Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Jak uczyć obywatelskości?

Z Piotrem Sienkiewiczem rozmawia Anna Radziejowska.

 

Do rozmowy na temat edukacji obywatelskiej zaprosiłam Piotra Sienkiewicza, wicedyrektora Niepublicznej Szkoły Podstawowej Edulab, stałego współpracownika Fundacji Civis Polonus. Piotr jest ekspertem w zakresie edukacji obywatelskiej, autorem i współautorem koncepcji kilkudziesięciu projektów wspierających aktywność obywatelską młodych ludzi.

AR: Piotrze, masz wieloletnie doświadczenie w nauczaniu edukacji obywatelskiej. Co jest najważniejsze w jej kształtowaniu?

PS: Doświadczenie i praktyka. Edukacji obywatelskiej uczymy się przez praktyczne działa
nie. Poprzez uczestnictwo w życiu społecznym, dyskusje, wybieranie. Najważniejszym zadaniem szkoły – dyrekcji, nauczycieli, rodziców jest stwarzanie takich warunków, aby od samego początku edukacji włączać dzieci w uczestnictwo w życiu szkoły i społeczności dookoła. A także tworzyć takie warunki, aby same mogły podejmować decyzje, które będą wpływały na ich życie szkole. W ten sposób pozwalamy doświadczać im własnej sprawczości.

AR: Wydaje się to racjonalnym postulatem. Jak konkretnie robić to w szkole?

PS: Szkoła – to pierwsza instytucja publiczna, z którą styka się dziecko, później młody człowiek i spędza w niej gros swojego czasu. Od tego, jak jest zorganizowana i jakich ludzi tam spotka (a pamiętajmy, że nauczyciele to funkcjonariusze publiczni) – zależy jego wyobrażenie o funkcjonowaniu państwa. Czy sekretariat przyjmuje 'petentów' tylko w określonych godzinach (i czy Pani sekretarka życzliwie pomaga im rozwiązać problemy). Czy uczniowie mają dostęp do dyrekcji, mogą z nią porozmawiać. Czy nauczyciele są życzliwi dla uczniów. Jak przyjmują ich pomysły. Czy pozwalają im inicjować różne przedsięwzięcia. Czy tworzą pole dla dialogu. Jak udzielają informacji zwrotnej. To są elementy, które tworzą kulturę szkoły. Jeśli cechuje się otwartością, zachętą do dyskusji, włączaniem uczniów we wspólne działania – będzie to miało bezpośredni wpływ na ich późniejsze doświadczenie z uczestnictwem w życiu publicznym. My nauczyciele, często o tym zapominamy.

AR: Co jest potrzebne, aby stworzyć takie warunki?

PS: Przede wszystkim zrozumienie, że edukacja obywatelska jest potrzebna. Przykład, rzecz jasna, płynie z góry, czyli modelowanie powinno zaczynać się od dyrekcji. Ta może i powinna modelować swoim zachowaniem rzeczywistość szkolną. Jeśli dyrekcja realnie konsultuje swoje decyzje z rodzicami, uczniami, nauczycielami – świadczy o tym, że dialog jest ważny. Jeśli spotyka się z reprezentantami samorządu uczniowskiego i zachęca do przedstawiania potrzeb społeczności szkolnej – oznacza to, że rozumie jego rolę i miejsce w organach szkolnych władz. Taka postawa modeluje zachowania nauczycieli i pokazuje im, że szkoła to dla uczniów pole dyskusji, konsultacji, realnego uczestnictwa.

AR: Brzmi to bardzo 'modelowo'. Jak prowadzić do wytworzenia takiej kultury w praktyce?

PS Zachęcam do wykorzystywania organu jakim jest samorząd uczniowski. Samorząd uczniowski to wszyscy uczniowie. Zgodnie z ustawą Prawo oświatowe, samorząd ma bardzo szerokie możliwości [więcej można przeczytać TU]. Jeśli dyrekcja i nauczyciele traktują samorząd jako ciało współdecydujące o sprawach szkolnych – ma to fenomenalny wpływ na budowanie autonomii uczniów. Ważne jest wyczucie odpowiedniego momentu, w którym można przekazać uczniom podjęcie decyzji. Na poziomie klasy - świetnym momentem jest wybór celu wycieczki – można podyskutować w klasie, gdzie uczniowie chcieliby pojechać, lub co zobaczyć w trakcie wyjścia ze szkoły.

Albo kwestie oceniania lub terminów sprawdzianów. Wiadomo, że każdy przedmiot ma konkretną liczbę sprawdzianów w roku. Zamiast narzucać termin – nauczyciel może zapytać, kiedy uczniowie mieliby czas go napisać. Takie oddanie inicjatywy sprawia, że chętniej przyjmą decyzję, którą sami podjęli.

Albo i głębiej. Warto co jakiś czas porozmawiać z uczniami jak chcą sprawdzić wiedzę i umiejętności – przecież nie zawsze musi to być sprawdzian, może być projekt podsumowujący dział, zorganizowanie debaty, w której będą musieli zastosować zdobytą wiedzę. Jeśli są ku temu warunki, można wspólnie z nimi ustalić termin sprawdzianu i jego formy, tak aby odpowiadał potrzebom uczniów i jednocześnie uwzględniał ograniczenia związane z realizacją programu nauczania.

Albo na poziomie szkolnym – gdy nadchodzi moment remontu – warto w plebiscycie zapytać uczniów o preferowany kolor ścian lub wyposażenie jakiejś pracowni. Albo o pomysły na szkolny piknik. To naprawdę sporo znaczy dla uczniów. Dzięki takim inicjatywom widzą efekty swoich decyzji i to pozwala na zbudowanie prawdziwego poczucia uczestnictwa.

AR: To dlaczego dzieje się to niezbyt często?

PS: Najpierw przykład pozytywny, że jednak czasem się dzieje. Pracowałem kiedyś z małą szkołą z wiejskiej gminy. W budżecie partycypacyjnym uczniowie tej szkoły zgłosili zakup kosiarki do koszenia trawy na boisku i wokół szkoły. Ten projekt otrzymał największa liczbę głosów. Wójt, mimo wątpliwości różnych stron, co do sensowności tego projektu, zakupił uczniom kosiarkę i oni tę trawę kosili. Pomyśl, jak to dobrze wpłynęło na ich poczucie decyzyjności. I wzmocniło wiarę w narzędzie, jakim jest budżet obywatelski.

Wracając do tego, co nie funkcjonuje. Problem leży bardzo często w nas, nauczycielach. Często zapominamy o tym, że szkoła to nauka umiejętności, a nie tylko przyswajanie wiedzy. Wiedzę – można zmierzyć, ocenić. A tymczasem edukacja obywatelska to kształcenie postawy, nastawienia do rzeczywistości. To wymaga wysiłku i nie przynosi szybkich efektów. Pracy nad edukacją obywatelską nie widać. Dodatkowo, od pewnego czasu nie jest ona szczególnym priorytetem dla władz centralnych i nie trzeba szczególnie wykazywać się z jej realizacji. Więc część szkół nie widzi takiej konieczności dokładania sobie kolejnych obowiązków. To sprawia, że edukacja obywatelska ma w wielu szkołach niska rangę.

Dodatkowo zabija ją też pośpiech. Nauczyciele wciąż coś nadganiają. Spieszą się z realizacją przeładowanej teorią podstawy programowej. W międzyczasie, będąc opiekunami samorządu szkolnego muszą przygotować szereg uroczystości z kalendarza szkolnego, zrobić wyrównawcze dla uczniów, którzy sobie nie radzą i wypełnić masę papierów do kuratorium. Dlatego idą na skróty. Przygotowując jakiś apel – nauczyciel realizuje go według znanego, lekko tylko zmodyfikowanego scenariusza sprzed lat. Uczniowie przyswajają swoje role w scenariuszu, wygłaszają jakieś mowy, coś śpiewają. Dyrekcja jest zadowolona, bo ładnie wyszło, a uczniowie zadowoleni, że zrobili coś, czego się od nich oczekiwało.

AR: A na widowni znudzona śmiertelnie publiczność.

PS: Tak! Niczym niezaskoczona. I tu dochodzimy do ważnego wątku – pozwolenia na popełnienie błędu. Na to, żeby coś nie wyszło. Bardzo często w szkole oczekujemy, że uroczystości, przebieg jakiegoś wydarzenia – będzie idealny. Albo przynajmniej ładny.

Zastanówmy się chwilę. W edukacji przedszkolnej, gdy patrzymy na, maluchy, wszyscy wybaczają, kiedy na przedstawieniu z okazji Dnia Babci i Dziadka każde patrzy się w inną stronę. Albo zapomniało kwestii.

A potem dzieci idą do szkoły i wszystko musi być równiutko i idealnie, pod kreskę. Od razu. A już w przypadku zaproszenia władz samorządowych na uroczystość szkolną – nie ma mowy o pomyłce, czy błędzie. Tymczasem w edukacji, nie tylko obywatelskiej, niezwykle ważne jest przyzwolenie na błąd. Na to, że może nie wyjść. Po to, aby można go było dostrzec i skorygować samodzielnie. I przygotować coś lepiej następnym razem. Jeśli dzieci zadecydują o kształcie uroczystości szkolnej i coś nie wyjdzie, to jest znakomity motyw do tego, aby przedyskutować to i pomóc im znaleźć lepsze rozwiązanie na przyszłość. W ten sposób najlepiej się uczą. Dostają poczucie autonomii, sprawczości.

AR: Możliwość popełnienia błędu. Czy to jakoś fundamentalnie nie zaprzecza szkole?

PS: Problem jaki kryje się za organizacją przysłowiowego apelu jest bardziej ogólny. To pytanie o cel. O to, czy wiemy po co coś robimy. Na przykładzie uroczystości. Jeśli celem dyrektora jest estetyczny i bezbłędny apel (bo na sali są rodzice, oficjele), to i nauczyciele odpowiedzialni za prowadzenie młodzieży będą się starać, aby uroczystość przebiegła bez potknięć. Będzie dużo wiedzy (o patronie, Komisji Edukacji Narodowej, tu można wstawić dowolny motyw), będzie podniośle i nieangażująco. Strach przed oddaniem inicjatywy i błędem uniemożliwi ten aspekt, o którym nauczyciele często zapominają, czyli cel wychowawczy. Kształcenie postaw i umiejętności. Rozbudzanie zaangażowania uczniów. I dlatego warto dać im swobodę. Jeśli koniecznie chcemy wiedzy na temat patrona- niech uczniowie sami wymyślą formę, w jakiej przekażą to innym. To będzie ich wybór. Autonomiczny. Celem edukacji (nie tylko obywatelskiej) jest m.in. kształtowanie umiejętności dyskutowania, negocjowania, wzmacnianie postawy otwartości, życzliwości. Czyli kompetencji miękkich i pewnej postawy względem rzeczywistości. I to musi być ciągłe.

AR: Czyli?

PS: Powinno stać się nawykiem. Dawanie uczniom wyboru, możliwości podjęcia decyzji musi dziać się stale. Nie może być akcyjne (tylko apele i uroczystości, styczniowa zbiórka na WOŚP), ale powinno następować w każdej możliwej sytuacji. Mechanizm dyskutowania z uczniami, wybierania, zachęcania do akcji - czyli to, co tworzy kulturę szkoły, nauczyciel powinien mieć stale z tyłu głowy i stwarzać warunki do kształcenia poczucia samostanowienia, sprawczości.

AR: Jakie źródła, narzędzia poleciłbyś do wykorzystywania przy kształceniu tych umiejętności?

PS: Jeśli chodzi o narzędzia – wspomniana już praca samorządu uczniowskiego. Również budżet partycypacyjny jest świetnym narzędziem, dzięki któremu uczniowie mogą przekonać się, jak to jest mieć realny wpływ na swoje otoczenie.

Budżet partycypacyjny przynosi wymierne efekty w postaci wprowadzenia konkretnych zmian w szkole, tak by uczynić ją lepiej dostosowaną do potrzeb uczniów. Daje uczniom szansę wyartykułowania potrzeb i problemów, przedstawienia konkretnych rozwiązań, a następnie ocenienia ich wg hierarchii ważności. Znam wiele szkół, w których uczniowie realizują szkolny budżet partycypacyjny i wpływa to świetnie zarówno na poziom ich sprawczości, jak i w drugą stronę – przybliża dyrekcji, rodzicom i nauczycielom realne potrzeby uczniów.

Polecam link do świetnej publikacji jak realizować SBP.

Na rynku edukacyjnym działa wiele wartościowych podmiotów zajmujących się praktycznym kształceniem edukacji obywatelskiej.

http://civispolonus.org.pl/

https://wklasie.uniwersytetdzieci.pl/

https://ceo.org.pl/

https://malaszkola.pl/scenariusze-projektow-edukacyjnych/materialy-do-pobrania-scenariusze

http://www.mlodziezmawplyw.org.pl/

https://poledialogu.org.pl/category/publikacje/

AR: Dziękuję serdecznie za przyjęcie zaproszenia do wywiadu!

BIOGRAM

Piotr Sienkiewicz, nauczyciel i wicedyrektor Niepublicznej Szkoły Podstawowej Edulab. Stały współpracownik Fudacji Civis Polonus, pracuje z uczniami oraz nauczycielami w celu wzmacniania samorządności uczniowskiej. Łącznie przeprowadził ponad 300 godzin szkoleń i warsztatów z zakresu wzmacniania wpływu młodych ludzi na sprawy szkoły.
Jest autorem licznych publikacji, scenariuszy lekcji i projektów edukacyjnych poświęconych samorządności uczniowskiej. W ramach ogólnopolskiego projektu systemowego Ministerstwa Edukacji Narodowej, realizowanego w partnerstwie z Fundacją Rozwoju Demokracji Lokalnej “Szkoła Współpracy. Uczniowie i rodzice kapitałem społecznym nowoczesnej szkoły” opracował poradnik dla uczniów z zakresu wspierania współpracy w szkole.

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx