Kryzysowe sytuacje w sołectwie

WKRYZYSOWE SYTUACJE W SOŁECTWIE 1

Podczas Spotkania sołtysów i liderów wiejskich w Mikorzynie Marcin Puchała wraz ze swoją żoną Justyną prowadzili warsztaty na temat kryzysowych sytuacji w sołectwie. Warsztaty cieszyły się dużą popularnością, a ich uczestnicy mogli skorzystać z bogatej wiedzy i doświadczeń prowadzących. W naszej rozmowie Marcin Puchała, sołtys miejscowości Korwinów w gminie Poczesna, dzieli się praktycznymi wskazówkami dotyczącymi przygotowania na różnorodne zagrożenia, które mogą pojawić się w sołectwie – od pożarów i powodzi, przez konflikty między z mieszkańcami, po niebezpieczeństwa związane z dziką zwierzyną czy osobami nietrzeźwymi. Dzięki temu inni sołtysi i sołtyski, którzy nie mogli wziąć udziału w warsztatach, mogą dowiedzieć się, jak skutecznie reagować na kryzysy i minimalizować ich skutki.

Marcin Puchała, sołtys Korwinowa: Jestem sołtysem w miejscowości Korwinów w gminie Poczesna w województwie śląskim, w powiecie częstochowskim, obecnie kończę swoją drugą kadencję. Miejscowość liczy 560 mieszkańców, więc jest dosyć spora, natomiast na tle gminy jest poniżej średniej. Działam również w OSP Słowik. To miejscowość obok nas, z którą mocno współpracujemy. Jednostka straży pożarnej działa w tych dwóch miejscowościach i jestem w jej zarządzie. W Korwinowie mieszkam od 17 lat, nie jestem rdzennym mieszkańcem. W swojej pracy zawodowej zarządzam ponad 100 osobową grupą ludzi od 8 lat.


Marcin Puchała, sołtys Korwinowa.

Piotr Subotkiewicz, Witryna Wiejska: Jakie sytuacje kryzysowe mogą pojawić się w sołectwie?

Zagrożenia te podzieliliśmy na 3 grupy. Pierwsze to te, które czyhają na nas we wsi. Oczywiście mogą się one również pojawić w mieście, ale na wsi na ogół występują one w większej skali. Tu zaliczamy zagrożenia związane z: wypalaniem traw, pożarami domów, lasów, powodziami – w tym aspekcie akurat mam osobiste doświadczenie, bo przez moją miejscowość płynie rzeka Warta i już dwa razy doświadczyliśmy powodzi.

Do tej kategorii zaliczamy również burze i wichury, które na terenach wiejskich występują w wiele większej skali niż w mieście. To także pożary podczas żniw, czyli typowe zagrożenie, występujące na wsi. Zimą natomiast zagrożeniem jest śnieg na dachach i zamarznięte zbiorniki wodne, gdzie odbywają się zabawy dzieci i młodzieży. Kolejnym zagrożeniem występującym na terenach wiejskich, z którym obcujemy na co dzień jest dzika zwierzyna. Tak wygląda pierwsza grupa zagrożeń, które występują najczęściej – co wynika ze statystyk Państwowej Straży Pożarnej.

Druga grupa, to sytuacje kryzysowe, które mogą pojawić się podczas wykonywania codziennych obowiązków przez sołtysów. Są one przede wszystkim związane z pracą sołtysa w terenie i zostały skategoryzowane nie dzięki statystykom, a doświadczeniom moim i moich kolegów sołtysów.

W tej grupie można wymienić konflikty pomiędzy mieszkańcami. Uczestniczymy w nich bardzo często. To również zagrożenie ze strony psów na podwórku i ulicy. Kiedy odwiedzamy domy naszych mieszkańców, stykamy się z psami na podwórkach, ale też często psy wolno biegają sobie po wsi. Nie zawsze je znamy, więc zagrożenie podczas takiego spotkania może się pojawić. Kolejne to: nietrzeźwy mieszkaniec – to zagrożenie występuje dosyć często, szczególnie podczas zbierania podatków w sołectwie, co potwierdzili też sołtysi i sołtyski, uczestnicy spotkania w Mikorzynie.

