„Majowe wróciły pod kurpiowskie kapliczki”. Młodzi reaktywowali zapomnianą tradycję

majowe 11

Rozmowa z Mikołajem Kulisiem, współzałożycielem Towarzystwa Krzewicieli Tradycji Kurpiowskich.

Jeszcze kilkanaście lat temu w wielu kurpiowskich wsiach majowe nabożeństwa pod kapliczkami były czymś naturalnym. Wieczorami mieszkańcy gromadzili się przy krzyżach i figurach maryjnych, wspólnie śpiewali litanię loretańską oraz tradycyjne pieśni przekazywane z pokolenia na pokolenie. Z czasem zwyczaj zaczął zanikać. Dziś próbują go przywrócić młodzi mieszkańcy regionu. O reaktywacji nabożeństw, trosce o kapliczki i ratowaniu kurpiowskiego dziedzictwa opowiada 17-letni Mikołaj Kuliś z Towarzystwa Krzewicieli Tradycji Kurpiowskich.

Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Skąd wziął się pomysł na reaktywację majowych nabożeństw?

Mikołaj Kuliś: – Impulsem do działania było powstanie Towarzystwa Krzewicieli Tradycji Kurpiowskich. Założyliśmy je z myślą o ratowaniu kurpiowskich kapliczek, ponieważ wiele z nich jest dziś zaniedbanych. Często opiekują się nimi osoby starsze, które nie mają już tyle siły i możliwości, by samodzielnie o wszystko zadbać. Uznałem więc, że młodzi ludzie również powinni wziąć za to odpowiedzialność.

Pomysł na „majowe” narodził się z moich wspomnień z dzieciństwa. W rodzinnej wsi Łodziska nabożeństwa były jeszcze śpiewane, gdy byłem mały. Z czasem zwyczaj zaczął jednak zanikać – najpierw przeniósł się do świetlicy, a później całkowicie zniknął. Mocno zapadło mi to w pamięć, dlatego postanowiliśmy spróbować przywrócić tę tradycję.

Jak wyglądały początki?

– Najpierw odnowiliśmy kapliczkę stojącą przed naszą siedzibą w Brzozówce. Mamy tam drewnianą, ponad stuletnią chałupę. Sama kapliczka została wybudowana prawdopodobnie w 1861 roku. Odnowiliśmy ją, zrobiliśmy nowy płotek. Pomagała nam w tym pani Katarzyna Zięba – opiekunka naszego towarzystwa i właścicielka chałupy, przy której działa nasza siedziba. Później zaczęliśmy zapraszać ludzi na wspólne śpiewanie „majowego”.

Jak mieszkańcy przyjęli ten pomysł?

– Na początku bywało różnie. Niektórzy patrzyli na nas z dużą rezerwą. Pojawiały się nawet żarty, że w okolicy zjawiła się jakaś sekta. Na szczęście szybko udało się rozwiać te wątpliwości. Brzozówka jest dość specyficzną miejscowością, dlatego nie przychodzi tam wiele osób, ale sąsiedzi i znajomi regularnie uczestniczą w nabożeństwach. Za to w Laskowcu, gdzie obecnie mieszkam, udało się stworzyć bardzo fajną grupę. Dogadałem się z kobietami, które kiedyś śpiewały „majowe”, i teraz spotykamy się codziennie o 18.30. Niezależnie od pogody przychodzi około dziesięciu osób.

To taka osobista podróż do przeszłości?

– Tak. Pamiętam „majowe” i święcenie pól przy krzyżach. Jeździłem z babcią na takie wydarzenia. U nas w domu odbywały się też spotkania różańcowe. Kobiety przychodziły do babci i śpiewały różne pieśni, więc siłą rzeczy nauczyłem się tych melodii. Dzięki temu dziś potrafię prowadzić śpiew. Co ciekawe, znamy też pieśń, która praktycznie nigdzie już nie występuje. Zachowała się jedynie w Łodziskach. Dla wielu osób zajmujących się muzyką tradycyjną było dużym zaskoczeniem, że taka pieśń jeszcze funkcjonuje.

Kurpiowskie „majowe” różnią się od tych znanych w innych regionach Polski?

