Na mapie organizacji zrzeszających liderów wiejskich w Polsce pojawiła się kolejna inicjatywa. 5 marca w Wasilkowie powołano Stowarzyszenie Sołtysi Podlasia, które ma integrować sołtysów regionu, umożliwiać im wymianę doświadczeń oraz wzmacniać ich kompetencje. Na czele organizacji stanęła Monika Siemion, na co dzień sołtyska wsi Karakule.
Z Moniką Siemion rozmawiamy o tym, skąd wziął się pomysł powołania nowego stowarzyszenia, jakie cele stawia sobie jego zarząd i dlaczego współpraca między sołtysami jest dziś tak ważna.

Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Skąd wziął się pomysł powołania Stowarzyszenia Sołtysi Podlasia i jakie doświadczenia skłoniły Wasze środowisko do podjęcia tej inicjatywy?
Monika Siemion, sołtyska wsi Karakule: – Pomysł pojawił się w momencie, kiedy pojechałam na szkolenie w Mikorzynie – na spotkanie organizowane przez Fundację Wspomagania Wsi. Trafiłam tam właściwie dlatego, że sama miałam problem z dostępem do wiedzy o tym, czym dokładnie powinien zajmować się sołtys i jakie są jego obowiązki. Zostałam sołtysem z uzupełnienia – w sytuacji, gdy mój poprzednik zrezygnował z funkcji i wyprowadził się ze wsi. Przez kilka miesięcy panowało w sołectwie „bezkrólewie”. Jako osoba, która ma świadomość, czym są finanse publiczne i jakie obowiązki mogą spoczywać na sołtysie, chciałam po prostu dowiedzieć się, co i jak należy robić.
Tymczasem nigdzie nie było szkoleń. Nie było też miejsca, w którym można by uzyskać konkretne informacje. Burmistrz mojej gminy odsyłał mnie do istniejącego na Podlasiu stowarzyszenia sołtysów, a ono z kolei odsyłało mnie do burmistrza. W efekcie nie dowiedziałam się właściwie niczego. Zaczęłam więc szukać na własną rękę – między innymi na Facebooku. Na jednej z grup znalazłam informację o ogólnopolskim zjeździe w Mikorzynie. Pojechałam i – mówiąc kolokwialnie – „zbierałam szczękę z podłogi”.
Co wtedy zrobiło na Tobie tak duże wrażenie i skłoniło do refleksji nad sytuacją sołtysów na Podlasiu?
– Zobaczyłam, jak ogromny jest niedobór wiedzy o kompetencjach sołtysów, o ich zadaniach, o tym, gdzie szukać pomocy i jak ze sobą współpracować. A jednocześnie zobaczyłam, jak dobrze funkcjonują niektóre regionalne stowarzyszenia – na przykład na Mazowszu czy na Pomorzu. Tam działają liczne, aktywne środowiska sołtysów. Nie ukrywam – trochę im tego pozazdrościłam i pomyślałam, że trzeba spróbować aktywizować naszych podlaskich sołtysów. Okazało się, że z Podlasia w Mikorzynie byłyśmy właściwie tylko we dwie osoby – ja i koleżanka z okolic Suwałk. Usłyszałyśmy nawet, że jesteśmy jedynymi sołtyskami z całej wschodniej ściany Polski na tym spotkaniu.

Co wydarzyło się później?
– W kolejnym roku odbyły się wybory samorządowe. Po nich pojawiło się wielu nowych sołtysów – młodych ludzi, którzy chcą się uczyć i działać. Najpierw poprosiłam marszałka województwa o wsparcie w zorganizowaniu forum sołtysów – nie tylko tradycyjnej gali z okazji Dnia Sołtysa, ale spotkania, podczas którego można rozmawiać o realnych problemach. I to właśnie było początkiem drogi do stworzenia nowego stowarzyszenia. Trzeba też jasno powiedzieć: na Podlasiu od lat istnieje Stowarzyszenie Sołtysów Województwa Podlaskiego. Niestety w praktyce jest to dziś twór martwy. Postawiono tam kiedyś na liczbę członków, a nie na jakość działania. W efekcie nie ma możliwości zmiany władz ani weryfikacji sytuacji finansowej, bo część członków nie utrzymuje ze sobą kontaktu, a część prawdopodobnie już nawet nie żyje. Dlatego powstało Stowarzyszenie Sołtysi Podlasia.
Czy korzystaliście z doświadczeń sołtysów z innych regionów?
– Tak. Rozmawiałam z sołtysami z Pomorza, z zachodniego Pomorza, z Mazowsza. Bardzo wspierała mnie Grażyna Jałgos-Dębska – można powiedzieć, że była matką chrzestną tej inicjatywy. Cały czas dodawała mi odwagi i motywowała, żeby ten temat rozwijać. Wykorzystaliśmy też moment zmiany pokoleniowej po wyborach. Pojawiło się wielu nowych sołtysów, którzy nie chcą zamykać się tylko w swoim sołectwie. Chcą współpracować z innymi, wymieniać się doświadczeniami i inspirować nawzajem. Ja zawsze powtarzam: my nie „małpujemy”, my się inspirujemy. Jeśli gdzieś sprawdził się dobry pomysł, warto go podpatrzeć. Oczywiście nie każda inicjatywa sprawdzi się w każdej wsi, ale warto próbować. Tylko w ten sposób można rozwijać lokalne społeczności. A przecież to właśnie one – tak jak rodzina – są podstawową komórką całego społeczeństwa.
Kiedy i gdzie formalnie powstało stowarzyszenie?
– Spotkaliśmy się 5 marca w Wasilkowie, w powiecie białostockim. W spotkaniu uczestniczyło 27 sołtysów. Zależało nam na tym, żeby byli to ludzie aktywni, którzy mają różne kompetencje i doświadczenia. Chcieliśmy stworzyć grupę, w której jeden będzie specjalizował się w finansach, inny w pozyskiwaniu środków z projektów, ktoś kolejny w sprawach rolniczych czy związanych ze spółkami wodnymi. Dzięki temu możemy wzajemnie się uzupełniać.

Powołaliście też władze stowarzyszenia.
– Na prezeskę organizacji wybrano mnie. Funkcję wiceprezesa powierzono Adamowi Zawistowskiemu, sołtysowi z gminy Wasilków i miejscowości Nowodworce. Sekretarzem stowarzyszenia został Marcin Piotr Sekściński z gminy Kolno – były wicewojewoda podlaski i dyrektor biura w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, posiadający duże doświadczenie w pracy projektowej. Funkcję skarbnika objął Mariusz Dmitruk, sołtys sołectwa Popławce w gminie Kuźnica, natomiast członkiem zarządu został Ignacy Drozdowski, sołtys sołectwa Zaleskie w gminie Juchnowiec. Powołano również trzyosobową komisję rewizyjną, której przewodniczącą została Justyna Solnik z gminy Janów, a jej członkami Kamila Słomińska z gminy Wasilków oraz Piotr Zieziula z gminy Sidra. To naprawdę świetni ludzie – z pomysłami, energią i doświadczeniem.
Czy macie już określone pierwsze cele działania?
– Na razie składamy dokumenty do KRS. Ale już rozmawiamy o konkretnych planach. Chcemy zorganizować konferencję dla sołtysów województwa podlaskiego – w formie paneli tematycznych. Chodzi o to, żeby nie skupiać się tylko na jednym zagadnieniu, ale porozmawiać o wielu problemach, z którymi mierzą się nasze wsie. Podlasie ma swoją specyfikę. Mamy mniejszą gęstość zaludnienia, wiele wsi jest słabo skomunikowanych, a jednocześnie pojawiają się miejscowości podmiejskie – takie „sypialnie” Białegostoku, Łomży czy Suwałk. Tam problemy są zupełnie inne niż w małych wsiach puszczańskich czy w miejscowościach oddalonych od większych ośrodków. Do tego dochodzi kwestia wyludniania się wsi i różne oczekiwania mieszkańców – jedni chcą typowo wiejskiego charakteru, inni oczekują standardów miejskich.
Podlasie jest też regionem przygranicznym. Czy bezpieczeństwo będzie jednym z tematów, którymi zajmie się stowarzyszenie?
– Zdecydowanie tak. Bezpieczeństwo jest dla nas bardzo ważne. Ja sama jestem sołtyską miejscowości, na terenie której znajduje się duży poligon – Ośrodek Ćwiczeń „Zielona”. To jeden z największych poligonów na wschodzie Polski. W związku z tym mamy stały kontakt z wojskiem. W dniu, kiedy odbywało się spotkanie w Pałacu Prezydenckim z sołtysami, właśnie rozmawiałam z przedstawicielami wojska o bieżących sprawach. Myślę, że warto włączać sołtysów w takie rozmowy, bo to oni najlepiej znają lokalne społeczności i ich potrzeby.
Jak widzicie współpracę z innymi stowarzyszeniami sołtysów w Polsce?
– Nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie współpracowali. Tak jak sołtysi sieciują się między sobą, tak samo powinny współpracować organizacje. Mam nadzieję, że za rok, kiedy będziemy podsumowywać pierwszy rok działalności, będę mogła powiedzieć nie z zazdrością, że inni mają silne stowarzyszenia, tylko z dumą, że także my stworzyliśmy coś wartościowego. Chciałabym, żeby sołtysi z innych regionów przyjeżdżali do nas, oglądali nasze inicjatywy, inspirowali się – tak jak my inspirujemy się nimi. Tylko w ten sposób można się rozwijać. Myślę też o współpracy międzynarodowej. Niedawno miałam okazję rozmawiać z prezydent stolicy Seszeli. To była bardzo ciekawa wymiana doświadczeń i zupełnie inne spojrzenie na zarządzanie lokalne.
I na koniec: jak dziś patrzysz na tę drogę – od pierwszej inspiracji do powołania stowarzyszenia?
– Uwielbiam metafory, więc powiem tak: w Mikorzynie zaszłam w ciążę, a teraz urodziło się dziecko. Trwało to dwa lata. Teraz zaczyna się macierzyństwo. Trzeba się tym dzieckiem zaopiekować, zadbać o nie i pozwolić mu rozwinąć skrzydła. Tak właśnie traktuję to stowarzyszenie. Zostało stworzone przez mądrych ludzi z otwartymi głowami. A to jest ogromna siła napędowa. Nie boimy się błędów. Bo kto nic nie robi, ten się nie myli. Najważniejsze, żeby nie mówić, że się nie da – ja zawsze powtarzam, że nie lubię myślenia w kategoriach „niedasiów”. I tego będziemy się trzymać.
***