W Zbydniowie, miejscowości w gminie Zaleszany, sołtys i radny Michał Dziuba buduje lokalną wspólnotę na dwóch filarach: inwestycjach infrastrukturalnych i działaniach kulturalno-edukacyjnych. Odbywają się różnego rodzaju zajęcia: plenery malarskie, warsztaty zielarskie, porządkowanie miejsc pamięci, organizowane są festyny, warsztaty i zbiórki krwi. Działania łączące tradycję z edukacją ekologiczną. Susza stała się impulsem do myślenia o przyszłości – nie tylko wody, ale całej społeczności, która uczy się działać międzypokoleniowo i przez „smart power” zmieniać swoją małą ojczyznę.
Sołtys z „trójkąta bermudzkiego”
Michał Dziuba ma 33 lata i od połowy czerwca 2024 roku jest sołtysem Zbydniowa w gminie Zaleszany na Podkarpaciu, a jednocześnie radnym gminnym – mandat zdobył wraz z kolegą Szymonem Powęską w wyborach samorządowych w kwietniu 2024 roku. Od początku założył, że jego „urzędowanie” oprze się na dwóch filarach: twardych inwestycjach (infrastruktura, bezpieczeństwo, warunki życia) oraz działaniach miękkich – kulturalnych, edukacyjnych i integracyjnych, które mają spajać lokalną społeczność.
Zbydniów to jedno z większych sołectw w gminie – około 1300 mieszkańców, 364 numery, trzecia co do wielkości miejscowość w gminie liczącej 11 tysięcy osób. Wieś leży w swoistym „trójkącie bermudzkim” Tarnobrzeg–Sandomierz–Stalowa Wola, co coraz mocniej wpływa na jej charakter: rolnictwo stopniowo ustępuje funkcji mieszkaniowej, a Zbydniów staje się zapleczem dla pobliskiego ośrodka miejskiego – Stalowej Woli.
Dwór, który ma wrócić do wsi
Układ przestrzenny Zbydniowa wciąż nosi ślady długiej historii – przez wieki funkcjonował tu dwór rodziny Horodyńskich, wieś była siedzibą gminy, a przestrzeń podzielona została na strefy: gospodarczą, mieszkalną i usługowo-rekreacyjną Ślady tego podziału do dziś zapisane są w przestrzeni sołectwa – w rozmieszczeniu parku, zakładów pracy, remizy, kościoła, przedszkola, ośrodka zdrowia, sklepów i gospodarstw, a także niewielkiego oczka wodnego, które nadało nowy sens lokalnej opowieści.
Historia Zbydniowa to także miejsca pamięci – od krzyża powstańców styczniowych, przez cmentarz wojenny z I wojny światowej, po tragiczną noc 1943 roku, gdy oddział SS dokonał mordu na rodzinie Horodyńskich i gościach weselnych we dworze. Dwór – po wojnie znacjonalizowany, mieszczący m.in. ośrodek zdrowia, bibliotekę i kaplicę, dziś jest własnością prywatną, ale obecni właściciele otworzyli się na współpracę z sołectwem, a miejscowi nazywają to miejsce „Wiejski Pałac Kultury i Nauki”.
Endorfina, czyli narzędzie do działania
Aby móc sięgać po granty i organizować wydarzenia z pełnym zapleczem formalnym, w kwietniu 2024 roku mieszkańcy powołali stowarzyszenie – Endorfina Zbydniów, które stało się prawnym „ramieniem” sołectwa. Sołectwo – pozbawione osobowości prawnej i funduszu sołeckiego (z którego gmina Zaleszany zrezygnowała kilka lat temu) – dzięki Endorfinie zyskało możliwość posiadania konta, pieczątki i rozliczania projektów.
Brak funduszu sołeckiego paradoksalnie nie sparaliżował działań – przy dobrej współpracy z urzędem gminy i wójtem – sołtys korzysta z alternatywnej ścieżki: zgłasza potrzeby bezpośrednio do gminy, a projekty miękkie prowadzi przez stowarzyszenie. Endorfina szybko stała się też magnesem dla lokalnych społeczników: do organizacji weszli członkowie rady sołeckiej, miejscowi wolontariusze i osoby, które od lat działały w grupach nieformalnych.
„Puść oczko do oczka”
Głównym bohaterem ostatniego roku w Zbydniowie jest jednak mały staw przy przedszkolu, położony przy świeżo wyremontowanej ulicy księdza Nai – reprezentacyjnym ciągu wsi, w pobliżu OSP, kościoła, szkoły i parkingu. Przez lata zaniedbany, brzydki, momentami uciążliwy zapachowo – aż do momentu, gdy w marcu 2025 roku mieszkańcy postanowili to zmienić.
Projekt „Puść oczko do oczka, czyli ożywiamy staw, by ożywić wspólnotę” kosztował ponad 40 tysięcy złotych, z czego ponad 20 udało się pozyskać w małych grantach, a resztę dołożono z innych źródeł i wkładu pracy mieszkańców. Gmina wzięła na siebie pogłębienie i oczyszczenie zbiornika ciężkim sprzętem, a stowarzyszenie zajęło się projektem małej architektury, zagospodarowaniem terenu i całą warstwą edukacyjną.
Łopata, kostka, łąka kwietna
Prace przy stawie trwały od wczesnej wiosny do późnej jesieni 2025 roku – głównie popołudniami i w soboty, gdy mieszkańcy spotykali się nad stawem po pracy. Zespół najbardziej zaangażowanych liczył ok. 20–25 osób – od młodzieży po seniorów, z czego wielu wnosiło nie tylko siłę fizyczną, ale i doświadczenie zawodowe: ktoś podpowiadał, jak rozwiązać kwestię budowy nowego ogrodzenia, ktoś miał sprzęt, ktoś inny znał się na pracach ziemnych.
Zdemontowaną przy remoncie ulicy kostkę brukową wykorzystano ponownie – posłużyła do stworzenia wysp z ławkami, bezpiecznej półki przy brzegu, z której można zejść do wody oraz utwardzeń potrzebnych do późniejszego utrzymania zbiornika. Wokół stawu pojawiły się pergole, kratki pod pnącza, nasadzenia roślin wodnych i nadwodnych, budki lęgowe dla ptaków, hotele dla owadów – wszystko z myślą o tym, by powstała zielona wyspa, która służy jednocześnie ludziom i przyrodzie.
Edukacja od mikroskopu po sortownię
Równolegle z pracami terenowymi toczyła się mniej widoczna, ale fundamentalna część projektu – edukacja ekologiczna mieszkańców. Sołtys i Endorfina zaprosili mieszkańców na jednodniowy wyjazd do Uniwersytetu Rzeszowskiego, gdzie naukowcy opowiadali o faunie i florze w małych zbiornikach wodnych, zagrożeniach dla tych ekosystemów oraz sposobach przeciwdziałania ich degradacji.
Największe wrażenie na uczestnikach – zwłaszcza dzieciach – zrobiło jednak spotkanie z „mikroświatem”: oglądanie glonów i organizmów niewidocznych gołym okiem pod mikroskopem, które pokazało, że staw to po prostu żywa lekcja biologii. Uzupełnieniem był warsztat o odpadach biodegradowalnych, podczas którego uczestnicy budowali własne skrzynki do wermikompostowania, a starsi mieszkańcy dyskutowali o tym, jak poprawić jakość kompostu w swoich ogrodach.
Od Jacka Piwowarskiego po oczyszczalnię ścieków
Projekt miał też wymiar wymiany doświadczeń – członkowie stowarzyszenia i wolontariusze pojechali m.in. do sołtysa Jacka Piwowarskiego z Wiązownicy Kolonii, dobrze znanego z działań wokół lokalnego cieku wodnego – rzeki Kacanki, aby zobaczyć, jak inni dbają o małą retencję, budują społeczność i prowadzą projekty środowiskowe. Tego typu wizyty studyjne sołtys Michał Dziuba traktuje jak konieczność – sposób, by uczyć się prostszych, skuteczniejszych rozwiązań i nagradzać społeczników realnym doświadczeniem, a nie tylko podziękowaniem na scenie.
Kolejny krok to wspólny wyjazd z ósmą klasą miejscowej szkoły – PSP im. Rodziny Horodyńskich w Zbydniowie – do obiektów Miejskiego Zakładu Komunalnego w Leżajsku, gdzie młodzież mogła zobaczyć proces oczyszczania ścieków, przemysłową kompostownię, laboratoria i sortownię odpadów – od rury w domu po instalacje. Już w autobusie w drodze powrotnej młodzi mówili, że każdy powinien zobaczyć takie miejsca choć raz, by zrozumieć, że segregacja odpadów to nie tylko wpis na deklaracji, tylko konkretna pomoc dla ludzi pracujących w systemie gospodarki odpadami i realna troska o środowisko.
Wspólna własność, wspólna odpowiedzialność
Dla sołtysa ten projekt miał jeszcze jedno ukryte zadanie: zaangażować jak najwięcej osób, szczególnie młodych, by poczuli współodpowiedzialność za przestrzeń wspólną i mniej chętnie niszczyli to, co współtworzyli własnymi rękami.
– Inaczej odnosi się człowiek do miejsca, które „dostał”, a inaczej do takiego, nad którym spędził kilkanaście sobót, kopiąc, sadząc i sprzątając – mówi sołtys.
Zima 2025/2026 stała się z kolei testem troski o efekt pracy. W mrozy mieszkańcy pilnowali przerębli, zabezpieczali zbiornik, a lokalne koło wędkarskie, które pomogło dobrać gatunki ryb, doradzało, jak przygotować staw do pierwszej zimy po zarybieniu. Pierwsze oznaki, że ekosystem zaczyna działać, przyszły niespodziewanie – w listopadzie zakwitł kaczeniec, a na wodzie pojawiły się dzikie kaczki, które dotąd trzymały się większego, gminnego stawu.