W sytuacji, kiedy niesiemy ze sobą większe kwoty gotówki możemy zostać napadnięci, co jest kolejnym zagrożeniem z tej kategorii. Ja osobiście tego nie doświadczyłem. Jeden ze znajomych sołtysów taką sytuację przeżył. Chodzimy, zbieramy podatki, przenosimy pieniądze. Ludzie wiedzą, że je mamy i różne sytuacje mogą się nam przytrafić.

Podróżowanie po zmroku, szczególnie w miesiącach jesienno – zimowych, gdzie o szesnastej jest już ciemno, a my wtedy musimy wykonać jakieś obowiązki sołtysa, więc przemieszczamy się z domu do domu – to też może powodować zagrożenie naszego bezpieczeństwa.

Trzecią kategorią zagrożeń są choroby i przemoc w rodzinie wśród naszych mieszkańców.

Tak wygląda lista zagrożeń i sytuacji kryzysowych.

Czy jako sołtys sam również miałeś do czynienia z takimi sytuacjami?

Miałem do czynienia niejednokrotnie z konfliktem mieszkańców. Również z zagrożeniem ze strony psów i nietrzeźwych mieszkańców, z powodzią i pożarami.

Jak sobie radzić z konfliktem mieszkańców?

Przede wszystkim należy zachować spokój i nie eskalować napięcia. Nie podnosić głosu, mówić spokojnym tonem. To naprawdę działa. Doświadczyliśmy tego na naszych warsztatach w Mikorzynie, kiedy zacząłem o tym opowiadać, stopniowo ściszałem głos – wszyscy po chwili bardzo się uspokoili i zaczęli słuchać z uwagą.

Po wtóre, należy wysłuchać każdej ze stron konfliktu i – co najistotniejsze – po wysłuchaniu nie ferować wyroku. My jako sołtysi nie powinniśmy stawiać się w roli sądu i oświadczać, że ten człowiek ma rację, a ten nie ma racji. Jesteśmy po to, żeby szukać kompromisu, czyli wysłuchać propozycji jednej strony, wysłuchać propozycji drugiej strony, przedstawić, jakie są zagrożenia i szanse jednej i drugiej. Należy tak prowadzić rozmowę, żeby ci ludzie sami wreszcie stwierdzili, że no dobra, gdzieś tam w połowie drogi się spotkamy i ten kompromis rzeczywiście będzie zadowalający dla jednej i dla drugiej strony. Tak, żeby było to ustalenie wspólnego rozwiązania dla każdej ze stron i żeby to było ich rozwiązanie, a nie nasze.

Bardzo mocno to podkreślam, żebyśmy jako sołtysi nie stawiali się w roli sądu. Mimo, że oczywiście po wysłuchaniu stron mamy w głowie swoją wizję, które rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe, a które mniej. Ale mimo wszystko, kiedy mieszkańcy się ze sobą kłócą, dochodzą racji między sobą, to najlepiej byłoby, żeby oni się zgodzili na coś.

Oczywiście można im zaproponować jakieś rozwiązanie, kiedy sami nie widzą żadnego.

Często bywa tak, że mieszkaniec nie widzi rozwiązania, widzi tylko swoją stronę, więc można coś zaproponować pośrodku, ale żeby skończyło się tym, że obydwoje to zaakceptują.

Kolejne zagrożenie to psy na podwórku i na ulicy. Jak sobie radzić w sytuacji, gdy je spotkamy?

Pierwsza zasada, bardzo mocno przeze mnie polecana, to wchodząc na podwórko do mieszkańca, nie zamykać ze sobą furtki. Sam miałem kiedyś taką sytuację, jeszcze nie w roli sołtysa, kiedy pies niespodziewanie wyskoczył zza budynku i musiałem się ratować skokiem przez płot. Od tej pory po prostu nie zamykam za sobą furtki.

Druga, to zasada ograniczonego zaufania – zarówno do zwierząt, jak i do słów właściciela. Nawet jeśli człowiek powiedział, że pies jest zamknięty, to nie znaczy, że jest zamknięty, że jest grzeczniutki, że nikogo w życiu nie ugryzł, ale zawsze jest ten pierwszy raz.

Warto też posiadać jakiś przedmiot, którym można się ochronić. Idąc po podatki, na przykład, często mamy ze sobą jakąś teczkę albo drewnianą podkładkę pod kartki. Kiedy pies zaatakuje to gryzie pierwsze, co napotka na swojej drodze, więc lepiej, żeby ugryzł podkładkę niż rękę.

