„Nasze babcie były najlepszymi preppersami w Europie”, czyli o społeczności przygotowanej na kryzys

MG_2014-1

Obecnie za największe zagrożenie uznajemy wojnę i konsekwencje zmian klimatu. Czy wiejskie, polskie społeczności są na nie przygotowane?

Magdalena Gromek-Kowalczyk: Kim jest właściwie „preppers”?

Piotr Czuryłło, prezes Polish Preppers Network Foundation: W dużym skrócie to osoba, która zdaje sobie sprawę z ryzyka kryzysu i ma plan na poradzenie sobie z nim. Często preppersi prześmiesznie przedstawiani są w maskach tlenowych, kopiący kryjówki w lesie, jak wariaci czekający na koniec świata. To duże i krzywdzące uproszenie. Preppers to każda osoba, która zdaje sobie sprawę, że bezpieczeństwo jest kruche i wie, co robić w sytuacji zagrożenia. Każdy, kto ma jakiś zapas pieniędzy, jedzenie i wodę w spiżarni, kto dba o naładowany telefon komórkowy przed podróżą jest preppersem. Wszyscy mamy tak samo, mamy wspólny „mianownik” – boimy się końca, kataklizmów. To wynika z piramidy naszych potrzeb – potrzeba bezpieczeństwa plasuje się tuż za potrzebami fizjologicznymi.

Piotr Czuryłło (źródło: www.preppersi.pl)

MGK: Sam mieszka Pan na obszarze niemiejskim. Wie Pan czego boją się mieszkańcy wsi?

PC: Według mnie narasta strach przed wojną i skutkami zmian klimatu. Oczywiście każdy region ma swoją specyfikę i zagrożenia mogą być różne, ale wojna i klimat są wspólne dla nas wszystkich. O ile zmiany klimatu są czymś nowym, to strach przed wojną mamy w naszym DNA. Opowieści dziadków o koszmarze wojny, ucieczkach, śmierci  do tej pory były czymś egzotycznym. Wojna w Ukrainie, okrucieństwo Rosjan przeraża nas. Wojna stała się czymś namacalnym, realnym.

Polacy zdają sobie też sprawę z kryzysu klimatycznego. Już nie sposób temu zaprzeczać, bo wystarczy wyjrzeć przez okno. Zatarły się pory roku, mamy susze, obniża się poziom wód, wichury zrywają dachy, wywracają drzewa. Blisko swojego domu miałem kilka źródeł wody. Po niektórych z nich nie został nawet ślad.

MGK: Czy według Pana wspólnoty na wsi są przygotowane do zagrożeń, do wojny?

PC: Uważam, że społeczności wiejskie są dobrze przygotowane do kryzysów, bo ludzie wsi mają we krwi zabezpieczania się, gromadzenie zapasów, mają wiedzę o hodowli zwierząt bardziej niż ludzie miasta. Na wsi każdy ma kawałek ziemi, jakieś narzędzia, zazwyczaj w ogrodzie rosną warzywa. Nasze babcie w czasie okupacji były najlepszymi preppersami w Europie. I do dziś często są, bo potrafią przygotować posiłek „z niczego”. To jest bardzo cenna wiedza.

Uważam, że w Polsce istnieje coś takiego jak wspólnota sąsiedzka, nawet jeśli sąsiedzi żyją jak Kargul z Pawlakiem. W sytuacji zagrożenia zazwyczaj ludzie na wsi jednoczą się, wspólnie sobie pomagają. Mamy sołtysów, ogromną rolę odgrywają Ochotnicze Straże Pożarne, a obecnie także Koła Gospodyń Wiejskich. Łatwiej i spokojniej się żyje ze świadomością, że mamy wspólnotę, która pomoże w przypadku kryzysu. Wydolność organizacyjną polskiej wsi oceniam na 5 w skali sześciostopniowej.

Idealnie przygotowana społeczność to społeczność zorganizowana, samodzielna, z dobrymi, silnymi liderami. To społeczność, w której ludzie posiadają konkretne umiejętności (np. umiejętność rąbania drewna, rozpalenie ogniska) i wiedzę (np. jak odnaleźć się w lesie, jak przygotować posiłek), bo to jest najważniejsze w kryzysie. To także społeczność gotowa do ciężkiej pracy.

