Ryszard Ropiak urodził się w grudniu 1944 roku w Myszyńcu na Kurpiach, a dziś – jako ponad 80 letni senior – wciąż biega maratony i supermaratony, zadziwiając lekarzy, dziennikarzy i młodszych biegaczy. Dla niego bieganie nie jest dodatkiem do życia, ale jego naturalną częścią, czymś tak oczywistym jak oddychanie.
Od młodych lat związany był ze sportem – jako junior biegał w Olsztynie w klubach Juwenia i Gwardia, specjalizując się w dystansach 800, 1000 i 1500 metrów, gdzie należał do czołówki dawnego województwa olsztyńskiego. W międzyczasie ukończył technikum kolejowe, Politechnikę Warszawską podyplomowe Studium Planowania Regionalnego na SGPiS, studium podyplomowe na kierunku socjologia wsi na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Potem pracował zawodowo, był radnym gminnym i powiatu ostrołęckiego. Posiadając uprawnienia instruktora sportu w zakresie piłki nożnej, tenisa stołowego i rekreacji fizycznej, organizował nie tylko lokalne biegi, ale i zawody w tenisie stołowym, czy szachach. Sport i ruch zawsze były gdzieś w centrum jego zainteresowań.
– Ja się po prostu ruszam całe życie. Bieganie jest dla mnie naturalne. Jak dla innych jest fotel i pilot, tak dla mnie jest trasa i buty biegowe – powtarza.
Od pierwszego maratonu po bieg milenijny
Jego przygoda z maratonem zaczęła się około cztery dekady temu, kiedy po kilku latach biegania na krótszych dystansach wystartował w 9. Maratonie Warszawskim. Sam mówi, że na początku brzmiało to jak szaleństwo.
– Kolega mi mówi: „maraton pobiegniesz”. A ja się za głowę złapałem. Mówię: ja tysiąc metrów biegałem, a on o maratonie!

Z biegiem czasu maraton stał się jego ulubionym dystansem, a kolejne starty zaczęły się „układać w kolekcję”. Ukończył ponad 220 maratonów, w tym prestiżowe biegi w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie czy Dębnie. Bywały także starty zagraniczne: w Grecji – na historycznej trasie z miejscowości Maraton do Aten, w Jerozolimie z okazji kanonizacji Jana Pawła II (w 2014 roku), w Lipsku, Grodnie, Berlinie i wielu innych. Szczególnym wspomnieniem jest dla niego Zimowy Maraton Milenijny w Rzymie, zorganizowany z okazji ogłoszonego przez papieża Jana Pawła II Roku Jubileuszowego – bieg, który pozwolił mu wejść na plac św. Piotra w wyjątkowej, historycznej chwili.
– Jedyny raz byłem wtedy na placu św. Piotra w takiej szczególnej roli. To się pamięta do końca życia – opowiada z dumą.

Maratoński anioł i legenda biegu
Jedną z historii, do których ostatnio najczęściej wraca, jest ubiegłoroczny Maraton Poznański i spotkanie z Polką mieszkającą w Norwegii. Biegła swój pierwszy maraton, w połowie dystansu chciała się poddać i przejść do marszu.
– Mówi: „Ja już będę szła”. A ja do niej: „Nie, nie będziesz szła, pobiegniesz ze mną.” Na koszulce miała napisane Oslo, więc myślałem, że Norweżka, a okazało się – Polka. Podpowiedziałem, by nie nadkładała trasy pokonując zakręty szerokimi łukami, zasugerowałem, by maksymalnie je skracać – szczegółowo relacjonuje pan Ryszard.

Motywował ją przez długi fragment biegu, żartował, podpowiadał, jak stawiać kroki, jak oddychać, jak rozłożyć siły. Po biegu napisała poruszający komentarz w internecie, w którym podkreślała, że tylko dzięki niemu ukończyła bieg i że „zaczekał na nią, kiedy opuszczały ją siły”.
– Na koniec nazwała mnie „legendą biegu” i „maratońskim aniołem”. Takie słowa są lepsze niż medal. Medal powiesisz i wisi, a takie zdanie zostaje w sercu na zawsze” – mówi.
Jego poznański finisz stał się zresztą internetowym hitem – film pokazywany m.in. na stronach biegowych obejrzały setki tysięcy osób. Wiele komentarzy mówiło jedno: „ten pan to dowód, że nigdy nie jest za późno, by realizować marzenia”.
Ultra, narty i górskie trasy
Maraton to jednak nie wszystko. Ryszard Ropiak ukończył nie tylko setki biegów ulicznych, ale także biegi ultra – ośmiokrotnie startował na dystansie 100 kilometrów, wielokrotnie zdobywając tytuł mistrza Polski w swojej kategorii wiekowej. Wspomina, że przed takimi wyzwaniami wyjeżdżał do Szklarskiej Poręby, trenował pod Śnieżką i na śniegu budował wytrzymałość potrzebną na mordercze 100 kilometrów.

Poza tradycyjnym bieganiem, przez lata aktywnie startował także w biegach narciarskich – ma na koncie ponad 30 biegów na nartach, w tym 16 ukończonych Biegów Piastów w Jakuszycach. Zdarzało mu się startować dzień po dniu – jednego dnia 50 km klasykiem, drugiego 35 km stylem dowolnym. Wielokrotnie startował także w Narciarskich Rajdach Chłopskich w Rajczy, czy Zwardoniu.
Nie ograniczał się też do roli zawodnika. Organizował biegi lokalne, m.in. Bieg Miodobrania Kurpiowskiego, a poza tym bieg sztafetowy z Myszyńca do Gniezna z okazji Jubileuszu 1000-lecia śmierci św. Wojciecha (560 km), a także sztafety i imprezy dla młodzieży, łącząc bieganie z animowaniem życia społecznego na Kurpiach.
Trening po osiemdziesiątce – rozsądek i słuchanie własnego ciała
Kiedy mówi się o jego dorobku – setki maratonów, supermaratony, narty, biegi górskie – wiele osób pyta: jak on trenuje, mając ponad 80 lat? Odpowiedź jest zaskakująco prosta – z rozsądkiem.
– Teraz biegam dwa razy w tygodniu, po kilka kilometrów. Mam okres roztrenowania, a konkretniejsze bieganie zaczynam gdzieś pod koniec stycznia. Organizm sam podpowiada, ile mogę. Trzeba go słuchać – tłumaczy.

Podkreśla, że w jego wieku nie chodzi już o rekordy, ale o zachowanie sprawności i radości z ruchu. – Nie można od razu rzucać się na maraton. To jest zabójstwo, jeśli ktoś się nie przygotuje. Trzeba zaczynać powoli, od spacerów, lekkiego truchtu, najlepiej po miękkim podłożu, po leśnych ścieżkach. Stawy, mięśnie, serce – to wszystko musi się przyzwyczaić.
Jednocześnie przypomina, że ruch porządkuje nie tylko ciało, ale i głowę: – Ile pomysłów do pracy w urzędzie przychodziło mi do głowy w czasie biegania! Jak się organizm dotleni, to i mózg inaczej pracuje. Nawet ktoś, kto siedzi w papierach, powinien się ruszać – dla zdrowia i dla myślenia.
Przesłanie do seniorów
Najważniejsza część opowieści Ryszarda Ropiaka to jednak jego przesłanie do rówieśników i wszystkich, którzy „układają brzuch na kolanach z pilotem i piwkiem w ręku”.
Kiedy słyszy o seniorach spędzających całe dnie przed telewizorem, reaguje natychmiast:
- „Ruch to zdrowie. Uciekaj na własnych nogach przed zawałem, panie, panowie – truchcikiem po zdrowie!”
- „Jak czterdziestka jest na karku, to już trzeba się ruszyć. Potem będzie trudniej. A jak się człowiek trochę zasapie, spoci – to dobrze. Serce musi popracować. Jak się nie spocisz, to nic z tego nie masz.”
- „Nie od razu maraton. Najpierw spacer, potem szybki marsz, potem trochę truchtu. Nie po twardym, nie po asfalcie – na początku las, ścieżki, miękkie drogi. Organizm trzeba przygotować, dać mu czas.”

Jego recepta na motywację jest bardzo prosta – zaczyna się w głowie:
- „Nie czekaj, aż lekarz powie, że za późno. Sam musisz sobie powiedzieć: wstaję z kanapy. Każdy się zasapie na początku, każdy się zmęczy. I bardzo dobrze. Organizm musi poczuć, że żyje.”
- „Mamy biorytmy – raz jesteśmy mocniejsi, raz słabsi. Trzeba to zaakceptować. Jak jest słabszy dzień, zwolnić, ale się nie poddawać. Jak lepszy – wykorzystać. Rozsądek ważniejszy niż zegarek.”
Marzenia nie mają wieku
Mimo wieku i imponującej listy osiągnięć, Ryszard Ropiak wciąż planuje kolejne starty. Chce ukończyć kolejne maratony w Warszawie, Poznaniu, Krakowie, zebrać pełny cykl biegów w stołecznej „lidze mistrzów” i dalej cieszyć się ruchem tak długo, jak pozwoli zdrowie.
Jego historia – od juniora w Olsztynie, przez urzędnika wojewódzkiego i miejskiego w Ostrołęce oraz organizatora biegów, aż po „maratońskiego anioła” pomagającego innym zawodnikom – pokazuje, że pasja może prowadzić przez całe życie. – Wiek to tylko liczba. Jak się ruszasz, to liczby się nie boisz. Człowiek nie może się zatrzymać – mówi.
Dla seniorów, którzy zastanawiają się, czy nie jest już za późno, ma jedno zdanie, które mogłoby być tytułem jego historii:
– Panie, panowie – truchcikiem po zdrowie. Jak ja mogę biegać maraton po osiemdziesiątce, to wy możecie zrobić swój pierwszy krok – zachęca z uśmiechem.
***
Fot. Archiwum Fotki Pijącego Mleko
Warto zajrzeć: https://www.facebook.com/fotki.pijacego.mleko