Dzień Wolności Chłopskiej to święto, które wciąż dla wielu pozostaje nieoczywiste. Choć dotyczy jednego z najważniejszych momentów w historii społecznej Polski, jego znaczenie dopiero od niedawna zaczyna wracać do szerszej świadomości. O tym, czym był i czym może być dzisiaj, rozmawiamy z historykiem Grzegorzem Ciećką.
Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Zacznijmy od podstaw. Czym właściwie jest Dzień Wolności Chłopskiej i jakie wydarzenia upamiętnia?
Grzegorz Ciećka, regionalista z Hryńca-Zdroju: – Wydaje mi się, że to pytanie wciąż trzeba zadawać i na nie odpowiadać, bo świadomość społeczna w tym zakresie jest niewielka. Dzień Wolności Chłopskiej wiąże się przede wszystkim ze zniesieniem pańszczyzny – czyli systemu, który przez wieki determinował życie większości mieszkańców ziem polskich.
W przypadku Galicji mówimy o roku 1848. Trzeba pamiętać, że Polska była wówczas pod zaborami, więc proces ten przebiegał w różnych momentach – na przykład w zaborze rosyjskim pańszczyznę zniesiono dopiero w 1864 roku. To ważne, bo często upraszczamy historię, a ona była znacznie bardziej złożona. Jeśli sięgniemy do publikacji dotyczących wsi czy sztuki ludowej, zobaczymy wyraźnie, że ich rozkwit następuje dopiero po zniesieniu pańszczyzny. Wcześniej życie chłopów było niezwykle trudne – sprowadzało się właściwie do walki o przetrwanie i pracy na rzecz właściciela ziemskiego. To była egzystencja maksymalnie ograniczona.

Jak bardzo ograniczona?
– Bardziej, niż dziś jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Wystarczy spojrzeć na księgi parafialne – zapisy chrztów czy ślubów pokazują, że ludzie funkcjonowali właściwie w obrębie jednej parafii. To było społeczeństwo zamknięte, poddane ścisłej kontroli. Chłopi nie mogli się swobodnie przemieszczać. Ich świat kończył się często na granicach majątku lub parafii. Dzisiaj mówimy o wolności, globalnym świecie, mobilności – wtedy człowiek miał „na wyciągnięcie ręki” tylko najbliższą okolicę.
Do tego dochodziła kwestia codzienności. Kiedy dziś odwiedzamy skanseny, widzimy wiejskie chaty, ale często nie uświadamiamy sobie jednego: niemal wszystko, co się w nich znajdowało, było wykonane własnoręcznie przez gospodarza lub jego rodzinę. Wyposażenie było skromne, życie – bardzo ciężkie.
Zniesienie pańszczyzny było więc momentem przełomowym?
– Zdecydowanie tak, choć trzeba podkreślić: to nie była nagła, jednorazowa zmiana. To proces. Po 1848 roku zaczyna się powolna transformacja – życie zaczyna się rozwijać, pojawia się przestrzeń dla kultury, dla sztuki ludowej, dla inicjatywy.
Ale jednocześnie nie wszyscy potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Wolność to także odpowiedzialność. Część chłopów, którzy otrzymali ziemię, nie była przygotowana na gospodarowanie nią. Zdarzały się przypadki, że majątki były przepijane czy przegrywane. Inni z kolei potrafili wykorzystać tę szansę i się rozwijać. To pokazuje, że historia nie jest czarno-biała. Obok sukcesów były też porażki.

Wspomniał pan o ograniczeniach, ale pojawia się też ciekawy wątek kontroli – nawet w kwestii ubioru.
– Tak, to może dziś brzmieć wręcz niewiarygodnie, ale są źródła, które pokazują, że właściciele ziemscy narzucali chłopom określony sposób ubierania się. Można to porównać do swoistego „uniformu roboczego”. Czytałem o sytuacji w okolicach Huty Różanieckiej i Rudy, gdzie pan ziemski wymagał, by jego chłopi byli ubrani i zdobieni w konkretny sposób – tak, aby było wiadomo, do którego majątku należą.
Przejdźmy do współczesności. Dlaczego akurat Gorajec stał się miejscem obchodów Dnia Wolności Chłopskiej?
– To w pewnym sensie powrót do dawnych tradycji. Po zniesieniu pańszczyzny ludzie zaczęli to wydarzenie świętować – najczęściej poprzez msze i procesje do kamiennych krzyży, które były stawiane jako pamiątki tego wydarzenia. W naszym regionie te krzyże są szczególne, powstawały w ośrodku kamieniarskim w Starym Bruśnie. Były trwałe, duże i zawierały inskrypcje – często wprost informujące o zniesieniu pańszczyzny. Można powiedzieć, że pełniły funkcję swoistego „dokumentu”. Z czasem tradycja świętowania zanikła – głównie z powodów politycznych. Natomiast w Gorajcu wróciliśmy do niej trochę przez przypadek.

