W Polsce smog to nie tylko miejski koszmar dużych aglomeracji, ale palący problem także poza nimi, gdzie stare piece zagrażają zdrowiu tysięcy mieszkańców. W małej Czerwionce-Leszczynach, w sercu Śląska, działa grupa zwykłych ludzi, którzy nie milczą. Z Leszkiem Szejką, kluczowym działaczem inicjatywy Czerwionka-Leszczyny bez Smogu, współpracującej z Polskim Alarmem Smogowym, rozmawiamy o codziennej walce o czyste powietrze. Dowiadujemy się, jak wygląda społeczna mobilizacja, dlaczego smog nie oszczędza wsi i miasteczek oraz co konkretnie może zrobić każdy z nas, widząc sąsiada palącego śmieci w piecu.
Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Powiedzmy na początek, jak w praktyce wygląda działalność związana z walką o czyste powietrze. Czy działacie według ścisłego planu strategicznego, czy raczej reagujecie na bieżące sygnały od mieszkańców?

Leszek Szejka: – Polski Alarm Smogowy to inicjatywa ogólnopolska, która narodziła się w Krakowie, gdzie w 2012 roku problem zanieczyszczenia powietrza osiągnął krytyczny poziom – stężenia pyłów PM2,5 przekraczały wtedy normy WHO nawet pięciokrotnie.
Tam mieszkańcy zaczęli się spontanicznie organizować, tworząc nieformalną grupę, która z czasem ewoluowała w potężny ruch obywatelski. Ja sam dołączyłem w 2018 roku, gdy struktury już działały pełną parą.
W ramach lokalnej grupy Czerwionka-Leszczyny bez Smogu współpracujemy z Polskim Alarmem Smogowym na poziomie ogólnokrajowym. W całej Polsce działa to podobnie: powstają mniejsze grupy, lokalne stowarzyszenia czy inicjatywy społeczne, skupione na swoim terenie.
Naszym nadrzędnym celem jest zmiana rzeczywistości poprzez uświadamianie społeczeństwa – pokazujemy z jakim zabójczym problemem się mierzymy i jaki ma on wpływ na nasze zdrowie, codzienne życie, a nawet gospodarkę lokalną, bo smog hamuje rozwój turystyki i biznesu.

Czyli to bardziej edukacja niż bezpośrednie interwencje?
– Zdecydowanie tak, edukacja to podstawa wszystkich naszych działań. Pokazujemy, czym naprawdę jest smog – nie mgłą, ale mieszanką rakotwórczych pyłów PM10, PM2,5, benzo(a)pirenu i ciężkich metali, które wnikają do płuc i krwi.
Uświadamiamy, że to nie jest zjawisko naturalne, lecz efekt spalania węgla, drewna czy śmieci w domowych piecach, z tragicznymi skutkami: według raportów GIOŚ, w Polsce smog powoduje rocznie nawet 40-50 tysięcy przedwczesnych zgonów. Informujemy o przepisach, uchwałach antysmogowych i obowiązkach właścicieli nieruchomości. Bierzemy aktywny udział w konsultacjach publicznych – od wojewódzkich programów ochrony powietrza, po gminne plany gospodarki niskoemisyjnej. Organizujemy spotkania dla mieszkańców, warsztaty dla szkół, konferencje z ekspertami czy akcje plenerowe z mobilnymi czujnikami. Jako prelegenci występujemy na forach samorządowych, wszystko po to, by jakość powietrza w Polsce systematycznie się poprawiała – i poprawia się, choć wolniej niż byśmy chcieli.
Smog kojarzy się głównie z dużymi aglomeracjami jak Kraków czy Śląsk. Czy na wsi i w małych miejscowościach to też poważny problem?
– Oczywiście. Na terenach wiejskich i podmiejskich jakość powietrza często jest fatalna, głównie przez „kopciuchy” – stare, nieefektywne pozaklasowe kotły, w których pali się wszystko: węgiel, miał, flotokoncentraty, a nawet plastik czy mokre drewno. W mojej miejscowości mamy własny czujnik jakości powietrza – dane z platformy Airly pokazują, że przez około 70 dni w roku oddychamy powietrzem złej lub bardzo złej jakości. Samochody i przemysł dokładają swoje, ale w porównaniu do domowych palenisk to kropla w morzu. Jak podaje NIK – niska emisja z pieców odpowiada za 80-90% zanieczyszczeń w sezonie grzewczym.

