Orzechowo, największe sołectwo w gminie Miłosław, od lat nie korzysta z funduszu sołeckiego. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy mają mniej możliwości działania. Sołtys Aleksander Warczygłowa pokazuje, jak można łączyć środki z budżetu gminy z grantami, programami zewnętrznymi, pomocą przedsiębiorców i współpracą z instytucjami. W jego podejściu równie ważne jak pieniądze są pomysł, aktywność i umiejętność budowania relacji.
Przemysław Chrzanowski Witryna Wiejska: Orzechowo jest największym sołectwem w gminie Miłosław, a mimo to nie korzystacie z funduszu sołeckiego. Jak to możliwe, że mieszkańcy się na to zgadzają?

Aleksander Warczygłowa: Wszystkie sołectwa w naszej gminie spotykają się raz w roku i głosują nad tym, czy chcą korzystać z funduszu sołeckiego. W kolejnych głosowaniach Orzechowo opowiadało się przeciwko jego utworzeniu. Nie oznacza to jednak, że sołectwa zostają bez pieniędzy. W Orzechowie mamy własny budżet, przyznawany proporcjonalnie do potrzeb i możliwości gminy. W naszym przypadku jest to około 22 tys. zł rocznie przy około 2300 mieszkańcach. Ta kwota z czasem rośnie – średnio o około 5 procent rocznie.
Czyli zamiast pieniędzy wydzielonych w ramach funduszu sołeckiego macie środki, które gmina przeznacza na konkretne potrzeby sołectwa?
– Tak. Bardzo dużo zależy tutaj od polityki prowadzonej przez burmistrza. W naszej gminie jest 16 sołectw i burmistrz stara się, żeby w każdym z nich coś się działo i żeby były realizowane potrzeby zgłaszane przez mieszkańców. Widać to choćby po inwestycjach. Jeżeli potrzebna jest droga, jedna jest robiona w jednym sołectwie, a w kolejnym roku następna w innym. Jeżeli potrzebne są lampy, nie ma sytuacji, że jakieś sołectwo jest całkowicie pomijane. W ostatnim czasie wszystkie zostały wymienione na LED-y. Podobnie jest z drogami i innymi inwestycjami. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że chciałoby się zrobić więcej, ale generalnie ten system działa.

A co z mniejszymi, bardziej lokalnymi przedsięwzięciami – piknikami, festynami, wydarzeniami dla mieszkańców?
– Tutaj również nie musimy wszystkiego finansować sami. Część imprez jest organizowana centralnie przez gminę. Dożynki czy większe wydarzenia, takie jak powitanie lata, Miło Fest czy Oktober Fest, są organizowane w taki sposób, że sołectwa nie muszą się do nich dokładać.
Jeżeli natomiast chcemy zrobić coś własnego, możemy organizować wydarzenia zgodnie z naszymi potrzebami. Możemy też zwrócić się do gminy o dodatkowe środki na konkretną imprezę. Jeżeli pomysł spotka się z aprobatą, takie wsparcie możemy otrzymać. To pokazuje, że pieniądze na działalność sołectwa mogą pochodzić z różnych źródeł. Fundusz sołecki jest jednym z mechanizmów, ale nie jedynym.
W Orzechowie korzystacie również ze wsparcia przedsiębiorców. Jak udało się zbudować taką współpracę?
– Orzechowo ma pewną przewagę – jesteśmy dużą miejscowością i działa u nas sporo podmiotów gospodarczych. Ale na początku wcale nie było łatwo. Przyjąłem prostą strategię: najpierw pokazywałem, że można coś zrobić. Jeżeli nie miałem jeszcze ludzi do pomocy, robiłem to sam.
Kiedy jakaś akcja się udała i zaczęło się o niej mówić, przedsiębiorcy widzieli, że to rzeczywiście działa. Wtedy, kiedy pojawiałem się u nich z kolejnym pomysłem, nie musiałem już wszystkiego tłumaczyć od początku. Wiedzieli, że skoro poprzednia inicjatywa się udała, kolejna również może mieć sens.