Jak to się zaczęło?
– W 2013 roku prowadziliśmy akcję oczyszczania napisów na kamiennych krzyżach, które przez lata były zamalowywane farbą. Kiedy oczyściliśmy jeden z nich, okazało się, że zawiera inskrypcję dotyczącą zniesienia pańszczyzny. To było odkrycie, które zapoczątkowało dalsze badania i rozmowy z mieszkańcami. Wtedy wyszło na jaw, że kiedyś to wydarzenie było świętowane. I tak narodziła się idea, by do tego wrócić. Od 2015 roku organizujemy w Gorajcu Dzień Wolności Chłopskiej.
Czy wokół tych krzyży krążą też jakieś legendy lub niepotwierdzone historie?
– Tak, na przykład opowieści o zakopywaniu pod nimi kajdan czy ksiąg powinności. To bardzo ciekawy wątek, ale niestety – jak dotąd – nie znaleziono potwierdzenia w źródłach. Temat był badany m.in. w ramach projektu Muzeum Etnograficznego w Krakowie w 2024 roku. Jedyną drogą do jego rozstrzygnięcia byłyby badania archeologiczne, ale to nie jest proste przedsięwzięcie. Myślimy o tym, ale to wymaga czasu i środków.
Dziś Dzień Wolności Chłopskiej to nie tylko wspomnienie historii, ale także punkt wyjścia do rozmowy o współczesności. Jakie ma znaczenie dzisiaj?
– Zdecydowanie ma i to bardzo konkretne. Jednym z ważnych impulsów była kampania „Jestem ze wsi”, która pokazała coś dla nas zaskakującego – że pochodzenie wiejskie wciąż bywa dla wielu osób powodem wstydu. Wydawałoby się, że w XXI wieku to problem już nieaktualny, a jednak okazało się, że nadal funkcjonuje w świadomości społecznej.
Jednocześnie ta kampania stworzyła przestrzeń do otwartej rozmowy. Wiele osób zaczęło mówić o swoich korzeniach bez skrępowania, a nawet z pewną dumą. I w tym sensie Dzień Wolności Chłopskiej przestał być wyłącznie wydarzeniem historycznym – stał się także ważnym narzędziem społecznej refleksji, próbą przepracowania utrwalonych schematów myślenia i zmiany sposobu postrzegania wiejskości.

Jak zmienia się charakter tego wydarzenia?
– Na początku miał bardziej formę happeningową – było dużo radości, świętowania. Teraz coraz bardziej kierujemy się w stronę podejścia naukowego. Chcemy, by to było miejsce rozmowy o historii, ale też o współczesnej tożsamości. Szukamy sposobów, by temat rozwijać systemowo.
A jak będą wyglądały tegoroczne obchody?
– W tym roku (16 maja) robimy kolejny krok. Jednym z najważniejszych elementów będzie ufundowanie nowego Krzyża Pańszczyźnianego – pierwszego takiego od czasów zniesienia pańszczyzny. To wydarzenie symboliczne, ale bardzo ważne. Tworzymy nową pamiątkę, która może stać się punktem odniesienia dla przyszłych pokoleń. Będą też goście – m.in. Magdalena Zych, która zajmuje się badaniami nad krzyżami pańszczyźnianymi, oraz artystka Eliza Proszczuk, z którą będziemy rozmawiać o inspiracjach sztuką ludową. Pojawi się też element artystyczny – zdobienie krzyża wstążkami. Zobaczymy, jak ta forma się rozwinie.
Mówi pan o „budowaniu nowej narracji”. Co to oznacza?
– Chodzi o to, by inaczej opowiadać historię chłopów. W podręcznikach często dominuje narracja o buntach, rabacji, przemocy. Tymczasem równie ważne – a może ważniejsze – jest odzyskanie wolności. Chcemy, by ten aspekt był bardziej obecny w edukacji i świadomości społecznej. To zadanie na lata, ale konieczne.

Gdzie stanie nowy krzyż?
– Ze względów formalnych zdecydowaliśmy się postawić go na terenie prywatnym w Gorajcu. Postawienie takiego obiektu na gruncie publicznym wiązałoby się z ogromnymi procedurami. Ale być może w przyszłości uda się stworzyć coś bardziej oficjalnego. To miałoby duże znaczenie – także dla sposobu, w jaki historia pańszczyzny jest traktowana. Bo choć wolność chłopom przyniósł zaborca, dla samych chłopów nie miało to znaczenia. Liczyło się jedno – że ją odzyskali.
***