Od dożynek po estradę

Dożynki

Dodatkowy grosz wcale nie leży na ulicy, a jeśli nawet, to na wsi trzeba się nieźle nagimnastykować, by się po niego schylić. Dobrze, jeśli towarzyszą temu wewnętrzny upór i życiowa pasja. Dzięki nim można wziąć byka za rogi i postawić na swoim. Wie o tym doskonale Krzysztof Ciężki, mieszkaniec Pątnowa w województwie łódzkim, który swe młodzieńcze hobby przekuł w dobrze rokujący interes.

Ów biznes nie jest typowym przykładem działalności pozarolniczej, bo nasz bohater nie zajął się drobnym handlem, ani rękodziełem artystycznym. Krzysztof poszedł w rozrywkę, jego firma tworzy zaplecze dźwiękowe podczas imprez masowych. A tych na terenach wiejskich i w małych miastach jest mnóstwo. Każda szanująca się gmina ma w kalendarzu kilka festynów pod chmurką, są dożynki, są dni miast, są imprezy okolicznościowe. A wszędzie potrzeba dobrego dźwięku, mikrofonów, profesjonalnego nagłośnienia. Dla Krzysztofa ta rozrywkowa nisza stała się ciekawym, a do tego intratnym wyzwaniem.

Praktyka w geesowskiej knajpie

– To, że zajmuję się technologią audio nie jest kwestią przypadku. Byłem jeszcze w „podstawówce”, kiedy po raz pierwszy stanąłem za konsoletą. W mojej wsi istniała geesowska knajpa, w której dwadzieścia lat temu uruchomiono dyskotekę. Ludzie przyjeżdżali tu nawet z odległych mieścin, by zakosztować nowej, atrakcyjnej rozrywki. Mnie interesowało to wszystko bardziej od kuchni. Lubiłem przyglądać się człowiekowi, który uwijał się jak w ukropie przy tych wszystkich mikserach, odtwarzaczach. To od niego nauczyłem się wówczas najwięcej. Z czasem sam stanąłem przed ludźmi z mikrofonem, wtedy połknąłem bakcyla na dobre. Przez ładnych parę lat byłem dj-em, wodzirejem, a nawet konferansjerem… – opowiada Krzysztof Ciężki.

W ultrafioletowym świetle, podczas kameralnej imprezy – tutaj Krzysztof Ciężki czuje się tak samo dobrze, jak pod chmurką, kiedy nagłaśnia koncerty dla wielotysięcznego tłumu. 

– Już wówczas wiedziałem, że samym mikrofonem imprezy się nie poprowadzi. Kawalerski grosz zainwestowałem więc w komponenty, które wykorzystałem do budowy swojego pierwszego systemu nagłośnieniowego. Obudowy sporządziłem samodzielnie (wykorzystując obecne w mojej rodzinie wieloletnie tradycje stolarskie), ich wyciszeniem zajął się kolega tapicer. Głośniki połączyłem zgodnie z załączonym schematem. Na ówczesne czasy był to sprzęt dający niebagatelną moc. Ale wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Dobry sprzęt to podstawa

W 2008 roku Krzysztof zaczął poważniej myśleć o swej estradowej działalności. Miał na swoim koncie wiele udanych przedsięwzięć, a nie chciał stać w miejscu. Niestety wiązało się to z niebagatelnymi wydatkami. – Na początku interesowało mnie to, co było w moim finansowym zasięgu, postawiłem na stosunkowo niedrogie rzeczy rodem z Chin. Bardzo szybko okazało się, że ów sprzęt nie spełnia moich oczekiwań, potrzebowałem czegoś z „wyższej półki”.

Wymagania rosły też po stronie wykonawców, korzystających z mojego nagłośnienia oraz ludzi uczestniczących w imprezach. Wszystkim zależy teraz na najwyższej jakości. Mieszkam na wsi, a tutaj mamy do czynienia przede wszystkim z imprezami plenerowymi. Nierzadko uczestniczy w nich kilka tysięcy osób, żeby wszyscy dobrze poczuli brzmienie koncertującego zespołu, potrzebne są dosłownie dwie ściany potężnych głośników. To naprawdę skomplikowany system. Doszło do tego, że musiałem skorzystać z pomocy inżynierów dźwięku z Białegostoku i Sokółki. Pomogli mi oni w doborze komponentów zestawu, na którym obecnie pracuję. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że wreszcie jestem zadowolony ze swoich „gratów” – z uśmiechem konstatuje nasz rozmówca.

