Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Szkoła superbabci

„Człowiek musi się dokształcać, bez w względu na wiek. A babcie powinny wiedzieć, jak mądrze obdarowywać wnuki swoją miłością. Dobrze, że wreszcie jest miejsce, gdzie można podzielić się doświadczeniami z innymi babciami”. Halina, 59 lat.
„Moja babcia jest super! Zna wszystkie najfajniejsze zabawy”. Antek, 5 lat.

Babcie w szkolnej ławce
Zajęcia wspierające babcie w wychowaniu wnuków to w Polsce zupełna nowość. W szkole stworzonej w Lublinie przez Zofię Zaorską superbabcie poznają ciekawe sposoby na wspólne spędzanie czasu z wnukami. Pod kierunkiem pedagoga, psychologa i supermamy wymieniają doświadczenia na temat rozwoju dziecka. Spotkania i warsztaty są okazją do dyskusji i refleksji na temat: co to znaczy inaczej kochać wnuki niż dzieci, i jak utrzymać kontakt z rodzicami w trudnych sytuacjach.
Zofia Zaorska za sukces projektu uważa przełamanie stereotypu biernej babci, opiekunki na rzecz babci twórczo wspierającej rozwój małego dziecka i jednocześnie dbającej o siebie. Superbabcie chodzą razem do teatru, organizują spacery, a nawet zafundowały sobie weekend w SPA. Wszystko po to, aby poczuć się lepiej i zacząć troszczyć się o siebie. „Wszyscy sądzą, że babcia po prostu wie, jak się znaleźć w nowej roli, a to przecież nie takie oczywiste” – mówi liderka projektu i dodaje: „Aby wzmocnić pozycje babć w rodzinach, trzeba najpierw wzmocnić same babcie”.
Babcie dostały po rolce od papieru toaletowego, żeby wykonać z nich zabawki dla wnuków. Przebrały się w kostiumy kąpielowe i wskoczyły do basenu, żeby ćwiczyć aerobik. Przygotowały własną książę kucharską z ulubionymi przepisami. W Szkole Superbabci pod okiem dr Zofii Zaorskiej uczyły się, jak pomagać rodzicom, nie wyręczając ich z obowiązków i odpowiedzialności za wychowanie dzieci.

Babcia swoje przeżyła i wie najlepiej, jak wychowywać wnuki…
Dobre kontakty z babcią to rzecz niełatwa. Mamy narzekają czasem, że babcie starają się narzucić im własne zdanie. Uważają, że swoje przeżyły, więc wiedzą lepiej.
Oczywiście czasem babcia wtrąca się, albo nie akceptuje zachowań rodziców. Jednak z moich obserwacji wynika, że dzisiaj nie jest to aż tak palący problem. Współczesne babcie często wręcz nie chcą się wtrącać. Mają tendencję do odsuwania się na bok. A babci, której nie uda się wypracować bliskiego kontaktu z wnukami, kiedy są małe, trudno będzie to później nadrobić. Po paru latach, gdy spotkają się na przykład z okazji świąt, babcia po prostu nie będzie miała o czym rozmawiać z własnymi wnukami. Widzę sporo starszych kobiet, które odsunęły się od rodziny albo nie udało się im zbudować z nią więzi. Narzekają, że są za rzadko odwiedzane, że nie potrafią się porozumieć z dzieciakami. Taka sytuacja jest szczególnie trudna dla samotnych kobiet. Często zaczynają chorować. Też psychicznie. Pojawiają się nerwice, a nawet depresja. Dlaczego tak się dzieje?
W ciągu ostatnich kilku dekad świat przyspieszył. Styl życia dzisiejszych dorosłych i ich dzieci bardzo różni się od tego, do którego przyzwyczaili się seniorzy. Trudno im za tym nadążyć. To tylko jedna przyczyna. Problem osamotnionych babć jest już bardzo widoczny na zachodzie Europy. Tam, gdzie ludzie żyją na wyższej stopie finansowej, są świetne, wykształcone opiekunki, dobre przedszkola i żłobki, więc babcia nie jest już tak bardzo potrzebna. Z drugiej strony, ludzie ze starszego pokolenia mogą pozwolić sobie na podróże, fitness, wycieczki. Zajmują się sobą i nie mają czasu dla wnuków. Najmłodszym jednak nadal potrzebny jest kontakt z babcią czy dziadkiem. U nas ten problem dopiero kiełkuje, ale w opowieściach babć już wyczuwam pewną nutę zagubienia. Jeśli czegoś z tym nie zrobimy, będzie coraz gorzej.

