Kiedyś cele NATO kwitowano krótko: „Russians out, Americans in, Germans down”. Dziś ta zasada odeszła w niepamięć. Amerykanie dystansują się od roli lidera, Rosja, zachęcana przez Amerykanów tylko czeka (już jest?) by być „in”, a Niemcy – zamiast być „down” – są przez Waszyngton mobilizowani do roli europejskiego lidera („up”).
W tym chaosie Unia Europejska, gwarant naszego dobrobytu, stała się celem ataku zarówno dla wrogów, jak i (co smutne) niektórych sojuszników. Europa nie pozostaje jednak bierna. Szuka nowych formatów bezpieczeństwa i finansowania zbrojeń. Jednym z nich jest nowa inicjatywa Niemiec, zakładająca powołanie grupy decyzyjnej z udziałem Francji, Włoch, Niderlandów, Hiszpanii i Polski.
W kraju tradycyjnie: „niemiecki projekt!”. Czy jednak przysłowiowy osiołek, któremu „w żłoby dano”, stojąc między E6 a Radą Pokoju, musi paść z głodu przez własne niezdecydowanie? Czy może ta propozycja to jednak szansa, a osiołek może skubać z dwóch żłobów?