Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Tunele do przeszłości

Autor: Zygmunt Kandora

Jadąc samochodem bądź rowerem w pewnym momencie wpada się w zielony tunel tworzony przez konary drzew. Dla wielu kierowców kolumny pni są zagrożeniem dla jazdy, dla innych pozostają ważnym elementem polskiego krajobrazu. Dla zwierząt są szansą przetrwania gatunków, zaś dla niektórych ludzi tunelem łączącym przeszłość z teraźniejszością. W wielu miejscach aleje drzew są wycinane, by poszerzać istniejące drogi, chodniki, kanalizację... W ten sposób giną tunele do przeszłości.

Gmina Rudnik to enklawa przydrożnych drzew owocowych i roślin sprowadzanych przez właścicieli ziemskich XVIII i XIX wieku.
Z drzew owocowych spotkać można sędziwe czereśnie i śliwy. To dawny śląski zwyczaj sadzenia drzew owocowych przy drogach wszelkiego typu. Żal, że zwyczaj ten zanika, głównie z powodu natężonego ruchu samochodowego i zachowania bezpieczeństwa kierowców.

A przecież drzewa owocowe ze względu na nieduże wymiary nie stwarzają w czasie huraganowego wiatru zagrożenia dla samochodów i innych użytkowników dróg, w razie niespodziewanego ich obalenia.


Wszystkie barwy jesieni.

A przecież niezaprzeczalnie aleje drzew owocowych posiadają niezwykłe walory estetyczne i przyrodnicze. Wiosną, w czasie kwitnienia, ich korony pokrywają się gęstwiną wonnych, białych i różowych kwiatów, dostarczających nektaru i pyłku pożytecznym owadom. A ponad wszystko krótko przecież zachwycają wzrok.

Przeciwnikom obsadzania dróg drzewami owocowymi powiem, że owoce są bardzo wartościowym pokarmem dla ptaków, owadów oraz małych ssaków i niekoniecznie muszą być spożywane przez ludzi. Jeśli owoce opadną na ziemię, to i tak przynoszą korzyść przyrodzie, dostarczając ziemi związków energetycznych. Przyrodnicy, jak choćby dr Jan Duda z Raciborza, uważają, że na terenach zdominowanych przez uprawy rolne, szpalery przydrożne z drzewami owocowymi są trudnymi do przecenienia korytarzami ekologicznymi, ułatwiającymi przemieszczanie się przedstawicieli różnych gatunków roślin, grzybów oraz zwierząt. Nie tylko w poszukiwaniu nowych miejsc do zasiedlenia oraz zdobywania pożywienia, ale również w celu uniknięcia izolacji genetycznej bardzo niekorzystnej dla całego świata ożywionego.


Dlaczego rezygnować, gdy tyle nieba mamy ponad nami.

- Warto pojechać na ziemię opawską i skorzystać z dobrego przykładu naszych południowych sąsiadów - Czechów. Tam pielęgnuje się i zachowuje stare aleje przydrożne z drzewami owocowymi. W miejsce drzew powalonych ze starości sadzi się młode drzewka owocowe, a za poboczami czy rowami dróg nasadza się nowe wielogatunkowe aleje drzew owocowych: czereśni, wiśni, jabłoni, grusz, a także dzikich jarzębin. – zachęcał mnie dr Duda, wieloletni i niestrudzony badacz śląskiej przyrody.

I tak ruszyłem szlakami wyznaczonymi różnorodnością tworzoną przez człowieka w zamierzchłych wiekach. Nie do Czech, a w najbliższe mi okolice powiatu raciborskiego.
 

Aleja pszczół

Jeśli kiedykolwiek trafi Wam się podróż z Czech do Opola i będziecie przejeżdżać przez Racibórz, to warto w Szonowicach skręcić na Modzurów i dalej na Jastrzębie.

Mijamy ostatnie domy w Modzurowie i tam zaczyna się aleja klonów jesionolistnych posadzonych około 70 lat temu. Na początkowym odcinku alei klony jesionolistne, drzewa pochodzące z Północnej Ameryki, rosną po obu stronach szosy, później już tylko po jednej stronie.
 

To tylko kilometr drogi, ale warto je zobaczyć. Najlepiej w marcu, gdy kwitną, a rodziny pszczele najbardziej odczuwają brak pyłku do wykarmienia licznego w tym czasie potomstwa. Pyłek jest wtedy dla pszczół cennym pokarmem.

Bliżej Jastrzębia droga ostro zakręca, tworząc serpentynę zakrętów, opadając mocno w dół. Rosną tutaj okazałe jesiony wyniosłe z obwodami pni nawet 2,71 m, a nieco niżej ku Jastrzębiu rosną klony jawory. Aleję tę warto chronić, droga tutaj jest na tyle szeroka, że nie przeszkadza w mijaniu się dwóch dużych samochodów i kombajnów.
 

Pamiątka po Eichendorfach

Stara droga Eichendorffów. Josepha von Eichendorff znamy z utworów prozatorskich i poezji.

Mało kto zna tę rodzinę ze strony gospodarki rolnej. Nim ojciec Josepha popadł w długi, gospodarzył całkiem nieźle na Śląsku. Została po jego czasach aleja, którą mieszkańcy zwą „Brzozówką”, a rosną na niej głównie kasztanowce zwyczajne i jesiony wyniosłe.

Natomiast w pierwszych latach dwudziestego wieku dosadzono dalsze jesiony, klony jawory i ciekawie wkomponowano pojedynczo okazy lipy, dębu, brzozy oraz czereśni.


Brzozówka.

Dziś, po ponad stu latach ta mieszanina drzew wygląda pięknie o każdej porze roku. Zachwyca barwami. Żal tylko, że nikt nie myśli o wykorzystaniu gotowej starej drogi na trasę rowerową. Na końcu alei, w miejscu, gdzie „Brzozówka” łączy się z szosą Racibórz - Opole, rośnie okazały i urokliwy okaz wierzby kruchej.

Kilkanaście drzew posiada cechy pomników przyrody. Przede wszystkim kasztanowce zwyczajne o obwodach pni powyżej 3,5 m a mające już ponad 130 lat, obok nich jesiony wyniosłe z pniami o obwodach ponad 4 m. Cała ta niezwykła promenada warta jest uznania za pomnik przyrody ożywionej.

Jadąc „Brzozówką” zachwycam się nieprzeciętnymi walorami przyrodniczymi, krajobrazowymi wszystkim, co ją otacza. Wieczorem trzeba uważać na przemykające z jednej strony na drugą sarny, dziki i powolne borsuki.
 

Aleja lip w Łubowicach

Są dwie aleje lip, którymi można się zachwycać i smakować wiosną, wsłuchawszy się w pracowite brzęczenie pszczół. Jedna to aleja przy starej drodze pomiędzy Chałupkami a Nową Wsią blisko ruin zamku w Chałupkach.


Lipy w Chałupkach.

Druga zaczyna się na krzyżówce w centrum wsi Łubowice, pomylić trudno, bo na początku rosną kasztany, więc i ulica zwana jest kasztanową. Kawałek dalej przy drodze gruntowej zaczyna się dwuszereg lip. Aleja kończy się kilometr dalej, w dolince przy mostku na potoku. Aleję tworzą 200-letnie lipy drobnolistne. Obwody drzew są pomnikowe, a cudne, bajkowe ukształtowanie pni i koron sprawiają, że ta aleja ma niezwykłą wartość krajobrazową i przyrodniczą. Na tej nieznanej wielu wędrowcom i przyrodnikom alei wiele jest drzew, które rozmiarami i wiekiem przewyższają niejeden pomnik przyrody ożywionej znajdujący się w województwie śląskim.


Aleja lip w Łubowicach.

Najgrubsze i najpiękniejsze okazy- lipy rosnące w tej alei mają pnie o obwodach ponad 4 metrów, a sięgają wysokości do 27 metrów. Pomiędzy lipami znalazły sobie miejsce krzewy bzu czarnego, śliwy tarniny, jeżyn oraz niskie drzewka głogów. Uważne oko dostrzeże purchawicę olbrzymią, która należy do grzybów podlegających ścisłej ochronie w Polsce. Jej pojedyncze owocniki mogą mieć średnicę do kilkudziesięciu centymetrów i ważyć ponad 20 kilogramów!

Wracając do lip, to śmiem twierdzić, że jest niewątpliwie najpiękniejszą aleją lipową w powiecie raciborskim. Szkoda tylko, że stan zdrowotny drzew staruszek jest już nie najlepszy.
 

Aleja czerwonych dębów w Dolędzinie… a może Ponięcicach?

Trafić łatwo. Kiedy wjedziecie trasą 45 z województwa opolskiego do śląskiego, zatrzymajcie się na pierwszym parkingu po prawej stronie. I już jesteście na miejscu. Będzie tu przydrożny niewielki bar. Nie musicie nic kupować. Od niego zaczyna się aleja niezwykłych i urokliwych dębów. Nie są w najlepszym stanie zdrowotnym te pierwsze, natomiast dalsza część alei biegnącej obrzeżem lasu, jest bardzo malownicza. Swoje zrobił dla nich czas, rzeźbiąc pięknie ich pnie i czesząc korony historią tych ziem. Posadzono je w drugiej połowie XIX wieku, swoje więc już widziały. Najgrubsze dęby mają pnie z obwodami sięgającymi 3 metrów.

Aleja nie jest długa, ma nieco ponad 250 metrów, a na jej końcowym odcinku rosną słusznych rozmiarów dęby szypułkowe. Aleją dotrzeć można do polany, przy której rosną rzadkie w tych stronach dęby czerwone, jesiony pensylwańskie, rodzime w Ameryce Północnej.


Aleja czerwonych dębów.

Warto przejść kawałek dalej, by spojrzeć na rosnące tu prawie stutrzydziestoletnie sosny zwyczajne o obwodach pni niewiele mniejszych niż 200 centymetrów.

Jadąc tą samą drogą w kierunku Raciborza trafimy na wyłożoną kocimi łbami drogę do Dolędzina – ukrytej w lesie wioski liczącej dwanaście dusz. Ta licząca sobie ponad dwieście lat leśna droga, obsadzona jest okazałymi drzewami robinii akacjowych.

Jeśli posmakowaliście kiedyś kołyny – dania naszych pradziadów, w tych stronach znajdziecie z pewnością jeden z niezbędnych produktów do jej upitraszenia- żółciaka siarczonego.

Wystarczy, że nie zjedziecie do Dolędzina, a w dugą stronę, do Ponięcic. Tam za niewielkim kompleksem leśnym, na obrzeżach dość głębokiego jaru rośnie kilkadziesiąt czereśni.

Każdego roku dostarczają smakoszom kilka koszy dorodnych owoców i nieco smakowitej huby. Najgrubsze czereśnie mają w obwodzie ponad dwa i pół metra. A to już wielkość rzadko spotykana u czereśni. W maju trafić można na żółciaka i przygotować z niego kołynę.
 

Jabłonie i grusze na wyciagnięcie ręki

Jeśli ktoś nie przepada za czereśniami może przez pola przejść około pięciu kilometrów do Ligoty Książęcej. Wędruje się szczytami pagórków pełnych zboża, kukurydzy lub rzepaku.

Wśród tych upraw spotkać można maki i jest wtedy czerwono na wzgórzach, lub wśród zbóż rosną chabry i błękit nieba miesza się ze zbożem.

W pobliżu jaru, tuż przy pierwszych zabudowaniach wioski w jednorzędowej alei rośnie 7 grusz, a najgrubsze mają pnie z obwodami do 180 centymetrów. Pomimo wieku, jesienią można przyjść na smaczne, starej daty owoce.


Grusze w Ligocie Książęcej.

Można by jeszcze pisać o wielu takich miejscach w jednej przecież tylko gminie w Polsce.

O alei jabłoni w Ponięcicach przygarbionych wiekiem, smakowitych owocami. Są pamiątką po czasach, gdy te ziemie były znane z uprawy jabłoni. Albo też o stuletnich wyniosłych jesionach w Brzeźnicy, pamiętających maszerujących żołnierzy cesarza Wilhelma, powstańców śląskich, żołnierzy II wojny światowej i wielką powódź 1997 roku. Każda aleja jest jak ścieżka do przeszłości. Wystarczy pomyśleć, ilu ludzi w ciągu minionych lat sięgało po owoce czereśni w Ponięcicach, czy po gruszkę w Ligocie.

Ze smutkiem oglądałem wyciętą aleję dębów jadąc do Jarnołtówka. W takim miejscu przypominają się słowa Alberta Schweitzera: „Żyjemy w niebezpiecznej epoce. Ludzie zdobyli kontrolę nad przyrodą, zanim zdobyli kontrolę nad sobą.”

***

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx