wielu drobia­zgach możemy polegać na innych i na wewnętrznej „mapie” otoczenia, którą przez całe życie tworzymy wokół siebie. Chleb kupujemy w sklepie na rogu, dom jest bez­pieczny, ponieważ sąsiedzi są rencistami i przebywają ciągle w mieszkaniu obok, dzieci przynoszą mleko z gospodarstwa, które mają po drodze do szkoły, a środki czystości kupuje się raz w miesiącu w hurtowni, żeby było ekonomicznie. Każda rodzina żyje w takiej oswojonej, bezpiecznej przestrzeni, tworząc wspólnie lub roz­dzielnie z innymi rodzinami, instytucjami sieć zależności charakterystyczną dla da­nej społeczności danego miejsca. Katastrofa niszczy to wszystko nieodwołalnie. Za­nika naturalna wspólna organizacja życia.

Wyobraźmy sobie teraz, że od jutra wszystko to przestaje istnieć. Nie ma drogi, którą możemy wrócić do domu, nie ma samego domu, w którym każdy miał i znał swoje miejsce. Nie ma sklepiku na rogu, do którego można było wyskoczyć w każ­dej chwili, kiedy czegoś brakło. Przestała istnieć szkoła, do której chodziły dzieci. Nie istnieje już gospodarstwo, sąsiedzi nie odzywają się. Ludzie podzielili się nagle na dobrych i złych. Niczego nie można normalnie załatwić, urzędy wymagają coraz to nowych zaświadczeń i coraz dłuższe są okresy wyczekiwania na ich decyzje, któ­re często okazują się niesprawiedliwe. Dzieci są nieznośne, hałaśliwe, nie słuchają, co się do nich mówi. Nie możemy sobie poradzić z własnym gniewem, z własną sła­bością i ze strachem przed tym, co będzie dalej. Sen nie daje wypoczynku, życia rodzinnego właściwie nie ma. Jesteśmy przygnębieni, zmęczeni i poirytowani. Do­tychczas obojętne sprawy dotykają nas do żywego. Przeżyliśmy powódź.

Sytuacji tej nie da się odwrócić. Była i jest faktem. Czas dzieli się na przed i po powodzi. Dzieje się tak, ponieważ doświadczenie powodzi dramatycznie różnicuje ludzi w zależności od tego, kto jak ją przeżył.

Dynamika reakcji na katastrofę

Reakcja na katastrofę ma kilka faz, które odzwierciedlają proces „zdrowienia” społeczności i tworzących ją poszczególnych osób.

FAZA HEROICZNA – obejmuje całość przygotowań na spotkanie kataklizmu (ostrze­żenie, ewakuację, zasięganie informacji, organizacja wspólnych działań zabezpiecza­jących). Także całość działań w trakcie przyjścia katastrofy – walka o uratowanie ży­cia i wszystkiego, co da się uratować, czasem (jak w wypadku dwojga staruszków, którzy przesiedzieli na szafie w zalanym mieszkaniu) walka o przetrwanie. Faza ta obejmuje okres sprzed pełnego nasilenia czynnika wywołującego uraz, do ok. tygo­dnia po jego ustąpieniu. W wymiarze pojedynczego człowieka jest to szczęście, że się przeżyło. Radość życia, stan uniesienia wyraża często słyszana w tym okresie dekla­racja „niczego nam nie trzeba”, „grunt, że jesteśmy cali i zdrowi”, „chętnie byśmy jeszcze sami komuś pomogli”. Ludzie są dla siebie mili i wyrozumiali, bardzo często rezygnują z ofiarowanej pomocy. Powtarzają, że sami sobie dadzą radę, a pomoc prze­znaczyć należy dla bardziej potrzebujących. Powodzianie informują się nawzajem, rozmawiają, starają się wspólnie uratować co się da ze swojego dobytku.

FAZA MIODOWEGO MIESIĄCA – jak sama nazwa wskazuje – obejmuje ona czas, gdy na tereny dotknięte powodzią dociera pomoc z zewnątrz, a działalność mediów sprawia, że problemy i trudności ludzi dotkniętych katastrofą znajdują się w centrum uwagi całego kraju. Jest to również okres intensywnego rozdawania darów przez różne instytucje. Radości z uratowania życia towarzyszy nadzieja na rychły powrót do normalności i poszukiwanie możliwie optymalnych sposobów, by to zrealizować.

W wymiarze konkretnego człowieka faza ta to długie kolejki po różne rzeczy, które się bierze za darmo. To zainteresowanie ze strony znajomych, to rozmowy te­lefoniczne, w których różnych ludzi w różnych miejscach informuje się o tym, że się żyje. To o jeden ręcznik więcej niż dostała sąsiadka, to zapobiegliwość – gromadze­nie rzeczy na później, kiedy wszystko się przyda. To także lekkie poczucie wyższo­ści w stosunku do tych, którzy „tego” nie przeżyli, to ustawienie się na początku kolejki, satysfakcja z prac porządkowych i pierwszych prób odbudowy.

Faza ta trwa od 2 tygodni do 2 miesięcy i kończy się poważnym obniżeniem na­stroju, przechodząc w fazę utraty złudzeń.

FAZA UTRATY ZŁUDZEŃ – nazywana także wtórną katastrofą – obejmuje taki okres w życiu dotkniętej katastrofą społeczności, kiedy pomoc z zewnątrz wyraźnie się zmniejsza, a nawet ustaje – zatem przestaje zaspokajać potrzeby ludzi. Do wszyst­kich dociera smutna prawda, że żadna pomoc nie jest w stanie zrekompensować strat, że czegoś, co się tworzyło cało życie, nie da się zrobić natychmiast, że pewne zmia­ny są nieodwracalne, a straty nie do odrobienia. Ilość biurokratycznych wymagań związana z odbudową i rekonstrukcją życia jest pomimo różnych ułatwień niewyobra­żalna i szczególnie dotkliwa, ponieważ pochłania mnóstwo sił i czasu. W tym czasie ludzie zdają sobie sprawę, że są zdani wyłącznie na siebie.

Faza ta kończy się w rok po powodzi. Dla jednostki wiąże się z przygnębieniem, zmęczeniem, niemożnością i nieustannym dopraszaniem się o różne rzeczy w urzę­dach, jak również z koniecznością uczestniczenia w nie wnoszących niczego nowe­go zebraniach, walką z brakiem kompetencji, złością, gniewem, ubóstwem – utratą dotychczasowej pozycji: ,jesteśmy nędzarzami”, ,jesteśmy biedakami”, „pracowali­śmy całe życie, a teraz jesteśmy na garnuszku pomocy społecznej”. Pojawia się też zwiększona podatność na zachorowania (związana zarówno z obniżeniem poziomu życia codziennego, jak i kondycji psychicznej).

FAZA REKONSTRUKCJI to okres, w którym normalizuje się funkcjonowanie spo­łeczności; trwa ona zwykle kilka lat. Ludzie tworzą w zmienionej rzeczywistości nowe zwyczaje, na nowo „oswajają” przestrzeń, w której żyją. Powoli inne sprawy stają się ważne, przesłaniając te związane z powodzią.

Wydawałoby się, że okres roku, ze wszystkimi świętami w nim zawartymi (imie­ninami, urodzinami, rocznicami i świętami religijnymi) wystarczy, by wszystko po katastrofie „znormalniało”. Tymczasem musi przejść kilka takich rocznych cykli, by człowiek mógł nasycić je nowymi przeżyciami i treściami. Wielu ludzi koncen­truje swoje wysiłki na zabezpieczeniu siebie samych i rodziny przed ewentualno­ścią powtórzenia się kataklizmu. Inni, pamiętając koszmar, jaki przeszli, pracują jako wolontariusze przy organizowaniu pomocy dla innych. Większość jednak zaj­muje się własnymi, rodzinnymi sprawami, tym intensywniej, im więcej zostało do zrobienia.

Stres pourazowy

Stres pourazowy można i należy łagodzić tak, by ofiary katastrofy mogły powró­cić jak najszybciej do właściwego sobie, normalnego poziomu funkcjonowania. W różnych grupach wiekowych łagodzenie to ma nieco odmienny przebieg.

Dorośli

Do działań zmniejszających napięcie i lęk należy przede wszystkim szeroko roz­powszechniona akcja informacyjna o specyfice i przebiegu reakcji pourazowej po­wszechnie występującej w społeczności dotkniętej katastrofą. Osoba dorosła, która w kilka miesięcy po powodzi dowie się, że odczuwane przez nią dolegliwości (okre­ślane często, jako „utrata rozumu”, „wariowanie”, czy „szaleństwo”) są normalne po przeżyciu katastrofy – odczuwa natychmiastową ulgę.

Reakcję pourazową (posttraumatyczną) przeżywają w większym lub mniejszym stopniu wszyscy. Związana jest ona z doświadczeniem zagrożenia życia własnego lub bliskich, szokiem emocjonalnym, ogromnym wysiłkiem psychicznym i wyczerpa­niem. Objawy takiej reakcji w istotny sposób zmniejszają wydolność fizyczną, psy­chiczną i społeczną. Ponieważ czas po katastrofie to okres najpierw porządków, po­tem odbudowy i działań organizacyjnych (często zarówno w domu, jak i miejscu pra­cy), więc obserwuje się brak sił, by podołać tym wszystkim zadaniom. Osoby, z któ­rymi rozmawiałam po powodzi 1997 r., straciły od 4 do 10 kg wagi ciała. Jest wtedy naraz tyle ważnych priorytetowych spraw, że na wszystko brakuje czasu. Wszyscy są w podobnej sytuacji i wszyscy stają się coraz bardziej niewydolni, zniecierpliwie­ni i skłonni do irytacji.

Tworzenie zespołów wsparcia, skupiających się wokół potrzeb poszczególnych grup społecznych czy terytorialnych, jest okazją do uzyskiwania informacji niezbęd­nych przy podejmowaniu ważnych dla społeczności decyzji. Jest niezwykle istotne, by społeczność była systematycznie i bezpośrednio informowana w sprawach, które jej dotyczą. Pozwala to utrzymać zdrową atmosferę i ucina w zarodku wszelkie plot­ki, domysły i wymysły, o które jest bardzo łatwo w atmosferze zachwianego poczu­cia bezpieczeństwa i rozlicznych trudności.

Są oczywiście osoby, które wymagają szczególnych działań ze strony zespo­łu interwencyjnego, np. wymagającymi szczególnej uwagi i troski są ludzie sta­rzy. Ze względu na wiek łatwo może u nich dojść do wyczerpania sił witalnych. Przeżyty stres często objawić się może wystąpieniem bez żadnego wcześniejsze­go ostrzeżenia ostrych objawów chorobowych lub poważnego pogorszenia istnie­jących wcześniej niedomagań. Dotyczy to zarówno ludzi starych, mieszkających z rodzinami, którzy nie mają już siły pomagać i dla których rodzina nie ma cza­su, jak i tych, którzy mieszkali oddzielnie i nie mają siły zaczynać wszystkiego od nowa.

Następną grupą wymagającą szczególnej troski ze strony zespołu interwencyjne­go są osoby niepełnosprawne i przewlekle chore, u których stres i lęk automatycznie pogarszają stan zdrowia i powodują zaostrzenie objawów chorobowych. Osoby prze­bywające w zakładach rehabilitacyjnych, domach opieki i sanatoriach, które stale są zależne od opieki innych, reagują nasilonym lękiem na sytuację katastrofy, bojąc się o przyszłość. Cierpią, ponieważ zostają pozbawione drobnych przyjemności związa­nych z byciem częścią miejscowej społeczności. Pozbawieni są częstych odwiedzin, ponieważ nikt nie ma na to czasu, nie odbywają się imprezy, wszyscy dookoła są zajęci remontami.

Bardzo ciężko przeżywają sytuacje powodzi rodziny niepełne, tam gdzie jest tylko jeden żywiciel. Takie rodziny nawet w normalnej sytuacji żyją na granicy wy­dolności. Sytuacja katastrofy obarcza ponad miarę i tak przeciążoną rodzinę. Wyma­gają one nie tylko interwencji kryzysowej, lecz długotrwałego wsparcia ze strony pomocy społecznej, by mogły sobie poradzić.

Wszelkie patologie rodzinne – choroba przewlekła, pobyt w więzieniu jednego z rodziców, choroba psychiczna (w tym także alkoholizm i narkomania), jako sytu­acje szczególnego ryzyka stanowią wskazanie do specjalnej troski i szybkiej inter­wencji.

Rodziny ofiar katastrof wymagają, ze zrozumiałych względów, dwóch rodzajów działań pomocowych: konkretnej pomocy przy załatwianiu wszelkich formalności związanych ze śmiercią osób bliskich, z pomocą finansową włącznie, i towarzysze­nia psychicznego w zależności od sytuacji.

