Kiedy mowa o kwietnych dywanach na Boże Ciało, najczęściej przywoływany jest Spycimierz. Niewiele osób wie jednak, że od dwóch dekad podobna tradycja rozwija się również w Wolborzu. Choć nie jest tak medialna jak ta z powiatu poddębickiego, stała się ważnym elementem lokalnej tożsamości, angażując mieszkańców, strażaków i kolejne pokolenia Wolborzan.
W tym roku wolborskie kwietne dywany obchodziły jubileusz 20-lecia. Za ich powstaniem stoi grupa mieszkańców związanych z miejscową Ochotniczą Strażą Pożarną. Wśród pomysłodawców przedsięwzięcia byli Andrzej Kotlicki oraz ówczesna sołtyska Anna Wnukiewicz, którzy wspólnie z innymi mieszkańcami postanowili przenieść do Wolborza ideę kwietnych kompozycji podpatrzoną w Spycimierzu. Z biegiem lat wokół inicjatywy zgromadziło się grono stałych współtwórców. Od kilku lat do zespołu odpowiedzialnego za przygotowanie wzorów i koordynację prac dołączyły również dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wolborzu Marzena Kusideł oraz jej córka Zuzanna, które przygotowują szablony i wspierają organizację przedsięwzięcia.
– Obserwowałem w gazetach i telewizji to, co działo się w Spycimierzu. U nas przy ołtarzu było wtedy wszystko bardzo tradycyjne – kawałek prześcieradła, obraz, jakaś dekoracja i tyle. Pomyślałem, że może warto coś zmienić, zrobić coś więcej. Nie było łatwo przekonać wszystkich, bo zawsze pojawiały się pytania: po co, na co, przecież od lat jest dobrze. Ale ciekawość zwyciężyła – wspomina Andrzej Kotlicki.


Wizyta, od której wszystko się zaczęło
Aby przekonać się, jak wygląda tworzenie kwietnych dywanów od podszewki, grupa mieszkańców wybrała się do Spycimierza. Dziś nazwano by to wizytą studyjną.
– Po naszej procesji pojechaliśmy zobaczyć, jak oni to robią. Zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci. Rozmawialiśmy z ludźmi, którzy od lat układali dywany. Pokazali nam wzory, opowiadali o przechowywaniu kwiatów, o organizacji całego przedsięwzięcia. Dostaliśmy broszury, zdjęcia. Nie było żadnego ukrywania tajemnic. Wręcz przeciwnie – dzielili się wiedzą bardzo chętnie. Kiedy wracaliśmy do domu, zatrzymaliśmy się na krótki postój i wtedy padło pytanie: a może spróbować zrobić coś takiego u nas? – opowiada Andrzej Kotlicki.

Pomysł zaczął nabierać realnych kształtów. Organizatorzy uznali, że odcinek drogi prowadzący od remizy do głównej jezdni, liczący około 35 metrów, będzie idealnym miejscem na pierwszy dywan.
– Zaczęliśmy przygotowania dużo wcześniej. Byli młodzi chłopcy, były starsze sąsiadki, moja mama i inne panie, które dziś już niestety nie żyją. Wszyscy zbierali kwiaty. Szukaliśmy wzorów, zastanawialiśmy się, jak to zrobić technicznie. Wiedzieliśmy już, kiedy zrywać kwiaty i jak je przechowywać, żeby nie zwiędły. Trzeba je było skrapiać wodą, odpowiednio układać i pilnować, żeby zachowały świeżość – mówi.

Kwiaty z łąk, lasów i przydomowych ogródków
Zbieranie materiału do wykonania dywanu do dziś przypomina wielką społeczną mobilizację. Kwiaty pochodzą z okolicznych łąk, lasów i przydomowych ogrodów. – Boże Ciało jest świętem ruchomym, więc każdego roku kwitnie coś innego. Zbieramy to, co daje natura. Są kwiaty akacji, żarnowca, jaśminu, chabry, lawenda, irysy, róże, piwonie. Mieszkańcy przynoszą też kwiaty z własnych ogródków. Na początku pytaliśmy, czy możemy skorzystać, ale z czasem ludzie sami zaczęli je przynosić. Zauważyli, że warto tę tradycję utrzymać – opowiada pan Andrzej.

Dziś przygotowania rozpoczynają się już kilka dni przed uroczystością. Strażacy organizują transport, starsze mieszkanki zbierają kwiaty, a część materiału przekazują także lokalni ogrodnicy.
– Od lat wspiera nas również lokalne gospodarstwo ogrodnicze. Dostajemy zarówno same płatki, jak i całe kwiaty. Te drugie często obrywamy dopiero tuż przed układaniem dywanu, bo dzięki temu dłużej zachowują świeżość i intensywne kolory. To ogrom pracy, której później praktycznie nie widać, gdy patrzy się na gotową kompozycję – mówi sołtyska Wolborza Marta Smejda.

Między sztuką a rzemiosłem
Przez lata zmieniały się również same wzory. Początkowo dominowały motywy religijne przedstawiające gołębie, sceny biblijne czy symbole wiary. Z czasem organizatorzy zaczęli odchodzić od dosłownych przedstawień. – Doszliśmy do wniosku, że niektóre rzeczy nie powinny znajdować się na trasie, po której się chodzi. Dlatego dziś stawiamy bardziej na ornamenty i dekoracyjne kompozycje. Zawsze jest hostia przy ołtarzu, bo to symbol Bożego Ciała. Poza tym tworzymy duże kwiatowe wzory, które przyciągają uwagę – wyjaśnia Andrzej Kotlicki.

Tworzenie dywanów wymaga nie tylko wyobraźni, ale i technicznej precyzji. Organizatorzy samodzielnie przygotowują szablony, a część elementów powstaje wręcz metodami rzemieślniczymi.
Żeby narysować wielki kwiat, pan Andrzej zrobił sobie z listewek ogromny cyrkiel i wyznaczał nim kolejne okręgi. Najpierw trzeba wszystko dokładnie rozrysować, dopiero później można wysypywać kwiaty. To jest trochę sztuka, trochę inżynieria – śmieje się Marta Smejda.
Młodzi przejmują pałeczkę
Sołtyska Wolborza podkreśla, że jedną z największych wartości przedsięwzięcia jest zaangażowanie młodych mieszkańców.
– Coraz więcej dzieci i młodzieży przychodzi pomagać. W tym roku dziewczynki dostały do wykonania serce. Same wybrały kolory, same zdecydowały, z jakich kwiatów je ułożą. Powstała piękna, przestrzenna kompozycja. To daje im poczucie sprawczości. Nie przychodzą tylko wykonywać polecenia, ale stają się współtwórcami całego dzieła. A trzeba pamiętać, że to jest dla nich wolny dzień, mimo to potrafią być na miejscu już o 5.30 rano – mówi.
Zdaniem Andrzeja Kotlickiego właśnie młode pokolenie daje największą nadzieję na dalsze trwanie tradycji. – Dzisiaj już nie trzeba nikomu tłumaczyć, co ma robić. Każdy przychodzi, bierze się do pracy i zna swoje zadanie. My tylko nadzorujemy. To pokazuje, że ta tradycja naprawdę się przyjęła – podkreśla.

Gdy natura wystawia na próbę
Przez dwadzieścia lat organizatorzy wielokrotnie przekonali się, że nawet najlepiej przygotowany plan może pokrzyżować pogoda. To właśnie deszcz i silny wiatr pozostają największym zagrożeniem dla kwietnych kompozycji.
– Pamiętam rok, gdy mieliśmy już rozrysowany pierwszy wzór. Nagle przyszła ulewa i dosłownie wszystko zmyła. Staliśmy później w garażu i zastanawialiśmy się, co zrobić dalej. Na szczęście następnego dnia udało się odtworzyć całą kompozycję. Były też lata, gdy z powodu pandemii albo niesprzyjającej pogody musieliśmy przygotować skromniejsze dekoracje – wspomina Andrzej Kotlicki.

Jubileuszowa edycja przyniosła nowy element. Pan Andrzej przygotował specjalną symboliczną bramę, przez którą przechodzili strażacy i kapłan zmierzający do ołtarza. – Nie chcę, żeby co roku było identycznie. W tym roku zrobiłem bramę z koroną i krzyżem. Strażacy otwierali ją przed procesją, były pochodnie i dodatkowa oprawa. Staramy się cały czas coś rozwijać i dodawać nowe pomysły – mówi.

Więcej niż kwietny dywan
Choć wolborskie dywany nie przyciągają jeszcze takich tłumów jak te w Spycimierzu, mieszkańcy zauważają coraz większe zainteresowanie.
– Ludzie zatrzymują się, robią zdjęcia, publikują je później w internecie. Widać, że są dumni z tego, co wspólnie tworzymy. A dla mnie najważniejsze jest jeszcze coś innego. Z roku na rok widzę coraz więcej osób uczestniczących w procesji. Wolbórz pokazuje, że Kościół wciąż może być miejscem budowania prawdziwej wspólnoty. Takiej, która potrafi razem pracować, świętować i pielęgnować lokalne tradycje – podkreśla Marta Smejda.

Dwadzieścia lat temu był to pomysł kilku osób wracających z wycieczki do Spycimierza. Dziś jest to tradycja, bez której wielu mieszkańców nie wyobraża sobie Bożego Ciała w Wolborzu. I być może właśnie w tym tkwi jej największa wartość. To także dowód na to, że dziedzictwo kulturowe nie jest zamkniętym rozdziałem historii. Wciąż powstaje i rozwija się na naszych oczach, a inicjatywy rodzące się współcześnie mogą z czasem stać się równie ważnym elementem lokalnej tożsamości, jak zwyczaje przekazywane od pokoleń.
Fot. OSP Wolbórz.
Przemysław Chrzanowski