Co może zrobić zwykły mieszkaniec, który widzi, że sąsiad spala śmieci lub używa niedozwolonego pieca?
– W Polsce uchwały antysmogowe obowiązują w większości województw (do 2022 r. wprowadziło je w 14 z 16, a w pozostałych trwają prace nad ich wprowadzeniem. Dokumenty te precyzyjnie określają dozwolone źródła ciepła – na przykład wprowadzają zakaz eksploatacji kotłów na paliwo stałe poniżej klasy 5 lub niespełniających norm ekoprojektu po 2024 r. Gdy mieszkańcy zauważą łamanie tych przepisów, powinni zgłosić sprawę do straży miejskiej lub gminnej, która ma szczegółowe wytyczne proceduralne.
Strażnicy przeprowadzają kontrolę z protokołem, pobierają próbki popiołu do laboratoryjnej analizy, nakładają mandaty do 500 zł (lub wyższe kary administracyjne wg. taryfikatora) oraz wyznaczają terminy na wymianę wadliwych kotłów. W gminach bez straży miejskiej zgłoszenie kieruje się do urzędu gminy, który ma ustawowy obowiązek wszczęcia kontroli na podstawie art. 194 Prawa ochrony środowiska. Aplikacje takie jak „Mapa Smogu” ułatwiają dokumentowanie naruszeń za pomocą zdjęć lub nagrań wideo, a zgłoszenia można składać anonimowo. (w 2024 r. straże gminne i miejskie przeprowadziły ponad 100 tys. takich interwencji, co potwierdza skuteczność tego mechanizmu – przyp. red.).
Dużo mówi się o monitorowaniu jakości powietrza. Czy to naprawdę ma znaczenie dla zmiany sytuacji?
– Ma ogromne. W Polsce działają czujniki Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, ale jest ich stosunkowo niewiele. Dlatego powstają też inne sieci czujników, z których mogą korzystać samorządy albo mieszkańcy. Są programy, z których gminy mogą dostać pieniądze na montaż takich urządzeń, więc warto z tego korzystać. Dzięki temu mieszkańcy mają dostęp do bieżących danych i mają świadomość, czym oddychają. To jest bardzo ważne, bo kiedy ktoś widzi wynik z czujnika w swojej miejscowości, to przestaje myśleć, że problem dotyczy tylko dużych miast.

Czy z roku na rok sytuacja się poprawia, czy to walka z wiatrakami?
– Tak, widać poprawę. Wprowadzenie uchwał antysmogowych i programów dopłat do wymiany kotłów przyniosło efekty. W wielu miejscach stare piece są stopniowo likwidowane i to wiele zmienia. Ale to nie znaczy, że problem zniknął. On nadal istnieje, tylko w trochę mniejszym stopniu. Nadal mamy dużo pracy przed sobą. Najgorzej jest w sezonie grzewczym, od jesieni do końca zimy. Wtedy wykresy zanieczyszczeń wyraźnie rosną, bo emitujemy najwięcej pyłów. Wiosną i latem sytuacja się poprawia, ale to nie znaczy, że można przestać działać.
Czy zwykły mieszkaniec może kontaktować się z Polskim Alarmem Smogowym albo lokalnymi grupami? Jak zacząć?
– Oczywiście. W Polskim Alarmie Smogowym pracuje wiele przychylnych osób i można się z nimi kontaktować. Osobiście działam głównie w lokalnej inicjatywie Czerwionka-Leszczyny bez Smogu. Natomiast każdy, kto chce coś zrobić w swojej miejscowości, może się odezwać, zapytać, poszukać informacji, wziąć udział w spotkaniach czy szkoleniach. Takie działania zawsze zaczynają się od zwykłych ludzi. Kontakt biuro@polskialarmsmogowy.pl, stowarzyszeniebelk@gmail.com
Na koniec — często pojawia się zarzut, że osoby walczące o czyste powietrze przesadzają, albo chcą wszystkim coś narzucać.
– My nie jesteśmy żadnymi ekoterrorystami. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy widzą ogromny problem i chcą go rozwiązać. Nie chodzi o to, żeby komuś coś na siłę narzucać. Przepisy są wprowadzane stopniowo, są terminy wymiany pieców, są dopłaty, są programy pomocowe. Chodzi tylko o to, żebyśmy wszyscy oddychali lepszym powietrzem. Bo prawda jest taka, że wiele problemów zdrowotnych ma związek z tym, czym oddychamy. I dlatego warto zrobić wszystko, żeby jakość powietrza była jak najlepsza.