Rozmowa z Tomaszem Chrzanowskim, Sołtysem Nowej Wsi Wschodniej i Przewodniczącym Rady Gminy Rzekuń.
Tomasz Chrzanowski sołtysuje w Nowej Wsi Wschodniej w gminie Rzekuń już od szesnastu lat. Od bieżącej kadencji przewodniczy też Radzie Gminy Rzekuń, a w 2023 roku odebrał w Senacie RP tytuł Sołtysa Roku.
We wrześniu w większości gmin ruszają prace nad przyszłorocznym budżetem. To dobry moment, żeby zapytać, jak wygląda planowanie funduszu sołectwa na przyszły rok.
Wrzesień to czas budżetu
– Teraz jest najlepszy okres, żeby pomyśleć o przyszłym roku – o tym, co sołectwa będą robić, skąd i na co mogą pozyskać pieniądze – mówi sołtys. A planowanie, to dziś coś więcej niż tylko wybór festynu, bo takie aktywności już nie są takie popularne.
Sołtys zwraca uwagę na zjawisko, które obserwuje nie tylko u siebie. Mieszkańcy są dziś zasypani ofertą wydarzeń i coraz selektywniej z niej korzystają.
– Robi się wydarzenie dla ludzi, z ludźmi omówione, a i tak często wolą robić swoje rzeczy. Ludzie już wybierają, na jakie chodzą, a na jakie nie.
Dlatego zanim zaplanuje kolejny festyn czy dożynki parafialne – w jego sołectwie organizowane wspólnie dla pięciu miejscowości – najpierw pyta o zdanie samych mieszkańców na zebraniu wiejskim. Jeśli chcą danego wydarzenia, powinni też zadeklarować w funduszu sołeckim choćby minimalną kwotę na jego przygotowanie.
W gminie Rzekuń sołtysi starają się też koordynować terminy między sobą, tak by imprezy poszczególnych sołectw się nie pokrywały. Chodzi zarówno o logistykę – współdzielony sprzęt, dmuchańce, stoły i ławy – jak i o to, by małe, lokalne wydarzenia nie rywalizowały o tych samych odbiorców.
Ale fundusz sołecki to nie tylko festyny. To również ścieżka finansowania sołeckich inwestycji. Ale zdaniem sołtysa najważniejsza jest sama zasada, jaka za nim stoi.
– Dla mnie najważniejszy jest głos mieszkańców w decydowaniu, na co są pieniądze – podkreśla.
Żwirówki, czyli zmiana zdania
Szesnaście lat w roli sołtysa to wystarczająco dużo czasu, by zweryfikować własne poglądy. Sołtys przyznaje, że na starcie był zdecydowanym przeciwnikiem przeznaczania funduszu sołeckiego na żwirowanie dróg.
– Zawsze jak wchodziłem na zebranie, mówiłem: nie po to jest fundusz sołecki, żeby żwirować drogi, tylko po to, żeby pobudzać aktywność mieszkańców.
Dziś patrzy na tę sprawę inaczej. To już inny etap rozwoju miejscowości. Plac zabaw, wyposażona świetlica i doświadczenie w pozyskiwaniu zewnętrznych środków sprawiły, że dziś jest w stanie spojrzeć na potrzebę żwirowania z większym zrozumieniem.
Stan dróg dojazdowych to dla władz gminy ważny sygnał – zwłaszcza tam, gdzie mieszkańcy prowadzą gospodarstwa i codziennie muszą nimi dojeżdżać do pól czy obór.
– Kiedyś myślałem, że to jest najgorsze zło, ale trzeba wsłuchiwać się w głos mieszkańców – może faktycznie warto dołożyć tych pieniędzy na żwirowanie.
Koło gospodyń jako droga do grantów
Fundusz sołecki to jedno, ale nie jedyne źródło, z którego może korzystać sołectwo.
W 2018 roku wraz z mieszkańcami sołtys założył Koło Gospodyń Wiejskich w Nowej Wsi Wschodniej i został jego przewodniczącym. To właśnie przez koło udało się pozyskać większość dodatkowych środków.
Wymienia kilka konkretnych źródeł: program „ KGW dla seniorów” Zarząd Województwa Mazowieckiego i Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej (ok. 20–25 tys. zł, realizowany już trzeci rok), konkurs „Moc małych społeczności” (ponad 40 tys. zł w zeszłym roku).
– Są też mniejsze granty dla grup nieformalnych, do których – jak podkreśla – wystarczy trzy do pięciu pełnoletnich osób z pomysłem.

Za te środki w Nowej Wsi Wschodniej powstał między innymi piec chlebowy na placu wiejskim, przy którym organizowane są międzypokoleniowe warsztaty – od wypieku chleba po pizzę z pieca. Sołtys zaznacza, że choć część projektów formalnie kierowana jest do seniorów, w praktyce integrują całe pokolenia.
– Często brak świetlicy czy zaplecza bywa wymówką, która blokuje aktywność kół i stowarzyszeń. Znam koła, które nie mają świetlicy, ale pozyskują na przykład grant na duży namiot – stoły można rozstawić na jakimś placu.