Zupełnie odrębną grupą dorosłych potrzebujących pomocy są ci, którzy tej po­mocy sami udzielają. Stres u pracowników służb pomocowych (straż pożarna, pogo­towie, obrona cywilna, wojsko) ma trzy podstawowe źródła:

  • czynniki stresujące (stresory) obecne w samej katastrofie (trudne warunki pra­cy w niesprzyjającym terenie),
  • czynniki stresujące związane z samą pracą (zbyt duża odpowiedzialność i trud­ności w określeniu kolejności działań),
  • czynniki organizacyjne (konflikty wewnętrzne i problemy z określeniem statu­su osób współpracujących).

U pracowników służb pomocowych, podobnie jak u ofiar katastrofy, mogą wystą­pić pojedyncze objawy zaburzeń wynikłych ze stresu pourazowego, może ich być kil­ka lub cały zespół, mogą też wystąpić objawy specyficzne dla wykonywanej pracy. Wśród nich najczęściej spotykałam czarny humor (wisielcze poczucie humoru), dzię­ki któremu pomagający unika identyfikacji czy zbyt bliskiego kontaktu psychicznego z ofiarą. Inne objawy to: niechęć do oderwania się od roli ratownika i zakończenia pracy, zaprzeczanie odczuwaniu stresu czy opór przed uczestniczeniem w zajęciach odreagowujących wskutek przyjęcia roli mocnego człowieka – supermana.

Istnieje wiele technik pomagania służbom ratowniczym i drużynom wspomaga­jącym te służby. Najlepiej jeśli są to działania rutynowe, dostosowane do specyfiki każdej ze służb. Efektywny program zapobiegania stresowi powinien być stworzony przed katastrofą, a realizowany w trakcie i po wydarzeniu krytycznym. Dobre samo­poczucie ratowników powinno być przedmiotem szczególnej troski ze strony planu­jących akcje. Dziś już wiadomo, że w czasie powodzi część pracowników służb po­mocowych została przeciążona poza dopuszczalne granice i że nie udzielano im żad­nej pomocy. A przecież wszystkie osoby pracujące przy usuwaniu skutków powodzi są także jej ofiarami, zwłaszcza jeśli mieszkają na terenie dotkniętym katastrofą. Objawy zmęczenia współczuciem czy nawet „wypalenia zawodowego”, zanik współ­czucia i zdolności regeneracji sił to poważne zagrożenia stojące przed pracownikami służb społecznych i służby zdrowia, czyli tymi, którzy mają bliski, codzienny i dłu­gotrwały kontakt z ofiarami powodzi.

Dzieci

Powódź uderza w psychikę dzieci bardzo mocno. Przeżycie katastrofy, w trakcie której są świadkami drastycznych scen i zdarzeń, bezradności, desperacji i strachu dorosłych (którzy w normalnych warunkach są gwarantami bezpieczeństwa i spoko­ju), powoduje, że obraz świata dzieci zostaje zmieniony. Przestaje być przyjazny i znajomy, a staje się straszny i niszczący. Dzieci reagują bardzo różnie. Intensyw­ność, czas trwania i rodzaj reakcji pourazowej zależą m.in. od tego, co dziecko wi­działo i co przeżyło w trakcie powodzi, od jego wieku (im młodsze, tym większe ma trudności z nazywaniem tego, co się z nim dzieje), od rodzaju i jakości przeżyć (im więcej zniszczeń i większe zaburzenie dnia codziennego, tym dłużej trwa reakcja), wreszcie od zachowania rodziców. Jeśli dziecko może rozmawiać z rodzicami o po­wodzi i czuje, że mimo trudności nie załamują się – reakcja minie szybciej.

W sytuacji spotęgowanego szoku, jakim jest powódź, działania psychologiczne wobec dzieci polegają na odbudowywaniu poczucia bezpieczeństwa w świecie. Im szybciej takie działania zostaną rozpoczęte, tym większe są szanse na uniknięcie po­ważnych i trwałych zaburzeń emocjonalnych.

Bardzo często, tuż po powodzi, na terenach przez nią zniszczonych sytuacja jest oceniana jako niebezpieczna dla dzieci (brak ogrodzeń, domy pełne mułu i nieczy­stości, niebezpieczeństwo epidemii). Organizuje się im wówczas wyjazdy na kolo­nie, by zapewnić godziwe warunki bytowania. Dowiedzione jest jednak, że dzieci po urazach bardzo potrzebują rodziców, potrzebują ich fizycznej bliskości, ponie­waż rodzice i inni ważni dla dzieci dorośli pozostają jedynymi gwarantami ciągło­ści świata.

