Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Święta o zapachu wiosny

 
Autor: Przemysław Chrzanowski

No i znów mamy święta. Nadchodząca niedziela jest pierwszą po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Zgodnie z tym prawidłem Wielkanoc może przypadać na różne terminy, ale zawsze pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia.

Nieprzypadkowo dzieje się to w okresie, kiedy wokół pełno mamy oznak budzącej się do życia wiosny. Barbara Ogrodowska w książce „Krągły rok” podkreśla, że święto Zmartwychwstania Chrystusa jest zarazem wielkim świętem wiosennym, triumfalnym świętem zwycięskiego, nieustannie odradzającego się życia, świętem wielkiej nadziei i obietnicy nieśmiertelności.

Obchody tych wiosennych świąt rozpoczynają się wraz z niedzielą palmową. Od tego momentu w kościołach odbywają się niepowtarzalne uroczystości, których kulminacją jest Triduum Paschalne. Wiadomo powszechnie, że Wielki Tydzień to nie tylko podniosłe nabożeństwa, to także czas intensywnych przygotowań domowych do świąt oraz wielu różnych ciekawych obyczajów i obrzędów ludowych.

W Wielki Czwartek milkną dzwony, na znak żałoby zastępuje się je kołatkami. Ich tępy łomot ma przypominać o pokucie. Tak poważny obyczaj stał się jednak pretekstem do zabawy. Na Pomorzu młodzi chłopcy chadzali jeszcze do niedawna z takimi kołatkami po wsi i mniej więcej od Wielkiej Środy starali się ich dźwiękiem przepłoszyć diabła. Podobne praktyki stosowano w okolicach Nowego Sącza, tyle, że tam zamiast kołatek używano zwykłych badyli, którymi tłukło się po płotach. Cel był ten sam: wygonić zło z zagrody.

Wielki Piątek stoi pod znakiem widowisk pasyjnych. Najbardziej znaną w Polsce, tego rodzaju uroczystością jest droga krzyżowa, organizowana przez ojców Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. W inscenizacji biorą udział młodzi ludzie, głównie są to klerycy i młodzież skupiona w rozmaitych organizacjach kościelnych. Wielogodzinne widowisko przyciąga do Kalwarii Zebrzydowskiej tysiące wiernych. Oprócz samej drogi krzyżowej inscenizuje się tam kilka innych ważnych w okresie Wielkanocy wydarzeń, takich jak: ostatnia wieczerza, pojmanie Chrystusa, czy mycie nóg apostołom.

Kościelny wymiar Wielkiego Piątku nakazywał powagę i skupienie, tymczasem nie brakowało momentów bardziej radosnych. Po okresie 40-dniowego postu młodzi, dając wyraz swemu zadowoleniu, organizowali pogrzeb śledzia i wieszanie żuru. Postną zupę mieszano z popiołem. Garnek z tą miksturą próbowano wieszać na gałęzi, przy tej czynności dla żartu wylewano jego zawartość na głowę jednego z uczestników zabawy. Wykonanego z drewna albo papieru śledzia nabijało się natomiast na patyk i paradowało z nim po wsi. Potem zakopywało się go pod drzewem. Od tego momentu można było zacząć odliczać godziny do końca postu.

Kulinarne rozpasanie wracało dopiero wraz z Wielką Niedzielą. Wystarczyło, że tuż po uroczystej rezurekcji zamilkły kościelne organy, a wszyscy mieli w myślach już tylko jedno: suto zastawiony stół. Stół, na którym wreszcie znajdzie się szynka, bigos i wszystko to, czego od karnawału w domowym jadłospisie nie było. Jak wspominają dzisiejsi 50-latkowie, w ich dzieciństwie były to naprawdę cudowne chwile. Po mszy biegło się do domu wręcz na złamanie karku, mało komu chciało się wtedy nawet z karbidu pod kościołem strzelać. Wędzonka miała siłę magiczną. Czy coś z tamtych świąt jeszcze zostało? Oczywiście! Stół nadal musi być suto zastawiony. I to nie byle czym.

Współczesne panie domów często stawiają na nowatorskie koncepcje kulinarne, te jednak nie mogą być kosztowne, bo zwyczajnie nie „przyjęłyby się” w wiejskiej kuchni. Każda gospodyni skrupulatnie liczy grosz i na ekstrawagancję sobie nie pozwoli. Do kosztownych potraw z pewnością nie będzie należała zupa chrzanowa. To w dalszym ciągu absolutny hit wielkanocny::

 

Zupa chrzanowa z grzankami

∂ 1 pęczek włoszczyzny

∂ 0,5 wędzonego boczku

∂ 4 łyżki masła

∂ 30 dag. śmietany kremówki

∂ 3-4 łyżki chrzanu

∂ 1 pęczek natki pietruszki lub kiełki rzeżuchy

∂ 3-4 kromki białego chleba lub bułki

∂ 2 łyżki mąki

∂ 2 litry wody

Włoszczyznę i boczek gotować 45 min., wyjąć boczek, wywar przecedzić. Z 3 łyżek masła i 2 łyżek mąki zrobić zasmażkę na złoty kolor, podlać śmietaną i wywarem, dodać chrzan, zagotować i przyprawić do smaku. Chleb pokroić w drobną kostkę i usmażyć na maśle na złoty kolor. Podawać z grzankami i natką pietruszki. Palce lizać!

