To będzie coś więcej niż budynek z salą i kuchnią. Dla mieszkańców Bartążka nowa świetlica wiejska ma stać się miejscem spotkań, integracji i symbolem wspólnoty, która przez lata nie przestawała wierzyć, że marzenie może się spełnić. Droga do tej inwestycji była jednak długa, pełna zwrotów akcji, niepewności i chwil, gdy wydawało się, że wszystko przepadło. – To jest nasze marzenie. Nie moje, nie jednego sołtysa, ale marzenie całej społeczności, które dojrzewało przez ponad dwadzieścia lat – mówi sołtys Bartążka Przemysław Piech.
Historia starsza niż niejedna inwestycja
– Aby zrozumieć, jak ważna jest dla nas budowana świetlica, trzeba cofnąć się do początków naszego sołectwa. Bartążek stał się samodzielnym sołectwem w 2004 roku, po wyodrębnieniu z Bartąga. Już wtedy mieszkańcy zaczęli mówić o potrzebie stworzenia miejsca, które byłoby centrum życia społecznego. Ten pomysł wracał w każdej kolejnej kadencji. Pierwsza sołtys, Anna Ostrowska, rozważała przejęcie starego budynku gospodarczego, ale tych planów nie udało się zrealizować. Później do sprawy wracano za kadencji Ireny Kaszuby i Iwony Pietrzak-Rogali. Pojawiały się kolejne koncepcje, rozmowy o przejęciu działki, nadzieje i niestety także rozczarowania – opowiada Przemysław Piech.- Kiedy zostałem sołtysem, temat świetlicy już żył własnym życiem. Mieszkańcy pytali o nią od lat i wiedziałem, że to nie jest chwilowa zachcianka, ale potrzeba, która dojrzewała od momentu powstania naszego sołectwa. Każda kolejna kadencja próbowała doprowadzić ten pomysł do realizacji, jednak zawsze coś stawało na przeszkodzie. Czasem brakowało pieniędzy, czasem możliwości, a czasem po prostu szczęścia. Miałem poczucie, że nie mogę pozwolić, aby ten temat po raz kolejny trafił do szuflady.

Działka, która wymykała się z rąk
Największym problemem okazał się grunt. Mieszkańcy od lat wskazywali konkretną działkę należącą do Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. Wydawało się, że to idealne miejsce pod przyszłą świetlicę. Kiedy gmina rozpoczęła procedury związane z jej przejęciem, pojawiła się niespodziewana przeszkoda. Na nieruchomości ciążyła hipoteka. Przez długi czas sytuacja pozostawała nierozwiązana. Co jakiś czas pojawiały się informacje, że zadłużenie zostało spłacone i wszystko jest już uregulowane, ale wpis wciąż pozostawał w dokumentach. Dopiero po latach udało się doprowadzić do wykreślenia hipoteki i ponownie wrócić do rozmów.
– Były momenty, kiedy wydawało się, że jesteśmy już bardzo blisko celu. Potem przychodziła kolejna przeszkoda i trzeba było zaczynać praktycznie od nowa. Pojawiły się wybory, zmieniły się władze, znów trzeba było tłumaczyć, dlaczego ta inwestycja jest dla nas tak ważna. To była naprawdę długa droga i wiele razy miałem wrażenie, że stoimy w miejscu, mimo że wszyscy wokół wykonali ogromną pracę – wspomina sołtys.

Kiedy pojawiły się pieniądze
Przełom nastąpił wraz z możliwością pozyskania środków dla terenów popegeerowskich. Do Bartążka i Miodówka trafiło dofinansowanie na budowę świetlic. Łącznie było to dwa miliony złotych. Po raz pierwszy mieszkańcy mieli pieniądze, projekt i realną perspektywę realizacji marzenia. I właśnie wtedy pojawił się kolejny problem. Pandemia i gwałtowny wzrost cen nieruchomości sprawiły, że wartość działki przeznaczonej pod świetlicę wzrosła do ponad dwóch milionów złotych. Była to kwota, której nikt się nie spodziewał.

– Pamiętam ten moment doskonale. Mieliśmy wszystko: pieniądze, gotowy projekt, wykonawcę i wielką radość mieszkańców. A potem nagle usłyszeliśmy, ile kosztuje grunt. To był dla mnie prawdziwy cios. Nie ukrywam, że pojawiły się emocje, złość i ogromna bezsilność. Człowiek przez lata słyszy, że nie ma pieniędzy na budowę świetlicy, a kiedy w końcu pieniądze się znajdują, okazuje się, że nie mamy gdzie budować. To był chyba najtrudniejszy moment całej tej historii – przyznaje Przemysław Piech.
„Nasza świetlica musi być w Bartążku”
Rozważano różne rozwiązania. Pojawiały się nawet sugestie, aby inwestycję przenieść do sąsiedniej miejscowości, gdzie gmina dysponowała własnym gruntem. Mieszkańcy byli jednak jednomyślni.
– Nigdy nie zgodzilibyśmy się na to, żeby nasza świetlica stanęła gdzie indziej. To miała być świetlica Bartążka, nasze miejsce, nasze serce. Nie wyobrażałem sobie, żeby mieszkańcy mieli jeździć do innej miejscowości, żeby spotkać się na zebraniu, warsztatach czy Wigilii sołeckiej. Ta inwestycja od początku miała budować tożsamość naszej wsi i właśnie dlatego tak bardzo walczyliśmy o ten konkretny teren – podkreśla sołtys.

Dzieci narysowały marzenie
Kiedy wydawało się, że wszystkie możliwości zostały wyczerpane, mieszkańcy postanowili zrobić coś wyjątkowego. Dzieci narysowały świetlicę swoich marzeń. Rysunki oprawiono w ramki i wraz z listami wysłano do osób, które mogły pomóc w rozwiązaniu problemu. Na apel odpowiedzieli parlamentarzyści i samorządowcy. Do akcji włączyli się także przedstawiciele samorządu województwa oraz wojewoda warmińsko-mazurski.
– To był niezwykły moment, bo po raz pierwszy mieszkańcy poczuli, że nie są z tym problemem sami. Dzieci narysowały swoje wymarzone miejsce, a my postanowiliśmy pokazać wszystkim, że za tą inwestycją stoją prawdziwe emocje i prawdziwi ludzie. Dla mnie największą wartością było to, że cała społeczność zaangażowała się w tę walkę. Czułem wtedy ogromne wsparcie i jeszcze większą odpowiedzialność za to, żeby tej sprawy nie odpuścić – mówi Przemysław Piech.

Spotkania, które dały nadzieję
Kiedy wydawało się, że wszystkie możliwości zostały już wyczerpane, mieszkańcy postanowili szukać wsparcia wszędzie tam, gdzie ich głos mógł zostać usłyszany. Spotykali się z przedstawicielami administracji rządowej i samorządowej, przedstawiali historię swojej wieloletniej walki o świetlicę i tłumaczyli, dlaczego ta inwestycja ma dla Bartążka tak ogromne znaczenie. Rozmowy przyniosły nową energię i przekonanie, że warto dalej walczyć o realizację marzenia.
– Pamiętam, że mieszkańcy byli wręcz zaskoczeni, jak bardzo zostaliśmy wysłuchani. Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania naszą sprawą. Dla mnie, jako sołtysa małej warmińskiej wsi, to było ogromne doświadczenie. Miałem poczucie, że ktoś naprawdę rozumie, dlaczego ta świetlica jest dla nas tak ważna i chce pomóc znaleźć rozwiązanie. To wtedy pojawiło się światełko w tunelu – wspomina Przemysław Piech.
Do sołectwa zaczęły napływać odpowiedzi na wysłane pisma, a sprawa Bartążka zyskała rozgłos poza granicami gminy. W efekcie możliwe było kontynuowanie rozmów dotyczących pozyskania działki. Ostatecznie udało się wypracować porozumienie, Rada Gminy zaakceptowała warunki zakupu gruntu od Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin, a długo wyczekiwana inwestycja mogła wreszcie ruszyć.