Oczywiście zawsze może zdarzyć się jakiś defekt, z którym trzeba sobie poradzić. Trzeba być monterem, elektrykiem, mechanikiem… Podczas pracy może dojść do najmniej oczekiwanych awarii. A publika nie zawsze jest tolerancyjna, z rozgniewanych ust czasem leje się potok niewybrednych słów. – Staram się ze swoimi ludźmi do takich sytuacji nie dopuszczać, ale rzeczywiście na każdą ewentualność trzeba być przygotowanym.

Szybki zysk? Nie tędy droga.

W tej branży w ogóle nie można spocząć na laurach. Technika cały czas galopuje do przodu. Pojawiają się nowe, bardziej wydajne mikrofony, miksery, kompresory… Żeby istnieć na rynku, musisz je mieć. Dzisiaj każdy profesjonalny zespół ma tzw. rider techniczny – czyli bardzo skonkretyzowane wymagania sprzętowe. Niektórym bardzo trudno dogodzić, akceptują tylko niektóre systemy akustyczne. Natomiast niezależnie od klasy wykonawcy, nikt nie chce ryzykować grania na samoróbkach. Te czasy odeszły w niepamięć. To samo dotyczy oświetlenia, które także musi być najlepszej jakości. Wielu wykonawców do wspomnianych riderów załącza precyzyjne schematy rozmieszczenia poszczególnych reflektorów. Warto w tym miejscu podkreślić, że jeśli ktoś jest nastawiony na szybki zysk, nie powinien się w to bawić. Krzysztof działa od kilku lat i praktycznie cały czas inwestuję zarobione pieniądze. Ma jednak nadzieję, że niebawem przyjdzie taki moment, że zacznie odcinać kupony od swej estradowej działalności.

– Nie chcę ograniczać się tylko do dużych imprez. Obsługuję także całkiem kameralne wydarzenia, gram na „osiemnastkach”, weselach, spotkaniach integracyjnych, nie odmawiam nawet organizatorom bożonarodzeniowych jasełek. Wszędzie tam, gdzie jest potrzebne nagłośnienie, pojawiam się bez kręcenia nosem. Nie wiążą się z tym wielkie pieniądze, ale zawsze jest to jakiś zastrzyk dla domowego budżetu.

Wiadomo, że czas imprez pod chmurką przypada u nas na okres letni. W tzw. branży to czas żniw, praktycznie w każdy weekend firmy takie jak ta, należąca do Krzysztofa obstawiają jakąś „plenerówkę”.

– Wówczas pracujemy na pełny zegar. Żeby wszystko zapakować, musimy mieć do dyspozycji dwa busy z solidnymi przyczepami. Aby rozstawić kilka ładnych ton sprzętu, trzeba wzmocnić się kadrowo, na szczęście na brak chętnych do pracy nie mogę narzekać. Mam sprawdzonych chłopaków – opowiada Krzysztof Ciężki. – Teraz mamy zimę, ale dla High Audio (tak nazywa się firma Krzysztofa – www.highaudio.pl) nie jest to absolutnie czas uśpienia. Poza wspomnianymi imprezami kameralnymi, poświęcamy wiele uwagi na reklamę naszej działalności. Odwiedzamy lokalne samorządy, prezentujemy swoją ofertę i czekamy na oddźwięk. Ponadto jesteśmy stale obecni na forach internetowych, gdzie dzielimy się swoimi doświadczeniami z ludźmi z branży. W poszerzaniu horyzontów pomaga nam też fachowa prasa.

Zaletą estradowego zajęcia Krzysztofa jest to, że absorbuje go w zasadzie tylko w weekendy. A to umożliwia mu pracę zawodową – od lat związany jest on z wieluńską firmą, serwisującą naczepy ciągników siodłowych. – Tutaj mam stałą pracę, która daje mi poczucie względnego bezpieczeństwa. W tym wszystkim udaje mi się na szczęście znaleźć czas dla rodziny. A to ważne, bo mam w domu dwójkę półtorarocznych bliźniaków. Ciekawe, czy któryś z nich pójdzie w moje ślady i stanie za konsoletą? – śmiejąc się do siebie, zachodzi w głowę Krzysztof Ciężki.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!