Współpraca w imię bojowej gotowości

repository_OSPmidi

Trudno wyobrazić sobie polską wieś bez Ochotniczej Straży Pożarnej. Od niepamiętnych czasów druhowie nie tylko gaszą pożary, ale i wpływają na rozwój swoich środowisk. W skali całego kraju   mamy ponad 700 tysięcy ochotników, skupionych w 17 tysiącach jednostek OSP. Istnienie każdej z nich uzależnione jest od lokalnych władz. Gminy mają obowiązek zapewnienia ochrony przeciwpożarowej, współpraca samorządów ze strażakami jest zatem wyższą koniecznością i nie zależy od widzimisię wójta, czy burmistrza.
Jak łatwo się domyślić wspomniana zależność ma podłoże przede wszystkim finansowe. Bez pieniędzy z zewnątrz żadna jednostka nie jest w stanie ugasić choćby jednego pożaru. Ze składek członkowskich druhowie nie sfinansują nawet jednego tankowania wozu bojowego. W takiej sytuacji samorządowi rajcy, planując coroczne budżety, koniecznie muszą pamiętać o wydatkach związanych z ochroną przeciwpożarową. Kwoty są różne, najczęściej oscylują w przedziale od 30 do 50 tys. zł. na jednostkę. Zanim stosowna suma zostanie zabezpieczona w gminnej kasie, druhowie przedstawiają listę życzeń. Głównie zależy im na zakupach nowego sprzętu i remontach strażnic. Jeśli gminy decydują się na tak wielkie wydatki, to jest to dla strażaków sytuacja bardzo komfortowa. Z reguły jednak większość pieniędzy pochłaniają koszty związane z utrzymaniem jednostek.

Postój w garażu też kosztuje

Tylko na ubezpieczenie wozów bojowych samorządy wydają fortunę, roczna stawka od jednego auta to 800 zł. Do tego dodać trzeba okresowe przeglądy techniczne pojazdów, strażacka flota liczy czasem po kilkanaście wozów bojowych na gminę, a roczny przegląd jednego to obecnie ok. 200 złotych. Doliczyć należy także koszt paliwa. Jednostki włączone do Krajowego Systemu Ratownictwa Gaśniczego planują tu wydatki na poziomie około 10 tys. zł. Mniejsze OSP wydają na ten cel średnio po 3 tys. Czasem auta wcale nie wyjeżdżają z garaży do pożarów, ale każdego dnia należy przeprowadzać ich rozruch. Tę samą czynność wykonuje się z motopompami, a nawet piłami spalinowymi i agregatami prądotwórczymi. W skali całego roku „przepalone” w ten sposób paliwo też kosztuje niemało. Bojowy ekwipunek musi być na stuprocentowym chodzie, dlatego należy go okresowo kontrolować – oczywiście nie za darmo. Co pół roku do przeglądu oddaje się aparaty powietrzne, weryfikacja jednego to wydatek w wysokości 250 zł. Przynajmniej raz w roku trzeba wykonać przegląd sprzętu hydraulicznego i agregatów prądotwórczych, tu również wydatki w skali całej gminy idą w tysiące. Zgodnie z przepisami w czasie zimy garaż, w którym stoi samochód bojowy musi być ogrzewany. Z reguły wykorzystuje się do tego celu wymienniki zasilane prądem. Koszt ogrzania jednego garażu to ponad tysiąc złotych.

Do pożaru za kasę

A teraz ludzie. Dzisiaj każdy strażak musi legitymować się aktualnymi badaniami lekarskimi. Od jednej głowy gmina płaci wybranemu zakładowi opieki zdrowotnej mniej więcej 220 zł. Badania należy powtarzać co dwa lata. Ponadto druhowie muszą przejść coroczne szkolenie BHP, a to z kolei wydatek stu złotych za osobę. Wiadomo, że bardzo wiele w tej profesji zależy od stosownego ubrania. Komplet specjalnej odzieży to wydatek rzędu tysiąca złotych, do tego trzeba doliczyć hełm, buty rękawice… Wyliczać można bez końca. Ale na tym wydatki gminy się nie kończą. Okazuje się bowiem, że z samorządowej kasy należy wyasygnować niemały budżecik na wypłaty dla… strażaków. Udział w akcji gaśniczej to dla druha zarobek w wysokości około15 zł za godzinę. Co ciekawe, gminy płacą swoim strażakom także za uczestnictwo w szkoleniach. Kolejne koszty generują kierowcy wozów bojowych, w jednostkach Krajowego System Ratownictwa Gaśniczego zatrudnia się ich na połówkach etatu, z pozostałymi kierowcami podpisuje się umowy o dzieło.

Auto-reanimacja

Gdyby nie gminy, większość aut strażackich tkwiłaby na złomowiskach. To prawda, że do jednostek wiejskich trafia coraz więcej nowego sprzętu, ale nadal lwią część parku maszynowego stanowią wyeksploatowane wozy, pochodzące z komend powiatowych PSP. Zachowanie ich w wymaganej kondycji wiąże się z ogromnymi wydatkami. Czasem gminy decydują się na kompleksowy karosarz aut. Na starym podwoziu montuje się nowoczesny osprzęt. Pojazd przechodzi również kapitalny remont silnika, a kabinę uzbraja się we współczesną aparaturę. Taka troska oznacza wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy. Bez udziału samorządów wiejskie jednostki OSP nie miałyby szans na zakup całkiem nowych aut. Aby to udowodnić, możemy pod lupę wziąć nowy nabytek strażaków z Toplina w województwie łódzkim. Niedawno podczas wielkiej uroczystości poświęcono tam forda transita. Wóz kosztował ponad 125 tys. zł, z czego tylko 5 tys. uskładali sami zainteresowani. Resztę dołożyły: Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oraz miejscowy samorząd gminny. Z tego samego źródła finansuje się zakup osprzętu do ratownictwa drogowego oraz sprzęt do akcji przeciwpowodziowych.

Remiza – studnia bez dna?

Kiedyś strażnice tętniły życiem. Sale biesiadno-widowiskowe, które dziesiątki lat temu powstawały jak grzyby po deszczu, dziś świecą pustkami. Weselnicy, wynajmujący tego typu obiekty, zostawiali strażakom niemały grosz. Obecnie wszyscy uciekają do zajazdów, hoteli, korzystają z profesjonalnych usług firm kateringowych. W remizach prawie nikt już nie organizuje wiejskich zabaw, młodzi ludzie wybierają kluby w pobliskich miasteczkach, albo dyskotekowe molochy. I jak tu nazbierać na remont strażnicy? Znów trzeba zapukać do gminy. Samorządy natomiast inwestują, ale tylko w te obiekty, które są ich własnością. Remizy należące np. do rad sołeckich, albo innych podmiotów społecznych skazane są na powolną destrukcję. Aby je od tego uchronić, majątek strażacki przekazuje się gminie. Lokalne społeczności robią to niechętnie, ale nie mają innego wyjścia. Nikt przecież nie jest w stanie bezinteresownie wyłożyć kilkadziesiąt tysięcy na przykład na remont poszycia dachowego.

Dużo zależy od wójta

Na wsi nierzadko jest tak, że człowiek zasiadający w fotelu wójta jednocześnie jest strażakiem z krwi i kości. Lepszej komitywy nie można sobie wyobrazić. Gminny włodarz od podszewki zna problemy, z jakimi borykają się ochotnicy i nie szczędzi grosza, by poprawić ich los. Bezgraniczna przychylność władz w stosunku do strażackiej braci jest zjawiskiem powszechnym. Obie strony mają świadomość wzajemnej zależności. Nie od dziś wiadomo, że ze strażakami nie warto zadzierać, stanowią oni nie lada siłę – także polityczną. Od ich głosów zależeć może niejedna wójtowska reelekcja.
Tymczasem w każdej gminie znajdą się takie jednostki, których utrzymywanie kłóci się z finansową logiką. Ich członkowie do pożaru wyjeżdżali ostatnio przed kilkoma laty, a w swych szeregach mają tylko wiekowych druhów. Utrzymywanie takich zespołów nie ma sensu. Czy nie lepiej byłoby zatem zainwestować w dwie, trzy prężne jednostki włączone do KSRG, które zagwarantowałyby bezpieczeństwo w całej gminie? Czy zakup wozów bojowych dla OSP, które nie mają żadnego znaczenia strategicznego, nie jest przykładem niegospodarności? To tylko niektóre z retorycznych pytań, które w tym kontekście cisną się na usta. Należy domniemywać, że wójtowie, mając na sercu dobrą kondycję gminnego budżetu, będą podejmować niepopularne decyzje. Wbrew krytycznym opiniom takie posunięcia mogą nie tyle przyczynić się do destrukcji OSP, co do jej wzmocnienia.

Fot. Autor

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!