„To są bardzo ładne tradycje” – opowieść Natalii Hładyk, artystki i aktywistki związanej ze stowarzyszeniem Zjednoczenie Łemków oraz z Centrum Kultury im. B. I. Antonycza w Gorlicach.
Święta Bożego Narodzenia w domach łemkowskich przebiegają w rytmie zupełnie odmiennym od tego, który zna większość Polaków. Choć społeczność ta żyje w sercu Beskidu Niskiego, zachowała własny kalendarz, obrzędowość i sposób przeżywania tych dni – spokojny, pełen symboli, pozbawiony przedświątecznego zgiełku. O tym, jak współcześnie wyglądają łemkowskie święta i jak wiele dawnych zwyczajów wciąż trwa, opowiada Natalia Hładyk.
Łemkowie są wiernymi cerkwi prawosławnej lub greckokatolickiej. Obecnie wspólnota ta obchodzi święta Bożego Narodzenia – Rizdwa Chrystowocho według kalendarza juliańskiego – prawosławni oraz gregoriańskiego – grekokatolicy.
Post Filipowy – czas przygotowania
– Mamy teraz adwent – a u nas to się mówi post Filipowy. Trwa czterdzieści dni: od 28 listopada aż do 6 stycznia włącznie. Kiedyś to był bardzo ścisły post – nie jadło się mięsa, nabiału, masła, śmietany, nic tłustego. Babcia opowiadała, że nawet garnki trzeba było dokładnie czyścić, żeby nie został ślad po tłuszczu. Dziś, wiadomo, życie się zmieniło – u mnie w domu praktykujemy, że w poniedziałki, środy i piątki nie jemy mięsa, ale dawniej było to naprawdę restrykcyjne – wyjaśnia Natalia Hładyk.

Ten czterdziestodniowy post poprzedza Wigilię, która u Łemków przypada 6 stycznia, według kalendarza juliańskiego. Bożonarodzeniowe święta zaczynają się więc dopiero wtedy, gdy w większości polskich domów choinki już obsychają.
– To też ma swój wielki urok. My nie mamy tego medialnego i komercyjnego szaleństwa, tego biegania po sklepach. Kiedy obchodzimy Wigilię, wszędzie panuje spokój. Ludzie wrócili do pracy, świat się wycisza. Dzięki temu święta przeżywa się zupełnie inaczej.
Wigilia – Swjat Weczir, święty wieczór
Wigilia, zwana przez Łemków Swjatyj Weczir, należy do najważniejszych dni w roku. Przez całe przedpołudnie obowiązuje ścisły post – pierwszym posiłkiem jest dopiero wieczerza wigilijna. Zanim jednak rodzina usiądzie do stołu, wykonuje się kilka symbolicznych rytuałów.
– Najpierw wszyscy obmywają się zimną wodą, do której wrzuca się pieniądze. U nas mówi się, że chodzi o to, żeby być zdrowym i żeby dostatek trzymał się domu. Dawniej chodzono się umyć do rzeki, teraz robi się to w misce – ale sens pozostał ten sam.
Po obmyciu gospodarz rozkłada siano – nie tylko pod obrusem, ale też pod stołem i często na całej podłodze. To nawiązanie do stajenki betlejemskiej i symbol obfitości gospodarstwa. Wtedy też cała rodzina modli się oraz śpiewa Tropar Rożdzestwa, krótką starocerkiewną pieśń o narodzeniu Chrystusa.
– Tropar to taka modlitwa-hymn, bardzo stara i piękna. Kiedyś moja przyjaciółka, która była pierwszy raz u nas na Wigilii, poprosiła, żebym jej spisała słowa. Zaczęłam tłumaczyć z tego starocerkiewnego języka i dopiero wtedy odkryłam, jak głęboki sens ma ten tekst.

Prosfora zamiast opłatka
Po modlitwie następuje dzielenie prosfory – niewielkiego chlebka, który ksiądz wypieka i tydzień przed Wigilią na służbie Bożej czyli nabozeństwie w cerkwi przekazuje rodzinom.
– Najstarsza osoba w domu dzieli prosforę. Nie składamy sobie życzeń tak jak przy opłatku – mówi się po prostu: „żeby nas w przyszłym roku przy tym stole nie brakowało”. To najważniejsze – żeby nikt nie odszedł, a przybyło nowych.
Po prosforze podaje się czosnek maczany w soli i zagryzany kromką chleba – gest oczyszczenia i ochrony domu. Dopiero potem na stół trafiają zasadnicze potrawy.

Łemkowskie potrawy i ich znaczenie
– Najpierw podaje się kieseliciu – to taka gęsta jak budyń zupa z owsa, owsiany żur, który kisi się dwa tygodnie. Potem ziemniaki, pierogi z kapustą, bobalki z resztek ciasta pierogowego –żartobliwy przesąd mówi, że komu się bobalek trafi, ten będzie gospodarzem w przyszłym roku. Jest kapusta kiszona gotowana, grzyby, fasola, groch, ryba. Wszystko bardzo prosto przyprawione – tylko sól i pieprz. Staramy się, by było dwanaście potraw, przy czym każda rzecz liczona jest osobno, nawet kompot z suszu, czyli jucha.
Dawniej z każdej potrawy odkładano po trzy łyżki do miski, by nakarmić później zwierzęta – znak wdzięczności i wspólnoty z nimi.

Połaznyky i kolędnicy – dawni wędrowcy świąteczni
Wieczorem, gdy kończy się wieczerza, rozpoczyna się świętowanie. W przeszłości po wsiach chodzili połaznyky – dzieci lub sąsiedzi składający życzenia dobrobytu i przynoszący garść siana. Dziś ten zwyczaj niemal zanikł, ale żywa pozostaje tradycja kolędowania.
– U nas kolędowanie to wielka rzecz. Co roku organizują się grupy studentów albo całe rodziny. Chodzą od domu do domu, śpiewają, niosą gwiazdę, zbierają ofiary – czasem na pomoc Ukrainie, czasem dla chorego dziecka. Ja też chodziłam. Pamiętam, jak po stronie słowackiej w zaspach po kolana brodziliśmy i zanosiliśmy się śmiechem, gwiazda na kołowrotku co rusz lądowała w białym puchu. Prawdziwe, piękne wspomnienia… – z uśmiechem rozpamiętuje Natalia Hładyk.
Dawniej istniał obyczaj chodzenia po „łymitańciacha” – młodzi kawalerowie przychodzili do dziewcząt z pierwszego na drugi dzień świąt, by „wymieść siano” spod stołu, co bywało pretekstem do odwiedzin potencjalnej sympatii.
– Przychodzili, śpiewali kolędy, rozsypywali ziarno, a potem to siano palili przed drzwiami. Piękna zabawa, dziś już niespotykana.

Trzy dni świąt i powieczerie
Po kolacji wierni udają się do cerkwi na nocne nabożeństwo – tzw. Welykie poweczerije, które przechodzi w świąteczną liturgię. Od tego momentu zaczynają się trzy dni świąt, spędzane z rodziną, na odwiedzinach i kolędach.
– W cerkwi śpiewa się wtedy: Tropar Rożdzestwa a obowiazującym, świątecznym przywitaniem jest „Chrystos zażdajetsja!” – odpowiada się: „Sławymo Joho!” – od Wigilii aż do święta Jordanu. To pozdrowienie ma w sobie taką radość, że naprawdę czuć, iż coś niezwykłego się wydarzyło.

Małanka i zakończenie świątecznego czasu
Łemkowski Nowy Rok przychodzi dopiero trzynaście dni później.
– Mówimy na to „Małanka” albo „Małanczyn Weczir”, bo wtedy przypadają imieniny Melanii. W nocy z 13 na 14 stycznia mamy tak naprawdę nasz Sylwester. A 14 stycznia zawsze odprawia się noworoczną mszę w cerkwi.
Okres Bożego Narodzenia kończy się dopiero wraz ze świętem Chrztu Pańskiego, czyli Jordanu – 19 stycznia. Wtedy kończy się też czas kolędowania.

Tradycja, która trwa mimo zmian
– Nie biegamy z siatkami po supermarketach, nie ma tych choinek co drugi dzień nowych w sklepach. Czuję spokój i ciszę – to jest dla mnie Boże Narodzenie. Ale widzę też, że wieś się zmienia, ludzie gubią swoje rytuały. Dlatego trzeba o tym mówić, uczyć dzieci, zachęcać do kolędowania. Bo to są bardzo ładne tradycje, piękne w swojej prostocie. Bez nich z naszej kultury zniknie coś ważnego – podsumowuje Natalia Hładyk.
Przemysław Chrzanowski
Fot: lemkounion.pl oraz Emilia Pyrz-Striłka (fotografia wigilijnego stołu łemkowskiego)