We wrześniu br. Sejm RP uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. Wprowadza ona całkowity zakaz trzymania psów na uwięzi, np. na łańcuchu, a jako jedyną dopuszczalną formę ograniczenia ruchu na posesji przewiduje kojec o określonych minimalnych wymiarach. To zmiana, którą wielu nazywa cywilizacyjnym przełomem. Ale czy rzeczywiście nowe przepisy poprawią los zwierząt, czy raczej stworzą jedynie pozory troski? O emocjach, potrzebach i codzienności psów rozmawiamy z Piotrem Szczepańskim, właścicielem i przyjacielem wielu psów, zwłaszcza „bezpańskich” oraz doświadczonym wolontariuszem w schroniskach dla zwierząt.
Piotr Subotkiewicz: W tzw. „ustawie łańcuchowej” jedni widzą długo wyczekiwane rozwiązanie, inni mówią o kontrowersjach i wysokich kosztach dla właścicieli psów. Czy ten przepis rzeczywiście przyniesie realną zmianę?
Piotr Szczepański: W mojej ocenie – tylko częściowo. Sam „zakaz łańcucha” to za mało. Można go wprowadzić, a mimo to skazać psa na równie smutne życie w ciasnym kojcu, pozbawione ruchu i kontaktu z człowiekiem. To właśnie relacja z opiekunem jest dla psa podstawą poczucia bezpieczeństwa i szczęśliwego życia.
Zgodnie z wiedzą o tzw. „etogramie psa” – czyli zestawie jego naturalnych potrzeb i zachowań w ciągu dnia – wiemy, że pies potrzebuje m.in. kilkunastu godzin snu, czasu na zabawę, polowanie, eksplorację terenu i kontakty społeczne. Badania, np. z południa Europy, gdzie wiele psów żyje luzem w małych stadach, pokazują wyraźnie te potrzeby. (zob. rozmowę z lek. wet. Jolantą Łapińską o etogramie psa (2:36), dostępny pod adresem: http://www.youtube.com/watch?v=h3EfMbJGOHo).
Pies uwiązany na łańcuchu nie może realizować swoich potrzeb. Widzi i słyszy, czuje, ale nie może podejść, powąchać, skontrolować otoczenia czy rozpoznać zagrożenia. To rodzi frustrację, która może prowadzić do agresji.
Przeniesienie psa z łańcucha do ciasnego kojca również nie rozwiązuje problemu. Bez możliwości swobodnej eksploracji terenu i kontaktu z ludźmi jego sytuacja niewiele się poprawia. Co więcej, w niektórych przypadkach pies mógł mieć lepiej na łańcuchu, szczególnie gdy ten jest przymocowanym do szyny (liny czy drutu rozciągniętego między drzewami – takie rozwiązanie jest narzucone prawem w kilku stanach USA), która zapewniała mu większy zakres ruchu. Wówczas mógł on choć w części zaspokajać naturalne potrzeby, np. bawiąc się kotem, kopiąc dołek, czy przeganiając kurę.
Najważniejsze jest zapewnienie psu codziennego ruchu i kontaktu społecznego. Pies to zwierzę społeczne – potrzebuje więzi z człowiekiem i innymi zwierzętami. Łańcuch jest zły, ale zamknięcie w boksie bez spacerów jest równie krzywdzące.
Na wsiach często widać, jak rolnik jedzie ciągnikiem, a obok biegną psy – zadowolone, bo czują się częścią „stada”. Spacer jest namiastką polowania, pozwala im realizować instynkty łowieckie. To naturalne i potrzebne doświadczenia. Kolejny obrazek ze wsi – rolnik orze, a psy zajmują się polowaniem na myszy lub leżą odpoczywając i obserwując swojego opiekuna na traktorze.
Spójrzmy na obraz Józefa Chełmońskiego „Babie lato”.

(Źródło: Wikipedia).
Drugoplanowym bohaterem jest czarny piesek, który bardzo zadowolony, że może być razem ze swoją opiekunką uważanie obserwuje okolice i być może nadzoruje stado krów. Chełmoński nie tylko na tym obrazie uchwycił to, co zwierzęta czują.
Wiele osób uznało zmianę przepisów za wielki sukces. Nie uważam, by był to powód do triumfu. To krok naprzód, przejaw cywilizacyjnego postępu, ale wciąż zmagamy się z konsekwencjami wieloletnich zaniedbań. Doniesienia o tym, że pies pogryzł lub zagryzł dziecko, często mają źródło w historii zwierząt trzymanych latami na łańcuchach czy w kojcach, bez kontaktu z człowiekiem. Taki pies uwolniony nagle – bywa nieobliczalny i niebezpieczny.
Czyli nie chodzi o samą uwięź, ale o całokształt relacji człowieka z psem?
Właśnie! To, czy pies jest „szczęśliwy”, zależy głównie od relacji z człowiekiem i możliwości realizacji naturalnych potrzeb. Pies reaguje na obecność ludzi. Kiedy ktoś przechodzi koło bramy, szczeka, ale ogląda się, by sprawdzić, czy właściciel już wie o zagrożeniu. Potrzebuje tego potwierdzenia, bo jest częścią wspólnego świata. Podobnie na spacerze – co chwilę ogląda się, by sprawdzić, czy opiekun jest obok. Ludzie tego nie doceniają, nie rozumieją, jaki prezent dała im Opatrzność.
Na wsi często mówi się: „pies ma pilnować, a nie się cieszyć”.
To błędne myślenie. Pies, żeby pilnować skutecznie, musi czuć więź ze swoim stadem, czyli ludzką rodziną. Ma być strażnikiem, ale też częścią watahy – tak jak wtedy, gdy towarzyszy rolnikowi przy pracach. Taki pies jest szczęśliwy, spełniony, a przy tym doskonały w roli stróża. Będzie ostrzegał i bronił. Wilk, przodek psa, żył w stadzie. Pies w kojcu, nawet najbardziej komfortowym, bez kontaktu z człowiekiem jest więc tylko smutnym więźniem.
Wydaje się, że w miastach psy mają lepiej – spacerują, śpią na kanapach.
Czy na pewno? Psy w miastach często wychodzą na 10–15 minut, żeby załatwić potrzeby fizjologiczne, a potem znów wracają między cztery ściany. Ich „spacery” to pozór. Nie mają swobody, nie mogą węszyć, często są trzymane krótko na smyczy, bez kontaktu z innymi psami. Czasem widzę ludzi, którzy idą z psem i rozmawiają przez telefon. Pies wtedy jest sam, mimo, że obok człowieka. Tymczasem pies bardzo potrzebuje, żeby „z nim być” – nie tylko fizycznie, ale naprawdę, emocjonalnie i poznawczo.
Spacer to nie tylko ruch. To czas, w którym pies realizuje swoje najgłębsze instynkty – obserwuje, węszy, analizuje zapachy. W tym czasie jego układ nerwowy się uspokaja. Jeśli mu to odbieramy, to tak, jakbyśmy człowiekowi kazali całe życie spędzić w jednym pokoju.
Ludzie często kupują psy ras, które zupełnie nie pasują do ich stylu życia. To poważny błąd. Kupują na przykład owczarki, które potrzebują ruchu, przestrzeni i pracy, a potem zamykają je w mieszkaniach. Podobnie jest z psami myśliwskimi, np. beagle’ami – te mają niezwykle silny instynkt węchowy i potrzebują codziennego ruchu oraz bodźców. Tymczasem wiele z nich spędza życie w mieszkaniach, a na wsi często na łańcuchach lub ciasnych podwórkach.
Czyli powinniśmy zacząć od własnej edukacji, jeśli chcemy mieć psa?
Tak! Gdybyśmy lepiej rozumieli potrzeby psów, żadne ustawy nie byłyby potrzebne. W Polsce nadal kupuje się psy „na wygląd” – bo są ładne, modne, albo bo „dziecko chciało”. Tymczasem każda rasa ma inne potrzeby i temperament.
Potrzebujemy lekcji empatii. W szkołach moglibyśmy uczyć, że pies nie jest „złośliwy”, że jego zachowanie to komunikat, a agresja to sygnał, że zwierzę czuje się zagrożone. Agresja jest wyrazem lęku, skutkiem złych doświadczeń, braku właściwej opieki, często niewłaściwych rad osób, które uważają się za „behawiorystów”.
Do naszego ośrodka wielokrotnie trafiały psy, które zachowywały się wrogo wobec ludzi, bo w procesie „szkolenia” nauczono je skracać drabinę agresji (sekwencje ostrzegawcze). Nauczono, że nie warto ostrzegać, tylko trzeba od razu stosować ostatni szczebel agresji – ugryzienie. Ich zachowania zostały „przemodelowane” przez domorosłych behawiorystów. Odwrócenie tego procesu jest bardzo trudne, zwykle takie psy zostają u nas na dożywociu.
Dzisiaj łatwo znaleźć w internecie kursy dla behawiorystów czy poradniki typu „Co zrobić, by pies zawsze Cię słuchał”. Zapominamy, że pies, który wykonuje wyłącznie polecenia, bez okazji do samodzielnych decyzji, nie czerpie radości z kontaktu z opiekunem, traci spontaniczność i naturalną ciekawość świata. Najcenniejsze są relacje, w których pies potrafi biegać swobodnie podczas spaceru, sam podejmuje inicjatywę, komunikuje się na własny sposób, obserwuje i reaguje na nasz nastrój oraz zamiary.
Psy są niezwykle bystrymi obserwatorami. Potrafią wyczuć nasze emocje, rozpoznawać intencje. Czasem sam jestem zaskoczony, skąd pies wie, że akurat teraz zamierzam go wypuścić do ogrodu, choć wychodzę z domu kilkanaście razy dziennie.
Relacja człowieka ze zwierzętami i wzajemne rozumienie się to niezwykle ciekawa dziedzina wiedzy. Niestety, często wskutek naszej głupoty, pies zamiast być przyjaznym kumplem, staje się lękliwy lub agresywny, a czasem atakuje własnych właścicieli. Przyczyną są sprzeczne sygnały, które pies od nas otrzymuje – często nie rozumie, czego oczekujemy.
Dla każdego, kto coś o psach wie, grozę budzą filmiki w internecie, na których widać razem dzieci i psy. Bardzo często można dostrzec, że zwierzę jest zestresowane takim kontaktem, wysyła rozpaczliwe komunikaty typu „nie rób tego”, „zabierzcie to dziecko”, a dziecko ciągnie psa za uszy, wsadza palec lub ołówek do oka, ciągnie za ogon, często sprawia psu ból. Nie róbmy tego naszym psom!
Czyli nowelizacja ustawy to dopiero początek?
Łańcuch jest tylko symbolem. To, że przestajemy wiązać psy, to piękny gest, ale niewystarczający. Rzeczywista zmiana zaczyna się w naszych głowach. W tym, żeby zrozumieć, że pies to nie firma ochroniarska, nie zabawka dla dziecka, nie przedmiot. To towarzysz, z którym dzielimy codzienność już od tysięcy lat.
Dla psa najważniejsze są nie drogie karmy czy legowisko z certyfikatem. Najważniejsze jest to, by człowiek był obecny, by w dzień się z nim bawił, a wieczorem spokojnie z nim posiedział. Tak rodzi się zaufanie – najprostsze i najczystsze uczucie w relacji między gatunkami.
Łańcuch można zdjąć w sekundę, ale czasem całe życie potrzeba, by naprawdę uwolnić psa z naszej niewiedzy i obojętności.