Budowa ruszyła niemal od razu
Od zakupu gruntu do rozpoczęcia prac budowlanych minęło zaledwie kilka tygodni. W połowie września na plac budowy wkroczyła ekipa wykonawcza. Powstający obiekt będzie miał około 180 metrów kwadratowych powierzchni. Zaplanowano w nim dwie łazienki, kuchnię, dużą salę wielofunkcyjną oraz taras z widokiem na jezioro. Budynek zaprojektowano w formie nowoczesnej stodoły, nawiązującej do tradycyjnej architektury warmińskiej.
Jak podkreśla sołtys, od początku zależało mieszkańcom, aby świetlica nie była przypadkowym budynkiem, lecz harmonijnie wpisywała się w charakter miejscowości. Zwraca uwagę, że w Bartążku nadal można zobaczyć tradycyjne warmińskie domy z czerwonej cegły i dwuspadowymi dachami, dlatego również nowa świetlica będzie nawiązywała do tej lokalnej architektury. Choć powstanie nowoczesny obiekt, jego forma ma być mocno zakorzeniona w krajobrazie i historii wsi.

Początek nowego etapu
Przemysław Piech nie ma wątpliwości, że budowa świetlicy całkowicie odmieni życie mieszkańców. Dotychczas większość wydarzeń organizowano na plaży lub pod gołym niebem. Wszystko zależało od pogody. Teraz pojawią się zupełnie nowe możliwości. Warsztaty dla dzieci, zajęcia dla kobiet, spotkania seniorów, rękodzieło, kursy, dodatkowe lekcje, wydarzenia kulturalne i integracyjne – pomysłów nie brakuje.
– Doszliśmy do takiego momentu, że bez własnego budynku nie byliśmy już w stanie zaoferować mieszkańcom niczego nowego. Organizowaliśmy wydarzenia, integrowaliśmy ludzi, wspólnie pracowaliśmy na rzecz wsi, ale brakowało nam miejsca, które pozwoliłoby rozwinąć skrzydła. Wiem, że ta świetlica będzie żyła. Już teraz mieszkańcy mają pomysły na kolejne lata działalności. To dla mnie najpiękniejszy sygnał, bo oznacza, że oni naprawdę czekali na to miejsce – podkreśla.

Pierwsza Wigilia już u siebie
Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, świetlica zostanie oddana do użytku jeszcze w tym roku. Mieszkańcy już snują plany. Marzą, aby pierwsze andrzejki i pierwsza Wigilia sołecka odbyły się właśnie tutaj – we własnym, długo wyczekiwanym miejscu. Po ponad dwóch dekadach oczekiwania Bartążek wreszcie doczeka się swojego serca. A dla Przemysława Piecha i mieszkańców będzie to coś znacznie więcej niż kolejna gminna inwestycja. Będzie dowodem na to, że nawet najbardziej odległe marzenia mogą się spełnić, jeśli za nimi stoi zdeterminowana i zjednoczona społeczność.
***
Artykuł powstał w ramach projektu „Aktywni w sołectwach”

Projekt „Aktywni w sołectwach” korzysta z dotacji w wysokości 1 215 927 € od Islandii, Liechtensteinu i Norwegii w ramach Funduszu Społeczeństwa Obywatelskiego EOG finansowanego ze środków Funduszy EOG i Funduszy Norweskich. Celem projektu jest wzmocnienie społeczeństwa obywatelskiego oraz zwiększenie udziału obywateli w życiu publicznym na obszarach wiejskich w Polsce poprzez rozwijanie kompetencji, odporności i współpracy sołtysów oraz wiejskich organizacji społecznych. Projekt będzie trwał od maja 2026 do maja 2031 roku.