Jeżeli ktoś przychodzi tylko z prośbą: „Dajcie pieniądze”, trudno oczekiwać, że przedsiębiorca będzie chciał stale wspierać takie działania. Jeżeli natomiast widzi człowieka, który sam się angażuje, organizuje ludzi, pracuje przy wydarzeniu, doprowadza pomysł do końca i jeszcze potrafi o tym opowiedzieć, to zupełnie inaczej wygląda.
Ważna jest również promocja. Jeżeli przedsiębiorca pomaga przy wydarzeniu, warto go pokazać, podziękować mu i poinformować mieszkańców, kto się zaangażował. Media też mogą być tutaj pomocne. To jest korzyść dla obu stron.
Nie można jednak bez końca zwracać się do tych samych sponsorów.
– Oczywiście. Sam staram się nie nadwyrężać relacji z przedsiębiorcami. Nie można pojawiać się u kogoś przy każdej inicjatywie z kolejną prośbą o pieniądze. Dlatego staram się dopasowywać partnerów do konkretnych działań. Bank spółdzielczy na przykład wspiera u nas siatkówkę, a rajdy rowerowe organizuję we współpracy z gminą. Inne działania ekologiczne możemy robić z Lasami Państwowymi. Nie powinno to wyglądać tak, że jedna firma finansuje wszystko. Trzeba szukać partnera, którego działalność, możliwości i zainteresowania pasują do konkretnego projektu.

Wspomniałeś o Lasach Państwowych. Jak w praktyce budować taką współpracę?
– Przede wszystkim trzeba wiedzieć, co się dzieje wokół nas. Ja często mówię o potrzebie zrobienia dobrego researchu. Trzeba pojawiać się na szkoleniach, wydarzeniach, spotkaniach, poznawać ludzi i instytucje działające w najbliższym otoczeniu. W naszym przypadku mamy Nadleśnictwo Jarocin. W Orzechowie pracuje leśnik, dzięki któremu nawiązaliśmy kontakt z nadleśniczym. Potem zaczęliśmy wspólnie organizować różne działania. Kluczowe jest jednak to, żeby propozycję przygotować indywidualnie dla konkretnego partnera. Nie wystarczy powiedzieć: „Zróbmy sadzenie lasu”. Trzeba zastanowić się, jak zrobić z tego coś więcej.
Co masz na myśli?
– Można oczywiście posadzić drzewa, zrobić zdjęcie i zakończyć akcję. Ale można też potraktować takie sadzenie jako wydarzenie angażujące mieszkańców. Zaprosić dzieci, dorosłych, koło gospodyń wiejskich, zorganizować edukację przyrodniczą, przygotować poczęstunek. Można wykorzystać na przykład środki z budżetu sołeckiego na drożdżówki czy kiełbasę, a z całego przedsięwzięcia zrobić duży, całodzienny piknik. Wtedy każdy coś zyskuje. Lasy Państwowe realizują swoje zadania edukacyjne, mieszkańcy mają ciekawe wydarzenie, a sołectwo buduje relacje i doświadczenie.

Podobnie podchodzisz do współpracy z parkami krajobrazowymi?
– Tak. Trzeba po prostu sprawdzić, co dzieje się na naszym terenie. Jeżeli mieszkamy na obszarze parku krajobrazowego, warto pojechać do jego siedziby, porozmawiać z pracownikami, zobaczyć, jakie prowadzą programy i działania. Czasami okazuje się, że instytucja już realizuje jakiś projekt w naszej okolicy, tylko nie wie o nas, a my nie wiemy o niej. U nas prowadzone są między innymi działania związane z reintrodukcją rysia, monitoringiem bielika czy oznakowaniem miejsc związanych z żurawiami. Jest też wiele programów edukacyjnych. Jeżeli dobrze rozpoznamy te możliwości, możemy znaleźć obszar, w którym interesy obu stron się spotkają.
Masz na myśli sytuację, w której sołectwo nie tylko prosi o wsparcie, ale przychodzi z gotowym pomysłem?
– Tak. To jest bardzo ważne. Zawsze lepiej przyjść z gotowym pomysłem niż oczekiwać, że urzędnik wymyśli go za nas. Trzeba zrobić research, sprawdzić, jakie są możliwości i przygotować konkretną propozycję. Wtedy również dla drugiej strony jest łatwiej. Urzędnicy pracują w określonych ramach, mają swoje zadania i obowiązki. Jeżeli jednak pokażemy im projekt, który jest zgodny z ich działaniami i jednocześnie daje możliwość pokazania efektu dobrej współpracy z mieszkańcami czy sołectwem, znacznie łatwiej o porozumienie. To może być korzystne dla wszystkich.
Podajmy konkretny przykład. W Orzechowie w ciągu dwóch lat przybyło kilkaset drzew. Jak udało się to zrobić bez funduszu sołeckiego?
– Wykorzystaliśmy kilka różnych możliwości. W Wielkopolsce Urząd Marszałkowski prowadzi program związany z nasadzeniami drzew miododajnych i ochroną pszczół. Zamiast jednak sadzić drzewa przypadkowo, trzeba było zastanowić się, gdzie rzeczywiście będą potrzebne i gdzie będą miały szansę przetrwać. Mamy polne drogi, przy których można było posadzić drzewa. Dogadaliśmy się z rolnikami, gmina złożyła odpowiedni wniosek i udało się połączyć kilka różnych celów.

Jakich?
– Po pierwsze – zatrzymywanie wody i poprawa warunków na terenach rolniczych. Po drugie – drzewa miododajne, na przykład lipy, są pożytkiem dla owadów. Po trzecie – kiedy drzewa podrosną, mogą również pełnić funkcję miejsc wykorzystywanych przez ptaki drapieżne. A jeżeli jeszcze zadeklarujemy, że jako mieszkańcy będziemy się tymi drzewami opiekować, podlewać je, pielęgnować teren wokół nich i reagować, kiedy pojawi się problem, to dla gminy również jest to bardzo dobry argument. W ciągu dwóch lat w Orzechowie przybyło w ten sposób około 280 drzew.
Wracając do pieniędzy – ile w takim razie realnie może mieć do dyspozycji sołectwo, które nie ma funduszu sołeckiego?
– Nie ma jednej odpowiedzi, bo zależy to od aktywności sołtysa, mieszkańców, możliwości gminy, a także od tego, jakie działania uda się zrealizować z zewnętrznych programów czy we współpracy z partnerami. Moje 22 tys. zł to podstawowy budżet, ale uczestniczę też w różnych konkursach. Jeżeli uda się zdobyć pieniądze na konkretne działania, trafiają one do odpowiedniego paragrafu budżetu gminy i mogą zostać wykorzystane na działania sołectwa. Bywa więc tak, że dzięki aktywności i umiejętności szukania środków możliwości są znacznie większe niż sama kwota przyznana na początku roku.

Czy w takim razie sołtys musi już na początku roku wiedzieć, na co wyda wszystkie pieniądze?
– Nie. Oczywiście większe, strategiczne rzeczy trzeba planować z wyprzedzeniem. Jeżeli mieszkańcy chcą drogi, chodnika, placu zabaw czy innej większej inwestycji, warto zgłosić to odpowiednio wcześnie, żeby można było uwzględnić takie zadanie w budżecie gminy. Natomiast przy mniejszych działaniach sytuacja jest bardziej elastyczna. Jeżeli w ciągu roku pojawia się program grantowy czy konkretna możliwość pozyskania pieniędzy, można wtedy rozmawiać z burmistrzem o zabezpieczeniu wkładu własnego.
Czyli ważny jest stały kontakt z burmistrzem, a nie tylko jedno zebranie wiejskie w roku?
– Zebranie mamy raz, czasami dwa razy w roku, ale nie czekamy z każdą sprawą do zebrania. Jeżeli pojawia się potrzeba, rozmawiamy na bieżąco. Czasami trzeba o czymś powiedzieć kilka razy. Kropla drąży skałę. Jeżeli problem jest naprawdę duży, trzeba go odpowiednio wcześnie wprowadzić do planowania budżetu. Jeżeli jest mniejszy, być może znajdzie się inne źródło finansowania – środki na remonty, doposażenie placu zabaw czy konkretny program.

