Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Przetworzone nie na sprzedaż

 

Autor: Przemysław Chrzanowski

Czy normy prawne, którymi obwarowana jest sprzedaż bezpośrednia, będą w przyszłości mniej restrykcyjne? Czy wreszcie będzie można legalnie dorobić, bazując na przetwórstwie własnych płodów rolnych? O tym przekonamy się prawdopodobnie w ciągu najbliższych tygodni.

 

Sprawa nabrała rozpędu w chwili, kiedy do niezadowolonych rolników dołączyli mieszkańcy wsi, postulujący o wolny handel produktami przetworzonymi. Wszyscy są zgodni, że potrzebne są rozwiązania systemowe, które dadzą swobodę w obrocie wypiekami domowej roboty, nalewkami, konfiturami, wędlinami…

Chleb prosto z sabatnika – tylko na swój stół

- Mam smykałkę do wypieku chleba. Pamiętam jak robiły to moja babka i matka. Potem kaflowy piec z sabatnikiem rozebrano, a tradycja przepadła z kretesem. Po 20 latach wszystko sobie przypomniałam, a przede wszystkim to, że smak matczynego chleba był niesamowity i że można go było jeść przez cały tydzień. Wróciły obrazy z dzieciństwa, wraz z nimi w głowie zaczęły kiełkować myśli o małym biznesie. Na próbę zrobiłam 6 wielkich bochnów, które za drobną opłatą pięknie upieczono mi w pobliskiej piekarni. Udały się. Trzy zjedliśmy sami, a kolejne trzy rozdałam na spróbowanie sąsiadom i znajomym. Wszystkim smakowało, pomysł na interes wydawał się być trafiony – opowiada Maria Korpowska.

Pojawił się jednak problem. Wszystkie komponenty do przygotowania tradycyjnego chleba pochodziły z naszego gospodarstwa, ale podczas wypieku uległy one przetworzeniu. Tym sposobem wyprodukowałam towar, którego legalnie nie byłam w stanie sprzedać. Koncepcja dorobienia paru groszy legła w gruzach.

Czy naprawdę jesteśmy w Unii?

W podobnej sytuacji znajdują się drobni producenci wędlin, serów, czy nalewek. Wszyscy zadają sobie pytanie, dlaczego w całej zachodniej Europie, przepisy zezwalają na tego typu działalność, a u nas tak przesadnie są restrykcyjne. Jak wynika z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców - to, co możliwe dla rolnika we Włoszech, Francji, Niemczech, nie jest dozwolone dla naszego gospodarza. Nadgorliwe stosowanie przepisów przez polskich urzędników, biurokracja i fiskalizm blokują rozwój lokalnej przedsiębiorczości.

Kuriozalne jest to, że rolnicy, którzy chcą sprzedać kilka butelek soku malinowego, muszą założyć działalność gospodarczą. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest sprzedaż wyprodukowanych przez siebie komponentów pośrednikom, którzy zazwyczaj dyktują niekorzystne warunki cenowe. Takie prawo nokautuje hodowcę, plantatora, a przede wszystkim drobnego rolnika. W obliczu obowiązujących przepisów traktuje się każdego z nich tak samo jak wielkie koncerny spożywcze.

- Wypiekając chleb z własnej mąki muszę złożyć do powiatowego inspektoratu sanitarnego wniosek o wpis swojego interesu do rejestru oraz zatwierdzenie go po uprzedniej kontroli.

W praktyce wygląda to tak, że urzędnicy zmuszają mnie do budowy małego zakładu – załamuje ręce pani Maria.

- Jak się zorientowałam prawo unijne nie przewiduje takiego obowiązku. Wypada się zapytać w tym miejscu: czy my jesteśmy w końcu w Unii Europejskiej, czy jeszcze poza nią?

Niczym cinkciarze w czasach PRL-u – czyli gorąco w sieci

Temat sprzedaży bezpośredniej gorąco komentowany jest w mediach społecznościowych. Upust swemu niezadowoleniu dają również członkowie grupy „Działamy Dla Wsi”:

- Stanowczo wystarczy już przestrzeni, w której system nas kontroluje. Za te paragony i wszystko z tym związane płaci społeczeństwo, a budżet państwa się bogaci. W „dobrodziejstwo" paragonów dają się wkręcać ci, co tylko kupują i nie wiedzą, że nie płacą jedynie za produkt, ale utrzymują cały system kontrolingu społeczeństwa. Ja cenię sobie wolność, a rolnictwo i żywność to podstawa zdrowego społeczeństwa – przekonuje Daria Krawczyk-Borys.

- Żywność przetworzona w Europie może być sprzedawana bezpośrednio przez rolników, u nas wszyscy chętnie jedzą, ale nikt nie kupuje i nikt nie sprzedaje. I niestety zaczyna to wyglądać jak za okupacji lub komuny. Rolnik stoi na rogu placu, mruga okiem i konspiracyjnym głosem zdawkowo cedzi przez zęby: „Ogórki kiszone, dżemik, a może soczek, kaszanka, baleronik...” – niczym cinkciarze w czasach PRL-u. Albo przewożący pod kożuchem sery do najlepszych restauracji tego kraju – myślicie, że dziś tak się nie robi? Jedna prosta regulacja prawna i szara strefa znika. A tak ściema trwa dalej. Tych absurdów jest od groma. Mleko można sprzedawać, ale tylko do naczyń, które sobie odbiorca przyniesie, albo opowiadać, że to jest mleko dla kotów. Jajka można sprzedawać luzem, bez pakowania. No i co tu zrobić, pakować je w gazetę? – zastanawia się Marcin Kurnik.

I na koniec: Jak legalnie sprzedać jajo? Inspektorat weterynarii ci powie

Jak na razie sprzedażą bezpośrednią mogą być objęte wyłącznie nieprzetworzone produkty własne. Jajo idealnie się więc nadaje. Producent, który zamierza wytwarzać taki produkt ma obowiązek powiadomienia powiatowego lekarza weterynarii, co najmniej na 30 dni przed dniem rozpoczęcia prowadzenia tej działalności.

Potem trzeba dopełnić obowiązku rejestracji w powiatowym inspektoracie weterynarii poprzez złożenie wniosku o wpis do rejestru i nadanie numeru identyfikacji weterynaryjnej. Po wydaniu decyzji administracyjnej produkcja i sprzedaż mogą być prowadzone w legalny sposób.

Zapytajmy zatem retorycznie: Czy ktoś tak w ogóle postępuje?

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx