Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Renowacja bywa fuszerką

Autor: Przemysław Chrzanowski

Żeby uratować zabytek potrzeba nie tylko zaangażowania ludzi i fury pieniędzy. Potrzebne jest również szczęście do dobrych fachowców. O tym, że wykonawcom zdarzają się kompromitujące fuszerki przekonali się parafianie kościoła w Iwięcinie.

Wasze krowy, kościół mój

- Przez szereg lat mieszkałem z rodziną naprzeciwko kościoła. Tak jak większość parafian byłem świadkiem powolnego niszczenia tego zabytku. Ale nic wtedy nie można było zrobić, bo potrzeby ratowania świątyni nie widział ówczesny proboszcz, który zwykł mawiać: „Wy macie swoje krowy i świnie, a ja mam swój kościół”. To jego zasługą było to, że w prezbiterium XIV-wiecznego, gotyckiego kościoła pojawiły się współczesne płytki łazienkowe. Ściany były pokryte odpadającą olejnicą, a zabytki ruchome zżerały korniki. W 1998 roku przyszedł nowy proboszcz i wszystko się zmieniło. To właśnie wtedy powstał nasz komitet – opowiada Andrzej Dębowski.

Stało się to z inicjatywy pana Zygmunta Kostrzewy, bardzo oddanego sprawie człowieka. Przez całe lata należał do partii, ale jesień swojego życia poświęcił dla kościoła. Członkowie komitetu nic by nie zrobili, gdyby nie ksiądz Tadeusz Gorla, który ich z całego serca wspierał. Wcześniej musieli zgromadzone przez komitet środki finansowe gdzieś utykać, wyciągać z konta, żeby nie zginęły. Z poprzednimi duchownymi zdarzały się niemiłe przygody na tym tle. Rada Parafialna pozyskała środki finansowe na kwotę ponad miliona złotych. Odnowiono za to zabytkową ambonę, chrzcielnicę, ołtarz główny oraz zabytkowe renesansowe ławy. Największą inwestycją była wymiana poszycia dachowego.

Polichromia do poprawki

- O wyjątkowości naszej świątyni stanowi miedzy innymi polichromia obrazująca Sąd Ostateczny pochodząca z 1697 roku. Dzieło nieznanego artysty odnawiane było w latach 80. w Darłowie. Na podstawie ekspertyzy przeprowadzonej w 2006 roku wiemy, że renowacja polichromii była wykonana niepoprawnie. Wykorzystane do tego celu farby olejne dzisiaj łuszczą się. Koszt ponownej renowacji oszacowano na 300 tys. zł. Trzeba tę olejnicę zdrapywać, gruntować podłoże i od nowa rekonstruować fragment po fragmencie całego malowidła – mówi Andrzej Dębowski. – Chciałbym zaznaczyć, że to wyjątkowa polichromia, rzadko się bowiem spotyka, by malowidłami pokryta była cała połać sklepienia. Mamy tego świadomość, więc postaramy się doprowadzić do ponownej renowacji.

Odkształcone zadaszenie

W 2007 roku wymieniony został daszek nad wejściem do zakrystii. Nie minęło pół roku, kiedy zaczął się wykrzywiać. Każda klepka wywijała się w inna stronę. Okazało się, że deski cięte na pile kompletnie nie nadają się do prac dekarskich. Wykonawca przyjechał, popatrzył, ale nic z tym nie zrobił.

- Pozostawił nas z niemałym kłopotem. Trzeba zaznaczyć, że na tę inwestycję składali się parafianie. Kiedy fuszerka wyszła na światło dzienne, my jako członkowie komitetu postawieni zostaliśmy w niekomfortowej sytuacji. Padło wiele gorzkich słów ze strony mieszkańców wsi, cała odpowiedzialność za niepowodzenia związane z remontem świątyni spadła na nasze barki – mówi Andrzej Dębowski.- W takich sytuacjach ludzie nie kryją swojej podejrzliwości, spekulują, że przy takiej okazji dom sobie można wybudować, samochód sobie kupić, albo w jakiś inny sposób się wzbogacić.

Farba wyniesiona na plecach

Podczas odbioru konserwatorskiego wspomnianych ław również doszło do nietypowej sytuacji. Otóż okazało się, że krótko po ich renowacji jeden ze specjalistów, mówiąc kolokwialnie, wysiedział świeżą farbę do tego stopnia, że po godzinie została mu na plecach…

- W przypadku, gdy jest wszystko w porządku, to jest… w porządku. Kiedy jednak coś zaczyna się psuć, społecznik, który sprawie oddaje nie tylko swój czas, ale i swoje serce, po prostu zostaje sam. W takiej sytuacji trzeba jak najszybciej poszukać alternatywnego rozwiązania. Tutaj odkryliśmy pana Jacka Stacherę z Torunia, który za niewielką odpłatnością wykonał ponowną ekspertyzę. Jednoznacznie wynikało z niej, że wina leży po stronie wykonawcy. Ten zarzekał się wcześniej, że renowacja została przeprowadzona zgodnie ze sztuką. W konsekwencji reklamację uznał i ponownie podjął wyzwanie – opowiada Andrzej Dębowski. - Dyskusyjną kwestią okazał się również dobór samej kolorystyki. Dzisiaj wiemy, że nie powinno się tego robić zza biurka. Trzeba znaleźć się w określonym miejscu, poczuć klimat i dopiero wtedy szukać właściwych odcieni.

Gont zgnił na papie

Ostatnia inwestycja to wymiana poszycia dachowego. Wyzwanie bardzo skomplikowane z uwagi na ostre kształty gotyckiej świątyni. Zanim łupany gont przybijano do dachowego poszycia, nabijano tak zwane łaty i kontr łaty. Wreszcie zrobiono to po bożemu. W latach 80. deski nabito tu bezpośrednio na papę. Zrobiono to przy użyciu zwykłych gwoździ. Nie było żadnej cyrkulacji, deski nie mogły swobodnie przesychać. Wprost przeciwnie – kumulowały wilgoć. W Iwięcinie mają nadzieję, że to już ostatnia tak kosztowna fuszerka.

Fot. arch. Andrzeja Dębowskiego

 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx