Jakie są źródła finansowania kampanii wyborczej w Polsce?

poli3

Rozmawiamy z Filipem Pazderskim – prawnikiem, socjologiem oraz Dyrektorem Programu Społeczeństwa Obywatelskiego i Demokracji Instytutu Spraw Publicznych. Z rozmowy dowiesz się, od kogo komitety wyborcze mogą zbierać środki na kampanię.

Filip Pazderski
        Filip Pazderski

 

Krystian Połomski, Monika Mazurczak-Kaczmaryk: Od kogo komitety wyborcze mogą pozyskiwać środki na kampanię wyborczą?

Filip Pazderski: Komitety wyborcze zakładane przez wyborców mogą zbierać środki tylko i wyłącznie od osób fizycznych.

Trochę bardziej skomplikowana jest sytuacja w przypadku komitetów wyborczych zakładanych przez partie polityczne. Te, mogą otrzymać wpłaty finansowe jedynie od swojej macierzystej partii, która je założyła. Natomiast osoba fizyczna może wpłacić pieniądze na fundusz wyborczy tej partii lub bezpośrednio na jej główny rachunek bankowy i to będzie zapisane w rejestrze wpłat od osób fizycznych danej partii.

Przelew na rzecz komitetu wyborczego założonego przez daną partię musi wyjść z jej funduszu wyborczego, więc jeśli chciałaby ona na prowadzenie kampanii przez swój komitet wyborczy wydać też pieniądze, znajdujące się na jej głównym rachunku, to wpierw musi je przelać na fundusz wyborczy.

Inne formy przekazania środków przez partię na rzecz jej komitetu wyborczego nie są prawnie dozwolone. To jest ważne, bo w sposób istotny wpływa na przejrzystość i na zakres dostępnych informacji w trakcie kampanii wyborczej.

Z kodeksu wyborczego wynika również obowiązek dla wszystkich komitetów wyborczych, które zostały zarejestrowane, by w ciągu 7 dni przekazały różne informacje do Państwowej Komisji Wyborczej. Dotyczy to, między innymi, adresu strony internetowej, na której muszą obowiązkowo prowadzić rejestr wpłat dokonywanych na ich konto przez osoby fizyczne.

Dozwolone wpłaty od obywateli polskich mających stałe miejsce zamieszkania w Polsce są ograniczone limitami.

 

Każdy obywatel może wpłacić w roku wyborczym 15-krotność minimalnego wynagrodzenia na główny rachunek partii plus tyle samo na fundusz wyborczy, będący wydzielonym rachunkiem celowym na koncie partii. Czyli w sumie jest to 30-krotność minimalnego wynagrodzenia.

 

Ale jeśli mamy w danym roku kumulację wyborów i odbywa się więcej niż jedno głosowanie, w tym jest przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, to ten limit dopuszczalnych przez cały rok wpłat na rzecz funduszu wyborczego zwiększa się do 25-krotności minimalnego wynagrodzenia. Więc jak sobie to wszystko podliczymy, to w opcji maksymalnej w tym roku, jedna osoba fizyczna może wpłacić na rzecz danej partii (na różne jej rachunki) 40-krotność minimalnego wynagrodzenia. Robi się z tego całkiem niezła sumka.

 

Wszystkie pojedyncze wpłaty sumują się do tej maksymalnej wysokości i to partie mają obowiązek ją kontrolować. Środki przekazane im ponad te limity podlegają przepadkowi na rzecz skarbu państwa.

 

Istotne jest, że żadne wpłaty na rzecz partii i komitetów wyborczych pochodzące od podmiotów prawnych, typu spółki skarbu państwa czy stowarzyszenia lub fundacje nie są prawnie dozwolone.

 

A co z wpłatami od samych kandydatów do Parlamentu?