Kiedyś babciom było łatwiej?
Kiedy wspominam moją babcię, widzę zapracowaną starszą panią. Prowadzi gospodarstwo domowe, gotuje, szyje, robi na drutach. Miała tyle zajęć w rodzinnym domu, że właściwie cały czas była blisko nas. Dzisiaj wszystko się zmieniło. Nie wkładamy już tyle wysiłku w prace domowe. Rodzice długo siedzą w pracy i nie mają siły na rodzinne spotkania. Babcia jest coraz rzadszym gościem w domu. Ma też dużo więcej obaw o wnuki. Boi się złego wpływu rówieśników, czy tego, że dzieci nie poradzą sobie ze szkołą. Jednak często trudno jej w jakikolwiek sposób im pomóc. Kiedyś babcia mogła usiąść z wnukami do lekcji. Dzisiaj moje rówieśnice narzekają, że odpadają już w pierwszych klasach podstawówki! Szkoła uczy inaczej, innych rzeczy i wykorzystuje inne narzędzia, choćby komputery, do których babcie nie zawsze są przyzwyczajone.

Jaka jest więc rola babci w takiej rzeczywistości?
Tak jak kiedyś, babcia powinna pomóc dzieciom odróżniać dobro od zła. To uniwersalna sprawa i nigdy się nie zmieni. Jednak babcia musi być ostrożna. Codziennie sprawy powinna zostawić rodzicom, a jej rolą jest jedynie czasem zaznaczyć swoje zdanie. Może być pewnym głosem rozsądku. Ja na przykład pozwalam sobie czasami na wyrażenie własnej opinii, kiedy wydaje mi się, że rodzice nie dostrzegają zagrożeń, ale staram się robić to z troską, a nie oskarżaniem rodziców i dzieci. Przede wszystkim chcę mieć jednak czas i pomysł na kontakt z dzieckiem.

I takich sztuczek babcie uczą się w Szkole Superbabci?
To jedna z lekcji, które z niej wynoszą. Ale zaczynamy od podstaw. Jedna z moich superbabć powiedziała nawet: „Zanim kobieta będzie dobrą babcią, musi w ogóle dobrze się poczuć sama z sobą”. I o to mi chodzi. Mamy warsztaty psychologiczne, spędzamy ze sobą sporo czasu, wspieramy się nawzajem. To bardzo ważne, bo starsze kobiety często są w jakiś sposób izolowane przez swoje środowisko. Mąż wymaga od nich, żeby zawsze była w domu, dorosłe dzieci oczekują ciągłej pomocy i wydaje im się, że babcia powinna na przykład zajmować się ich domem. Babcie starają się za wszelką cenę sprostać tym wymaganiom. To naturalne. Ale często nie potrafią znaleźć w tym wszystkim równowagi. Zaczynają się przepracowywać, a potem czują się nieszczęśliwe. I bardzo samotne. W Szkole Superbabci znajdują akceptację grupy. Wreszcie mogą się wygadać i poczuć zrozumiane.

To wystarczy, żeby dobrze wejść w rolę babci?
A skąd! Kiedy już będziemy dobrze się czuły, trzeba zacząć pracę nad wieloma umiejętnościami, które przydadzą się podczas spotkań z wnukami. Uczyłyśmy się na przykład tego, jak rozmawiać z dziećmi. Ważne okazały się warsztaty z okazywania emocji. Ćwiczyłyśmy ciekawe formy zabawy, choćby takie jak tworzenie czegoś z niczego, na przykład zabawek z gazet czy rolek od papieru toaletowego. To fajne zadanie zarówno dla nas, jak i dla wnuków, bo dziecko, które samo coś stworzy, ma z tego ogromną satysfakcję. Był również kurs ozdabiania ciast marcepanem i czekoladą. A w sztukę opowiadania bajek wtajemniczali nas specjaliści z grupy Studnia „O”. Organizowałyśmy też zabawy i wycieczki dla naszych wnuków. I nie ukrywam, cały czas dobrze się bawiłyśmy.

Co pani wnuki sądzą o Szkole Super-Babci?
Ostatnio kiedy bawiły się w „Panią Zosię i pieska Kubusia”, mama zapytała dokąd idą. A dzieciaki na to: „Jak to dokąd? Do szkoły superpiesków!”. Mam trójkę wnucząt: roczną Marysię, czteroletnią Zosię i pięcioletniego Kubę. Jeszcze nie wiedzą dokładnie, na czym polegają zajęcia w szkole, ale wszystkie dzieci bez wyjątku lubią, kiedy w szkole babci jest coś ciekawego do zrobienia. Chodzą też chętnie na spotkania i wycieczki z innymi babciami i ich wnukami.

Pani jest jednak babcią-profesjonalistką. Przez wiele lat pracowała pani jako pedagog.
To prawda, ale profesjonalizm w dziedzinie „bycia świetną babcią” bardzo ciężko jest osiągnąć. Ja też cały czas muszę się uczyć, bo to o wiele trudniejsza rola niż ta, którą pełni się jako rodzic. Trzeba ułożyć sobie kontakty nie tylko z wnukami, ale i z własnymi dziećmi. Trzeba ciągle się doszkalać, uczyć się poruszania po świecie, w którym żyją wnuki. Trzeba czytać. Ostatnio na przykład zapisałam się z dziećmi do biblioteki. Pomogły mi zajęcia w szkole. Bo skąd niby miałam wiedzieć, które książki polecać teraz najmłodszym? Przecież jest masa nowej literatury, której kiedyś nie było. Ostatnio czytam z wnukami serię książek „Pan Kuleczka” i zwracam uwagę, by rozmawiać o tym, co się czyta.

Pomysł spodobał się na tyle, że odzywają się do pani babcie z różnych miast, które też chciałyby prowadzić taką szkołę.
Bardzo mnie to zresztą cieszy. Kiedy ruszałam z projektem, nikt nie traktował mnie poważnie. Pamiętam nawet, jak z kilkoma superbabciami poszłyśmy do kościoła. Ksiądz publicznie powiedział, że wita uczennice szkoły superbabci. Wszyscy ludzie odpowiedzieli uśmiechem. To częsta reakcja. Dopiero kiedy zaczynam szczegółowo opowiadać, czego się uczymy, jakie mamy potrzeby i jak bardzo zależy nam na tym, żeby po prostu zrozumieć nasze wnuki i być dla nich ciekawymi partnerami, ludzie zaczynają traktować nas poważnie. I my, wszystkie superbabcie, jesteśmy z tego dumne. Chcemy spotykać się nadal i dalej pracować. Kto wie, może w przyszłości dołączą do nas i panowie? Szkoła Superdziadka też by się w Polsce przydała.

***

Projekt był realizowany przy wsparciu Towarzystwa Wolnej Wszechnicy Polskiej – Oddział w Lublinie. W cyklu warsztatów i spotkań (łącznie 110 godzin) wzięły udział 32 babcie.
Projekt uzyskał dofinansowanie ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w ramach programu „Seniorzy w akcji” realizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”.

dr Zofia Zaorska (65 lat) –  pedagog i gerontolog, wieloletnia kierowniczka Lubelskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, honorowy prezes Polskiego Stowarzyszenia Pedagogów i Animatorów KLANZA. Autorka warsztatów „Dodać życia do lat” z zakresu pedagogiki zabawy, a także publikacji o tym samym tytule.


Tekst udostępniony Witrynie Wiejskiej przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”
www.e.org.pl 
 

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Dołącz do nas

      YTxyXYx