Dobrostan zwierząt: między etyką, emocjami a realiami hodowli

dobrostan

Dlaczego dziś tak intensywnie rozmawiamy o dobrostanie zwierząt? Czy jest to efekt nowych trendów i zwiększonej wrażliwości społecznej, czy może naturalna kontynuacja troski, która towarzyszyła ludziom od wieków? O złożoności relacji człowiek–zwierzę, o zmianach społecznych, systemowych i kulturowych, a także o tym, jak edukacja i świadome wybory konsumenckie mogą realnie wpływać na sytuację zwierząt, rozmawiamy z dr Wandą Krupą z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, specjalistką z zakresu etologii i dobrostanu zwierząt. Jej spojrzenie łączy perspektywę naukową, praktyczną oraz społeczną – pokazując, że kwestia dobrostanu jest znacznie szersza niż spór o to, czy jeść mięso, czy nie. To rozmowa o odpowiedzialności, która dotyczy każdego z nas.

Przemysław Chrzanowski, Witryna Wiejska: Czemu dobrostan zwierząt jest dziś dla nas tak istotny? Czy to nowy temat, czy zawsze był ważny?

Dr Wanda Krupa, Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie, Katedra Etologii Zwierząt i Łowiectwa: – Myślę, że jeśli spojrzymy na zagadnienie historycznie, to pierwsze wzmianki dotyczące ochrony zwierząt sięgają już czasów Cesarstwa Rzymskiego. Sama reifikacja zwierząt – czyli przypisywanie im wartości – miała wówczas na celu ich ochronę. Współcześnie zainteresowanie dobrostanem wynika z jednej strony z wyzwań etycznych i wzrostu świadomości dotyczącej zachowania zwierząt, ich zdolności do odczuwania bólu i emocji, a z drugiej – ze sposobu traktowania ich jako surowca w produkcji zwierzęcej.

Z jednej strony obcujemy ze zwierzętami, które hołubimy, a z drugiej — inne zwierzęta zjadamy. Jak uzyskać w tej kwestii zdrowy balans?

– To dobre pytanie. Trzeba sobie jednak uświadomić, że samo hołubienie zwierząt towarzyszących nie zawsze im służy. Traktowanie psa jak człowieka, a nie jak członka rodziny o specyficznych potrzebach, generuje konflikty na linii człowiek–zwierzę: pogryzienia, frustrację psa, niezaspokajanie jego potrzeb.

Mówiąc o hołubieniu zwierząt, miał Pan zapewne na myśli także miniaturowe pieski, które czasem „zastępują” potomstwo osobom, które nie są jeszcze rodzicami, ale chciałyby nimi być. W krajach rozwiniętych mówi się wręcz o syndromie rodziny wielogatunkowej: zwierzęta rekompensują brak potomstwa, rodziny czy deficyt kontaktów społecznych. W pandemii zjawisko to nasiliło się – kiedy nie mogliśmy wychodzić z domów, schroniska wydawały do adopcji nawet te psy, których wcześniej nikt nie chciał przez lata.

Psy ponadto potrafią tworzyć silne więzi z człowiekiem i to może również sprzyjać ich humanizowaniu. Dla wielu osób obecność psa zaspokaja potrzebę bycia z kimś, bez ryzyka oceny. Niezależnie, o której wrócę, pies mnie nie zapyta: „Gdzie byłaś?”, tylko się ucieszy.

Czy istnieją naukowe dowody na to, że troska o zwierzęta zwiększa naszą empatię?

– Myślę, że jest odwrotnie: to poziom naszej empatii sprawia, że troszczymy się o zwierzęta i dostrzegamy ich potrzeby. Osoby o wysokiej empatii z reguły nie będą źle traktować żadnych zwierząt – czy to domowych, gospodarskich, czy dzikich.

Nie utożsamiałabym jednak empatii z niejedzeniem mięsa. W niektórych środowiskach rezygnacja z mięsa stała się wręcz stylem życia i bywa często argumentem w dyskusjach dotyczących traktowania zwierząt: „Mówisz, że kochasz zwierzęta, a jesz mięso”. Tylko co wtedy z naszymi pupilami? Kot jest obligatoryjnym mięsożercą, pies również potrzebuje diety mięsnej. Czy mamy im podawać wyłącznie pokarm roślinny?

Jakie są konsekwencje braku poszanowania dobrostanu zwierząt?

– Konsekwencje są długofalowe, szczególnie w kontekście ekosystemu. Ograniczenie możliwości realizowania zachowań gatunkowych przez zwierzęta może negatywnie wpływać na środowisko. Przykłady?

– Niewypasanie krów, koni czy owiec przyspiesza sukcesję na terenach cennych przyrodniczo.
– W Biebrzańskim Parku Narodowym , wprowadzono koniki polskie utrzymywane rezerwatowo właśnie po to, by chronić łąki i torfowiska przed ich degradacją.
– Na pastwiskach górskich, gdzie zaprzestano wypasu owiec jako nieopłacalnego, roślinność zmieniła się całkowicie.

Jak zwykły człowiek może zadbać o dobrostan zwierząt?

– Nie zawsze mamy na to realny wpływ. Mogę mówić jako konsument: najlepiej „głosujemy” portfelem. W sklepie mamy informację, które jajka pochodzą z chowu klatkowego, a które z wolnego wybiegu.

W przypadku mięsa widzimy jedynie kraj pochodzenia, ale nie widzimy rodzaju hodowli – poza mięsem ekologicznym. Niestety, system ekologiczny nie zawsze musi iść w parze z dobrostanem, bo certyfikacja ekologiczna wyklucza stosowanie antybiotyków, a w pewnych chorobach inne leczenie jest zwyczajnie nieskuteczne.

Jak polskie prawo traktuje dobrostan zwierząt?

– Prawo określa minimalne wymagania dotyczące utrzymania zwierząt – wielkość stanowisk, przestrzeń zależną od gatunku i grupy produkcyjnej. Jednak pojęcie „minimum” stoi w sprzeczności z ideą dobrostanu. Minimum powinno być jedynie granicą, poniżej której nie wolno schodzić, a dobrostan wymagałby zwiększenia powierzchni choćby o 25–30%.

Jakie zmiany systemowe byłyby potrzebne?

– Na pewno te dotyczące wielkości stad. Utrzymywanie dużych grup zwierząt w pomieszczeniach stoi w sprzeczności z wysokim poziomem dobrostanu. W przypadku trzody chlewnej – chociaż wprowadzono obowiązek stosowania tzw. wzbogaceń środowiskowych– brakuje doprecyzowania, co to właściwie ma być. Kończy się na łańcuchu lub oponie zawieszonej w chlewni.

Idealne wzbogacenie powinno być jadalne, zniszczalne oraz angażujące. Ściółka spełnia doskonale te warunki: świnie mogą ją zjadać, bawić się nią, ryć w niej i na niej leżeć. Utrzymywanie zwierząt choćby częściowo na ściółce rozwiązałoby dwa problemy naraz: dobrostan i wzbogacenie środowiskowe. Przy okazji obornik jest cennym nawozem organicznym, w przeciwieństwie do gnojowicy, która stosowana nieodpowiednio może mieć negatywny wpływ na środowisko.

Edukacja – czy potrzebne są zmiany w programach nauczania?

– Tak. Przede wszystkim należy pokazywać hodowlę zwierząt realnie, a nie poprzez obrazki typu „krowa Milka na kanapie”. Dzieci muszą wiedzieć, że parówka to wcześniej było zwierzę – bez drastycznych scen, ale zgodnie z prawdą. Badania australijskie wykazały, że dzieci, którym tak tłumaczono pochodzenie mięsa, w kolejnych latach nie zawsze rezygnowały z jego jedzenia, ale jadły go mniej i chętniej angażowały się w działania na rzecz ochrony zwierząt.

Edukacja dotycząca utrzymywania zwierząt powinna zaczynać się już w przedszkolu i być dostosowana do wieku. Tymczasem w szkołach często prezentuje się nieprawdziwe lub mocno zniekształcone obrazy hodowli. Tymczasem prognozy FAO pokazują, że globalnie spożycie mięsa będzie rosło, zaś w Unii Europejskiej ma minimalnie spaść do 2030 roku, o mniej niż kilogram na osobę.

Spotykamy się dziś przy okazji konferencji, która organizuje Fundacja Wspomagania Wsi. Czy jakieś pytanie z sali Panią zaskoczyło?

– Padło stwierdzenie, że starsze osoby są przyzwyczajone do tradycyjnego, czyli mniej empatycznego, traktowania zwierząt – w oborze, chlewni i tak dalej. Wydaje mi się, że nie jest to prawda. Pamiętam czasy, kiedy w każdym gospodarstwie były krowy, świnie i kury – i większość właścicieli traktowała je dobrze, bo były źródłem utrzymania. Zdarzały się pojedyncze przypadki zaniedbań, ale wynikały raczej z cech charakteru niż z powszechnej praktyki. Kiedyś ponadto bardziej patrzono na zwierzę jako jednostkę niż jako „obsadę chlewni, obory czy kurnika”.

Dziś w dużych gospodarstwach często rezygnuje się z nadawania imion zwierzętom. To celowe?

– Tak, to sposób na uniknięcie więzi. Kiedy zwierzę ma imię, trudniej, z emocjonalnego punktu widzenia, je sprzedać czy wysłać na rzeź. Moi studenci analizowali kiedyś dane z lecznicy weterynaryjnej – okazało się, że osoby, które tylko tymczasowo opiekowały się znalezionym zwierzęciem, nie nadawały mu imienia. Mówili: „pies”, „kot”, ewentualnie „sunia”. Nadanie imienia jest, w pewnym sensie, równoznaczne z emocjonalnym zaangażowaniem w relację ze zwierzęciem. Oddzielanie relacji ze zwierzęciem od faktu, że może stać się pokarmem, jest trudne. Ale nie zmienia to faktu, że także te zwierzęta, które zjadamy zasługują na troskę i szacunek. Pięknie pokazuje to Bohumil Hrabal w Postrzyżynach.

Na koniec bardzo aktualne pytanie: czy wierzy Pani, że uda się całkowicie uwolnić psy od łańcuchów?

Nie. Ustawa z 2011 roku określiła minimalną długość łańcucha na 3 metry, ograniczyła czas przebywania na uwięzi do maksymalnie 12 godzin dziennie, ale nikt realnie tego nie kontroluje. Martwe prawo bywa gorsze niż jego brak.

Po drugie – budowa kojców może przekraczać możliwości finansowe wielu osób. Sprawdziłam: kojec o powierzchni 20 m² (taki musiałabym zapewnić swojemu psu) kosztuje dziś ok. 12 tys. zł. To może prowadzić do masowego porzucania psów i przepełnienia schronisk. Tymczasem schroniska mają zupełnie inne wymagania dotyczące powierzchni kojców i nie zapewniają takiego standardu jaki będzie wymagany od właścicieli.

Ponadto psy na wolności – te, których właścicieli nie będzie stać na kojec – mogą stanowić zagrożenie dla ludzi i zwierząt. Już teraz, po ostatnich wydarzeniach medialnych, widać narastający hejt wymierzony w na psy i ich właścicieli. Dlatego zmiany prawa muszą być realne do wykonania, oparte na aktualnej wiedzy i zgodne z zasadami bezpieczeństwa publicznego.

***

Zobacz również:

Czy warto dbać o dobrostan zwierząt? / dr inż. Wanda Krupa

Wykład dr inż. Wandy Krupy w ramach konferencji „Zwierzęta w kulturze wsi – między tradycją, symbolem a opowieścią” realizowanej w ramach grantu „KPO dla Kultury”, sfinansowanego przez Unię Europejską NextGenerationEU [24 października 2025 r.]Wykład dr inż. Wandy Krupy w ramach konferencji „Zwierzęta w kulturze wsi – między tradycją, symbolem a opowieścią” realizowanej w ramach grantu „KPO dla Kultury”, sfinansowanego przez Unię Europejską NextGenerationEU [24 października 2025 r.]

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!