Kandydat na posła, kandydat na senatora, kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej oraz kandydat na posła do Parlamentu Europejskiego będący obywatelem polskim może wpłacić na rzecz komitetu wyborczego sumę nieprzekraczającą 45-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Warto jednak zauważyć, że nie dotyczy to komitetów partyjnych, na które wpłaty mogą pochodzić jedynie z funduszy wyborczych partii, które je założyły – zgodnie z tym, o czym mowa była przed chwilą. Kandydaci startujący z list komitetów partyjnych też mogą dokonać wpłaty, ale tylko na jeden z rachunków ich macierzystej partii i zgodnie z limitami określonymi dla wszystkich obywateli. To ważne rozwiązanie, bo jego celem było zrównanie chociaż trochę sytuacji finansowej komitetów wyborczych partyjnych oraz zakładanych przez wyborców. Bo te pierwsze mają jeszcze inne źródła finansowania, w tym pieniądze z budżetu państwa, podczas gdy komitety wyborcze wyborców muszą praktycznie w całości opierać się na wsparciu indywidualnym.

 

 

Były takie wydarzenia, nagłaśniane w mediach, kiedy to jednak firmy przekazywały pieniądze na kampanię poprzez swoich pracowników.

 

Tak, znamy takie zdarzenia chociażby z poprzednich wyborów. Na przykład, raport z monitoringu kampanii wyborczej i jej finansowania, prowadzony przez Fundację im. Stefana Batorego i Instytut Spraw Publicznych wykazał, że w jednym z komitetów wyborczych w regionie pojawiło się dużo wpłat o równej wysokości od osób indywidualnych. Wpłaty te odbiegały od możliwości przeciętnego człowieka. To było podejrzane. Kto prywatnie zdecyduje się wpłacić kilka czy kilkanaście tysięcy złotych z własnych oszczędności na rzecz partii politycznej? A dodatkowo, wpłaty były w tej samej wysokości od dużej grupy ludzi.

Okazało się, że za sprawą stało duże przedsiębiorstwo, duża spółka lokalna, która po prostu wypłaciła swoim pracownikom premię z nieformalnym poleceniem, by przekazali te premie na wybrany cel. Takie rzeczy się zdarzają. Podczas poprzedniej kampanii parlamentarnej dziennikarze Gazety Wyborczej wykryli, że wśród wpłacających na kampanię PiS było co najmniej 25 osób z kierownictwa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, m.in. prezeska Agencji, jej zastępcy oraz szefowie oddziałów regionalnych. Mowa tu o instytucji publicznej, ale mechanizm był podobny – z jakiegoś powodu te osoby poczuły się w obowiązku, by wpłacić bardzo podobne, wysokie kwoty na rzecz partii, która „posadziła” je na te stanowiska…

 

Skoro komitety wyborcze mogą otrzymywać wsparcie finansowe tylko od partii, która je założyła, to porozmawiajmy jeszcze o źródłach finansowania partii politycznych.

 

Partie polityczne mogą być finansowane z kilku źródeł. Przede wszystkim z pieniędzy z subwencji publicznej, przyznawanej co roku tym partiom, które przekroczyły odpowiedni próg głosów podczas wyborów. To jest 3% dla partii, która startowała w wyborach samodzielnie, czyli utworzyła swój komitet i 6% dla ugrupowań tworzących koalicyjne komitety. Taka liczba głosów nie pozwala co prawda na wejście do Sejmu (próg dla komitetu partyjnego to 5%, dla komitetu koalicyjnego – 8%), ale daje możliwość otrzymania subwencji. W Polsce Partia Razem miała taką sytuację, że osiągnęła ten 3% próg, ale nie zdobyła 5% i do Sejmu się nie dostała, natomiast otrzymała subwencję.

Subwencja jest przyznawana danym partiom przez cały okres kadencji, do następnych wyborów, a jej wysokość zależy od uzyskanego poparcia. Cała pula środków na subwencje jest dostępna w budżecie i jest dzielona między partie, w zależności od tego, ile głosów uzyskały poszczególne podmioty.

 

A jakie są kolejne źródła finansowania?

 

Jest jeszcze jednorazowa dotacja budżetowa za każdy mandat w parlamencie, uzyskany przez daną partię, a właściwie przez założony przez nią komitet wyborczy. Można powiedzieć, że jest to rodzaj zwrotu środków za skutecznie prowadzoną kampanię, nagroda za uzyskane mandaty.