Kiedy już spotkamy się z psem, wówczas należy zachować spokój, nie uciekać i nie odwracać się do zwierzęcia tyłem. Jak mamy się wycofywać, to lepiej truchcikiem do tyłu.

Podczas szkoleń pierwszej pomocy, w których uczestniczyłem, strażacy bardzo często powtarzali, żeby nosić ze sobą gaz, który w sytuacji krytycznej będziemy mogli użyć. Jest to koszt około 100 złotych – warto go mieć ze sobą. W razie potrzeby należy głośno wzywać pomocy – krzycząc. Zwierzęta boją się krzyku i jest szansa, że to je powstrzyma od ataku.

Kolejne zagrożenie to nietrzeźwy mieszkaniec.

Często spotykamy osoby nietrzeźwe chodząc chociażby właśnie za podatkami. W takiej sytuacji nasze bezpieczeństwo jest oczywiście najważniejsze. Polecam najlepiej wycofać się i przyjść innym razem. Ja wiem, że chcielibyśmy wziąć te podatki i mieć święty spokój, ale w tym wypadku lepiej wyjść i wrócić innym razem. Na pewno, nie należy wdawać się w niepotrzebne dyskusje, a już na pewno takie, które spowodują konflikt. Nie należy człowieka w takim stanie pouczać, zwracać mu uwagi, oceniać, krytykować go.

Tak więc absolutnie żadnych takich tekstów, bo to może wywołać jego agresję.

Kolejnym zagrożeniem jest napad.

Narażeni na niego jesteśmy szczególnie, gdy chodzimy zbierać podatki i mamy przy sobie dużo gotówki. Kiedy szykujemy się do wyjścia w teren, należy powiadomić bliskich, do kogo się udajemy, ile mniej więcej czasu nam to zajmie. Podobnie jak z wyjściem w góry ze schroniska – powinno się powiedzieć, że idziemy tu i tu i za 8 godzin będziemy z powrotem w schronisku. Wtedy obsługa schroniska ma obowiązek, po tych 8 godzinach zadzwonić do ciebie albo do GOPR -u. Taka sama sytuacja powinna obowiązywać w domu przy wyjściu w teren, jeżeli idziemy po pieniądze. Druga istotna rada, to zabrać ze sobą naładowany telefon. Wydawałoby się, że są to proste, logiczne i jasne działania, ale o nich często zapominamy, dlatego trzeba to powtarzać na każdym szkoleniu.

Jeżeli zostaniemy napadnięci, to przede wszystkim nie należy stawiać oporu, ani próbować zgrywać bohatera. Nie walczyć o rzeczy materialne. Po prostu oddać wszystko – telefon, portfel, pieniądze. Nie walczyć o to, a słuchać i wykonywać polecenia napastnika, żeby nie zaognić sytuacji. To nie jest ujma na honorze. Ważne jest, aby w całej tej stresującej sytuacji, starać się zapamiętać jak najwięcej szczegółów dotyczących napastnika: wygląd, ubiór, zapach, cechy szczególne, głos. Kiedy napastnik zabierze wszystko i sobie pójdzie, należy zawiadomić policję oraz kogoś z bliskich. Tak naprawdę, to wypadałoby nie mieć dużej gotówki ze sobą. Czyli tak zaplanować zbieranie podatków, żeby to było 5 – 6 mieszkań i powrót do domu, zostawienie gotówki i z powrotem w teren. Jak jest mała wioska, to jest się w stanie to ogarnąć.

Kolejne zagrożenie, to podróżowanie po zmroku.

Przede wszystkim powinniśmy starać się nie podróżować po zmroku. Mam świadomość, że to się często nie udaje, szczególnie w 2 turach zbierania podatków, w listopadzie i marcu.

Jeśli jednak musimy przemieszczać się po zmroku, to powinniśmy zaopatrzyć się w odblaskowe ubranie lub element ubioru. Chodzi o naszą widoczność na drodze oraz o przestrzeganie przepisów prawa. Pamiętajmy, że poza terenem zabudowanym odblaski są obowiązkowe. Pamiętajmy, że my sołtysi i sołtyski jesteśmy też wzorem dla innych, więc wypadałoby, żebyśmy byli chronionymi uczestnikami ruchu.

Różnica jest diametralna. Z odblaskiem widać nas ze 150 metrów, a bez dopiero z 20, więc to jest 130 metrów różnicy.

