Od porządkowania zapomnianych cmentarzy po profesjonalnie realizowane podcasty o pamięci, tożsamości i wielokulturowości – projekt „Pamięć Pogranicza” w ciągu kilku lat przeszedł drogę, której nikt na początku nie planował. O tym, jak oddolna inicjatywa stała się ważnym elementem dialogu polsko-ukraińskiego i przestrzenią opowiadania historii pogranicza, opowiada jego inicjator, Marcin Piotrowski.
„Pamięć Pogranicza” istnieje w internecie już od kilku lat. Skąd właściwie wziął się ten pomysł?
– To nie jest projekt, który ktoś wymyślił przy wypełnianiu wniosku grantowego. On dojrzewał. Pierwsze wpisy w mediach społecznościowych pojawiły się kilka lat temu. W pewnym momencie udało się go „sprzedać” – w sensie zainteresować nim ludzi, którzy mogli nadać mu większą skalę.
My nie wymyśliliśmy sprzątania cmentarzy. W Polsce i na Ukrainie robiło to wiele organizacji. Ale nikt wcześniej nie próbował tych działań połączyć: zrobić ich w tym samym czasie, w wielu miejscach, nadać im wspólną nazwę i – co dla mnie bardzo ważne – dodać do tego aspekt edukacyjny i widoczność społeczną.
Bo wcześniej często było tak: ktoś przyjeżdżał, sprzątał cmentarz i znikał. Nikt nie wiedział, kto to zrobił, po co i dlaczego. My chcieliśmy, żeby to było widoczne i żeby lokalne społeczności poczuły, że to ich dziedzictwo, a nie czyjeś obce groby w krzakach.

Jak ta inicjatywa rozwijała się w kolejnych latach?
– Pierwsza wspólna akcja odbyła się trzy lata temu. Wtedy zaprosiliśmy do nas młodzież z Ukrainy, a sami pojechaliśmy na Ukrainę sprzątać cmentarze. Ogłosiliśmy, że każdy może w tym czasie działać pod szyldem „Pamięci Pogranicza” i skrzykiwać ludzi do porządkowania nekropolii.
Pierwszy rok był raczej słaby, odzew niewielki. Ale w drugim już się udało, a w trzecim projekt podchwycił Narodowy Instytut Wolności. Zrobiono konkurs na operatora, wygrała Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej jako regranter środków. W sumie 32 organizacje posprzątały 82 cmentarze.

Co ważne, część cmentarzy została uporządkowana także poza formalnym projektem. Grant nie pozwalał wydawać pieniędzy na Ukrainie, ale kiedy organizacje kupiły sprzęt – piły, grabie, narzędzia – to nikt im nie zabraniał pojechać z nim także tam.
To był zresztą bardzo przemyślany mechanizm. Najpierw zapytaliśmy organizacje, czego im naprawdę brakuje. I wyszło, że nie ludzi, tylko narzędzi. Ten projekt nie polegał na renowacji zabytków – tylko na przywracaniu cmentarzy do widoczności. Na odkrzaczaniu, porządkowaniu. Do tego nie trzeba specjalistycznej wiedzy. Trzeba chęci i sprzętu.

Pod koniec 2025 roku projekt wyraźnie zmienił formułę – pojawiły się podcasty. Skąd ten zwrot?
– Edukacja była wpisana w „Pamięć Pogranicza” od początku. Ludzie tacy jak Krzysiek Gorczyca, Marta Wójcik, Robert Gmiterek czy Grażyna Bochenek od lat zajmują się cmentarzami, pamięcią, lokalnymi historiami. Chcieliśmy pokazać ich wiedzę, doświadczenie i pasję.
Cmentarze są tylko punktem wyjścia. Umieranie, pamięć, stawianie kamieni nagrobnych – to wszystko jest częścią naszej kultury. Ludzie stawiają nagrobki po to, żeby ktoś mógł potem opowiadać ich historię. A każdy cmentarz to kopalnia opowieści.
Projekt obejmował województwa lubelskie i podkarpackie – cały pas pogranicza. Mam nadzieję, że kiedyś uda się objąć nim wszystkie granice. Bo to są miejsca styku, często straumatyzowane, gdzie pamięć jest szczególnie ważna.

Podcasty są zrobione bardzo profesjonalnie.
– To zasługa Cezarego Ciszewskiego. To doświadczony reżyser i reportażysta, twórca programów takich jak „Lokalsi” czy „Powroty”. Podcast był elementem oficjalnego programu, więc mieliśmy na niego finansowanie i mogliśmy go przygotować naprawdę porządnie.
Nagrywaliśmy przez cztery dni, potem prawie miesiąc trwał montaż. Większość gości to osoby, które w jakimś stopniu były zaangażowane w Pamięć Pogranicza albo działają w tym środowisku.
Formalnie mieliśmy robić tylko podcast audio, ale z Cezarym uznaliśmy, że warto dołożyć obraz. Zrobiliśmy mroczny, intymny klimat – światło, ciemne tło, twarze. Przy tematach śmierci i pamięci to po prostu działa.

Jakie reakcje dostajesz od widzów i słuchaczy?
– Ludzie mówią, że słuchają z „opadniętą szczęką”. Te historie są czasem szokujące, czasem mroczne, czasem wręcz wampiryczne – pokazują, jak dawniej podchodzono do śmierci, jak ją celebrowano. Ale są też piękne, ludzkie, bardzo prawdziwe.
I nagle okazuje się, że od sprzątania grobów dochodzimy do opowieści o wielokulturowości, o Żydach wracających na groby przodków, o Białorusinach, Ukraińcach, Polakach. Pamięć pogranicza jest zapisana w kamieniu, ale żyje też w naszej świadomości.

Pierwszy sezon – i co dalej?
– Oczywiście myślimy o kontynuacji, dlatego mówię o „pierwszym sezonie” podcastu. Zobaczymy, jak się przyjmie, ale potencjał jest duży. Powstał osobny profil w mediach społecznościowych, żeby można było to ciągnąć dalej. Jeśli nie uda się profesjonalnie – będziemy robić to społecznie.
Bo pamięć pogranicza nie jest tematem na jeden projekt.