 

Kolejna forma to wspomniane już darowizny finansowe od osób fizycznych.

 

Inna możliwość, to sprzedaż np. gadżetów. Jeszcze inna to zarabianie na majątku np. na wynajmie nieruchomości. Są również składki członkowskie w przypadku partii politycznych. Kiedy jednak przyjrzymy się strukturze budżetów partii, to dotacje i subwencje budżetowe w Polsce stanowią około 80 – 90% środków oficjalnie deklarowanych przez partie w sprawozdaniach rocznych, składanych do Państwowej Komisji Wyborczej.

 

To oznacza, że partie polityczne chcąc prowadzić kampanię muszą założyć środki, bo subwencje i darowizny z budżetu państwa przychodzą później, a darowizny od osób fizycznych stanowią niewielki procent. Czy partie biorą kredyty na prowadzenie kampanii?

 

W naszym systemie najlepszą pozycję startową w wyborach mają te ugrupowania, które korzystają z pieniędzy budżetowych i ich część mogą przeznaczyć na kampanię. To prawda, że partie mogą swobodnie dysponować swoimi majątkiem, w granicach prawa. Pewna część ich środków musi być wydana na fundusz ekspercki (od 5% do 15% subwencji otrzymanej subwencji – zazwyczaj partie trzymają się dolnej granicy tych widełek). Cała reszta może być przeznaczona na własne potrzeby np. prowadzenie biura, wynagrodzenia, bądź odłożona na wydzielonym rachunku, który ma formę funduszu wyborczego, przeznaczonego na finansowanie działań wyborczych. To z funduszu wyborczego idzie potem przelew do komitetu wyborczego, który partia utworzyła.

 

A jak wygląda sprawa z kredytowaniem kampanii wyborczej?

 

Z wielu badań politologów z różnych części świata wiemy, że wielkość sum wydanych na kampanię przekłada się na wynik wyborczy. Natomiast jeżeli partia nie ma większych środków w posiadaniu, albo chciałaby większe sumy przeznaczyć na kampanie, to może skorzystać z kredytu. Oczywiście banki sprawdzą zdolność kredytową partii, tak jak w przypadku np. osoby prywatnej, która chciałby wziąć kredyt na zakup mieszkania.

 

Ta sytuacja może tworzyć nierówność. Załóżmy, że grupa sołtysów chciałaby założyć partię i wystąpić do banku z prośbą o kredyt na sfinansowanie swojej kampanii. Wówczas bank zapyta: a co się stanie, jeżeli nie wygracie, z czego spłacicie kredyt, czy możecie dać coś pod zastaw? Tymczasem partie działające od dłuższego czasu i korzystające ze środków publicznych dają o wiele większe prawdopodobieństwo uzyskania mandatów w kolejnych wyborach, a co za tym idzie dostępu do środków publicznych, z których będą mogły spłacić bankowi zaciągnięte należności.

 

 

Czy partie polityczne w Polsce są bogate? Czy dysponują jakimś majątkiem?

Wiemy dobrze, które partie mają pewien majątek. Czasami to wynika z ich historii, z tego, że kiedyś ten majątek został nabyty i on procentował. Zdarzało się też, że musiały się pozbyć tego majątku, aby spłacić na przykład kary nałożone na nie przez PKW. Tak było na przykład z PSL czy SLD, które musiało sprzedać swoją siedzibę na ulicy Rozbrat w Warszawie z powodu kary finansowej za błędy w sposobie prowadzenia partyjnej gospodarki finansowej. Zresztą swojej siedziby musiał też pozbyć się PSL. W obu przypadkach kary były dla tych partii dosyć dotkliwe i bez sprzedaży nieruchomości, miałyby problem z utrzymaniem płynności finansowej.