Z naszych doświadczeń wynika, że jeśli już organizuje się wyjazd, to:

  • absolutnie nie wolno zabierać dzieci, które jechać nie chcą,
  • przed wyjazdem powinny być zorganizowane zajęcia odreagowujące,
  • wychowawcy kolonii powinni mieć podstawowe informacje na temat zaburzeń stresu pourazowego i znać podstawowe sposoby łagodzenia jego objawów.

Dzieci często wracają na pewien okres do poprzedniego stadium rozwoju i funk­cjonują nieco poniżej swoich normalnych możliwości. Przyczyny tego zjawiska są skomplikowane, ale można przyjąć, że instynkt przetrwania każe im wrócić do spraw­dzonych już sposobów zachowania. W ten sposób wracają do stanu, w którym jako młodsze miały więcej opieki ze strony rodziców.

Dlatego najmłodszym dzieciom pomaga się poprzez rodziców, a najczęściej przez matki, dla których jest to także okazja do uporządkowania i zaakceptowania własnych przeżyć.

Dzieciom w wieku szkolnym i przedszkolnym pomóc mogą przedszkolanki i na­uczycielki, są bowiem dla nich bardzo ważnymi osobami, dobrzeje znają, mają z ni­mi codzienny kontakt przez długi czas, mają więc możliwość dotarcia do każdego dziecka w odpowiednim czasie.

Dzieci zwykle chętnie biorą udział w zajęciach odreagowywania i zmiana w ich zachowaniu widoczna jest prawie od razu. Są to niezwykle satysfakcjonujące i „wdzięczne” zajęcia dla prowadzącego, ponieważ rzadko się zdarza spotkać z tak spontanicznymi reakcjami, jak w czasie odreagowywania z urazu popowodziowego.

Nastolatki

Nastolatki, z racji prawidłowości rozwojowych, padają najczęściej ofiarą własne­go pragnienia bycia dorosłymi, a przynajmniej bycia tak traktowanymi. Szczególnie w rodzinach niepełnych (lub jeśli w czasie powodzi jest tylko jedno z rodziców), automatycznie przyjmują rolę dorosłego i płacą za to nieraz ogromną cenę. W rze­czywistości ich możliwości psychiczne są możliwościami dziecka, są wrażliwe, deli­katne, niezwykle podatne na zranienie. Równocześnie bardzo pragną sprostać roli dorosłego, nie mają jednak właściwego doświadczenia i nie znają własnych możli­wości.

W pamięci mam 16-latka, którego mama popłynęła z babcią z okna na pierwszym piętrze zalanego powodzią domu. On sam popłynął za nimi z 4-letnim bratem na ple­cach, poprzez brudną, głęboką i toczącą najprzeróżniejsze przedmioty, drzewa czy deski, wodę. Rozmawialiśmy w pół roku po tym wydarzeniu – miał tak ściśnięte gardło, że nie mógł o tym mówić. Od powodzi niemal stale chorował, choć przedtem był zdrowy. Dopiero na zajęciach dowiedział się, jaki był dzielny i jakie to, co zro­bił, musiało być trudne, i że teraz odreagowywuje własne bohaterstwo. Usłyszał od swoich rówieśników to, czego z różnych powodów nie usłyszał od mamy. Od tego czasu przestał chorować.

Nastolatki podejmują się niekiedy roli opiekunów przestraszonych i przygnębio­nych rodziców. Takie odwrócenie ról może spowodować zamieszanie w życiu rodzi­ny i utrudnić dalszy swobodny rozwój młodego człowieka.

 

Planowanie i organizowanie pomocy

Przeważająca część społeczeństwa poprzez środki masowego przekazu przygląda się katastrofom i urazom z przerażeniem, współczuciem i przejęciem, jednakże wciąż niezwykle popularne jest przekonanie, że pieniądze – jeśli tylko będzie ich wystar­czająco dużo – mogą załatwić wszystko, w tym zlikwidować zarówno straty mate­rialne, jak i urazy psychiczne ofiar kataklizmu. Jeśli więc rany psychiczne nie goją się wystarczająco szybko, jeśli potrzeby materialne wciąż nie są zaspokojone mimo dużej ofiarności i dobrych chęci, to ogół społeczeństwa zaczyna winić ofiary tragedii. Sytuację poszkodowanego przez powódź postrzega się jako jednostkową, margi­nalną, bez większego znaczenia, obciążoną własnymi wyborami. Taka postawa pro­wadzi do uspokojenia społecznego i do obarczenia ofiary odpowiedzialnością za to, co ją spotkało. A przecież przeżycie katastrofy jest jednym z najbardziej dramatycz­nych wydarzeń, jakie mogą dotknąć człowieka. Doświadczenie to zarówno w per­spektywie krótkotrwałej, jak i długoterminowej ma wpływ na jego psychikę i funk­cjonowanie.

