Kiedy w innych wsiach buduje się świetlice za setki tysięcy złotych, w Pajtunach mieszkańcy postawili na kreatywność. Zabrali się za remont starego wozu Drzymały i krok po kroku stworzyli projekt, który dziś budzi podziw w całym regionie. Pajtuńska Chlebowa Chata to nie tylko barakowóz – to symbol wspólnoty i tradycji.
Drugie życie barakowozu
Historia wozu sięga kilku dekad. Początkowo służył jako wóz działkowy, później jako pomieszczenie sędziowskie podczas zawodów jeździeckich w lokalnym ośrodku turystyki konnej. Z czasem stracił swoją dawną funkcję i cierpliwie czekał na nowe przeznaczenie.
– Nie musieliśmy go specjalnie szukać, mieliśmy to cudo pod bokiem w pobliskim „Pajtuńskim Młynie”. Wiedzieliśmy, że stoi nieużywany i że właściciele poważnie rozważą naszą propozycję. Obiecałem, że damy mu drugie życie – wspomina sołtys Pajtun, Łukasz Śmietanko.

Pajtuny nie mają świetlicy wiejskiej. Do dyspozycji mieszkańców jest jedynie wiata z piecem chlebowym, która sprawdza się w ciepłe dni, ale nie daje zaplecza kuchennego ani przestrzeni do dłuższych spotkań.
– Myśleliśmy o budowie małego budynku gospodarczego czy mini świetlicy, ale koszty dokumentacji, pozwoleń i nadzoru okazały się zaporowe. Wtedy pojawił się pomysł rozwiązania mobilnego – tłumaczy sołtys.
Barakowóz oferuje 15 metrów kwadratowych powierzchni – wystarczająco dużo, by zmieścić kuchnię i zaplecze dla gospodyń.
– Dla naszych około stu mieszkańców to w zupełności wystarczy. Latem wóz będzie stał na placu sołeckim, jesienią przeniesiemy go w bezpieczne miejsce – dodaje Łukasz Śmietanko.

Remont krok po kroku
Prace nad wozem okazały się prawdziwym wyzwaniem i szkołą cierpliwości.
– Pierwszym problemem było w ogóle ruszenie wozu z miejsca. Koła zastały się tak bardzo, że nie chciały drgnąć. Trzeba było je rozebrać, oczyścić i nasmarować. Sama rama również wymagała gruntownego oczyszczenia i spawania. Największym kłopotem okazały się szpilki mocujące koła. Dziś takich części się już nie produkuje. Poszukiwania trwały wiele dni, aż w końcu lokalny dostawca części odnalazł na półce zabytkowe elementy. Dzięki nim mogliśmy ponownie osadzić koła i przygotować pojazd do transportu na dalsze odcinki – opowiada Łukasz Śmietanko.

Gdy podwozie było gotowe, przyszła kolej na ściany boczne. Deski wymieniono na nowe, szczytowe odświeżono i zabezpieczono, pozostawiając naturalną patynę. Tego życzył sobie artysta Arkadiusz Andrejkow, który ozdobił barakowóz deskalami.
– Na jednej ścianie mamy wizerunek babci Hani – symbolu dawnych piekarek, a na drugiej Bogdana Smolorza, piekarza i youtubera, który wspierał nas radami. To niezwykle symboliczne, że mobilna chata łączy lokalną tradycję i współczesne inspiracje – podkreśla nasz rozmówca.
Następnie zajęto się dachem. Wymiana papy termozgrzewalnej w upalne lato była ryzykowna – płomienie gazowych palników groziły zajęciem się drewnianej konstrukcji. Tu potrzeba było nie tylko fachowości, ale i zimnej krwi. Na szczęście sprawę w swoje ręce wziął profesjonalista, na co dzień wykonujący prace dekarskie. Musiało się udać.

Debiut na dożynkach – pierwszy chrzest bojowy
Premiera Pajtuńskiej Chlebowej Chaty nastąpiła podczas dożynek gminno-powiatowych w Marcinkowie. To był dzień, który mieszkańcy Pajtun długo będą wspominać.
– Na ten moment pracowaliśmy miesiącami. Wiedzieliśmy, że nie zdążymy ukończyć wszystkiego w środku, ale przygotowaliśmy prowizoryczną kuchnię – wyspę z kuchenką gazową, kilka blatów i miejsca do przechowywania produktów – mówi Łukasz Śmietanko.
Oferta kulinarna była imponująca: warmińska zupa karmuszka, pieczone ziemniaki z gzikiem, a przede wszystkim lokalne pajtuńskie gofry wypiekane przez małżeństwo Hanię i Sebastiana Brasse.

– To nasi niezawodni społecznicy. Ich gofry cieszyły się tak ogromnym powodzeniem, że ustawiały się kolejki.
Szybko jednak wyszły na jaw pierwsze trudności.
– Większość młodych klientów nie sięgała do naszego foodtruckowego okna. Musieliśmy błyskawicznie zbudować podest z palet, by dzieci i starsi mogli odbierać zamówienia. To pokazało nam, jak ważne jest praktyczne zaplanowanie wnętrza i dostępności wozu – tłumaczy sołtys.
Chata przyciągnęła ogromne zainteresowanie.
– Przewinęły się tłumy, w tym starosta i wojewoda. Wszyscy chwalili naszą inicjatywę, a deskale Arkadiusza Andrejkowa były hitem wydarzenia. To była najlepsza promocja Pajtun – pokazaliśmy, że potrafimy działać razem i z pomysłem – dodaje.

Wyzwania i plany na przyszłość
Po dożynkach wóz stanął na centralnym placu w Pajtunach. To jednak dopiero początek prac.
– W środku jest na razie tylko solidna podłoga i odnowione ściany. Musimy dopiero zaplanować układ mebli, blatów i szafek. Pierwsze doświadczenia pokazały nam, że część pierwotnych pomysłów trzeba zmienić – inaczej rozmieścić blaty, lepiej zorganizować miejsce pracy.
Jednym z największych wyzwań będzie instalacja elektryczna i wodna.
– Chcemy, by nasz wóz był jak kamper – z własnym źródłem energii, wodą i odpływem. Marzy nam się montaż dużego pieca gazowego, w którym wypiekalibyśmy pizzę i chleb. To ogromny koszt, ale wierzymy, że znajdą się ludzie dobrej woli, którzy nas wesprą – dodaje sołtys Pajtun.

Na razie mieszkańcy korzystają z prowizorycznych rozwiązań, ale dzięki rosnącej liczbie darczyńców pojawiają się nowe możliwości. Jeden z mieszkańców, posiadający doświadczenie w branży elektrycznej, zadeklarował wykonanie całej instalacji.
W planach jest także cykl koncertów i pikników „Wiejskie Granie”, które będą nie tylko integracją dla społeczności, ale też formą zbiórki funduszy.
– Planujemy od sześciu do ośmiu imprez muzycznych, z zespołami jazzowymi, rockowymi, popowymi. Chcemy wprowadzić element edukacyjny i rozrywkowy do życia wsi, a przy okazji wesprzeć finansowo naszą Chlebową Chatę” – podsumowuje Łukasz Śmietanko.