 

Są różne sposoby, po które partie cały czas próbują sięgać, żeby sobie swoją sytuację finansową poprawić. Mamy  śledztwa dziennikarskie, które pokazują, w jaki sposób partia korzysta z zajmowanej pozycji, żeby wzmocnić swoją sytuację finansową, korzystając z wysyłania swoich członków i członkiń, czy osób z nimi powiązanych do zarządów spółek skarbu państwa. Tam są intratne pozycje. I potem te osoby wpłacają darowizny na partię, zgodnie z prawem, w granicach obowiązujących limitów. Powstaje jednak pytanie, czy to jest sprawiedliwe i etyczne? Czy zwykły człowiek zdecydowałby się wpłacić na rzecz partii politycznej sam z siebie kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych? No i w każdym takim przypadku warto się przyjrzeć, czy dana osoba ma odpowiednie kompetencje do zasiadania na przyznanym jej stanowisku, czy jednak nie, a znalazła się tam właśnie po to, by część jej zarobków została przetransferowana na konto partii?

 

Co w takiej sytuacji mogą zrobić obywatele, którzy dowiadują się o tym i to ich niepokoi, czy bulwersuje?

 

Obywatelki i obywatele mają prawo bulwersować się czy oburzyć takimi sytuacjami. Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby ludzie wydawali pieniądze w taki sposób, w jaki chcą, w tym na ugrupowania polityczne. Wspieranie przez ludzi partii, które uznają za reprezentujące ich interesy, jest nawet pożądanym zachowaniem obywatelskim w każdej demokracji. Jak często to bywa, „diabeł tkwi w szczegółach”, to znaczy w tym wypadku w sposobie funkcjonowania, czy nawet wynaturzeniu tego mechanizmu w naszym kraju.

 

Największy problem polega na tym, że mamy taki system, gdzie tylko jedno ugrupowanie może korzystać z pewnej możliwości i robi to w systemowy sposób tzn. wpłacającymi nie są pojedyncze osoby, tylko tworzy się większą grupę ludzi, żeby mieć dostęp do dodatkowego finansowania. Najbardziej korzysta z tego partia rządząca, bo ma możliwość wyznaczania członków i członkiń rad nadzorczych spółek skarbu państwa, czy na inne ważne i dobrze płatne w nich funkcje. (ANALIZA) Dotyczy to też innych podmiotów funkcjonujących w naszej gospodarce, które są w różnym stopniu zależne od rządu. Obecna ekipa rządząca wyjątkowo rozbudowała zresztą ten system, tworząc też liczne fundusze wydzielone i podmioty o innym charakterze prawnym, zyskując dostęp do ogromnej liczby posad, którymi może dysponować.

 

Nie mamy zbyt wielu możliwości, aby prawnie taką aktywność ograniczyć. Możemy to tylko piętnować i możemy mówić, że to jest niezgodne z dobrym obyczajem społeczeństwa demokratycznego. Musimy o tym mówić, bo jeśli będziemy milczeć, to tego typu zachowania będą się jeszcze bardziej upowszechniać i co więcej, z poziomu centralnego będą schodziły na dół. Co już się zdarza, a takie zjawiska wcześniej też występowały w samorządach, w spółkach komunalnych.

Instytut Spraw Publicznych obserwował to, między innymi, podczas wyborów samorządowych w 2014 roku. Podobny system powiązań funkcjonował w przypadku spółek komunalnych albo osób, które sprawują funkcje zarządzające w instytucjach samorządowych. One same lub członkowie ich rodzin wpłacali wówczas duże kwoty pieniędzy na rzecz komitetu wyborczego aktualnego prezydenta czy burmistrza. Co prawda kwoty i skala były nieporównywalne, ale mechanizm był podobny do obserwowanego teraz działania, który w sposób znaczny rozwinęła i upowszechniła aktualna większość parlamentarna.

 

Przypomina to system klientelistyczny – popieramy swoich i oczekujemy w zamian świadczeń, jak w XVI i XVII wieku w Polsce, odzywają się echa postpańszczyźnianego społeczeństwa?

 

Dziś, co prawda nie mamy już możnowładców, czy magnaterii, ale mamy właśnie nowych, bogatych ludzi, którzy po prostu mają łatwiejszy dostęp do środków, często publicznych, i te środki wykorzystują do utrzymania władzy.

