Społeczność gotowa na kryzys. Jak wieś uczy się odporności?

2a325903-1333-4ac5-8899-4762f3f9be1b

„Społeczność odporna na kryzys” – to nie tylko hasło, ale realny kierunek działania, który przyświeca Fundacji Q kierowanej przez Marcina Kurnika. Wspólnie z kilkoma liderami innych organizacji społecznych przeprowadził on cykl dwudziestu szkoleń w miejscowościach położonych głównie na wschodzie kraju, w pasie przygranicznym. Celem było jedno – nauczyć lokalne społeczności, jak wzmacniać swoją odporność na sytuacje kryzysowe.

W świecie, w którym coraz częściej musimy mierzyć się z nieprzewidywalnością – od skutków wojny w Ukrainie, przez przerwy w dostawie prądu, po gwałtowne zjawiska pogodowe – takie przygotowanie staje się elementem codziennego bezpieczeństwa, a nie domeną służb mundurowych. Okazuje się, że prawdziwa siła tkwi w ludziach – w sąsiadach, strażakach, sołtysach, członkach kół gospodyń i zwykłych mieszkańcach, którzy w sytuacji zagrożenia potrafią działać razem. Tam, gdzie ludzie się znają, ufają sobie i wiedzą, jak się komunikować – nawet najtrudniejszy kryzys można przetrwać z większym spokojem.

Projekt „Społeczność gotowa na kryzys” powstał z inicjatywy Humanitarian Leadership Academy. Jak tłumaczy Marcin Kurnik, w jego ramach stworzono zespół trenerów z różnych organizacji pozarządowych – od dużych struktur, jak Save the Children, po lokalne fundacje i stowarzyszenia. – Usiedliśmy razem, by opracować program, który nie tylko przekazuje wiedzę, ale też buduje zaufanie i współpracę. Chodziło o to, żeby ludzie z różnych środowisk – samorządowcy, strażacy, nauczyciele, społecznicy zobaczyli, że potrafią działać razem, nie dopiero w chwili kryzysu, ale zawczasu – mówi.

Uczyć się współdziałania zanim przyjdzie kryzys

Trzydniowe szkolenia łączyły teorię i praktykę. Pierwsze dwa dni to nauka zasad pomocy humanitarnej i reagowania w sytuacjach nadzwyczajnych. Trzeci dzień – symulacja kryzysu: brak prądu, ewakuacja, zakwaterowanie setek osób, konieczność organizacji pomocy.
W symulacjach tworzyliśmy sztaby, które miały wspólnie reagować na kolejne zadania. Byli tam samorządowcy, strażacy, policjanci, leśnicy, członkowie kół gospodyń wiejskich. Naszym celem było wprowadzać elementy chaosu – coś się zmienia, ktoś czegoś nie dowiózł, pojawia się nowa sytuacja. I nagle widać, że ludzie potrafią działać. Potrafią się dogadać, nawet jeśli wcześniej się nie znali. To bardzo budujące – podkreśla.

Marcin Kurnik przyznaje, że takie doświadczenia uczą pokory, ale też dodają pewności siebie. – Zauważyłem, że w wielu gminach ludzie mają w sobie ogromną gotowość, tylko nikt im wcześniej nie powiedział, że to właśnie jest odporność. W jednej małej wsi szkolenie zorganizowała pani sołtys razem z OSP. Przyszli strażacy, panie z koła gospodyń, kilku uczniów, radny. I nagle okazało się, że oni doskonale wiedzą, jak się zorganizować. Wiedzą, gdzie ulokować ludzi, jak przekazać informację, nawet prostym, dawnym sposobem – przez łańcuszek sołecki. To pokazuje, że my w Polsce mamy ogromny potencjał, tylko trzeba go uruchomić – mówi.

Jak dodaje, podczas szkoleń nie brakowało refleksji o realnych zagrożeniach.
Wojna w Ukrainie to temat, który wraca w rozmowach bardzo często. Ludzie pytają: co jeśli to się rozleje? Co możemy zrobić? I to są bardzo zdrowe pytania. Nie chodzi o to, by kogokolwiek straszyć, ale by oswoić temat i przygotować się na ewentualność kryzysu. Dziś ryzyko różnych zagrożeń – nie tylko wojennych – jest po prostu większe niż kilka lat temu. Dlatego świadomość i wiedza to nasza pierwsza linia obrony – tłumaczy Kurnik.

Jednym z przykładów praktycznej odporności są inicjatywy lokalnych straży pożarnych. Marcin Kurnik przytacza projekt OSP z jednej z podkarpackich wsi, która postanowiła stworzyć brygadę poszukiwawczą. – Strażacy chcą nauczyć się obsługi dronów z noktowizją, by pomagać w akcjach ratunkowych, ale też w poszukiwaniu sprawców podpaleń. Angażują w to harcerzy, szkoły, organizują szkolenia o bezpieczeństwie w lesie i w budynkach. To pokazuje, jak można połączyć nowoczesną technologię z lokalną energią i edukacją – podkreśla.

Podobne pomysły pojawiają się w całym kraju – od Podlasia po Podkarpacie. – Takich projektów jest już kilkaset. To pierwsza fala działań, które mają budować lokalną „moc” – wspólnotę zdolną do reagowania, pomagania i działania razem.

Wiedza daje spokój

Zdaniem naszego rozmówcy, wciąż potrzebna jest edukacja w zakresie podstawowych umiejętności: znajomości sygnałów alarmowych, zasad komunikacji w razie awarii prądu, czy gromadzenia prostych zapasów – wody, świec, baterii. – Przyzwyczailiśmy się do luksusu, w którym prąd i internet są oczywistością. A przecież nawet proste radio na baterie czy świeczka w domu mogą być bezcenne, gdy system zawiedzie. W regionach przygranicznych ludzie są tego bardziej świadomi, bo częściej widzą wojsko, słyszą o incydentach. W centralnej Polsce to poczucie zagrożenia jest słabsze, ale świadomość możliwości wystąpienia kryzysu powinna być wszędzie – mówi.

Szczególna rola, jak dodaje, przypada lokalnym liderom: sołtysom, strażakom, nauczycielom, księżom – osobom, którym społeczność ufa. – To oni powinni rozpocząć spokojną rozmowę o przygotowaniu się na kryzys. Nie po to, by wzbudzać lęk, tylko by wzmacniać poczucie bezpieczeństwa. Finlandia pokazuje, że można być przygotowanym na wszystko – bez popadania w panikę.

Partnerstwo zamiast konkurencji

Marcin Kurnik zwraca uwagę, że w działaniach społecznych potrzebne jest myślenie partnerskie, nie rywalizacja. – Często w gminach działa wiele organizacji, które zamiast współpracować, startują przeciwko sobie w konkursach grantowych. A przecież gdyby usiadły razem, mogłyby zrobić o wiele więcej. Dlatego apeluję o tworzenie funduszy na wspólne projekty – takie, które budują partnerstwa, uczą współpracy i pozwalają poznać się nawzajem.

To właśnie w tych relacjach – między liderami, wolontariuszami i instytucjami – buduje się prawdziwa odporność społeczna. – Każda wspólna praca sprawia, że uczymy się od siebie, dzielimy doświadczeniem, łączymy siły. W chwilach kryzysu nie ma miejsca na konkurencję – jest tylko współdziałanie.

Lęk narasta tam, gdzie brakuje wiedzy

Na zakończenie nasz rozmówca przypomina, że edukacja o odporności na kryzysy nie powinna ograniczać się do sal szkoleniowych. – Najważniejsze jest, by się spotykać, rozmawiać i wspólnie myśleć. Lęk rośnie tam, gdzie brakuje wiedzy. A wiedza i współdziałanie dają spokój. Samotność przed telewizorem tylko potęguje strach. Dlatego warto się spotykać – zanim przyjdzie kryzys.

***

Projekt „Społeczność gotowa na kryzys”

Cykl dwudziestu szkoleń odbył się w 2025 roku w miejscowościach wschodniej i południowo-wschodniej Polski – m.in. w okolicach Sejn, Augustowa, Ustrzyk, Chełma, a także w Starachowicach. W zajęciach uczestniczyło kilkuset przedstawicieli samorządów, jednostek OSP, kół gospodyń wiejskich, nauczycieli, wolontariuszy i mieszkańców. Szkolenia prowadzone były przez zespół trenerów z różnych organizacji społecznych, w tym Fundacji Q kierowanej przez Marcina Kurnika. Celem projektu było wzmacnianie lokalnych kompetencji i sieci współpracy na wypadek sytuacji kryzysowych.

 

Przemysław Chrzanowski

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!