Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Herody z lututowskiej ziemi

 
Autor: Przemysław Chrzanowski
 
Wystarczy tylko, że dopalą się ostatnie znicze na cmentarzach po dniu Wszystkich Świętych, a cały handlowy świat z impetem zaczyna nakręcać bożonarodzeniową sprężynę. Reklamy bombardujące milionem pomysłów na prezenty, hałaśliwe dzwonki i kolędy śpiewane w setkach słownych konfiguracji już od początku listopada podświadomie oddziałują na naszą psychikę.

Niestety, święta są dziś przedsięwzięciem wybitnie komercyjnym. Zapomina się o ich pierwotnej magii i bogactwie ludowych tradycji. Od wiąchy siana pod stołem, ważniejsze są prezenty, telewizyjne hity i pękające w szwach lodówki. A może by tak wrócić do dawnych zwyczajów? Choćby takich, jakie kultywowano na lututowskiej ziemi?
 

Polewka na świąteczne śniadanie

Jak wspomina doświadczona miejscowa gospodyni Janina Gonera, wigilijny dzień zaczynało się od innego niż zwykle śniadania. Jego podstawą były polewki: albo konopna, albo siemienna. A do tego strudelki, czyli bułeczki z małosłodkiego ciasta drożdżowego, nadziewane gotowanymi suszonymi owocami, z wierzchu posypane makiem.

– Obiadu, broń Boże, się nie gotowało. Zresztą ograniczeń w wigilijny dzień było więcej, mój ojciec kategorycznie zakazywał na przykład rąbania drewna. Za to po samym śniadaniu bieliło się piec, w którym na co dzień piekliśmy chleb szabaśny – mówi lututowianka.

– Na kolację jedliśmy tylko 9 potraw. Rodzice tego zawsze przestrzegali, ojciec mawiał, że z dwunastu dań wieczerza, to tylko dla szlachty.

Do pierwszej gwiazdki nie czekali

Wieczerza zaczynała się mniej więcej po 15, a więc dużo wcześniej niż teraz. Wszyscy na stojąco odmawiali pacierz, a potem łamali się opłatkiem. Najpierw na stole pojawiała się zupa grzybowa lub zupa z suszonych owoców. W domu pani Janiny była też zawsze czerwona kapuśnica.


Aniele, Aniele nie śpiewaj tak wiele, bo chodzę tak wściekle jak diabeł po piekle,
te lata wichrowe uderzają mnie w głowę, te skrzydła pajęcze biją mnie w obręcze.
Tak miły mój bracie, jak Bóg w tej chacie, chciałeś Boga zawojować,
chodź do piekła pokutować!

– Ten specjał jednak nie należał do tutejszych tradycyjnych potraw. Zawdzięczaliśmy ją mojej prababce, która pochodziła spod Poznania. Do tego dawało się albo pierogi, albo uszka – zależy co mama zdążyła zrobić. Kartofli na wigilię nie gotowaliśmy, bo zgodnie z ludowym przesądem, od tego wrzody przez cały nadchodzący rok się trzymały. Zastępowaliśmy je kaszą gryczaną, którą polewało się sosem grzybowym. Mieliśmy na talerzach również kapustę z fasolą, śledź się znalazł czasem i bułki z miodem. O smażonej rybie można było zapomnieć, bo to wiązało się ze sporym wydatkiem – wspomina.

To był bardzo dobry czas dla gospodyń domowych, za żadne skarby nie mogły one wstać od stołu, bo jak się uważało, kury w zagrodzie dobrze wówczas nie gdaczą, jaj przez następny rok nie niosą i kurcząt nie wylęgają. Stawiało się więc wszystkie potrawy na raz, tak by pani domu nikogo nie musiała obsługiwać.

 

Wigilijne obyczaje

Po wigilii panny szybko sprzątały izbę, żeby się przyszłoroczne swaty długo nie wlokły, by młodzi się prędko domawiali w sprawie ożenku. Panny zamiatały podłogę, zbierały śmieci i wynosiły je za miedzę. Potem, zgodnie z ludowym zwyczajem, każda głośno musiała zapytać: „Powiedz pies, gdzie mój miły jest?” A jak pies zaszczekał, wiadomo było, że narzeczony niebawem przyjdzie do panienki. No niestety bywało i tak, że żaden psiak się nie odezwał, co oznaczało, że żadnego kawalera w przyszłym roku nie będzie.


Chodziłam, błądziłam po polach, po lasach w czerwonych portasach, siedem par butów zdarłam,
aż ciebie królu w tym domu znalazłam. Ostatni ci dekret wyczytuję: ja ci w tym domu życia nie daruję!

– U nas pod stołem zawsze była wiązka siana, po wieczerzy rodzice chowali w niej jakieś słodycze, które niby potem nam miało przynieść Dzieciątko. Rano, w pierwszy dzień świąt, tę wiązkę wraz z odrobiną odkładanych do specjalnej miseczki potraw z wieczerzy, zanosiło się gospodarskim zwierzętom. Dawało się to jednak tylko krowom, kozom i owcom. Jak pamiętam, konie i świnie nigdy tego w żłoby nie dostawały – mówi Janina Gonera.
 

W oczekiwaniu na wiliorzy

Od wieczerzy furtki i bramy w gospodarskich zagrodach zawsze były otwarte, nie zamykało się ich, bo po kolacji chodzili wiliorze. Dzisiaj w tej roli występują młodzi chłopcy, a za starych czasów były to rosłe chłopy. Przychodzili z życzeniami, dla grzecznych dzieci mieli cukierki, a tych, którzy coś przeskrobali, łajali batem. Zawsze jednak za przyzwoleniem dorosłych.


Dajcie pokój domowi temu, który żeście odebrali ubogiemu. Jestem król Herod z okrągłego świata,
złotem, laurem przebiegaja moje lata. Przybądźcie hetmani z licznymi gwiazdami, chylam się czołem,
czynię was panami. Na mój rozkaz, na moje zawołanie niech przede mną Marszałek stanie!

 

– Lekkiego życia z nimi nie miały także panienki. Diabły smarowały je sadzami. We wsi to i kilka takich grup po chałupach kursowało. A jak się po drodze gdzieś spotkali, to się tłukli niemiłosiernie. Niejeden miał potem kości obite – dodaje Wacław Zabłocki, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Lututowie.

– A po wiliorzach, odwiedzało się sąsiadów. W zwyczaju było rozrzucanie orzechów po podłodze – to na szczęście. Pogadało się, jak było co, to i się wypiło. Potem w święta nikt nigdzie nie chodził, wszystko w domach siedziało, by podkreślić, że to rodzinne święta. No i leniuchowało się bardzo: nie sprzątaliśmy, nie ścieliliśmy łóżek, nawet obiadu nie gotowaliśmy. Do jedzenia mieliśmy odgrzewane resztki z kolacji wigilijnej – zaznacza pani Janina. – Wszystkie te obyczaje wpajano nam z dziada pradziada. Dużo zawdzięczaliśmy pod tym względem mojej babci. Pamiętam, że miała pasiekę i zawsze po pasterce szła najpierw do swoich pszczół. Leciuteńko skrobała wtedy w ule i mówiła tak: „Pszczółki, pszczółki, oto Chrystus nam się narodził”.

 

Drugi dzień świąt – czas Herodów

W podlututowskich wsiach od imienin Szczepana, czyli drugiego dnia świąt, po domach zaczynali chodzić herodowie. W takiej grupie nie mogło zabraknąć: Żyda, anioła, diabła, Turka, dwóch marszałków, pastuszka, czy śmierci. 14-letnia wówczas Janina Gonera wcielała się w rolę anioła, wchodząc do domów wołała:

 „Gloria, Gloria in Excelsis Deo,

niech się świat kołysze,

niech się gwiazdy migocą,

bo narodziło się dzieciątko tą świętą nocą”.

– Potem pytałam się czy gospodarze pozwolą, by weszło wojsko króla Heroda. Z reguły pozwalali, więc natychmiast wchodził marszałek i prosił o krzesło dla króla. Potem do akcji przystępowali: Żyd, co chodził z torbą i datki zbierał, śmierć, pastuszek i diabeł, który sadzą potrafił wybrudzić niejedną firankę, on też wyciągał rękę do gospodyni, by dała mu na mydełko. Wcześniej głośno pokrzykiwał:

„Pochwoluny, czy nie pochwoluny,

jestem diabeł osmoluny,

jak mnie państwo nie przyjmiecie,

kostusia wos w pień wysiecze”.


Dziś dzień Heroda, dziś dzień bogacza, użyć wesela w słonecznym kole, dziś nasza radość na tym padole.
Na tym padole, na tej niskości, chwała bądź Bogu na wysokości. Dziś śpiewać będziem, będziem tańcować,
a w dobrym domu będziem nocować.

– Diabła zwyczajowo łapano za ogon. Przebiegli odtwórcy tej postaci nabijali go szpilkami, więc można się było nieźle pokłuć – wtrąca Wacław Zabłocki. – Taki występ trwał ze 20 minut i kompletnie się różnił od tego, z czym teraz przychodzą do nas młodzi ludzie. Wszelkie obecne prezentacje są po pierwsze maksymalnie poskracane, a po drugie odtwórcze. Brakuje odpowiednich strojów, fabuły, a przede wszystkim humoru.

***

Herody – co to takiego?

Ludowe, aktorskie przedstawienia bożonarodzeniowe, podobne do jasełek. Treść przedstawienia opiera się na fragmencie Ewangelii opisującym rzeź niewiniątek i śmierć króla Heroda Wielkiego. Główny wątek dramatyczny ma cechy moralitetu - ukazuje walkę dobra (Anioł) ze złem (Diabeł). Despotyczny Herod skazany jest wieczne potępienie i poddany dwóm egzekucjom: Śmierć zabiera jego ciało, a Diabeł duszę. W niektórych regionach Polski do wątku głównego dodawane były wątki fakultatywne.

Schemat głównego wątku:

  1. Przedstawienie Heroda (dokonane przez Marszałka lub kogoś z jego świty).
  2. Autoprezentacja Heroda.
  3. Wiadomość o narodzinach Chrystusa (podana przez Trzech Królów, albo kogoś ze świty Heroda).
  4. Przesłuchanie Żyda o miejscu narodzenia Mesjasza.
  5. Wydanie rozkazu zabicia wszystkich niemowląt płci męskiej.
  6. Nakłanianie Heroda do zmiany decyzji (Anioł lub syn Heroda).
  7. Zapowiedź śmierci Heroda (Anioł, w niektórych regionach Turek).
  8. Pojawienie się Śmierci i Diabła oraz próba wykupienia się Heroda od śmierci.
  9. Śmierć Heroda i spór między Diabłem i Śmiercią o jego duszę.
     

(na podstawie Encyklopedii katolickiej Wojciecha Kaczmarka)

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx