Wielkanoc na mazowieckiej wsi to nie tylko same święta, lecz cały cykl obrzędów pełnych symboliki, radości i wspólnoty. W Lipienicach Górnych, w gminie Jastrząb, w powiecie szydłowieckim, Ewelina Janczyk – przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich – ożywia te tradycje poprzez filmowy projekt. W obszernej rozmowie dzieli się kulisami jego realizacji, historią koła oraz pasją do kultywowania dziedzictwa, by nie pozwolić mu zaniknąć.
Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Wielkanoc za pasem. Jak przygotowujecie się do tych świąt? Mam na myśli także projekt, który stał się pretekstem do naszej rozmowy.
Ewelina Janczyk: – Tak, pomysłodawczynią projektu poświęconego zwyczajom wielkanocnym byłam ja – jako przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Lipienicach. Wspólnie, podczas spotkań, ustaliliśmy, jak mają wyglądać poszczególne sceny i co chcemy w nich pokazać. Naszym celem było ukazanie prawdziwej, tradycyjnej Wielkanocy na wsi. Zależało nam nie tylko na samych świętach, ale również na całym procesie przygotowań – wszystkich pięknych obrzędach towarzyszących temu wyjątkowemu czasowi.
W realizację filmu zaangażowało się praktycznie całe koło. Każda z osób dołożyła coś od siebie: jedni przygotowywali dekoracje, inni stroje, ktoś pomagał przy organizacji czy realizacji scen. Dzięki temu powstał bardzo autentyczny, szczery i płynący z serca materiał.

Proszę opowiedzieć szerzej o tym, co pokazuje film.
– Przedstawiamy cały cykl wielkanocnych przygotowań i tradycji. Zaczynamy od wykonywania palm wielkanocnych – jednego z najważniejszych symboli Niedzieli Palmowej. Tworzymy je z naturalnych gałązek bukszpanu, suszonych roślin, a także ręcznie robionych kwiatów z bibuły i krepiny. Następnie pokazujemy wielkanocne porządki, które dawniej miały głębokie znaczenie symboliczne. Nie chodziło wyłącznie o sprzątanie domu – wierzono, że jest to czas oczyszczania i wypędzania zła przed świętami. Usuwanie pajęczyn czy kurzu miało symbolizować pozbywanie się złych mocy.

W filmie nie mogło zabraknąć tradycyjnego zdobienia pisanek metodą batikową, czyli przy użyciu wosku. To jedna z najstarszych i najpiękniejszych technik. Na ugotowane jajka nanoszono wzory roztopionym woskiem przy pomocy igły lub szpilki, a następnie barwiono je. Miejsca pokryte woskiem nie przyjmowały koloru, dzięki czemu powstawały wyjątkowe ornamenty. Pokazujemy również inną technikę – zdobienie jajek kolorowymi wycinankami z papieru.
Kolejnym elementem jest przygotowanie koszyczka wielkanocnego, w którym każdy produkt ma swoje znaczenie – baranek, chleb, mięso, sól czy chrzan. Następnie pokazujemy wspólną drogę do kościoła i święcenie pokarmów – jeden z najbardziej rozpoznawalnych zwyczajów. Film kończy się sceną śniadania wielkanocnego – wspólnego, rodzinnego posiłku, który podkreśla wspólnotowy charakter tych świąt.

A co z bardziej radosnymi tradycjami?
– Po śniadaniu wielkanocnym przechodzimy do zwyczajów bardziej wesołych. Pokazujemy Poniedziałek Wielkanocny, czyli śmigus-dyngus – czas śmiechu i zabawy. Dawniej wierzono, że im bardziej panna zostanie oblana wodą, tym większe będzie miała powodzenie. Na końcu filmu prezentujemy również tradycję tzw. gaików. Młodzi mężczyźni chodzili po wsi z kogucikiem na kółku, odwiedzali domy, śpiewali i składali życzenia. W zamian otrzymywali poczęstunek: jajka, ciasto czy kiełbasę.

Czy projekt ma wyłącznie charakter edukacyjny, czy jest też odzwierciedleniem realnych, wciąż żywych tradycji?
– Pokazujemy przede wszystkim, jak wyglądały dawniej tradycje wiejskie. Niektóre z nich nadal są kultywowane, ale wiele powoli zanika. Na przykład śmigus-dyngus wciąż jest obecny, natomiast zwyczaj chodzenia z kogucikiem praktycznie już nie istnieje. Dlatego chcieliśmy go przypomnieć i pokazać, by nie odszedł całkowicie w zapomnienie. To nasze dziedzictwo – piękne i wartościowe. Trzeba je pielęgnować i przekazywać kolejnym pokoleniom. Taki właśnie był cel naszego filmu: ożywić te tradycje i pokazać, jak wyglądały. To także sposób na integrację naszej społeczności – podczas realizacji spotykamy się, śmiejemy, wspólnie działamy i angażujemy mieszkańców, w tym również dzieci.