 

Ale to nie służy nam wszystkim! Jeśli partia ma te dodatkowe środki, to może je wydać na działalność promocyjną, na agitację przed wyborami, w trakcie wyborów. Dzięki temu dociera do większej grupy ludzi i w ten sposób zdobywa głosy. Ci „nowi możni”, sprawujący te funkcje w spółkach skarbu państwa też na tym korzystają, bo mają bardzo intratne stanowiska. Co więcej, nie tylko oni. Korzystają również osoby, które należą do ich rodzin, przyjaciół, najbliższych grup społecznych i tak dalej. Tak nie funkcjonuje społeczeństwo demokratyczne. W trochę analogiczny sposób działała Polska magnacka we wspomnianym XVII, a nawet i XVIII wieku. Niestety wiemy, czym to się skończyło.

 

To burzy wszelkie standardy i normy. Zwykły obywatel widzi, że trzymanie się zasad nie popłaca. Ludzie zaczynają myśleć, że jeśli będą popierali rządzących, to może przynajmniej jakieś zamówienie publiczne im „wpadnie”, albo ktoś z rodziny dostanie pracę, która będzie lepsza niż inne, dostępne na rynku.

 

Niestety obserwuję, że ten system klientelistyczny się u nas pogłębia. Znamy to również z dziennikarstwa śledczego. Parę redakcji zrobiło śledztwo i wydało taki cykl publikacji pod tytułem „Partia i spółki”. Dziennikarze analizując same informacje dostępne w KRS-ie, a więc dotyczące jedynie najważniejszych organów zarządczych, byli w stanie zidentyfikować 900 osób w różnych spółkach kontrolowanych przez państwo, które są powiązane z partią rządzącą.

Jeżeli mówimy o 900 osobach, na tych głównych pozycjach, to trzeba pamiętać, że zarówno w tych spółkach, jak i instytucjach publicznych jest jeszcze wiele innych pozycji dyrektorów i tak dalej, które też są intratne. Też dają dostęp do pewnych apanaży, też pozwalają potem decydować o wydatkowaniu środków i decydować o przyznawaniu zleceń itd. To promieniuje na większą grupę ludzi i pozwala finansować partię poza zasadami oficjalnie obowiązującymi. Buduje też wokół niej taką sieć powiązań i wsparcia o charakterze klientelistycznym, która rozchodzi się w dół i oplata nasz kraj.

 

To jest tak, jak z tą prekampanią, której oficjalnie nie było, a która po prostu de facto była realizowana. Bo jak się ma pieniądze i ma się dostęp do środków – można ją robić. Spółki skarbu państwa są łupem politycznym w Polsce. Co więcej, bardzo kontrowersyjnym. Należy  zadać sobie pytanie, czy potrzebujemy, aż tylu podmiotów tego typu, szczególnie gdy obserwujemy jak wykorzystują je do własnych celów partyjnych rządzący? W pewnych kluczowych sektorach gospodarki oczywiście są niezwykle ważne! Dobrze, żeby państwo miało kontrolę nad działaniami związanymi z energetyką, obronnością czy może też rynkiem finansowym. Ale jeszcze do niedawna mieliśmy chociażby przedsiębiorstwo państwowe, które zajmowało się na przykład produkcją zapałek (teraz jest w likwidacji). I rodzi się pytanie, czy to musi być państwowy monopol? Tymczasem w takiej spółce państwowej też jest ileś intratnych pozycji do obsadzenia…

 

 

 

Zobacz również:

 

https://mamprawowiedziec.pl/czytelnia/artykul/jak-obywatel-moze-wspierac-partie-polityczne-i-komitety-wyborcze-partii-i-koalicji

 

 

***

Nadchodzą wybory parlamentarne. To od nas zależy, kogo wybierzemy na kolejne 4 lata i jakie będą tego skutki dla nas, naszych sąsiadów i Polski. Wybierzmy mądrze, sprawdźmy programy naszych kandydatów, ale przede wszystkim idźmy na wybory. Witryna Wiejska od 15 lat wspiera działania na rzecz rozwoju wspólnot lokalnych i angażowania się w działania obywatelskie.

 

***

Chcesz coś jeszcze wiedzieć o wyborach? Masz pytanie dotyczące wyborów? Napisz do nas na adres: redakcja@fww.pl. Postaramy się opublikować odpowiedź.

 

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!