Między historią a klimatem
Sołtys patrzy na staw nie tylko jak na estetyczną wizytówkę wsi, ale i narzędzie oswajania mieszkańców z tematami, które jeszcze niedawno wydawały się odległe – suszą, zatrzymywaniem wody, zmianą klimatu, degradacją środowiska.
Rozmowy podczas porządkowania stawu naturalnie przechodziły w dyskusje o dotacjach na termomodernizację, odnawialne źródła energii czy programy ograniczania niskiej emisji, co dla sołtysa – z wykształcenia związanego z gospodarką odpadami i energetyką – jest równie ważne jak sam widok zadbanego zbiornika.
Z podobnym podejściem podchodzi do dziedzictwa historycznego. Wcześniej społeczność zrealizowała projekt „Cmentarz bez żywych umiera” – porządkując cmentarz z I wojny światowej i łącząc prace porządkowe z lekcjami historii o pierwszych dekadach XX wieku, we współpracy z Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli. W listopadzie Zbydniów żyje więc nie tylko Wszystkimi Świętymi, ale i rozbudowanymi obchodami 11 listopada, koncertami we dworze i działaniami wokół miejsc pamięci.
Wspólnota, która się nie nudzi
Zbydniów zyskał reputację wsi, w której ciągle się coś dzieje – od turnieju siatkówki plażowej o Puchar Sołtysa, przez festyny, zbiórki krwi połączone ze wsparciem domu dziecka w Tarnobrzegu, Dzień Kobiet, Wigilię Wiejską, koncerty orkiestry dętej działającej w sołectwie od 1922 roku. Na 2026 rok lista pomysłów jest tak długa, że – jak żartuje sołtys – rada sołecka mogłaby go wywieść na taczkach, ale po pierwszym styczniowym posiedzeniu nikt nie zgłaszał sprzeciwu, raczej kolejne propozycje.
Media społecznościowe stały się przedłużeniem realnego placu wiejskiego – profil sołectwa i stowarzyszenia Endorfina pełni funkcję wiejskiej tablicy ogłoszeń, kroniki działań i kanału alarmowego, gdy trzeba kogoś ostrzec przed wchodzeniem na lód, odnaleźć zgubiony telefon czy zaginionego psa. To tam mieszkańcy na bieżąco mogą zobaczyć efekty prac, zapowiedzi wydarzeń i kulisy projektów, które krok po kroku zmieniają ich najbliższe otoczenie. Teraz szykują się do kolejnego finału WOŚP – Stowarzyszenie Endorfina Zbydniów jest oficjalnym współorganizatorem 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w gminie Zaleszany!
Między entuzjazmem a opozycją
Sołtys nie idealizuje rzeczywistości – obok szerokiego grona współpracowników ma również opozycję, którą otwarcie pozdrawia, nazywając ją motorem napędowym do dalszych działań. Krytykę – o ile jest merytoryczna – traktuje jako inspirację do poprawy i wyciągania wniosków, ale przestrzega przed tym, by nie wsłuchiwać się bezrefleksyjnie we wszystkie krytyczne głosy.
– Gdybym słuchał wszystkich takich głosów – wtedy nie zrobiłbym nawet jednej dziesiątej tego, co zaplanowałem – mówi.
Doświadczeni sołtysi z gminy radzili mu, by w tym wszystkim pilnował zdrowego dystansu i nie tracił nerwów – w świecie, gdzie media społecznościowe potrafią nakręcać emocje szybciej niż realne działanie, to jedna z ważniejszych lekcji nowej kadencji.
Mimo zaledwie dwóch lat w roli sołtysa, Michał Dziuba ma jasno zarysowaną wizję: mądre łączenie twardej i miękkiej siły – jak w koncepcji smart power, która była tematem jego pierwszej pracy magisterskiej – na poziomie jednej, konkretnej wsi.
Zaproszenie nad oczko
Na koniec rozmowy z uśmiechem zaprasza do Zbydniowa – najlepiej wiosną lub latem, gdy staw pokaże się w pełnej krasie, a łąka kwietna wyjdzie z ziemi i nowymi lokatorami wypełnią się budki lęgowe. Myśli o tym, by projekt domknąć dużym piknikiem ekologicznym przy stawie, połączonym z działaniami dla dzieci i dorosłych, ponieważ warunki pogodowe i kalendarz projektowy w 2025 roku nie pozwoliły na takie symboliczne otwarcie.
„Ożywiamy staw, by ożywić wspólnotę” – ten tytuł z grantowej dokumentacji, w Zbydniowie zamienił się w całkiem realny opis tego, co wydarzyło się wokół niewielkiego zbiornika w środku wsi. Tak zaczyna się kadencja sołtysa, w której praca u podstaw spotyka się z odpowiedzialnością za ludzi, przestrzeń i przyrodę.