– Sam schemat nabożeństwa jest podobny – są pieśni maryjne, litania loretańska i kolejne śpiewy. Natomiast na Kurpiach bardzo charakterystyczne są melodie. Często zupełnie inne niż te znane w całej Polsce. Dobrym przykładem jest pieśń „Gwiazdo śliczna, wspaniała”. Ogólnopolska melodia jest całkowicie inna od tej, którą śpiewa się u nas na Kurpiach. Śpiewamy wszystko a cappella, bez instrumentów.

Można powiedzieć, że to nie tylko kwestia wiary, ale też ratowania lokalnego dziedzictwa?

– Zdecydowanie tak. Religia i tradycja na Kurpiach zawsze były bardzo mocno ze sobą związane. To był region bardzo wierzący i te zwyczaje stanowiły naturalną część codziennego życia. Ludzie spotykali się przy kapliczkach nie tylko w maju. Były nabożeństwa czerwcowe, praktycznie już dziś zapomniane lipcowe nabożeństwa do Krwi Pana Jezusa, śpiewano też przy kapliczkach świętego Jana Nepomucena. Takie spotkania trwały właściwie przez całe lato. Dla nas ważne jest to, żeby ta tradycja nie została zapomniana.

Wspomniałeś, że zajmujecie się także odnawianiem kapliczek?

– Tak. Obecnie opiekujemy się trzema obiektami. Jedną z kapliczek w Kierzku odnowiliśmy całkowicie przed majem. Jest też krzyż w Laskowcu niedaleko mojego domu, którym również się opiekuję. Udekorowaliśmy go kwiatami i wstążkami, dbamy też o to, żeby przez cały maj paliła się tam świeczka. No i oczywiście ze szczególnym pietyzmem podchodzimy do kapliczki przed naszą siedzibą w Brzozówce.

Czym dokładnie jest Towarzystwo Krzewicieli Tradycji Kurpiowskich?

– To nieformalna organizacja skupiająca młodych ludzi zainteresowanych kulturą regionu. Jest nas około piętnastu. Najmłodsi mają 13 lat, najstarsi 19. Towarzystwo założyłem razem z Zuzią Marchewką. Jak wspomniałem, naszą opiekunką jest pani Katarzyna Zięba, która prowadzi Fundację Artystyczną Harmonia Kasi BALU i współpracuje z nami przy różnych inicjatywach.

Dużo osób jest zaskoczonych, że młodzi chcą się zajmować takimi rzeczami, ale jednocześnie spotykamy się z ogromnym wsparciem. Wielu ludzi mówi nam, że jesteśmy dziedzicami tej kultury i że kiedyś to właśnie nasze pokolenie będzie za nią odpowiadać.

Poza nabożeństwami majowymi organizujecie też inne wydarzenia związane z tradycją Kurpi?

– Tak. Organizujemy między innymi Pustą Noc i Boży Obiad. Pusta Noc odbywa się pod koniec października, przed Wszystkimi Świętymi. To spotkanie śpiewacze poświęcone modlitwie za zmarłych i dusze czyśćcowe. Boży Obiad organizujemy pod koniec Wielkiego Postu. W trakcie spotkania śpiewane są pieśni pasyjne i zaduszne. Ważnym elementem jest uroczyste wniesienie krzyża do izby. Gospodarz całuje krzyż, wita go, a później rozpoczyna się wspólne śpiewanie. Poza tym organizowaliśmy też wieczorki kurpiowskie i warsztaty rękodzieła ludowego – robiliśmy między innymi kwiaty z bibuły, bombki i tradycyjne ozdoby.

Niedawno zostaliście także wyróżnieni „Kurpikiem”.

– Tak, dostaliśmy „Kurpika” w kategorii ochrona dziedzictwa kulturowego. Warto zaznaczyć, że jest to prestiżowa nagroda przyznawana przez Związek Kurpiów osobom, instytucjom i organizacjom szczególnie zasłużonym dla kultury i regionu kurpiowskiego. Nazywana jest często „kurpiowskim Oskarem”. Byliśmy chyba najmłodszymi laureatami. Nagrodzono nas właśnie za opiekę nad kapliczkami i organizowanie wydarzeń związanych z tradycją kurpiowską. To dla nas bardzo ważne wyróżnienie i sygnał, że to, co robimy, ma sens.

Gdzie można śledzić działalność waszego towarzystwa?

– Prowadzimy otwartą grupę na Facebooku pod nazwą Towarzystwo Krzewicieli Tradycji Kurpiowskich. Publikujemy tam zdjęcia z wydarzeń, informacje o nabożeństwach, warsztatach i renowacjach kapliczek.

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!