Wspomniałeś o programie „Pięknieje Wielkopolska Wieś”. Czy również z takich programów korzystają sołectwa?
– Tak. To program Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego. W ramach tego typu konkursów można zdobyć znacznie większe środki niż podstawowy budżet sołecki. W naszej gminie staramy się też tak planować działania, żeby kolejne sołectwa miały możliwość startowania w konkursach. Nie chodzi przecież o to, żeby cały czas jedno sołectwo korzystało z tych możliwości. Są również mniejsze granty pojawiające się w ciągu roku. Jeżeli pojawia się program, w którym można szybko zdobyć 10 czy 15 tys. zł na konkretne działanie, warto z tego skorzystać.
Czyli nie chodzi tylko o to, żeby mieć pieniądze, ale przede wszystkim wiedzieć, gdzie ich szukać i umieć skutecznie działać?
– To jest chyba najważniejsza rzecz. Można mieć fundusz sołecki i wydać go w całości na jedno przedsięwzięcie. Można też mieć mniejszy budżet i nauczyć się łączyć różne źródła. Trzeba obserwować, jakie programy są dostępne, jakie instytucje działają w naszym otoczeniu, co mogą zaoferować przedsiębiorcy, co może zrobić gmina, powiat czy województwo. Do tego dochodzą konkursy, programy ekologiczne i współpraca z instytucjami publicznymi. Możliwości naprawdę jest sporo.
Oczywiście taki sposób działania wymaga aktywności. Sołtys musi mieć pomysł, ale także czas, energię i pewną umiejętność poruszania się po tych wszystkich możliwościach. Nie można się obrażać na rzeczywistość i mówić: „Nie mam funduszu sołeckiego, więc nic nie mogę zrobić”. Trzeba szukać i przede wszystkim pokazywać własnym przykładem, że warto działać. Jeżeli pierwszą, drugą i trzecią akcję zrobimy sami albo w niewielkim gronie, po pewnym czasie inni mieszkańcy zobaczą, że to ma sens, i zaczną się przyłączać.

Czyli pieniądze są ważne, ale kapitałem sołectwa są przede wszystkim ludzie i relacje?
– Tak. I właśnie dlatego cały czas wracam do dialogu. Dla mnie najważniejszy jest dialog na różnych poziomach. Po pierwsze – z gminą. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której sołtys jest traktowany przez burmistrza jak konkurencja, a każda inicjatywa staje się walką o wpływy. Obie strony powinny mieć świadomość, że jeżeli dobrze dzieje się w sołectwie, to dobrze dzieje się również w całej gminie. Jeżeli burmistrz przyjeżdża na rajd, sadzenie drzew czy inne wydarzenie i zamiast siedzieć w garniturze, zakłada dżinsy i razem z mieszkańcami coś robi, to również buduje relację.
Ale dialog nie kończy się na współpracy z gminą. Trzeba rozmawiać z mieszkańcami, przedsiębiorcami, instytucjami, organizacjami, szkołą, strażakami, leśnikami, policją, koleją – właściwie ze wszystkimi, którzy mogą mieć związek z naszymi działaniami. Czasami jedna wspólna akcja powoduje, że poznajemy ludzi, z którymi później możemy zrobić coś zupełnie innego. Dobrym przykładem jest akcja związana z bezpieczeństwem na przejazdach kolejowych. Zorganizowaliśmy działania edukacyjne dla dzieci, były pokazy, zajęcia i wydarzenia na przejeździe kolejowym, w które zaangażowały się różne służby. Kiedy przy takiej okazji poznajesz ludzi z kolei, policji czy straży, później masz już konkretne kontakty. Nie zaczynasz kolejnej rozmowy od zera.
Na koniec – czy masz jeszcze jakieś pomysły, które czekają na realizację?
– Pomysłów mam mnóstwo. Od trzech lat mam na przykład przygotowane szablony do oznakowania szlaków rowerowych wokół Orzechowa i wciąż nie udało mi się tego zrealizować. Ale chyba właśnie na tym polega ta praca – żeby nie przestawać szukać możliwości, rozmawiać z ludźmi i przekuwać pomysły w konkretne działania. Nie wszystko udaje się zrobić od razu, niektóre rzeczy muszą poczekać. Ważne, żeby mieć kolejne pomysły i ludzi, z którymi można je wspólnie realizować.
***
Artykuł powstał w ramach projektu „Aktywni w sołectwach”

Projekt „Aktywni w sołectwach” korzysta z dotacji w wysokości 1 215 927 € od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszu Społeczeństwa Obywatelskiego EOG finansowanego ze środków Funduszy EOG i Funduszy Norweskich. Celem projektu jest wzmocnienie społeczeństwa obywatelskiego oraz zwiększenie udziału obywateli w życiu publicznym na obszarach wiejskich w Polsce poprzez rozwijanie kompetencji, odporności i współpracy sołtysów oraz wiejskich organizacji społecznych. Projekt będzie trwał od maja 2026 do maja 2031 roku.