Pszczoły – boże owady

repository_pszczelarz-foto
Chcąc wejść do pasieki Joachima Pełki, zapalonego pszczelarza mieszkającego w Gosławicach, trzeba włożyć specjalny uniform i charakterystyczny kapelusz z siatką chroniącą twarz. Bez tego między ulami można się poczuć jak w paszczy lwa. Rój groźnych owadów zajętych swoimi sprawami, zdaje się nie zauważać intruzów, ale lepiej dmuchać na zimne i zaopatrzyć się dodatkowo w specjalną dymarkę. Teraz spokojnie można już zająć się podpatrywaniem tego, co stanowi istotę życia pszczół.

Do sukcesu droga kręta

– Mam u siebie 54 rodziny, taką hodowlą może się w okolicy pochwalić niewielu pszczelarzy. Z moich wyliczeń wynika, że podobnej wielkości pasiek jest jeszcze około czterech – mówi Joachim Pełka.

– Pszczelarstwo na naszym terenie ma jednak o wiele więcej zwolenników. Podchodzą oni do tego równie profesjonalnie, ale biorąc pod uwagę liczbę rodzin, którymi się opiekują, można tu mówić raczej o hobby.

Aby na poważnie zająć się hodowlą nie wystarczy postawić na działce kilka drewnianych skrzynek. Jak twierdzą fachowcy, droga do sukcesu w tej profesji jest długa i kręta. Trzeba nie tylko przygotować się merytorycznie, o niebo ważniejsze jest tu doświadczenie.

– Nie kończyłem pod tym kątem żadnej szkoły, po prostu spróbowałem i tak już zostało. Przeczytałem na początek kilka fachowych książek, często zaglądam też do naszego branżowego czasopisma, prawdziwa edukacja to jednak stałe obcowanie z pszczołami – zapewnia hodowca.

– Wiem co to znaczy, bo swoją pasiekę tworzyłem od podstaw. Kupowałem ule, niektóre sam budowałem, wśród nich są dość oryginalne konstrukcje, które pozwalają na przykład prowadzić tzw. gospodarkę dwurodzinną.

Pszczele obyczaje

Aby być dobrym pszczelarzem, w jednym palcu trzeba mieć wiedzę na temat zachowań tych bożych owadów, bodaj najważniejsza jest znajomość ich… kalendarza.

– Trzeba przede wszystkim wiedzieć, kiedy się budzą z zimowego uśpienia. A dzieje się to o wiele wcześniej niż pozornie się nam wydaje. Pamiętam, że w tym roku wybrały się na pierwszy oblot już w lutym. Mieliśmy wówczas kilka dość ciepłych dni, a to sprzyjało procesowi tzw. oczyszczania się owych owadów – tłumaczy pan Joachim.

– Pszczoły przez całą zimę magazynują w sobie strawiony pokarm. Kiedy tylko przygrzeje słońce, pozbywają się go, co często objawia się żółtymi kropkami na suszonej bieliźnie. Jeśli natkniemy się na takie zjawisko, możemy być święcie przekonani o tym, że w ulach jest już gwarno.

Bardzo ważnym dla każdego pszczelarza jest miesiąc kwiecień. Następuje wówczas niemal całkowita wymiana starych pszczół na nowe. Potrzebna jest do tego właściwa pogoda oraz dostateczna ilość kwitnącej roślinności.

– Szybko pojawiają się zwykle kwiatki na krzewach agrestu, potem kwitną maliny oraz wszelkie drzewa owocowe. Dzięki temu z kopyta rusza wówczas produkcja miodu – opowiada hodowca.

– Można by pomyśleć, że w obliczu tak kwiecistej pory roku owady te są wręcz zdezorientowane, nie wiedząc na jaki kwiat by tu usiąść. Nic bardziej mylnego. Najpierw na poszukiwanie właściwego nektaru wybierają się pojedyncze sztuki, tzw. zwiadowczynie. Do nich należy wybór najbardziej wartościowego energetycznie materiału. Za ich przykładem podąża dopiero cała reszta rodzinnego roju.

Pierwszy miód w sezonie nie trafia jednak na nasze stoły, jest to bowiem produkt rozwojowy. Cały jego zapas natychmiast pochłaniają dorastające larwy. Kiedy te będą już w pełni samodzielne, miodu wystarczy i dla ludzi. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że każda pszczela rodzina zużywa rocznie do 80 litrów miodu, dopiero to, co zostanie, trafia na nasze stoły.

Po latach obcowania z groźnie wyglądającymi pszczołami Joachim Pełka
nadal do końca im nie ufa. Do ula zbliża się tylko w ochronnej siatce.

Jak się okazuje Opolszczyzna bardzo sprzyja hodowli pszczół. Owady te muszą mieć zapewnioną ciągłość wytwarzania miodu, a do tego konieczny jest stały dostęp do tzw. pożytków. Popularnego nektaru dostarczają okoliczne sady, w których na wiosnę obficie kwitną jabłonie, wiśnie, czy czereśnie. Nie bez znaczenia są tu również łąki, obficie porośnięte mniszkiem lekarskim oraz lipy i wierzby. Tutejszemu miodowi daje to niezwykły posmak, który doceniany jest nie tylko przez okolicznych mieszkańców. Słodki produkt niejednokrotnie cieszył się bowiem uznaniem wśród nabywców rodem z Niemiec, a nawet Stanów Zjednoczonych. Rekordowi klienci zamawiają dla siebie nawet po 15-20 litrowych słojów.

– Trudno się temu dziwić, bo w sklepach pojawiają się już podróbki prawdziwego specjału, słyną z tego przede wszystkim wielkie supermarkety. Oryginalny produkt jest zatem poszukiwany i ceniony – zapewnia Joachim Pełka.

– Wszyscy hodowcy, skupieni w związkach pszczelarskich dają na swój miód trzy lata gwarancji. Nie trzeba go nawet trzymać w lodówce, po jakimś czasie skrystalizuje się i przetrwa latami, nie tracąc nic ze swych walorów smakowych.

Miód nie do gorącej herbaty

Nawet dziecko wie, że miód to doskonałe lekarstwo na wszelkiego rodzaju dolegliwości. Od wieków za jego sprawą leczono przede wszystkim nieżyty dróg oddechowych. Jest to również doskonały specyfik do zwalczania chorób układu krążenia i wszelkiego rodzaju alergii.

– Trzeba jednak pamiętać, że jego uzdrawiające działanie kłóci się z tradycyjnym rozpuszczaniem w gorącej herbacie. Już 40–stopniowa temperatura zabija w nim wszystko, co dobre dla zdrowia – ostrzega pszczelarz z Gosławic. Choć trudno w to uwierzyć, zbawiennym dla człowieka może okazać się również pszczeli jad, wzmaga odporność organizmu. Powstały już nawet specjalne kliniki, w których leczy się poprzez kontrolowane ukąszenia tych owadów.

– Kiedyś wystarczyło, aby użądliła mnie jedna pszczoła – puchłem dosłownie w oczach. Teraz jest zupełnie inaczej, nic już nie czuję nawet wtedy, kiedy na mojej dłoni siada kilkanaście groźnie wyglądających owadów – opowiada z pasją hodowca.

– Na to trzeba sobie jednak u nich zasłużyć.

Doświadczenia Joachima Pełki bliskie są każdemu zapalonemu pszczelarzowi, potwierdza to swym całym życiem Jan Juszczak emerytowany nauczyciel z Sokolnik, przyrodnik z zamiłowania, autor licznych publikacji między innymi o tematyce pszczelarskiej.

– Urodziłem się w małej podwieluńskiej miejscowości, wychowałem się pod lasem i pewnie dlatego do dziś we wspomnieniach czuję jego sosnowy zapach. Jestem przekonany, że to właśnie stamtąd wzięło się moje zainteresowanie naturą oraz miłość do tych bożych owadów, którymi są pszczoły – mówi Jan Juszczak.

– Ich mozolnym wysiłkom przypatruję się już od ponad 40 lat. Niezmiennie uważam, że są to stworzenia bardzo zorganizowane. Pod tym względem ludzie powinni je stawiać sobie za wzór.

Zbawienna moc pszczelego wosku

Pan Jan uważa, że miód jest najlepszym lekiem na świecie.

– Ja nie narzekam na złe samopoczucie, bo często miodem się raczę. Lekarze powinni go przepisywać przede wszystkim na stany grypowe, przeziębienia, czy bolące gardło. Ponadto cudownym specyfikiem jest wosk pszczeli – szczególnie na migrenę. Podobno w zamierzchłej przeszłości pewna księżna cierpiała na tę przypadłość. Pewnego razu poszła do kościoła i długo, długo nie wracała. Wreszcie mąż po kilku godzinach żoną się zainteresował i po nią przed ołtarz poszedł. Okazało się, że kobieta nie oddawała się modlitwie, a chłonęła zapach wygaszonych świec. Stwierdziła, że w ogóle nie czuje bólu.

– To wosk miał jej przynieść ukojenie w cierpieniu – opowiada pan Jan.

– Choć to brzmi kontrowersyjnie, leczniczy dla ludzi może być także pszczeli jad. Ale do takiej kuracji nie będę nikogo namawiał. Za węgierskim przysłowiem mogę jednak powtórzyć: „Jedz miód i pij mleko, a dożyjesz sędziwego wieku”.

***

Czynności jakie należy wykonać, żeby zostać pszczelarzem (na podstawie: Forum Pszczelarzy Amatorów)

  • Na początek najlepiej zacząć od małej pasieki 3 – 5 uli po to aby się “sprawdzić” i nauczyć.
  • Dopiero po kilku latach, kiedy poznamy różne techniki obsługi pszczół, rodzina zaakceptuje nasze “dziwactwa”, wskazane jest powiększyć pasiekę do rozmiarów stosownych do możliwości finansowych, czasowych i zdrowotnych.
  • Pierwszy kontakt z pszczołami powinien się odbyć pod okiem doświadczonego pszczelarza, który nauczy nas, że pośpiech i brak pokory wobec tego małego i mądrego owada zakończy się niepowodzeniem, a nawet może „wyleczyć” kandydata na pszczelarza z ochoty do dalszej pracy.
  • Tylko spokojna i umiejętna obsługa pszczół, której można nauczyć się pod okiem doświadczonego pszczelarza jest jednym z warunków powodzenia. Nie ma żadnych wskazań, czy praktykować u pszczelarza należy 3 dni, 3 miesiące, czy też całe lato. Poznanie nawet w krótkim okresie czasu obsługi pszczół, zasad bezpiecznego obchodzenia się z nimi upoważnia dopiero do zakupu kilku pni z pszczołami.
  • Pozostałych czynności nauczymy się z książek, z własnej praktyki oraz osobistych kontaktów z innymi pszczelarzami.
  • Kontakt z innymi osobami obsługującymi pszczoły, własne spostrzeżenia, pogłębiona wiedza spowodują, że w przyszłości to my staniemy się autorytetem dla innych.

Fot. Autor

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!