Konferencja odbyła się w Gdańsku 17 czerwca 2026 r. (w Światowy Dzień Przeciwdziałania Pustynnieniu i Suszy), zgromadziła ponad 450 ekspertów. Kluczowym tematem była aktualizacja Planu Przeciwdziałania Skutkom Suszy (aPPSS) oraz walka z betonozą i wdrażanie retencji w miastach.
Gospodarowanie wodą, radzenie sobie ze skutkami suszy czy z powodziami to tematy, którymi Fundacja Wspomagania Wsi zajmuje się od początku swego powstania. Stąd też nasza obecność na konferencji.
Wydarzenie przyciągnęło ponad 450 ekspertów, samorządowców, naukowców i praktyków, którzy w Światowy Dzień Przeciwdziałania Pustynnieniu i Suszy debatowali nad przyszłością gospodarki wodnej w Polsce. Wybór Trójmiasta na gospodarza spotkania nie był przypadkowy – Gdańsk i Sopot to krajowi liderzy we wdrażaniu błękitno-zielonej infrastruktury.

Głównym tematem dyskusji były założenia projektu aktualizacji Planu Przeciwdziałania Skutkom Suszy (aPPSS). Jak podkreślano podczas paneli, tradycyjne podejście polegające na jak najszybszym odprowadzaniu deszczówki do rzek i Bałtyku musi odejść w przeszłość. Nowa strategia stawia szczególnie na mikroretencję jako standard planistyczny – tworzenie ogrodów deszczowych, łąk kwietnych i zabezpieczanie miejskich mokradeł. Zapowiada walkę z „betonozą” – likwidację uszczelnionych powierzchni i stosowanie nawierzchni przepuszczalnych na parkingach czy chodnikach. Przewiduje większą rolę samorządów – ściślejsze powiązanie gospodarki wodnej z zagospodarowaniem przestrzennym miast.
Współczesne aglomeracje cierpią na groźny paradoks: z jednej strony borykają się z niedoborem wody, z drugiej – gwałtowne ulewy na zabetonowanym terenie natychmiast wywołują powodzie błyskawiczne. „W walce z anomaliami pogodowymi kluczem jest retencja. Ważna jest każda kropla wody” – zaznaczał Marcin Jarzyński, wiceprezes Wód Polskich. Nowa strategia antysuszowa ma zostać wdrożona w lipcu 2027 roku.

Więcej informacji o projekcie oraz szczegółowe materiały z konferencji można znaleźć na oficjalnej stronie projektu.
No cóż, jak mówił poeta “wilk wełnisty, złodziej isty”. Konferencję organizuje Państwowe Gospodarstwo Wodne “Wody Polskie”. Tak, te same Wody Polskie, które przygotowały w końcu 2025 projekt zmeliorowania (oczyszczenia) ponad 700 rzeczek w Polsce, a który z trudem udało się powstrzymać, dzięki zaangażowaniu całego środowiska przyrodniczego.
Owszem mówiono o przywróceniu właściwej roli melioracjom, nie tylko odwadniania, ale i nawadniania. Ale czy wobec postępującej suszy odwadnianie jest w ogóle potrzebne? Może zamiast za miliardy odbudowywać zastawki, a potem miliony przeznaczać na ich właściwą eksploatację poczekać aż rowy melioracyjne same zarosną. Powiedzmy sobie jasno: nie potrzebujemy melioracji.
W czasie konferencji skupiono się na przykładach wielkomiejskich: Gdańsk, Łódź, Poznań. Bardzo doceniam wkład pracy tych samorządów, ale to nie tu jest problem z wodą. Duże miasta mają swoje ogromne budżety i stać je na fanaberie typu budowa ogrodów deszczowych, zatrzymanie degradacji lokalnych mokradeł, czy podobne działania. Ale to nawet w skali tych miast jest kropla w morzu potrzeb. Problem jednak jest poza miastem.
Miasta w pewien sposób “żerują” na wsi. To w większości z obszarów wiejskich pompowana jest woda do miast. Mieszkańcom miasta nikt nie powie, że mają ograniczyć zużycie wody. Woda jest ich prawem. Tymczasem prawa wsi są coraz bardziej ograniczane. Ale na konferencji nie było ani jednego głosu wiejskiego. Poza tym wieś to nie tylko rolnictwo, ale również lasy. W Gdańsku byli także przedstawiciele Lasów Państwowych. Jednak siedzieli cicho i ostatecznie nie zabrali głosu.

Dużo miejsca w czasie konferencji poświęcono powstrzymaniu spływu powierzchniowego, obarczając nim rolników. Jednak spływ powierzchniowy to domena miast: chodników, jezdni, kanalizacji deszczowej itp. Na wsi nawet jak spadnie deszcz nawalny to najwyżej zasili lokalną rzeczkę, która i tak na odcinku paru kilometrów, odda wodę do gruntu. Oczywiście są też obszary pośrednie, mocno zurbanizowane wsie podmiejskie. Te należałoby traktować jak miasta o zabudowie rozproszonej.

Lokalne, gminne samorządy nie mogą podejmować działań, ponieważ nie mają na to wystarczającego budżetu. Samorząd lokalny nie podejmie działań przeciwko interesom coraz mniejszej grupy rolników, ponieważ to są ich wyborcy. Gmina wiejska nie ma własnych terenów, które mogłaby przeznaczyć na przykładowe, wzorcowe działania. Wyjątkiem może być Gmina Łomazy (powiat bialski), który podjął się zbudowania ogrodu deszczowego na małej działce wokół urzędu.
Samorząd lokalny nie podejmie większych działań edukacyjnych, ponieważ zmiana programu szkolnego nie leży w zakresie jego działań. Poza tym nauczyciele na wsiach to pokaźna grupa wyborców.
Moim zdaniem powinniśmy bardziej skupić na realnych działaniach poprzedzonych diagnozą. No i oczywiście z wykorzystaniem społecznego zaangażowania. W miejsce odgórnych decyzji urzędniczych, podejmowanych zza warszawskiego biurka proponujemy zaangażowanie lokalnych społeczności. W Fundacji Wspomagania Wsi opracowaliśmy Program Zaspa, w którym ustaliliśmy dwie fazy podejmowania i realizacji działań na poziomie lokalnym.
Pierwszym etapem jest AKCEPTACJA. Oznacza to uświadomienie problemu oraz identyfikację sojuszników i partnerów do dalszej współpracy. Ten etap opiera się na uczestnictwie i integracji.
Druga faza to MITYGACJA, czyli podejmowanie konkretnych działań, w tym opracowanie strategii i projektów do realizacji. To również czas poszukiwania finansowania inwestycji.