Czy to Wasz debiut filmowy?
– Nie, to nie jest nasz pierwszy projekt. Zrealizowaliśmy ich już kilkanaście. Pokazywaliśmy m.in. tradycyjne żniwa – jak wyglądała praca na wsi w tamtym okresie. Nagrywaliśmy także projekty związane z Poniedziałkiem Wielkanocnym. Tych inicjatyw było naprawdę sporo, więc mamy już w tym doświadczenie.
Kto odpowiada za stronę techniczną realizacji tych projektów?
– Zajmuje się tym przede wszystkim moja córka Ola – ambitna studentka, która bardzo mnie wspiera. Odpowiada za montaż, publikację i obsługę mediów społecznościowych. Ponadto podpowiada nam podczas nagrań, jak się zachowywać przed kamerą i jak budować sceny.

Czy w projekty angażują się wyłącznie członkowie koła?
– Trzon stanowią członkowie koła – to my tworzymy koncepcję i realizujemy projekty. Oczywiście angażujemy także mieszkańców i dzieci, ale główną odpowiedzialność bierzemy na siebie. Jesteśmy grupą osób, które bardzo cenią lokalną tradycję, kulturę i wspólne działanie. Spotykamy się regularnie, organizujemy wydarzenia. Działamy bardzo aktywnie, integrujemy się i po prostu lubimy spędzać ze sobą czas. To dla nas coś więcej niż organizacja – to druga rodzina.

To koło gospodyń, czy jest w nim miejsce dla mężczyzn?
– Pomysłodawcą założenia koła był… mój mąż. Z pełnym przekonaniem podkreślam, że w lipienickim KGW mężczyźni są bardzo ważni. To nasi partnerzy, którzy wspierają nas organizacyjnie – pomagają przy wydarzeniach, logistyce czy przygotowaniach. Nigdy nie usłyszałam, by czuli się wykluczeni – przeciwnie, chętnie uczestniczą w naszych działaniach.

Koło działa stosunkowo krótko, aczkolwiek bardzo intensywnie.
– Tak, mamy za sobą cztery lata działalności, ale działamy z ogromną mocą i zaangażowaniem. Staramy się co miesiąc realizować nowe inicjatywy, uczestniczymy w wydarzeniach, wyjeżdżamy, pokazujemy miejsca, które odwiedzamy – jak choćby malownicze Zalipie.
Odbiór jest bardzo pozytywny – dostajemy wiele sygnałów, że ludzie doceniają naszą aktywność. Często pytają, czy nie jesteśmy zmęczeni, a my odpowiadamy, że wręcz przeciwnie – to daje nam energię. Organizujemy duże wydarzenia dla mieszkańców, jak Biesiada Ludowa, podczas której serwujemy darmowe potrawy regionalne. Robimy to dla ludzi, by mogli spróbować tradycyjnych smaków i wspólnie spędzić czas.
Prowadzimy także spotkania dla seniorów – przychodzi nawet 70–80 osób. Nasza świetlica bywa za mała, by wszystkich pomieścić, ale cieszymy się, że mamy przestrzeń do działania. Seniorzy podkreślają, że wcześniej niewiele się działo, a teraz miejscowość tętni życiem. Zależy nam na integracji – chcemy, by ludzie wychodzili z domów, rozmawiali, spotykali się jak dawniej.

Na koniec zapytam: Skąd tak duża popularność w internecie? Macie ponad 10 tys. obserwujących.
– Być może to zasługa córki (śmiech), ale myślę, że przede wszystkim naszej autentyczności. Jesteśmy pozytywni, uśmiechnięci i działamy z potrzeby serca, a nie z obowiązku. Pokazujemy to, co robimy, a ludzie po prostu chcą to oglądać i być częścią tego, co się u nas dzieje. Mamy piękne stroje ludowe, dużo energii i radości – i chyba to właśnie przyciąga. Dostajemy wiele miłych słów, zaproszeń i sygnałów, że to, co robimy, jest potrzebne i doceniane. To dla nas najważniejsze – że nasza działalność trafia do ludzi i sprawia im radość.
***
Warto zajrzeć: https://www.facebook.com/profile.php?id=100083356351831
Fot. Archiwum KGW Lipienice