Świątecznymi symbolami wielkanocnymi są od niepamiętnych czasów wszelkiej maści  zające, barany, kurki, koguciki oraz ociekające lukrem baby z ciasta o tajemniczej recepturze. Wszystko to można nabyć w byle markecie na osiedlu, wszak sklepowe półki uginają się pod ciężarem masowo produkowanych koszyczkowych „słoduchów”. O wiele trudniej znaleźć wypieki, których smak pamięta się do następnych świąt. Wielkanocne frykasy powstają od wielu lat w rodzinnej piekarni państwa Druszczów z Andrzejowa w województwie łódzkim. W tradycyjnym piecu rodzą się prawdziwe dzieła sztuki. Zanim jednak tam trafiają, doświadczeni piekarze wypełniają specjalne metalowe formy ciastem. Jak zapewniają, zrobić takiego barana, czy zająca wcale nie jest trudno, wystarczy wypchaną ciastem formę dobrze skręcić śrubami i włożyć do sabatnika. Prawdziwa tajemnica kryje się w cieście, jego receptury jednak nikt nie chciał nam zdradzić. Babki i koszyczkowe zwierzątka to nie wszystko, piekarnia w Wójcinie realizuje każdego roku zamówienie na... świąteczne minichlebki. Piecze się je dla pobliskiej parafii. Podczas jednego z nabożeństw ksiądz daje je ludziom zamiast tradycyjnych komunikantów. Proboszcz stara się w ten sposób nawiązywać do ostatniej wieczerzy, podczas której Chrystus dzielił się z uczniami prawdziwym chlebem.

Po niedzielnym rozpasaniu, kojarzonym z totalnym lenistwem i obżarstwem nastaje wreszcie lany poniedziałek, który po dzień dzisiejszy upływa na zabawach i harcach młodzieży, połączonych z oblewaniem się wodą. Jak podaje Barbara Ogrodowska w książce „Krągły rok”, w południowej Małopolsce w lany poniedziałek chodzą po wsi przebierańcy ustrojeni w słomiane powrósła i czapki ze słomy, z wielkimi sikawkami w rękach. Nazywa się ich Dziadami Śmigustnymi, Śmigurciarzami, Słomiakami lub Ukacami (ponieważ chodzą w milczeniu a o datki proszą tylko na migi tylko od czasu do czasu łkając, turkając, lub gwiżdżąc). Według legendy mają oni przedstawiać żydowskich wysłanników, którzy nie chcieli uwierzyć w zmartwychwstanie Chrystusa. Jako wykup od oblewania wodą, od psot i zaczepek otrzymują od gospodarzy jaja oraz słodkie świąteczne pieczywo. 

Bardzo ciekawą tradycję związaną z obchodami drugiego dnia świąt kultywuje się od niepamiętnych czasów w Pietrowicach Wielkich na Śląsku Raciborskim. Mowa o błagalnej procesji konnej. Rzadki to zwyczaj. Można go jeszcze spotkać u Słowian Łużyckich w Bawarii oraz w kilku innych parafiach diecezji opolskiej. Mimo usilnych starań nie udało się ustalić ani początku ani przyczyn powstania tego obyczaju. Bez wątpienia procesja jest godnym zobaczenia i przeżycia nabożeństwem.

W poniedziałek wielkanocny przed godziną 13 miejscowi gospodarze oraz pracujący na roli gromadzą się przed kościołem parafialnym. Konie błyszczą czystością a uczestnicy procesji są odświętnie ubrani. Przed rozpoczęciem procesji kościelny podaje uczestnikom figurę Chrystusa Zmartwychwstałego i wielkanocny krzyż, opasany czerwona stułą.

Dla orkiestry dętej, która przygrywa do pieśni w czasie procesji jest przygotowany ozdobny wóz z zaprzęgiem konnym. O godzinie 13 rozlega się bicie dzwonów z wieży kościoła parafialnego, a orkiestra gra intradę. Zaczyna się formować procesja. Na przedzie krzyż procesyjny w asyście dwóch gospodarzy.  Za nim ustawiają się trójkami młodzieńcy, dalej gospodarze z figurą Chrystusa Zmartwychwstałego i krzyżem, który w okresie wielkanocnym stoi przy głównym ołtarzu. W tym miejscu do procesji włącza się ks. proboszcz, a za nim reszta uczestników procesji również w trójkach. Liczba uczestników w ostatnich latach wynosiła około 150 jeźdźców. Procesja wyrusza do pątniczego zabytkowego, drewnianego kościoła św. Krzyża zbudowanego w roku 1667, a położonego w odległości około 3 km od kościoła parafialnego. W drodze uczestnicy procesji śpiewają pieśni wielkanocne, pątnicze i maryjne.

Po przybyciu do pątniczego kościoła wszyscy zsiadają z koni i oddają je do pilnowania chłopcom w wieku szkolnym i młodzieńcom. Jeźdźcy ze śpiewem wchodzą do kościoła. Tu odbywa się błagalne nabożeństwo o urodzaje. Uczestnicy tego nabożeństwa odmawiają litanię. Następnie ks. proboszcz wygłasza okolicznościowe kazanie. Po nabożeństwie następuje przerwa. Na głos dzwonu lub trąbki wszyscy jeźdźcy dosiadają koni i rozpoczyna się objazd pół po granicy parafii. Ostatni odcinek tego objazdu jest trasą wyścigu. Głównie młodzieńcy pędzą, co sił w koniu do wyznaczonej mety. Inni uczestnicy procesji przebiegają tę trasę, długość ok. 800 m galopem, ścigając się w dwójkach i trójkach.

Na tę widowiskową cześć przy trasie galopu gromadzą się setki ludzi.

Za metą formuje się znowu procesja, która z modłami i śpiewem podąża na boisko sportowe gdzie odbywające się nabożeństwo kończy się błogosławieństwem sakramentalnym. Później odbywa się konny festyn wielkanocny. Cóż można tylko pozazdrościć tak wybornych świątecznych atrakcji...

 

 

Fot. Autor i UG w Pietrowicach Wielkich

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx