W niewielkim Ciechocinku, znanym przede wszystkim z uzdrowiska i tysięcy kuracjuszy, z powodzeniem rozwija się nowoczesny salon optyczny. Adam Szynalski postawił na wysokiej klasy diagnostykę, indywidualne podejście do pacjenta i starannie wyselekcjonowane oprawy, udowadniając, że profesjonalne usługi można z powodzeniem rozwijać także poza dużymi miastami. O tym, dlaczego gabinet jest sercem salonu optycznego, jak w rozwoju firmy pomogła pożyczka z Fundacji Wspomagania Wsi i skąd biorą się klienci z całej Polski, rozmawiamy z właścicielem salonu.
Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Zanim otworzył pan własny salon optyczny w Ciechocinku, zdobywał pan doświadczenie w dużej sieci. Jak wyglądała ta droga?
– Moja przygoda z branżą optyczną zaczęła się ponad jedenaście lat temu. Od początku pracowałem jako kierownik salonu optycznego w jednej z największych sieci w Polsce. Zarządzałem zespołem, odpowiadałem za funkcjonowanie salonu i codzienną pracę z pacjentami. Po kilku latach powierzono mi również drugi salon – jeden znajdował się w Toruniu, drugi w Olsztynie. To był bardzo intensywny czas, który pozwolił mi zdobyć ogromne doświadczenie zarówno w pracy z ludźmi, jak i w prowadzeniu placówki.
Kiedy pojawiła się myśl, że pora otworzyć własny biznes?
– Po wielu latach pracy poczułem, że chcę stworzyć miejsce, które będzie prowadzone według osobistej wizji. Ciechocinek nie jest moją rodzinną miejscowością, ale od zawsze był obecny w moim życiu. To miasto położone pomiędzy miejscem, w którym się wychowałem, a tym, gdzie mieszkam obecnie. Bywałem tu od dziecka – na koncertach, piknikach czy po prostu podczas rodzinnych wyjazdów. Kiedy pojawiła się możliwość wynajęcia lokalu, uznałem, że to właściwy moment.
Nie bez znaczenia była chyba również historia tego miejsca.
– Zdecydowanie. W tym lokalu już w latach dziewięćdziesiątych działał salon optyczny prowadzony przez znaną w Ciechocinku okulistkę, doktor Chybalską. Przez wiele lat przyjmowała tutaj pacjentów, dlatego miejsce jest doskonale rozpoznawalne zarówno wśród mieszkańców, jak i kuracjuszy, którzy regularnie odwiedzają uzdrowisko. Można powiedzieć, że ten adres od dawna kojarzył się z dbaniem o wzrok. Oczywiście sam lokal nie gwarantuje sukcesu, ale taka historia buduje zaufanie i sprawia, że wiele osób wraca tu z przekonaniem, że znajdzie profesjonalną pomoc. Dla mnie było to również zobowiązanie, aby kontynuować tę dobrą tradycję i rozwijać miejsce, które już wcześniej zapisało się w świadomości mieszkańców.

W mieście działa kilka salonów optycznych. Konkurencja jest duża?
– Jak na miasto liczące około dziesięciu–jedenastu tysięcy mieszkańców – powiedziałbym, że tak. Funkcjonują trzy salony optyczne, ale uważam, że rynek jest na tyle dojrzały, że każdy znalazł na nim swoje miejsce. Nie ma między nami niezdrowej rywalizacji ani walki za wszelką cenę o klienta. Każdy wypracowuje własną renomę i ma grono osób, które wracają właśnie do niego. Myślę, że w tej branży najważniejsze są zaufanie i jakość obsługi. Jeśli pacjent jest zadowolony z badania i wykonanych okularów, po prostu wróci i poleci salon kolejnym osobom.
Co według Pana decyduje o jakości salonu optycznego?
– Wiele osób uważa, że najważniejszy jest duży wybór oprawek. To oczywiście bardzo istotny element, ale tylko wtedy, gdy mówimy o butiku z okularami. Prawdziwy salon optyczny zaczyna się od gabinetu do badania wzroku. To właśnie on jest sercem całej działalności. Bez rzetelnego badania, właściwie dobranej korekcji i odpowiedniej diagnostyki nawet najładniejsze okulary nie spełnią swojej roli. Dlatego od początku największy nacisk położyłem właśnie na wyposażenie gabinetu i stworzenie miejsca, w którym można kompleksowo zadbać o wzrok.
Dopiero kolejnym etapem jest dobór odpowiednich opraw. Tutaj również staram się iść własną drogą. Współpracuję z uznanymi producentami, regularnie odwiedzam targi optyczne i szukam modeli, których nie ma w innych salonach w okolicy. Klienci coraz częściej chcą się wyróżniać. Dawniej okulary miały być jak najmniej widoczne, dziś dla wielu osób są elementem stylu i sposobem wyrażenia siebie. Szukają ciekawych kolorów, nietypowych kształtów czy nowoczesnych materiałów. Bardzo często słyszę od klientów, że takich opraw nie widzieli wcześniej nigdzie indziej, a to utwierdza mnie w przekonaniu, że warto poświęcać czas na selekcję asortymentu. Jednak nawet najciekawsze oprawy zawsze pozostają dodatkiem. Fundamentem jest profesjonalne badanie wzroku i dobrze wyposażony gabinet, bo od tego zaczyna się skuteczna pomoc pacjentowi.
To właśnie na ten cel przeznaczył Pan znaczną część pożyczki z Fundacji Wspomagania Wsi?
– Tak. Specjalistyczny sprzęt kosztuje dziesiątki tysięcy złotych. Autorefraktometr z tonometrem, foropter, nowoczesny rzutnik optotypów czy profesjonalny unit okulistyczny to urządzenia, bez których trudno dziś mówić o diagnostyce na odpowiednim poziomie. Technologia bardzo zmieniła optometrię. Dawniej badanie ograniczało się właściwie do tablicy z literami i wymiany szkieł próbnych. Dzisiaj możemy przeprowadzić znacznie dokładniejsze testy, ocenić funkcjonowanie układu wzrokowego i zapewnić pacjentowi dużo większy komfort.
Równie ważne są pozornie drobne elementy, jak regulowany fotel. Do gabinetu trafiają osoby bardzo niskie i bardzo wysokie, dzieci oraz seniorzy. Każdy powinien zostać zbadany w wygodnych warunkach.
Cały salon prowadzi Pan sam.
– Tak. To rzeczywiście jednoosobowa działalność nie tylko z nazwy. Sam wykonuję badania, doradzam przy wyborze opraw, zajmuję się zamówieniami i obsługuję klientów. Wszystko przechodzi przez moje ręce. To wymaga sporo pracy, ale daje też pełną kontrolę nad jakością usług.
W rozwoju firmy pomogła wspomniana pożyczka z Fundacji Wspomagania Wsi. Jak trafił pan do tego programu?
– Z polecenia zaprzyjaźnionego doradcy kredytowego. Wcześniej pomagał mi między innymi przy zakupie nieruchomości, dlatego zwróciłem się do niego również wtedy, gdy zacząłem szukać możliwości sfinansowania wyposażenia salonu. To właśnie on polecił mi doradcę specjalizującego się w pożyczkach fundacyjnych. Wspólnie przygotowaliśmy biznesplan, całą dokumentację i złożyliśmy wniosek. Wszystko przebiegło naprawdę sprawnie, a po pozytywnej decyzji środki pojawiły się na koncie dosłownie w ciągu kilku dni.
Co najbardziej przekonało pana do tego rozwiązania?
– Przede wszystkim oprocentowanie. Na rynku komercyjnym praktycznie nie da się znaleźć finansowania na równie korzystnych warunkach. Dla przedsiębiorcy, który inwestuje w rozwój firmy i kupuje specjalistyczny sprzęt wart dziesiątki tysięcy złotych, ma to ogromne znaczenie. Różnica w kosztach finansowania oznacza po prostu realne oszczędności, które można przeznaczyć na dalszy rozwój działalności.
Równie ważna była prostota całej procedury. Nie było nadmiaru formalności ani skomplikowanych wymagań, z którymi często spotykamy się w bankach. Cały proces przebiegał jasno i przejrzyście, a kontakt z doradcą był bardzo dobry. To sprawiło, że zamiast skupiać się na papierologii, mogłem skoncentrować się na przygotowaniu salonu do działalności.
Poleciłby Pan takie wsparcie innym przedsiębiorcom?
– Zdecydowanie tak. Warunki spłaty są rozsądnie dopasowane do możliwości przedsiębiorcy. Rata nie stanowi nadmiernego obciążenia, dzięki czemu można spokojnie prowadzić firmę i planować kolejne inwestycje. Co równie ważne, fundacja nie tworzy niepotrzebnych barier administracyjnych. Jeśli wszystko odbywa się terminowo, praktycznie nie odczuwa się, że korzysta się z finansowania.
Na koniec wróćmy do samego Ciechocinka – to jednak specyficzne miejsce. Klientami są nie tylko mieszkańcy.
– To prawda. Bardzo duży odsetek naszych klientów stanowią kuracjusze. Przyjeżdżają na trzytygodniowe turnusy, mają czas po zabiegach i często właśnie wtedy decydują się sprawdzić wzrok albo wymienić okulary. Później te okulary wyjeżdżają z Ciechocinka do Krakowa, Rzeszowa, Lublina, Białegostoku i wielu innych miast w całej Polsce.
Co więcej, wielu klientów wraca z polecenia. Niedawno odwiedziła mnie pani, której koleżanka wykonywała u mnie okulary podczas ubiegłorocznego pobytu w uzdrowisku. To pokazuje, że dobra opinia rozchodzi się bardzo daleko. Dla mnie to największa satysfakcja i najlepszy dowód, że warto konsekwentnie budować zaufanie do miejsca, które stworzyłem.
***
