NATO ma 75 lat. Powstało w zupełnie inaczej urządzonym świecie – w rzeczywistości, w której układ sił i definicja zagrożeń drastycznie różniły się od dzisiejszych.
Warto przypomnieć, że narodziny sojuszu poprzedzały oddolne inicjatywy europejskie: Traktat z Dunkierki między Francją a Wielką Brytanią oraz Unia Zachodnia, utworzona po dołączeniu państw Beneluksu. Te wczesne pakty adresowały przede wszystkim zagrożenie ze strony Niemiec; trauma wojny była wciąż zbyt żywa, by o niej zapomnieć.
Jednak blokada Berlina, stała obecność Armii Czerwonej oraz narzucanie systemów komunistycznych krajom Europy Środkowo-Wschodniej sprawiły, że optyka zagrożeń uległa zmianie. USA porzuciły politykę izolacjonizmu i zaproponowały utworzenie NATO. Sojusz ten miał adresować zarówno zagrożenie wewnętrzne (ewentualne odrodzenie militarne Niemiec), jak i zewnętrzne, płynące ze strony Związku Radzieckiego.
Cel organizacji lakonicznie podsumował jej pierwszy sekretarz generalny, Lord Ismay: „Keep the Russians out, the Americans in, and the Germans down”. Mimo istnienia NATO, Europejczycy nie porzucili własnych wizji, tworząc projekty takie jak Europejska Wspólnota Obronna czy Unia Zachodnioeuropejska.
W latach 90., gdy wojna w Jugosławii i konflikt w Kosowie obnażyły bezradność Europy bez wsparcia USA, Francja i Wielka Brytania podpisały deklarację z Saint-Malo. Wzywała ona do budowy zdolności do samodzielnego działania Europy w sytuacjach, w które Stany Zjednoczone nie musiałyby się angażować.
Większość tych inicjatyw jednak „nie wypaliła”, częściowo ze względu na brak determinacji liderów, a częściowo przez niechęć Waszyngtonu do dublowania struktur. Dziś doszliśmy do punktu, w którym priorytety USA uległy zmianie. Europa przestała być dla nich ważna, a Unia Europejska nie tylko zniwelowała potrzebę trzymania „Niemiec pod kontrolą”, ale stała się dla Stanów twardym partnerem handlowym.
W pewnym momencie NATO zaczęło tracić swoją siłę odstraszania – Rosja, mimo ostrzeżeń prezydenta Bidena, zdecydowała się najpierw na ograniczoną, a potem pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Proces erozji sojuszu przyspieszył za prezydentury Donalda Trumpa. Kwestionował on zasadność istnienia paktu, oskarżał sojuszników o słabość i zapowiadał wycofanie wojsk z Niemiec. Choć retoryka ta uległa pewnemu wyciszeniu, niepewność pozostała. Czy to już koniec tego 75-letniego paktu? Co z niego zostanie w obliczu nowych potęg i starych lęków? Trzeba działać. Ale Quo usque pro Europa ibimus – jak daleko pójdziemy za Europę? O tym i o innych sprawach w rozmowie z Jerzym Markiem Nowakowskim.