Koła gospodyń wiejskich coraz śmielej wykraczają poza tradycyjną działalność. O nowych zadaniach, współpracy, lokalnym liderstwie i organizacji pierwszej konferencji KGW Powiatu Wieruszowskiego opowiada Ewelina Jabłońska, sołtyska i przewodnicząca KGW w Pieczyskach.
Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: W Pieczyskach odbyła się pierwsza Konferencja Kół Gospodyń Wiejskich Powiatu Wieruszowskiego. To wydarzenie zorganizowane z inicjatywy Waszego koła. Skąd pomysł?

Ewelina Jabłońska: – Od dawna myślałam, że brakuje nam miejsca, w którym koła mogłyby się po prostu spotkać, porozmawiać i wymienić doświadczeniami. W powiecie wieruszowskim działają aż 52 koła gospodyń wiejskich. Każde robi coś ciekawego, ale często niewiele o sobie wiemy. Chciałyśmy pokazać, że warto się inspirować nawzajem. Jedne koła świetnie pozyskują środki na remonty świetlic, inne prowadzą projekty dla seniorów, jeszcze inne organizują wydarzenia edukacyjne albo współpracują ze szkołami. Nie ma jednego przepisu na aktywność. Właśnie ta różnorodność jest największą siłą. Mam nadzieję, że ta konferencja stanie się początkiem tradycji i za rok spotkamy się ponownie, już bogatsi o kolejne doświadczenia.
Jeszcze kilka lat temu KGW kojarzyły się przede wszystkim z gotowaniem i pielęgnowaniem tradycji. Dzisiaj ten obraz wyraźnie się zmienia.
– I bardzo dobrze. Oczywiście kuchnia, regionalne potrawy czy rękodzieło nadal są ważne. To część naszej tożsamości. Ale działalność współczesnych kół wykracza dziś daleko poza te stereotypy. Podczas konferencji dużo rozmawialiśmy o edukacji, sporcie, kulturze, ekologii, pozyskiwaniu funduszy czy współpracy z samorządami. Coraz częściej mówi się też o roli kół w budowaniu odporności lokalnych społeczności na różnego rodzaju kryzysy. KGW stają się lokalnymi centrami aktywności. Tak naprawdę jesteśmy trochę domem kultury, trochę organizacją społeczną, trochę animatorami życia wsi.
Podczas rozmów pojawił się także wątek bezpieczeństwa i odporności lokalnych społeczności. Jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić, że na spotkaniu KGW będzie się mówić o takich zagadnieniach.
– Świat się zmienia i my również musimy się zmieniać. Podczas konferencji usłyszeliśmy, że coraz częściej dostrzega się potencjał organizacji społecznych, także kół gospodyń wiejskich, w działaniach na rzecz lokalnych społeczności w sytuacjach kryzysowych. Nie chodzi oczywiście o zastępowanie strażaków czy innych służb – każdy ma swoje zadania. My jednak dysponujemy zasobami, które w razie potrzeby mogą okazać się bardzo cenne.

Jakimi konkretnie?
– Przede wszystkim ludźmi, doświadczeniem organizacyjnym i zapleczem. Mamy kuchnię polową. Potrafimy przygotować posiłki nawet wtedy, kiedy nie ma prądu. Dysponujemy lokalami, znamy mieszkańców, umiemy organizować pomoc. Przecież już nieraz to udowodniliśmy. W czasie powodzi wiele kół gotowało dla strażaków, wolontariuszy i mieszkańców dotkniętych żywiołem. W takich chwilach liczy się szybka organizacja, współpraca i umiejętność działania pod presją. Myślę, że właśnie w tym tkwi nasza siła.
Można więc powiedzieć, że koła gospodyń wiejskich stają się elementem lokalnego systemu bezpieczeństwa?
– Myślę, że tak. Nie chodzi o wielkie słowa, ale o praktykę. Każda wieś ma swoje zasoby. Są strażacy, są sołtysi, są szkoły, są mieszkańcy i są właśnie koła gospodyń. Jeżeli każda z tych grup wie, co ma robić, to w sytuacjach kryzysowych cała społeczność jest znacznie lepiej przygotowana. Najważniejsza jest jednak konsolidacja społeczna. Żeby ludzie się znali, potrafili ze sobą współpracować i wiedzieli, że mogą na siebie liczyć.

Jednocześnie podkreślasz, że koła nie powinny być wyłącznie „zapleczem gastronomicznym” dla innych wydarzeń.
– Przez wiele lat panowało przekonanie, że panie z KGW są od gotowania na festynach. Dzisiaj coraz bardziej odchodzimy od takiego myślenia. Koła są przede wszystkim dla kobiet. Dają możliwość wyjścia z domu, spotkania z innymi, rozwijania zainteresowań, zdobywania nowych umiejętności. To bardzo ważne, szczególnie na terenach wiejskich. Kobiety chcą działać, chcą mieć wpływ na to, co dzieje się w ich miejscowościach. Coraz częściej angażują się również w samorząd. U nas z koła wywodzą się osoby pełniące funkcję sołtysa czy radnej. To nie jest przypadek. KGW bardzo często staje się miejscem, w którym rodzą się liderki lokalnych społeczności.
Ty sama jesteś zarówno przewodniczącą koła, jak i sołtyską. To połączenie pomaga?
– Bardzo. Sołectwo nie ma osobowości prawnej. Nie może samodzielnie składać wielu wniosków ani realizować części projektów. Koło gospodyń wiejskich już tak. Dzięki temu możemy działać wspólnie i wzajemnie się uzupełniać. Tam, gdzie sołectwo napotyka ograniczenia formalne, koło może przejąć rolę partnera. Tak właśnie realizujemy część naszych przedsięwzięć.
Jednym z nich są… kąpiele leśne. Brzmi dość nietypowo.
– Bo rzeczywiście to coś innego. Realizujemy projekt wspólnie z OPUS-em. Chcemy wykorzystać niezwykłe miejsce, które mamy praktycznie za oknem – najstarszy drzewostan Nadleśnictwa Przedborów. Kąpiele leśne nie polegają oczywiście na kąpaniu się. To bardzo uważny, powolny spacer, podczas którego uruchamia się wszystkie zmysły. Chodzi o wyciszenie, kontakt z przyrodą, odpoczynek od codziennego pośpiechu. Na zakończenie planujemy relaksację przy dźwiękach mis i gongów. Dzisiaj wszyscy żyjemy bardzo szybko. Coraz bardziej oddalamy się od natury, dlatego takie inicjatywy są naprawdę potrzebne.

Pieczyska są niewielką miejscowością, ale dzieje się tu naprawdę sporo.
– Staramy się wykorzystywać każdą możliwość. Ściśle współpracujemy ze szkołą. Organizujemy wspólne projekty, pokazujemy dzieciom dawne sposoby wyrabiania sera czy masła, opowiadamy o tradycjach naszego regionu. Pozyskujemy środki z różnych programów. Wybudowaliśmy wiatę, organizujemy wyjazdy edukacyjne, jeździmy na targi i jarmarki. Każdy taki wyjazd czegoś nas uczy. Wracamy z nowymi pomysłami i później próbujemy je wdrażać u siebie.
Jednym z największych sukcesów ostatnich miesięcy była… kiszka wieruszowska.
– To prawda. To bardzo charakterystyczna potrawa naszego regionu, przygotowywana dawniej głównie na Boże Narodzenie i Wielkanoc. Została wysoko oceniona podczas konkursu i dzięki temu będziemy reprezentować województwo łódzkie na targach w Poznaniu. Chcemy również zgłosić kiszkę wieruszowską jako produkt regionalny. To świetna promocja nie tylko dla naszego koła, ale całego powiatu.
Pomysł zorganizowania konferencji nie wziął się znikąd. Wspominałaś, że inspiracją było wcześniejsze spotkanie sołtysów w Sędziejowicach.
– Tak, dokładnie. Miałam okazję zobaczyć, jak wygląda taka konferencja i pomyślałam, że podobna formuła świetnie sprawdziłaby się również w przypadku kół gospodyń wiejskich. Nie ma sensu za każdym razem wymyślać wszystkiego od początku. Warto korzystać z dobrych doświadczeń i przenosić je na własny grunt. W Sędziejowicach podpatrzyliśmy wiele ciekawych rozwiązań organizacyjnych i właśnie na nich wzorowaliśmy nasze wydarzenie. Myślę, że takie spotkania są bardzo potrzebne, bo pozwalają zobaczyć, jak działają inni, wymienić się pomysłami i wrócić do siebie z nową energią do działania.

Podobnie było z Operacją Czysta Rzeka?
– Tak. To również przykład, że warto korzystać z gotowych, sprawdzonych pomysłów. U nas akcja odbyła się już po raz drugi. Na razie jesteśmy jedyną gminą w powiecie, która ją organizuje, ale mam nadzieję, że kolejne koła również się do niej włączą. Nie jest łatwo wyciągnąć ludzi z domu. To chyba problem wielu miejscowości. Na szczęście ogromnym wsparciem jest szkoła. Kiedy angażują się dzieci, bardzo często dołączają także rodzice. I właśnie o to chodzi – żeby budować wspólnotę przez wspólne działanie.
Patrząc na działalność waszego koła, trudno oprzeć się wrażeniu, że dzisiejsze KGW stają się czymś znacznie większym niż organizacją zajmującą się tradycją.
– Myślę, że rzeczywiście tak jest. Oczywiście nadal pielęgnujemy nasze dziedzictwo, regionalną kuchnię i lokalne zwyczaje. Ale jednocześnie odpowiadamy na współczesne potrzeby mieszkańców. Organizujemy edukację, integrację, działania ekologiczne, wspieramy seniorów, współpracujemy ze szkołami, realizujemy projekty, uczymy się pozyskiwać fundusze, a coraz częściej rozmawiamy również o przygotowaniu społeczności na sytuacje kryzysowe. To pokazuje, że Koła Gospodyń Wiejskich nie są już tylko strażnikami tradycji. Są aktywnymi organizacjami obywatelskimi, które potrafią integrować mieszkańców, budować lokalne więzi i wzmacniać odporność całych społeczności. I właśnie w tym, moim zdaniem, tkwi ich największa siła.
***
Artykuł powstał w ramach projektu „Aktywni w sołectwach”

Projekt „Aktywni w sołectwach” korzysta z dotacji w wysokości 1 215 927 € od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszu Społeczeństwa Obywatelskiego EOG finansowanego ze środków Funduszy EOG i Funduszy Norweskich. Celem projektu jest wzmocnienie społeczeństwa obywatelskiego oraz zwiększenie udziału obywateli w życiu publicznym na obszarach wiejskich w Polsce poprzez rozwijanie kompetencji, odporności i współpracy sołtysów oraz wiejskich organizacji społecznych. Projekt będzie trwał od maja 2026 do maja 2031 roku.