Dlaczego warto zawalczyć o wiejską przestrzeń?

zajwarsztaty

Miejsca, w których żyjemy są dla nas ważne. Warto uświadomić sobie, że możemy mieć wpływ na to, jak one wyglądają. Możemy decydować jak najbliższa nam przestrzeń będzie zagospodarowana, co może powstać w naszej okolicy, czy to będzie duża inwestycja, czy mniejsze działanie. Ogromną rolę w tym procesie odgrywają sołtysi. To oni mają szansę na stworzenie warunków do podjęcia konstruktywnej dyskusji z inwestorami oraz samorządem i często są gwarantami wypracowania z mieszkańcami optymalnych rozwiązań. 

Okazją do poszerzenia wiedzy w tym zakresie stało się spotkanie w Mikorzynie koło Konina, gdzie w połowie czerwca sto osób – sołtysek i sołtysów, liderek i liderów wiejskich z całej Polski mogło uczestniczyć w trzydniowych wykładach i warsztatach zorganizowanych w ramach projektu „Sołectwo na nowe czasy”.

– Sołtysi, którzy zgłosili się na warsztaty podali wiele przykładów zmian, których by oczekiwali. Podawali, że to mogą być nowe chodniki, świetlice, parki, place zabaw… Skupiliśmy się głównie na tym, jak mieszkańcy i ich liderzy, którymi są sołtysi, mogą odpowiadać na sytuacje, w których przychodzi inwestor z nowym pomysłem, z nowym działaniem i chciałby zrealizować jakąś inwestycję właśnie blisko sołectwa – relacjonuje Krystian Połomski z Fundacji Wspomagania Wsi. – Skupiliśmy się na przećwiczeniu sytuacji, która ma miejsce w wielu miejscowościach w Polsce, albo potencjalnie może się wydarzyć. Trenowaliśmy w bezpiecznych warunkach sytuację, w której dochodzi do przesądzenia o tym, że coś powstanie.


Krystian Połomski.

– Od ośmiu lat prowadzę w fundacji program poświęcony planom zagospodarowania przestrzennego. Na podstawie obserwacji kilkudziesięciu różnych wydarzeń w różnych samorządach powstał scenariusz spotkania konsultacyjnego. Uczestnicy mieli przypisane różne role i wcielali się w nie tak, żeby nasze ćwiczenie przypominało jak najbardziej realne okoliczności, z którymi mogą się zetknąć i następnie omawialiśmy co w danej sytuacji dana osoba powinna zrobić.

I tak: wójt powinien być bezstronny, nie powinien stać za inwestorem, tylko pozwolić sobie i mieszkańcom wypracować zgodną z prawem decyzję. Jeżeli pojawia się inwestor na spotkaniach, to powinien poprosić o zgodę na to, czy dana rzecz może powstać i to on musi zaprezentować wizję przedsięwzięcia. Wspomniane zebrania powinny się kończyć wyraźnymi konkluzjami i ustaleniami.

Ważna jest rola przede wszystkim mieszkańców, którzy poprzez zadawanie pytań i drążenie tematu przechodzą z sytuacji wielkiej niewiadomej do sytuacji, w której mogą podjąć konstruktywny dialog, niosący w perspektywie korzyści dla miejscowości. Sołtysi mają w tym ogromną rolę, bo przede wszystkim mogą być osobami, które stworzą warunki do podjęcia dyskusji i często są gwarantami wypracowywania z mieszkańcami optymalnych rozwiązań – tłumaczy Krystian Połomski.

Tadeusz Łasica.

–  Bardzo mnie boli przekształcanie przestrzeni w Polsce, w zasadzie bałagan przestrzeni używając delikatnego słowa. O tym nikt nie myśli. Doskonale opisuje to Filip Springer w “Wannie z kolumnadą”, gdzie pokazuje schematy polskiego krajobrazu. Ja pochodzę z Dolnego Śląska, krajobraz Pogórza Kaczawskiego wypełniają domy proste z dwuspadowymi dachami i jak widzę kolejnego “grzmota” z czterospadowym, łamanym dachem i z kolumnami z przodu, to po prostu gotuje się we mnie krew. Uwiera mnie ponadto rozlewanie się zabudowy na zbyt duże obszary.

Uważam, że samorządy nie powinny doprowadzać do tego, że coraz więcej i więcej zabudowujemy, zwłaszcza, że te pieniądze jakie trafią do urzędów gmin z podatków od nieruchomości nigdy nie pokryją kosztów budowy drogi, która będzie konieczna dla tych mieszkańców. Tymczasem ludzie bez ograniczeń najpierw stawiają domy, by potem domagać się budowy infrastruktury, która ma im zapewnić normalne funkcjonowanie. A każda z tych inwestycji to milionowe nakłady. Trzeba skończyć z myśleniem o rozszerzaniu się, trzeba myśleć raczej o ograniczaniu się i zajmowaniu tych przestrzeni, które dotychczas nam przynależą – wyraża swą opinię Tadeusz Łasica, sołtys wsi Suszki w woj. dolnośląskim.

– Co do myśli przewodniej warsztatu Krystiana, to nie spotkałem się z takim zagrożeniem u siebie w wiosce. Zanim jednak się przeprowadziłem do Suszek, to był problem z dawną kopalnią gliny, którą chciano zamienić w wysypisko śmieci. Wtedy mieszkańcy stawili bardzo mocny opór. W konsekwencji udało im się wygrać. Wysypisko nie zostało zrobione, a co więcej – obecnie ponownie mamy… kopalnię gliny – podkreśla sołtys wsi Suszki.

Marcin Markowski.

– Kady to wieś położona pomiędzy Grodziskiem Mazowieckim a Milanówkiem i liczy realnie ponad tysiąc mieszkańców. Mniej więcej jedną trzecią wsi stanowią rdzenni mieszkańcy, natomiast pozostałe dwie trzecie to grupa napływowa, która w błyskawicznym tempie się powiększa. Tutaj mieszkają, ale w zdecydowanej większości dojeżdżają do pracy w Warszawie. Budują domy, które wyrastają jak grzyby po deszczu, dlatego niepostrzeżenie nasza miejscowość stała się jedną ze stołecznych sypialni.

Co ciekawe, wszystko to odbywa się w sposób nie do końca kontrolowany, ponieważ nie mamy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Cały czas mamy tzw. “wuzetki”, które stanowią ogromne zagrożenie dla mieszkańców. Jeżeli ktoś ma dobre chody w gminie, jest w stanie dostać “wuzetkę” na wszystko. Problemem dla miejscowości jest to, że jest położona na terenach podmokłych.

Czysto hipotetycznie budowa osiedla szeregowców może w perspektywie skończyć się tragedią. Deweloper sztucznie podwyższa teren, buduje osiedle i znika, natomiast sąsiedzi, którzy pozostaną obok tych ludzi mają już problem, bo zalewa ich woda – opowiada uczestnik warsztatów w Mikorzynie Marcin Markowski, sołtys wsi Kady w woj. mazowieckim.

– Dwa lata mu ujrzał ponownie światło dzienne stary plan zagospodarowania, a w zasadzie jego trzecia wersja, którą zamierzano wprowadzić w życie. Dokument zakładał budowę szeregowców i dopuszczał bardzo gęstą zabudowę. Jako grupa mieszkańców oprotestowaliśmy go, ponadto wsparła nas lokalna Partia Zieloni. W takich okolicznościach

zostało zorganizowane pierwsze od lat spotkanie we wsi z burmistrzem panem Grzegorzem Benedykcińskim, który oczywiście zareagował bardzo pozytywnie na naszą inicjatywę oddolną, proponując nam nowy zupełnie projekt planu zagospodarowania, który już uwzględnia nasze uwagi. Wywalczyliśmy koncepcję, gdzie dominować ma zabudowa jednorodzinna.