Jego rada jest prosta: nie trzeba mieć wszystkiego od razu. Sprzęt – namiot, stoły, grill gazowy, agregat prądotwórczy – można kompletować latami, korzystając z kolejnych konkursów. W tym kontekście wspomina też o innych środkach – grantach do 10 tys. zł na tzw. budowanie odporności lokalnej, które – jego zdaniem – najłatwiej trafiają właśnie do miejscowości bez własnej infrastruktury.
Sołtys wie, że nie każda gmina ma taki komfort budżetowy jak Rzekuń, dlatego swoim kolegom sołtysom radzi to samo, czym sam kieruje się od lat. Szukać pieniędzy poza budżetem gminy, a odmowę traktować jako etap, nie koniec drogi i po prostu wracać z poprawionym wnioskiem.
– Nie trzeba wstydzić się tego, że się nie dostało – tylko szkolić się, modyfikować wniosek i próbować.
Mapa zasobów, czyli wiedza na wypadek kryzysu
– Warto zaplanować budżet również na działania związane z bezpieczeństwem. To temat, który w ostatnich latach coraz mocniej przebija się do świadomości mieszkańców, choć wciąż nierówno. Są dwa, typy mieszkańców. Jedni chcą w tym uczestniczyć, inni uważają, że ich to nie dotyczy.
Współpracując z Fundacją Wiedza-Inicjatywa-Rozwój przy projektach dotyczących dezinformacji, sołtys prowadził badanie ankietowe sprawdzające, czy mieszkańcy w ogóle sięgają po dostępne poradniki bezpieczeństwa.
– Wielu ludzi nawet do niego nie zajrzało – stwierdzili, że po co czytać głupoty.
– Za pieniądze z „Mocy Małych Społeczności” kupiliśmy między innymi sześć wysokiej jakości filtrów do wody – tak dobrych, że podczas zawodów wędkarskich bez prądu i gotowania, dało się nimi uzdatnić wodę z pobliskiego stawu i ją pić.

Ale sołtys podkreśla, że najważniejszym narzędziem nie jest sprzęt, tylko wiedza o tym, kto co ma.
– Bez tej wiedzy, gdy zniknie prąd i telefony, wszystko trzeba zaczynać od zera. A wtedy już jest za późno.
Dlatego w 290 osobowej Nowej Wsi Wschodniej powstaje mapa zasobów.
Mapa zasobów to wiedza o lokalnych zasobach. Kto ma drona, kto zna teren, kto dysponuje samochodem terenowym, kto dysponuje agregatem prądotwórczym, kto ma sprzęt terenowy, gdzie jest studnia. Jak zaznacza, tego typu dane muszą pozostać wewnątrz zaufanego grona i nigdy nie trafiają do sieci.
W ramach nowego projektu – z grantu „Działaj lokalnie”, który koło gospodyń właśnie podpisuje – chce nawiązać współpracę z policją i Polskim Związkiem Łowieckim. Cel jest konkretny i wynika wprost z jego wcześniejszego doświadczenia w policji. Wsparcie poszukiwań osób zaginionych, których jesienią – w sezonie grzybobrania – przybywa.
– Osoby biorące udział w poszukiwaniach często nie wiedzą, ile czasu one potrwają. Chcemy zapewnić im choćby gorącą herbatę czy kawę w trakcie takich działań. Dlatego zakupimy termosy, które w takich sytuacjach bardzo się przydają. Planowanie jest szkolenie dla wolontariuszy z udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej, oraz ćwiczenia w terenie.
Doświadczenie z pracy w policji wraca też przy innej historii – powodzi w Gąbinie i okolicach Płocka w 2010 roku, gdzie jako młody funkcjonariusz przez tydzień pływał łodzią po zalanych terenach.
– Na początku wypuścili nas bez jedzenia, bez picia, bez znajomości terenu. Ale było widać, jak na sytuacje kryzysowe przygotowane są jednostki OSP które nas wspierały, jak drugiego, trzeciego dnia zaczynały się organizować koła gospodyń, mieszkańcy – gdzie można było zjeść, odpocząć, zatankować łódź.
To doświadczenie, jak mówi, najlepiej pokazuje, po co jest cała ta wcześniejsza praca – rozmowy, szkolenia, wspólne mapowanie zasobów. Nie chodzi tylko o sprzęt, ale o wzajemne zaufanie i znajomość, które w kryzysowym momencie liczą się najbardziej.
– Miejmy nadzieję, że nigdy nam się to nie przyda, ale trzeba budować taką najgorszą sytuację w głowie, żeby potem być na nią przygotowanym.
Warto liczyć na siebie i swoją społeczność
Dlatego właśnie teraz, przy okazji jesiennych ustaleń, warto pomyśleć nie tylko o kolejnym festynie, ale i o szkoleniach z pierwszej pomocy, obsłudze gaśnic, hydrantów, czy budowaniu lokalnej mapy zasobów.
– W małych miejscowościach w razie kryzysu, ludzie są skazani głównie na własną inicjatywę. To, jak są przygotowani w danym momencie – mówiąc bez ogródek – tak prawdopodobnie będzie.
Nasza rozmowa pokazuje coś, co może łatwo umknąć w liczbach i tabelach budżetowych: fundusz sołecki i lokalne granty to nie tylko sposób na sfinansowanie festynu, ale realne narzędzie budowania wspólnoty – takiej, która w razie potrzeby będzie umiała pomóc sobie sama.