Nie tylko kuchnia i folklor – oblicze współczesnego koła gospodyń wiejskich

TYSzaja

Koła Gospodyń Wiejskich to nie tylko kulinaria i tradycja, ale także nowoczesność, przedsiębiorczość i nieustanny rozwój. Współczesne KGW to miejsca spotkań aktywnych, pełnych energii kobiet, które nie boją się wyzwań i chętnie podejmują nowe inicjatywy. Nasze rozmówczynie udowadniają, że działalność koła to nie tylko gotowanie i folklor, ale także edukacja, rozwój osobisty, integracja społeczna i pasja, która napędza do działania.

Dziś Witryna Wiejska rozmawia z członkiniami Koła Gospodyń Wiejskich w Tyśmienicy na Lubelszczyźnie: Emilią Kondrat, Anną Suszczyk-Bójczuk oraz Emilią Lisowską. Jak wygląda codzienność ich koła? Skąd czerpią pomysły i inspiracje? Jakie są ich największe sukcesy i o czym marzą? O tym wszystkim opowiedziały w poniższej rozmowie.

Przemysław Chrzanowski: Jaka jest historia powstania waszego koła?

Emilia Kondrat: – Koło nie posiada zbyt długiego rodowodu – zostało powołane do życia w 2015 roku. Od razu zaznaczmy, że nie jesteśmy jego założycielkami. Panie, które zainicjowały istnienie naszej organizacji, zrezygnowały, a my jesteśmy kontynuatorkami tego dzieła. Akurat my działamy w kole od około dwóch lat, zatem można powiedzieć, że właściwie dopiero zaczynamy.

W ogólnej świadomości Koła Gospodyń Wiejskich zajmują się kulinariami, folklorem i dziedzictwem kulturowym. Czy u was jest podobnie?

Anna Suszczyk-Bójczuk: – Szukając finansowania projektów, które podejmujemy, w 90% odnajdujemy takie, które dotyczą sfery kulinarnej. Chcąc skorzystać z takich środków, siłą rzeczy brniemy w tę sferę działalności. Jesteśmy otwarte na zupełnie inne wyzwania, niemniej jednak to, co dobrego nas ostatnio spotkało, miało związek właśnie z kulinariami. Uczestniczyłyśmy bowiem w projekcie, który dał nam możliwość gotowania ze słynnym kucharzem Jakubem Budnikiem, znanym z jednego z programów telewizji śniadaniowej. Było to dla nas niesamowite doświadczenie, dzięki któremu przy okazji poznała nas cała Polska.

Proszę o garść szczegółowych informacji na temat tego przedsięwzięcia.

Anna Suszczyk-Bójczuk: – To był konkurs organizowany przez Stowarzyszenie Innowatorów Wsi, a edycja, w której uczestniczyłyśmy, nosiła nazwę „Z mięsem drobiowym przez pokolenia”. Konkurs polegał na tym, że najpierw wysyłałyśmy przepisy z wykorzystaniem mięsa drobiowego. Wiedziałyśmy, że musimy przejść przez gęste sito wstępnej weryfikacji, dlatego zależało nam na jak najbardziej spektakularnej prezentacji naszych przepisów. Działamy na Lubelszczyźnie, więc naturalnym było, aby sięgnąć po potrawy związane z naszym regionem. Postawiłyśmy na forszmak lubelski oraz kaczkę w miodzie z przyprawami. Do ścisłej rywalizacji dostałyśmy się jako jedyne koło z województwa lubelskiego. Kolejnym etapem uczestnictwa w projekcie było nagranie konkursowe, w którym wzięły udział koła gospodyń wiejskich z całej Polski – po jednym z każdego województwa. Następnie organizatorzy opublikowali filmy na YouTubie oraz stronie internetowej Stowarzyszenia Innowatorów Wsi. Tak się złożyło, że to nasze nagranie zdobyło największą popularność w sieci, a to za sprawą szerokiego audytorium lokalnego, które wykazało się szczególną aktywnością.

Czy ten sukces spowodował wzrost zainteresowania waszą działalnością?

Emilia Kondrat: – Stałyśmy się dość znaną organizacją i to nie tylko w regionie. Udzielałyśmy nawet wywiadu dla „Tygodnika Rolniczego”, a więc pisma ukazującego się w całej Polsce. Konkurs przyniósł nam też wiele nagród, które pomagają nam w funkcjonowaniu koła. Mówimy tu o tak potrzebnym w każdym kole sprzęcie kuchennym.

Co tak nowoczesne koło gospodyń wiejskich jak wasze robi poza gotowaniem?

Anna Suszczyk-Bójczuk: – Mamy zespół folkowy – 90 procent członkiń naszego stowarzyszenia zasila jego skład. Występujemy podczas różnych uroczystości lokalnych. Oprócz tego, że jesteśmy gwiazdami telewizyjnymi, jesteśmy też gwiazdami estrady (śmiech). Staramy się jak najlepiej wokalnie reprezentować naszą wieś i gminę. Myślimy, że przez te kilka lat naszej działalności zdobyłyśmy już sporą rzeszę fanów.

Poza tym interesuje nas rękodzielnictwo. Są wśród nas panie, które doskonale dziergają, inne wiją wianki, a jeszcze inne cudownie ozdabiają ciasta. Suma tych wszystkich talentów składa się na różnorodność tego, czym na co dzień się zajmujemy. Czerpiemy wiedzę od siebie nawzajem i napędzamy się do działania-  Emilia Kondrat.