Staram się, żeby ten plan wszedł w życie, ponieważ zabezpiecza nas jako miejscowość przed gęstą zabudową i dewastacją przyrody – mówi Marcin Markowski. – Jednocześnie współdziałam z osobami, które potencjalnie dysponują gruntami pod zabudowę. Tłumaczę im, że pośpiech w sprzedaży działek nie jest wskazany. Jeżeli wprowadzimy plan zagospodarowania przestrzennego, ich wartość automatycznie wzrośnie.

Moją rolą jest studzenie emocji, muszę być rozjemcą pomiędzy tymi, którzy chcą zarobić na sprzedaży ziemi i tymi, którzy nie chcą, aby cokolwiek w naszej okolicy się zmieniało. A to nie jest realne, gdyż jest to wieś podwarszawska i cały czas wyczuwalna jest swego rodzaju urbanistyczna presja. W tym kontekście warsztaty Krystiana Połomskiego pozwoliły mi przygotować się przede wszystkim do dyskusji, które czekają mnie w najbliższym czasie.

Jako sołtys będę musiał stanąć z jednej strony z mieszkańcami “proekologicznymi”, z drugiej strony z mieszkańcami, którzy chcą sprzedać działki, z trzeciej strony z urzędem miasta, a z czwartej strony jeszcze z projektantami miejscowego planu. Moją rolą będzie pogodzić te wszystkie czasami sprzeczne interesy. Czuję się wzmocniony. Wiem, że będzie mi łatwiej stanąć naprzeciwko wszystkich zainteresowanych i powiedzieć im: “Spokój słuchajcie, musimy się dogadać, bo jeżeli się nie dogadamy, będzie źle. Po prostu.”

Jolanta Kucińska.

– Interesują mnie inwestycje, których mieszkańcy nie chcą u siebie w swoich miejscowościach. Wiosną tego roku z taką właśnie niechcianą inwestycją zawitał do nas przedsiębiorca, który chce zbudować zakład przetwarzania odpadów rolniczych. Chce prać folie rolnicze, by potem przerabiać je na granulat. Co prawda mamy w planie zagospodarowania wyznaczone tereny pod działalność uciążliwą, ale trzeba pamiętać, że sporządzono je w latach 80. Wyznaczając wówczas taki obszar, samorządowcy mieli raczej na myśli budowę zakładów produkcyjnych, młynów etc. O spalarniach śmieci, czy fabrykach przetwarzających odpady zaczęło się mówić stosunkowo niedawno. Nasz przykład pokazuje, że nawet jeśli istnieją plany miejscowe, to wyższą koniecznością jest dostosowanie ich do współczesnych realiów – zauważa Jolanta Kucińska, sołtyska miejscowość Ciski w woj. mazowieckim.

– Inwestor złożył wniosek do gminy i formalnie wszystko jest w porządku. Ale sprzeciw mieszkańców jest tak duży, że samorząd obok tego nie może przejść obojętnie. Wójt powiedział na spotkaniu, że stoi za mieszkańcami, więc oczekujemy że wyda decyzję negatywną. Obecnie gmina jest na etapie tworzenia nowego planu zagospodarowania przestrzennego. Myślę, że przepisy będą na tyle doprecyzowane, że inwestycje typu uciążliwego nie będą miały już miejsca na naszym terenie. Po warsztatach na temat przestrzeni doszłam do wniosku, że w walkę z niechcianymi inwestycjami warto zaangażować organizacje ekologiczne – podsumowuje Jolanta Kucińska.

tekst i fot. Przemysław Chrzanowski

Facebook
Twitter
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Najnowsze wydarzenia

Szkoły w gminach wiejskich lub miejsko - wiejskich (miasta do 5 tys. mieszkańców)
09.07.2024
- 22.07.2024
on-line i stacjonarnie
10.07.2024
- 05.08.2024
Województwo mazowieckie
01.07.2024
- 17.07.2024
Cała Polska
03.07.2024
- 05.08.2024
Szkoły w gminach wiejskich lub miejsko - wiejskich (miasta do 5 tys. mieszkańców)
09.07.2024
- 22.07.2024
on-line i stacjonarnie
10.07.2024
- 05.08.2024
Województwo mazowieckie
01.07.2024
- 17.07.2024
Cała Polska
03.07.2024
- 05.08.2024

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!