Plany kryzysowe i programy ratownicze muszą więc uwzględnić reakcję czło­wieka na katastrofę, a następnie proces zdrowienia. Uwzględnienie psychologicznych czynników leżących u podstaw ludzkiej reakcji na katastrofę decyduje o przydatno­ści tych programów.

Katastrofy zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać. Im większa jest nasza wiedza, tym bardziej stajemy się świadomi, że nigdy nie dowiemy się wszystkiego o katakli­zmach i nigdy nie będziemy w stanie im zapobiec. Nie ustajemy jednak w wysiłkach, by przewidzieć możliwie wiele, i co za tym idzie, uniknąć najgorszego. Skuteczna interwencja w sytuacji katastrofy w znacznym stopniu zależy od przygotowanego wcześniej planu. Niestety, administracja i grupy nacisku społecznego rzadko traktują z należytą uwagą konieczność uwzględnienia psychologicznych następstw katastrofy w planach awaryjnych.

Jak można nie brać pod uwagę czegoś, co jest najistotniejsze we wszelkich reali­zowanych przez człowieka planach – samego człowieka? Jeśli on zawodzi, niemoż­liwe jest zrealizowanie jakiegokolwiek zamierzenia. Co więc robić, by nie zawiedli ludzie?

Po pierwsze – włączyć program pomocy psychologicznej do wszelkich działań kryzysowych.

Po drugie – szkolić systematycznie wybraną grupę ludzi ze służb pomocowych i medycznych w interwencji kryzysowej. Wiemy, że istnieje reakcja pokryzysowa, chcielibyśmy natomiast mieć ludzi, którzy wiedzą, co zrobić, by trwała krócej i mia­ła łagodniejszy przebieg.

Zespół interwencyjny zwykle tworzą ludzie, którzy zawodowo zajmują się poma­ganiem innym bądź czują potrzebę zrobienia czegoś więcej. Nasz zespół składał się z lekarza, pracowników socjalnych, resocjalizatora, pedagogów i różnych specjali­stów, w zależności od aktualnej potrzeby. Ci, którzy pracowali stale, mieli zapew­nioną możliwość systematycznego doskonalenia umiejętności i podnoszenia kwalifi­kacji potrzebnych w różnych aspektach pracy interwencyjnej. W skład związanego z nami zespołu współpracowników wchodzili specjaliści interwencji kryzysowej. Do przeprowadzania konkretnych działań zapraszaliśmy tych, którzy zgłosili chęć współ­pracy, chcieli nauczyć się czegoś nowego lub mieli pomysł na zrobienie czegoś, co nie mieściło się w działaniach ich własnej instytucji.

Ludzie tworzący zespół interwencyjny muszą:

  • być bardzo dobrymi fachowcami,
  • mieć inwencję i dar posługiwania się niekonwencjonalnymi metodami pracy,
  • łatwo nawiązywać kontakt z ludźmi,
  • posiadać umiejętność występowania na forum publicznym,
  • umieć aktywnie słuchać,
  • wykazywać dużą odporność na stres, a równocześnie umiejętność wczuwania się w sytuację innych,
  • chcieć stale poszerzać zakres swoich umiejętności,
  • być taktowni, otwarci i dyskretni (szczególnie w małych społecznościach kwe­stia tajemnicy zawodowej i poufności kontaktu ma zasadnicze znaczenie).

Szefem takiego zespołu powinien natomiast być psycholog z praktyczną znajo­mością problemów interwencji kryzysowej.

Aktualne regulacje prawne umiejscawiają Ośrodki Interwencji Kryzysowej (ina­czej Szybkiej Pomocy Psychologicznej) w Centrum Pomocy Rodzinie w starostwie, nie wiadomo jednak, kiedy te ośrodki powstaną i na ile będą kompetentne. Na pew­no, jeśli powstaną, będą miały obowiązek udzielania pomocy w sytuacji kryzysu wy­wołanego katastrofą powodzi.

