Ktoś pyta urząd gminy, które mostki wytrzymają ciężki sprzęt budowlany. Tłumaczy się, że prowadzi usługi koparką. Ale nawet nie musi się tłumaczyć – prawo mu pozwala zadać takie pytanie anonimowo i uzyskać na nie odpowiedź. Urzędnik odpowiada zgodnie z przepisami. Dopiero potem ktoś zadaje pytanie, które powinno paść wcześniej: po co komu spis mostów, które udźwigną czołg, a które nie?
Każdy obywatel ma prawo pytać urząd o sprawy publiczne. Ustawa o dostępie do informacji publicznej to prawo, dzięki któremu mieszkańcy sprawdzają, jak gmina wydaje pieniądze i jak działa urząd. Pytający nie musi się tłumaczyć, może nawet nie podać nazwiska, a urząd ma najczęściej 14 dni na odpowiedź Tak jest już od dawna i tak w większości przypadków powinno zostać.
Problem w tym, że to samo prawo można wykorzystać inaczej. Trwa wojna w Ukrainie. Polska znajduje się dziś na pierwszej linii wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję wobec państw NATO wspierających Ukrainę. Są to działania, których celem nie jest otwarty atak, tylko osłabianie nas po cichu – sabotaż, szpiegostwo, rozpoznanie. Gmina zarządza wodociągami, drogami, często energetyką lokalną, przechowuje dane o zasobach obrony cywilnej i ochrony ludności. A dostęp do wszystkich tych informacji można zdobyć całkiem legalnie – wystarczy jeden mail.
Przykłady zapytań w trybie dostępu do informacji publicznej mogą obejmować właśnie takie informacje o obiektach wrażliwych – czyli miejscach o kluczowym znaczeniu dla państwa, gospodarki lub środowiska, które wymagają szczególnej ochrony przed zagrożeniami.
Mogą to być pytania o nośność mostów – niewinne jeśli zadaje je przedsiębiorca, który zamierza przetransportować ciężki sprzęt na teren swojej budowy, ale również bardzo przydatne dla kogoś, kto planuje, którędy przejadą ciężkie pojazdy, niekoniecznie już budowlane. Pytania o lokalizację ujęć wody – wiele z nich stoi po prostu w polu – bez porządnego ogrodzenia, bez kamer, bez alarmu. Przygotowanemu intruzowi łatwo się tam dostać. Podobnie wiedza o przebiegu wodociągów. Wystarczy odkopać rurę, zrobić nawiertkę i wpuścić pod ciśnieniem niewielką ilość szkodliwej substancji z butli, a potem zasypać i odjechać. Nikt nawet tego nie zauważy w porę. Podobnie pytania o lokalizację stacji transformatorowych – które też często stoją bez należytej ochrony.
Każda z tych informacji w rękach kogoś, kto działa na zlecenie obcego wywiadu, staje się gotową instrukcją.
Każdy kto rozumie na czym polega odporność o tym wie. Dlatego samorządy proponują rządowi zmiany w przepisach – między innymi możliwość odmowy, gdy udostępnienie danych zagroziłoby obronności albo ochronie ludności. Jest już nawet wyrok sądu, który mówi, że anonimowy wniosek można odrzucić, jeśli odpowiedź na niego groziłaby bezpieczeństwu. Ale chodzi też o to, że dostęp do informacji publicznej jest prawem obywateli, które ma umożliwić kontrolę władz. Zatem zmiany powinny być wprowadzane ostrożnie i rozsądnie by utrzymać prawa obywateli.
Trzeba też zachować zdrowy rozsądek. Większość wniosków o informację publiczną to zwykła, uczciwa ciekawość mieszkańców i dziennikarzy. Nie chodzi o to, by podejrzewać każdego, tylko o to, by nauczyć się dostrzegać te nieliczne przypadki, które nie mają nic wspólnego z jawnością życia publicznego.
Ale, co najważniejsze, żaden przepis nie zastąpi zdrowego rozsądku i czujności ludzi na miejscu. Dlatego to sołtysi mają dziś szczególnie ważną rolę. To sołtyski i sołtysi znają swoją okolicę i mieszkańców lepiej niż ktokolwiek w urzędzie gminy. To oni pierwsi zauważą obcy samochód stojący zbyt długo przy ujęciu wody, kogoś fotografującego transformator, dowiedzą się o nietypowych pytaniach zadawanych mieszkańcom o infrastrukturę.
O czym warto pamiętać?
O rozmowach z mieszkańcami. Niech wiedzą, że warto zgłaszać sołtyskom i sołtysom wszystko, co wygląda podejrzanie wokół wodociągów, ujęć wody, stacji transformatorowych czy mostów.
Nie bać się zgłaszać wątpliwości. Jeśli coś wygląda niepokojąco – dziwny samochód, obca osoba robiąca zdjęcia infrastruktury, powtarzające się pytania – warto zgłosić to gminie, Policji, innym służbom. Podać czas, miejsce, dane pojazdu, rodzaj zauważonych czynności. Lepiej zgłosić coś, co okaże się niczym, niż przemilczeć prawdziwe zagrożenie.
Zwrócić uwagę gminie na stan zabezpieczeń. Jeśli ujęcie wody czy stacja transformatorowa stoi bez ogrodzenia i kamer, warto o tym przypomnieć – to często niewielki koszt wobec możliwych strat.
Jawność w urzędach to coś, na czym nam wszystkim zależy i dobrze, żeby tak zostało. Ale skoro za naszą granicą trwa wojna, warto dziś być trochę bardziej czujnym, nawet przy zwykłych, niewinnie brzmiących pytaniach. I to właśnie sołtyski i sołtysi, którzy znają swoją wieś i swoich sąsiadów jak nikt inny, najczęściej pierwsi wyczują, że coś jest nie tak. Ta bliskość z ludźmi i miejscem to dziś naprawdę cenny element systemu odporności.
Ustawa o dostępie do informacji publicznej, z dnia 6 września 2001 r.