Poza tym, tak jak poprzednio – należy zabrać ze sobą naładowany telefon i powiadomić bliskich gdzie, do kogo, na jaki czas się udajemy.

Kolejna sprawa – powinniśmy poruszać się drogami. Często chcemy sobie skrócić trasę, myślimy – nie będę szedł ulicą, tylko przejdę sobie na skróty przez ten las, czy przez jakieś pole albo zamarznięty zbiornik wodny. Tam najczęściej narażeni jesteśmy na to, że ktoś może się przyczaić za drzewem i po prostu dać nam w łeb, krótko mówiąc, więc lepiej pójdźmy na około 5 minut dłużej, a bezpieczniej.

W jaki sposób sołtys może pomóc swojej społeczności w przygotowaniu się do nadejścia tych zagrożeń, które właśnie omówiłeś?

Jest na to wiele sposobów. Pamiętajmy, że jako sołtysi i sołtyski jesteśmy wzorem dla naszych mieszkańców. Przede wszystkim edukujmy mieszkańców w ramach tych tematów. Możemy np. organizować akcje informacyjne przed sezonem wypalania traw – bardzo istotny punkt. Ustalmy punkt zborny w sołectwie, czy w miejscowości, gdzie w razie kataklizmu wszyscy mieszkańcy powinni się udać – np. pod szkołę, czy remizę, czy jakiś plac. Taki punkt zborny powinien być ustalony w każdej miejscowości.

Róbmy akcje społeczne związane ze zwiększeniem bezpieczeństwa, na przykład zakup czujek czadu dla mieszkańców. Ja coś takiego zrobiłem – kupiliśmy je dla wszystkich mieszkańców, bo wielu ludziom szkoda wydać 50 złotych, a czujki podnoszą nasze bezpieczeństwo.

Zamontujmy monitoring. Zróbmy inspekcję podczas żniw, bo są różne zasady, jak żniwa powinny wyglądać, jak snopki poustawiane, w jakiej odległości? Róbmy akcje edukacyjne dla dzieci, dla młodzieży w trakcie mrozów – o zbiornikach wodnych.

Mogą to przeprowadzić druhowie z OSP. Współpracujmy z OSP odnośnie edukacji. Dbajmy o roślinność na wsi, o coroczne przycinanie trawy i uschniętych gałęzi, koszenie gruntów, zgłaszanie na bieżąco do energetyki miejsc, w których gałęzie dotykają drutów, bo stąd się bardzo często biorą pożary.

Jeśli działka jest „niczyja” albo ktoś ją ma i nie przyjeżdża na nią w ogóle, to sołtys powinien zgłosić, że tam rosną drzewa, które już wchodzą w przewody elektryczne, żeby energetyka zareagowała. Jeśli jest działka pośród domów, gdzie nikt nie kosi, to też jest zagrożenie pożarowe. Kiedy to przejdzie przez straż, to bardzo szybko taki „sąsiad” musi przyjechać i zrobić porządek.

Współpracujmy z lokalnym kołem łowieckim – to odnosi się do zagrożeń związanych z dzikimi zwierzętami. U nas na wsi są problemy z dzikami, które grasują po ulicach i wchodzą w obejścia mieszkańców. Do niedawna byłem pewien, że przepisy w takiej sytuacji stanowią, że koło łowieckie może strzelać do nich, ale w odległości minimum 150 metrów od zabudowań. Myśliwi nie chcieli reagować, tłumacząc się tym przepisem.

Kiedy nie mogąc od nich otrzymać pomocy, dotarłem do innego koła łowieckiego, okazało się, że koło łowieckie ma w obowiązku posiadanie w swoich szeregach osoby, która powinna być przeszkolona i może strzelać nawet na podwórku mieszkańca. Okazuje się, że ktoś kto ma dziki na swoim podwórku, spokojnie może dzwonić do koła łowieckiego.

Ale najczęściej, jeśli coś się dzieje, to się dzwoni do sołtysa. Sołtys będąc na to przygotowany, musi mieć numery telefonów do tego koła łowieckiego. Ja mam takie numery pod ręką cały czas. Ostatnio je opublikowałem też na Facebooku i na stronie internetowej sołectwa i powiedziałem mieszkańcom, żeby już sami dzwonili. To zajmie mniej czasu. Ostatnio mieliśmy taką sytuację, że po telefonie mieszkanki, myśliwy zjawił się w ciągu 10 minut, bo był w lesie na polowaniu, tuż obok nas.

