Jeszcze kilka lat temu w miejscu pierwszego gabinetu weterynaryjnego miał powstać przydomowy warsztat. Dziś w Iwkowej i Czchowie działają dwie lecznice, do których trafiają pacjenci z kilku okolicznych gmin. O tym, jak spontaniczna decyzja przerodziła się w rozwijającą się działalność, jak przez ostatnią dekadę zmieniła się opieka nad zwierzętami na terenach wiejskich oraz dlaczego w tej pracy równie ważne jak wiedza są relacje i zaufanie mieszkańców, rozmawiamy z lek. wet. Dorotą Przybylską-Chmurą.
Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Skąd wzięła się decyzja o otwarciu własnego gabinetu weterynaryjnego i jak wyglądały początki działalności?
Dorota Przybylska-Chmura: – Myśl o własnym gabinecie gdzieś we mnie zawsze była. Po studiach zaczęłam pracę jako lekarz weterynarii w Bochni i pracowałam tam przez dwa lata. W pewnym momencie poczułam jednak, że chciałabym działać na własny rachunek. Decyzja była bardzo spontaniczna, ale dziś wiem, że to był dobry krok.
To nawet dość zabawna historia, bo pierwszy gabinet powstał w miejscu garażu. Mój mąż planował urządzić tam warsztat i wykopał już nawet kanał samochodowy. Ja któregoś dnia wróciłam zmęczona z pracy i po prostu stwierdziłam: „Robimy tutaj gabinet weterynaryjny”. Tak naprawdę od tego impulsu wszystko się zaczęło.
Pierwszy gabinet powstał w 2016 roku w Iwkowej. Zaczynałam praktycznie od zera. Nie miałam bazy klientów, bo pracowałam wcześniej około 30 kilometrów dalej. Pomogło jednak to, że to mała miejscowość – ludzie się znają, polecają sobie usługi. Jedna osoba przyszła, potem kolejna i tak stopniowo zaczęło to funkcjonować.
Pamiętam też pewną starszą panią, która przyszła kiedyś po coś dla kur. Powiedziałam jej, że głównie zajmuję się psami i kotami, a ona odpowiedziała: „To tu się pani nie „ucyma” z kotków i piesków”, po czym trzasnęła drzwiami i wyszła. Minęło prawie dziesięć lat i okazuje się, że jednak dało się „ucymać”.

Jak przez ten czas rozwijała się firma i jak zmieniały się potrzeby klientów?
– Bardzo dużo się zmieniło. Na początku działalności gabinet w Iwkowej był miejscem, gdzie wykonywałam także zabiegi chirurgiczne, później robiłam to z pomocą koleżanki. Dziś jest to przede wszystkim miejsce nastawione na profilaktykę i podstawową opiekę internistyczną. Dominują szczepienia, odrobaczanie, profilaktyka przeciwpasożytnicza czy podstawowe leczenie. Jeżeli potrzebne są bardziej zaawansowane zabiegi, diagnostyka USG czy RTG, to kierujemy pacjentów do specjalistycznych lecznic.
Zmieniła się też sama świadomość właścicieli zwierząt. Jeszcze dziesięć lat temu koty bardzo rzadko trafiały do gabinetu. Dziś stanowią już sporą część pacjentów. Ludzie coraz bardziej dbają o zwierzęta, regularnie je szczepią, odrobaczają, wykonują zabiegi profilaktyczne. Zwierzęta stały się członkami rodzin, często są traktowane jak pełnoprawni domownicy.
Klienci oczekują dziś regularnej opieki, przypomnień o szczepieniach czy profilaktyce. W naszych gabinetach od lat działa system SMS-owych przypomnień o terminach szczepień i odrobaczania. Wiele osób naprawdę reaguje od razu po otrzymaniu wiadomości i przyjeżdża ze zwierzęciem do gabinetu.
W 2020 roku otworzyła Pani drugi gabinet w gminie Czchów. Co skłoniło Panią do rozszerzenia działalności?
– To był pomysł mojej wspólniczki. Bardzo namawiała mnie, żeby wyjść z działalnością poza teren gminy Iwkowa i rozszerzyć ją również na gminę Czchów. W końcu dałam się przekonać i zaczęłyśmy szukać lokalu. Tak powstał drugi gabinet – początkowo w Tworkowej, a obecnie przenosimy się już do nowej siedziby w Czchowie. To dla nas kolejny etap rozwoju. Powstały tam nowoczesne kontenery usługowe, które zostały przystosowane pod działalność weterynaryjną.
Dziś prowadzę więc dwa gabinety, a oprócz tego współpracuję również z Inspekcją Weterynaryjną. Zajmuję się monitoringami chorób zwierząt, badaniami w kierunku brucelozy, białaczki czy gruźlicy bydła, pobieraniem prób do badań oraz pracą przy nadzorze w rzeźniach. Zakres tej działalności jest naprawdę szeroki.
Do kogo przede wszystkim kieruje Pani swoją ofertę i jakie usługi cieszą się dziś największym zainteresowaniem?
– Obecnie około 95 procent naszych pacjentów stanowią psy i koty. Jak już wspomniałam, największym zainteresowaniem cieszy się profilaktyka – szczepienia, odrobaczanie, zabezpieczenia przeciw pasożytom czy podstawowa diagnostyka.
Coraz większą rolę odgrywają również zabiegi kastracji i sterylizacji. Współpracujemy przy tym z gminami oraz fundacjami wspierającymi ograniczanie bezdomności zwierząt. Bardzo dobrze układa nam się współpraca z gminą Lipnica Murowana, która aktywnie uczestniczy w programach sterylizacji i kastracji zwierząt. Widać, że kiedy po stronie samorządu są osoby zaangażowane i dobrze zorganizowane, to takie działania naprawdę przynoszą efekty.
Natomiast wciąż problemem pozostaje kwestia czipowania zwierząt. Nadal wielu właścicieli nie widzi takiej potrzeby, choć świadomość powoli rośnie.
Co według Pani najbardziej liczy się w budowaniu zaufania klientów w branży weterynaryjnej, szczególnie na terenach wiejskich?
– Na wsi najważniejsze są relacje i zaufanie. Ludzie muszą wiedzieć, że mogą zadzwonić, zapytać, przyjechać po pomoc. W małych miejscowościach wszystko działa trochę inaczej niż w dużych miastach – tutaj bardzo dużo opiera się na poleceniach i opinii przekazywanej między mieszkańcami. Myślę też, że ważna jest zwyczajna dostępność i szczerość wobec klientów. Ludzie widzą, kiedy ktoś naprawdę angażuje się w swoją pracę.
Przez lata nauczyłam się również wyznaczać pewne granice. Na początku wykonywałam dużo wizyt domowych, ale szybko okazało się, że w przypadku leczenia zwierząt nie zawsze się to sprawdza. W gabinecie mam odpowiedni sprzęt, leki i możliwość bezpiecznego przebadania zwierzęcia. Czworonożni pacjenci często zupełnie inaczej zachowują się w domu niż w lecznicy. Dlatego dziś wizyty wyjazdowe ograniczamy głównie do szczepień i eutanazji.

Dlaczego zdecydowała się Pani skorzystać z funduszu pożyczkowego Fundacji Wspomagania Wsi i na co zostały przeznaczone otrzymane środki?
– To już moja trzecia pożyczka z Fundacji Wspomagania Wsi. O tej możliwości dowiedziałam się od księgowej, która przekazała mi kontakt do pana Mariusza Grygiela, doradcy pożyczkowego. Co ciekawe, później przypomniałam sobie, że z pożyczek fundacji korzystali wcześniej także moi rodzice, więc gdzieś ta marka była mi już znana od dawna.
Najbardziej przekonała mnie szybkość działania i bardzo proste formalności. W porównaniu z bankami wygląda to naprawdę bardzo sprawnie. Przy ostatniej pożyczce od pierwszego telefonu do uruchomienia środków minął właściwie tydzień.
Wszystkie środki przeznaczałam na rozwój gabinetów. Pierwsza pożyczka pomogła mi wyposażyć gabinet w Iwkowej – kupić meble, komputer, stół do przyjęć, pierwsze leki i przygotować lokal do działalności. Kolejne wsparcie było związane z otwarciem drugiej placówki, a ostatnia pożyczka pomogła nam w przygotowaniu nowej siedziby w Czchowie. Dzięki niej kupiłyśmy między innymi wspomniany kontener usługowy oraz jego wyposażenie. To wsparcie rzeczywiście pozwala rozwijać działalność krok po kroku.
To już kolejna pożyczka z Fundacji Wspomagania Wsi – czy poleciłaby Pani takie wsparcie innym przedsiębiorcom z terenów wiejskich?
– Zdecydowanie tak. Warunki są naprawdę korzystne, raty można elastycznie dopasować do swoich możliwości, a cały proces przebiega sprawnie i bez zbędnych komplikacji. Dla przedsiębiorców z terenów wiejskich takie wsparcie ma ogromne znaczenie, bo często właśnie na początku działalności albo podczas rozwoju firmy najbardziej potrzeba środków na wyposażenie, sprzęt czy dostosowanie lokalu. W moim przypadku te pożyczki realnie pomogły rozwinąć działalność i stworzyć miejsca, które dziś służą mieszkańcom kilku gmin.
***