Ośrodki te muszą zatem zostać włączone w ogólny plan kryzysowy obowiązują­cy na danym terenie. Dla ułatwienia, podaję na końcu jeden ze stosowanych przez nas sche­matów planowania strategii interwencyjnej.

W swoich działaniach członkowie zespołu interwencyjnego poznają osoby zna­czące w danej społeczności, w tym również jej naturalnych liderów. W sytuacji trau­matycznej osoby te są nieocenionym źródłem informacji i możliwości.

Zespół Interwencji Kryzysowej nie powiela usług innych instytucji powołanych do świadczenia pomocy w sytuacji katastrofy. Odnosi się to do miejscowych jedno­stek Polskiego Czerwonego Krzyża i wszelkich innych jednostek ratowniczych, jak i do działań pomocowych świadczonych za pośrednictwem np. szkoły, agend rządo­wych, itd. Przeciwnie, interwenci odsyłają potrzebujących do tych ostatnich, kiedy to tylko jest możliwe.

Założeniem zespołu jest współpraca ze wszystkimi grupami, które chciałyby wziąć na siebie część prac, jakie muszą zostać wykonane. Zespół winien przygoto­wać pisemne porozumienia z osobami lub grupami chcącymi współpracować z nim dla dobra ofiar i ratowników poszkodowanych przez lokalną katastrofę.

Poniżej podaję za Johnem D. Weaverem zbiór sytuacji kryzysowych, w których wskazana jest ingerencja Zespołu Interwencji Kryzysowej i sądzę, że w warunkach polskich pozostaje on w pełni aktualny.

  • W wyniku katastrofy doszło do zgonu lub ciężkich obrażeń. Świadkowie takich wydarzeń mogą być zaszokowani tym, co widzieli, słyszeli, poczuli węchem oraz tym, co czuli w czasie katastrofy. W wypadku nieudzielenia pomocy świadkowie lub ratujący mogą stać się wtórnymi ofiarami, zwłaszcza że poja­wiają się u nich oznaki stanów depresyjnych i lękowych, prowadzące do dole­gliwości znanych pod nazwą Zespołu Stresu Pourazowego;
  • Wydarzenie traumatyczne ma charakter masowy, dotyczy wielu poszkodowa­nych, ich rodzin i innych pomagających osób. Wówczas w prowizorycznych punktach zbiorczych dokonuje się wstępnej oceny fizycznych i psychicznych potrzeb ofiar. Tam również członkowie zespołu interwencyjnego pomagają poszkodowanym, ich rodzinom lub bliskim w odnalezieniu się nawzajem.
  • W każdym wypadku, kiedy interwenci lub członkowie organizacji ratowniczych biorą udział w lokalnej akcji ratowniczej;
  • Zawsze, kiedy tylko organy administracji państwowej, lokalnej lub kierow­nictwo akcji ratowniczej zwrócą się o pomoc do członków zespołu interwen­cyjnego;
  • Zawsze, kiedy pojawia się niebezpieczeństwo, że kataklizm czy sytuacja kry­zysowa mogą mieć zdecydowanie negatywny wpływ na psychikę większej spo­łeczności. Np. poważne katastrofy komunikacyjne mogą tak dalece podnieść poziom lęku w społeczności, że wiele osób zaczyna wykazywać symptomy re­akcji stresowej. Intensywna kampania informacyjna i edukacyjna w mediach może przynieść tu pozytywne rezultaty;
  • W przypadku otwarcia schronisk i innych ośrodków pomocy zbiorowej;
  • Kiedy ratownicy pełnią zadanie przez dłuższy czas;
  • Kiedy ofiary utraciły ukochane zwierzęta domowe, szczególnie jeżeli stanowi­ły one jedyną „rodzinę” w okolicy.

 

  Co?
  Ważniejsze potrzeby (priorytety)
  KOMU?
  Klientela
STRATEGIE  
INTERWENCYJNE JAK?
  Najlepszy sposób
  Działanie interwencyjne: Kiedy? Jak?
  Z KIM?
  Osoby znaczące
  Organizacje miejscowe
  GDZIE?
  Miejsce działania
  Środowisko
  KIEDY?
Czasowy rozkład działań

Schemat planowania strategii interwencyjnej.

***

Rozdział jest fragmentem poradnika Fundacji Wspomagania Wsi dla gmin zagrożonych powodzią pt. “WODA dobrodziejstwo czy klęska”.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!