W połowie października blisko trzydziestu sołtysów z województwa łódzkiego wzięło udział w dwudniowym szkoleniu poświęconym pierwszej pomocy, reagowaniu w sytuacjach kryzysowych oraz psychologicznym aspektom pracy w stresie. Wydarzenie zorganizowane przez Stowarzyszenie Sołtysi Ziemi Łódzkiej miało pierwotnie objąć zaledwie piętnastoosobową grupę. Zainteresowanie przerosło jednak jakiekolwiek oczekiwania – listę uczestników trzeba było szybko rozszerzyć, bo zgłoszenia spływały lawinowo.

Marta Smejda, koordynatorka projektu, nie ukrywa, że był to dla niej sygnał, jak bardzo sołtysi potrzebują tego rodzaju wsparcia.
– W ciągu jednej doby otrzymaliśmy ponad trzydzieści zgłoszeń! To pokazało, że sołtysi nie tylko chcą zdobywać wiedzę, ale też spotykać się, poznawać, integrować. Wiele osób nigdy nie brało udziału w żadnych szkoleniach kryzysowych, bo po prostu nie było takiej możliwości.
Nowa ustawa o ochronie ludności wyznacza jasne procedury działania służb i samorządów. Nie wspomina jednak o sołtysach, choć to właśnie oni są pierwszym punktem kontaktu dla mieszkańców wsi.
– Sołtysi zostali potraktowani trochę per noga. De facto nas tam nie ma. To od władz gmin zależy, czy włączą nas w działania i czy będą nas szkolić. A przecież mieszkańcy w pierwszej kolejności przyjdą do nas, nie do urzędu – dodaje Marta Smejda.

Od RKO po gaszenie auta. Pierwszy dzień pełen praktyki
Pierwszy dzień szkolenia poprowadzili ratownicy z firmy Piomet. Zamiast teoretycznych wykładów – ćwiczenia na fantomach, realistyczne scenariusze i praktyczne zadania. Uczestnicy uczyli się resuscytacji krążeniowo-oddechowej, korzystania z AED, tamowania krwotoków i opatrywania oparzeń.
– Takie szkolenia niby każdy gdzieś już kiedyś przechodził, ale jeśli nie powtarzamy tego regularnie, wiele umiejętności po prostu ulatuje. Ćwiczenie na konkretnych case’ach było niezwykle angażujące i dawało do myślenia – mówi koordynatorka.
Dużym zaskoczeniem okazała się część dotycząca gaśnic. Kilkunastosekundowy czas realnej pracy gaśnicy samochodowej dla wielu był nową, dość alarmującą informacją.
– Dowiedzieliśmy się, że by ugasić płonący samochód, potrzeba gaśnic z trzech innych aut. Ja sama nie miałam o tym pojęcia. Fajnie, że mogliśmy tego doświadczyć w praktyce – opowiada Marta Smejda.
Uczestniczka szkolenia, Ewelina Rybczyńska, podkreśla, że zdobyta wiedza ma wymiar bardzo osobisty.
– Nigdy nie wiadomo, komu będzie potrzebna nasza pomoc. To szkolenie dało mi ogrom praktyki, której nie zastąpi żadna teoria.

Wiedza z terenu wojny. Folkowisko uczy, jak działać, gdy zawodzi system
Drugiego dnia szkolenie przejęła Fundacja Folkowisko, której doświadczenia z pracy na wschodniej granicy i w Ukrainie nadały zajęciom wyjątkową perspektywę. Przez osiem godzin sołtysi uczyli się tego, czego nie znajdą w podręcznikach – pracy w chaosie, oceny lokalnych zasobów, budowania samonośności wspólnoty.
Jednym z najważniejszych elementów była analiza sołectw pod kątem potencjalnych zagrożeń. Uczestnicy tworzyli mapy swoich miejscowości: zaznaczali newralgiczne punkty, osoby wymagające pomocy przy ewakuacji, mieszkańców posiadających kluczowe umiejętności czy sprzęt, który może być użyteczny w razie katastrofy.
– Sołtys wie, kto ma koparkę, kto ciągnik, gdzie mieszkają osoby starsze albo rodziny z małymi dziećmi. Dla sztabu kryzysowego zdobycie takiej wiedzy w krótkim czasie jest praktycznie niemożliwe. A my mamy ją od ręki – tłumaczy Marta Smejda.
Duże emocje budziło ćwiczenie polegające na pakowaniu plecaka ewakuacyjnego… w ciemności.
– To było bardzo ciekawe. Gdy nie widzimy, co pakujemy, od razu okazuje się, że w pierwszej chwili sięgamy po rzeczy zupełnie niepotrzebne. A taki plecak trzeba będzie nosić przez trzy dni. Dopiero po chwili człowiek zaczyna racjonalnie myśleć o podstawach – relacjonuje jedna z uczestniczek.
Folkowisko zwróciło też uwagę na element często pomijany – pierwszą pomoc psychologiczną. Jak rozmawiać z osobami w szoku? Jak uspokoić grupę, która wpada w panikę? Jak panować nad własnym stresem, gdy sytuacja wymyka się spod kontroli? To pytania, które w sytuacjach kryzysowych bywają równie ważne jak wiedza medyczna.

Sołtys pierwszym ogniwem reakcji
Prezes stowarzyszenia, Robert Wujek, podkreśla rolę, jaką liderzy lokalnych społeczności odgrywają w pierwszej fazie kryzysu.
– Moc małych społeczności drzemie w ich liderach. Zanim pojawią się służby, to właśnie sołtys jest tym, kto może uspokoić mieszkańców, przekazać informacje i zacząć organizować działania. Takie szkolenia to inwestycja w realne bezpieczeństwo wsi.
Plany na przyszłość: wiejski plan reagowania kryzysowego
Szkolenie ma być początkiem dłuższego procesu. Stowarzyszenie planuje pozyskanie środków na stworzenie lokalnych planów reagowania kryzysowego tworzonych nie na poziomie gminy, lecz pojedynczych wsi.
– Chcemy spisać ludzi, sprzęty, telefony, umiejętności. Wszystko to, czego sztaby kryzysowe zwykle nie widzą. Jeśli uda się stworzyć takie plany dla każdej miejscowości, mieszkańcy będą dużo bezpieczniejsi – zapowiada Marta Smejda.
Sołtysi deklarują chęć udziału w kolejnych edycjach.
– Dowiedziałam się ogromnie dużo – od pierwszej pomocy po współpracę z gminą i służbami. Z przyjemnością wzięłabym udział w kolejnym szkoleniu – podkreśla Malwina Sicińska.

Współpraca i wsparcie
Projekt został zrealizowany dzięki grantowi „Mała Moc – Duża Sprawczość”, finansowanemu przez Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach programu „Moc Małych Społeczności”.
Stowarzyszenie Sołtysi Ziemi Łódzkiej zapowiada, że to dopiero początek działań wzmacniających kompetencje liderów wsi. Bo – jak podkreślają organizatorzy – bezpieczeństwo lokalne zaczyna się od wiedzy, współpracy i gotowości do działania.
Przemysław Chrzanowski