 

Czy macie swoją przestrzeń, czy korzystacie z uprzejmości kogoś innego?

Emilia Lisowska: – Na tę chwilę spotykamy się kątem w naszym Domu Ludowym. Marzy nam się oczywiście coś własnego, ale wiąże się to z ogromnymi nakładami finansowymi, z którymi same sobie nie damy rady. Póki co korzystamy z mienia należącego do gminy, co oznacza, że tak naprawdę niewiele możemy zrobić na własną rękę.

 

Czy zauważacie podobne problemy w innych kołach gospodyń wiejskich?

Emilia Lisowska: – Obserwujemy mnóstwo profili tematycznych w internecie i zauważamy, że z podobnymi problemami boryka się wiele kół w kraju. Podstawowym problemem jest właśnie brak miejsca, które służyłoby tym organizacjom. Z Domu Ludowego mogą korzystać wszyscy – straż pożarna, mieszkańcy, którzy wynajmują tę przestrzeń na imprezy okolicznościowe. W takiej sytuacji nie mamy się gdzie podziać, nawet ze sprzętem, który zdobyłyśmy w konkursach, albo zakupiłyśmy za wypracowane oszczędności. Brak zaplecza wyłącznie dla nas jest obecnie największą bolączką.

 

Czy wasze spotkania są obowiązkiem, czy raczej odskocznią od codziennych problemów?

Emilia Lisowska: – Dokładnie tak – to czas, kiedy zapominamy o swoich codziennych bolączkach i możemy oderwać się od zawodowego oraz domowego kieratu. Istotne jest już samo wyjście do ludzi. Kiedy się spotykamy, możemy wzajemnie się inspirować, a przy okazji robić coś pożytecznego dla innych. To także okazja do rozmowy, śmiechu, a czasem i wzruszeń.

Anna Suszczyk-Bójczuk: – Warto dodać, że w tych spotkaniach i wyjazdach uczestniczą także nasze dzieci. To dla nich szansa na wzajemną integrację oraz naukę pozytywnych zachowań i bezinteresownego działania na rzecz lokalnej społeczności. To także sposób na oderwanie ich od komputerów, telewizorów i telefonów. Żartujemy, że kiedy wyjeżdżamy, wyglądamy niczym cygański tabor – ciągniemy za sobą ekwipunek oraz całe swoje rodziny. Po cichu liczymy, że dzięki temu wykształcimy „narybek”, który za kilka, kilkanaście lat przejmie stery naszego koła gospodyń wiejskich.

 

Czy Wasze koło jest organizacją międzypokoleniową?

Anna Suszczyk-Bójczuk: – Raczej nie. W naszym kole „średni wiek” to około 40-45 lat, najstarsza z nas zbliża się do sześćdziesiątki, a najmłodsza ma około 20 lat. Póki co, jesteśmy wulkanem energii, nastawionym zarówno na działanie, jak i na zdobywanie nowej wiedzy. Praktycznie nie ma dnia, abyśmy nie szperały w internecie w poszukiwaniu kursów i szkoleń. Aktywnie uczestniczymy w różnych formach dokształcania, zarówno on-line, jak i stacjonarnie.

Emilia Kondrat: – Niesione sukcesem w konkursie kulinarnym, poszukujemy kolejnych wyzwań tego typu. Już w marcu rozpoczynamy szkolenie z pisania wniosków, na które poświęcimy kilka weekendów. Wszystkie na co dzień jesteśmy aktywne zawodowo – w naszym gronie są nauczycielki, pielęgniarka, listonoszka, księgowa…

Emilia Lisowska: – A jeśli chodzi o aspekt międzypokoleniowy, to większy przekrój wiekowy mamy we wspomnianym zespole, ponieważ formalnie mogą w nim uczestniczyć również dzieci.

 

Co leży w sferze Waszych marzeń?

Emilia Kondrat: – Odpowiemy chórem: bus! Zawsze, gdy wybieramy się na festyn lub inną imprezę środowiskową poza naszą miejscowością, musimy podróżować kilkoma samochodami. Śmiejemy się, że wyglądamy wtedy jak wspomniany już cygański tabor – ciągniemy za sobą rodziny, dzieciaki, a także sprzęt, który jest nam potrzebny, by na tych wydarzeniach zaistnieć. Dlatego tak bardzo marzymy o busie, do którego udałoby się wszystko zapakować. To marzenie traktujemy jako coś, co można zrealizować – kwestia czasu i determinacji.

Anna Suszczyk-Bójczuk: – Naszym konkursowym marzeniem jest natomiast udział w prestiżowej rywalizacji dla KGW, której patronuje Pierwsza Dama. Ten konkurs pokazuje, jak wiele kół działa w Polsce i jak wspaniałe mają dokonania. To także świetna okazja, by lepiej się poznać, nawiązać współpracę i wymienić doświadczenia. Mamy nadzieję, że uda nam się dotrzeć przynajmniej do etapu wojewódzkiego. Aby sprostać temu wyzwaniu, musimy nagrać krótki, amatorski film, w którym zaprezentujemy najważniejsze informacje i profil naszej działalności. Trzymajcie za nas kciuki!

***

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!