Dlatego polecam publikację takich numerów alarmowych na stronie sołeckiej i na Facebooku. Ja również umieszczam tam na bieżąco informacje o wszelkich zagrożeniach i alertach, ale również publikuję tam materiały edukacyjne. Na Facebooka ludzie częściej zaglądają, więc można też zrobić wspólną grupę, żeby te informacje jak najszybciej dotarły do mieszkańców. To może być grupa na sms-ach może być grupa na Messengerze, czy na Whatsappie.

Kolejny ważny temat, to ostrzeganie seniorów przed różnymi zagrożeniami. Należy edukować seniorów, żeby się nie dali nabrać na przekręty np. na wnuczka.

Jak się powinien zachować sołtys, jeśli sytuacja kryzysowa jednak nastąpi?

To, co ja bym zrobił, to oczywiście: zachować spokój, nie udawać bohatera, zadbać o bezpieczeństwo uczestników zdarzenia i o bezpieczeństwo swoje. Czyli nie wchodzimy od razu do domu, gdzie jest pożar, bez żadnego stroju ochronnego i wyciągamy mieszkańców, bo nasze bezpieczeństwo jest najważniejsze. Jak najszybciej natomiast powiadamiamy odpowiednie służby.

Bardzo istotną kwestią w takiej sytuacji jest znajomość numerów alarmowych – najlepiej na pamięć. Te podstawowe – do straży, pogotowia i policji – znamy wszyscy, ale mało kto zna numery do innych służb: gazowej, wodnej, czy energetyki, bo najczęściej, jak coś się dzieje, to albo woda, albo prąd, albo gaz, albo te 3 rzeczy naraz. Więc warto je mieć zapisane w telefonie.

Kiedy jesteśmy już na miejscu, to pierwsze pytanie – czy ktoś już dzwonił po służby ratownicze. Jeśli nie, to wzywamy oczywiście odpowiednie służby. Zjawiając się na miejscu takiej sytuacji powinniśmy nią zarządzać, czyli koordynować działania. Rozdzielać zadania na poszczególnych mieszkańców. Ktoś musi zarządzać, musi być jedna osoba, która jest szefem w takiej sytuacji.

Bardzo istotne, żeby zarządzać bardzo energicznie i zdecydowanie wydawać polecenia. No i oczywiście czekać, aż do przybycia służb ratunkowych. Już po wszystkim wspieramy mieszkańców. Jak komuś się coś spaliło, to organizujemy zbiórkę, pomoc sąsiedzką. Współpracujemy z gminą, jeśli potrzeba ściągamy kogoś z urzędu, bo pokrzywdzony mieszkaniec nie ma do tego głowy. Po spaleniu, po zalaniu – już później to my również powinniśmy taką sytuacją zarządzać.

To jest elementarz, każdy sołtys powinien mieć te numery zapisane i mieć tą potencjalną sytuację kryzysową zaplanowaną w głowie – co robić, jak się coś się dzieje, i to, żeby podjąć dowodzenie na miejscu.

Dynamika jest tutaj najważniejsza, żeby wejść i żeby każdy nie miał wątpliwości, kto tutaj rządzi. To jest podstawa, bo wtedy wszystko jakoś idzie.

Jako strażak przechodziłem te sytuacje – powódź w miejscowości, pożar. Kataklizmu nikomu oczywiście nie życzymy, ale jakby przeżyć w wyobraźni taką sytuację, czytając nasz artykuł. Wtedy sprawdzi się, gdzie mam te telefony – warto mieć je w jakimś jednym miejscu, żeby nie szukać ich później w całym domu, kiedy obok się pali, czy ulatnia się gaz.

Ja na przykład wszystkie numery alarmowe mam zapisane pod hasłem „alarm”, pierwsze słowo alarm, a później dopiero: alarm gaz, alarm woda, alarm prąd, alarm policja. To jest dla mnie słowo klucz, które skupia wszystkie sytuacje w jednym miejscu i mam je pod ręką. Widzisz od razu kilka telefonów. Można wyobrazić sobie taką sytuację kryzysową i wszystkie kroki po kolei sobie to ustawić. Żeby można było działać bez żadnych opóźnień, bo wtedy każda minuta jest cenna.

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!