Według mnie najlepiej przygotowane społeczności to społeczności skandynawskie, szwajcarskie, niemieckie. Od nich powinniśmy brać przykład. Kiedyś kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała, że każdy Niemiec powinien mieć w domu zapas wody i jedzenia, leków na 3 dni. Ludzie zastanawiali się, czemu tak powiedziała, czyżby przygotowywała Niemców na kryzys? Nic podobnego, to po prostu głos rozsądku. Gospodarka rynkowa, pełne sklepy, handel przyzwyczaiły nas do wygody, uśpiły naszą czujność. Jesteśmy niewolnikami smartfonów, telewizorów. Ale wystarczy sobie wyobrazić, że przez naszą wieś przechodzi kilkudniowa wichura, drogi są nieprzejezdne, nie ma prądu, nie możemy wyjść z domu, sklepy są zamknięte, a mamy pustą lodówkę i brak wody. Co wtedy zrobimy?

MGK: Rzeczywiście, to scenariusz na czas kataklizmu typu powódź, wichura, śnieżyca. Ale co z wojną? Co robić, jeśli Rosjanie wejdą na nasz teren?

PC: Patrząc na to co Rosjanie robią w Ukrainie polecam każdemu Polakowi sprawdzenie czy członkowie rodziny mają ważne paszporty, sprawne auto, zapas gotówki. To nic haniebnego wywieźć swoją rodzinę, najbliższych w bezpieczne miejsce.

MGK: A jak Pan jest przygotowany do kataklizmów, w tym do wojny?

PC: To głównie takie przygotowanie mentalne. Po prostu wiem co mam robić w danej sytuacji. Załóżmy, że wybucha wojna, a ja z żoną jesteśmy w pracy, dzieci w szkole. Nie działają telefony, nie ma Internetu. Co robimy? Spotykamy się w domu, czy jeden dorosły zbiera wszystkich? To są sprawy, które warto spokojnie w rodzinie omówić. Nie po to by straszyć, tylko mieć ten awaryjny plan. To wbrew pozorom daje poczucie spokoju, bezpieczeństwa.

Zachęcam, by usiąść z rodziną przy stole i porozmawiać o tym co warto mieć w domu, czego warto się nauczyć, jakie umiejętności, kompetencje są ważne. Czasem wieczorami w domu nie ma prądu i ludzie są kompletnie rozbici. Szukają po omacku świeczek, nie mają pomysłu co robić w ciemnym domu bez elektroniki i internetu. Zatraciliśmy umiejętność rozmowy, komunikowania się. Wieczorny brak prądu to idealna sytuacja testowa dla rodziny. Zachęcam, by podnosić, szlifować taką codzienną komunikację i zaradność, chociażby krojenie chleba nożem, bo i to okazuje się dziś być wyzwaniem. Polecam utrzymywać relacje z dalszą rodziną, poznawać dzieci nawet z dalekimi krewnymi.

Elementem wojny jest także dezinformacja ze strony Rosjan. Ona ma ogromne znaczenie, może wywołać panikę. W pierwszych dniach wojny Polacy niepotrzebnie rzucili się do hurtowego kupowania paliwa na stacjach. Pojawiają się opinie w stylu: „zanim pomożesz Ukraińcom, przypomnij sobie o rzezi wołyńskiej”. I za tym też stoją Rosjanie, którzy chcą nas skłócić. To nie jest czas i miejsce na roztrząsanie tych, oczywiście bardzo ważnych, spraw. Więc dziś dodatkowa wiedza i umiejętność to selekcja informacji, które do nas docierają, a które mogą być dla społeczności tragiczne w skutkach.

MGK: Sądzi Pan, że OSP, KGW, sołtysi, urzędnicy gminni również mogą usiąść przy wspólnym stole i porozmawiać o planie kryzysowym dla społeczności lokalnych?

PC: Jak najbardziej, widzę tu pole do rozmowy. Strażacy, członkinie KGW to zazwyczaj ludzie bardzo zaradni, pracowici, z wieloma umiejętnościami. Zawsze warto rozmawiać i mieć plan awaryjny, nawet jeśli będą się z nas śmiać. Śmieje się ten, kto się śmieje ostatni.

MGK: czym zajmuje się Fundacja Polish Preppers?

PC: Fundacja uczy ludzi życiowej zaradności i konkretnych umiejętności, kiedyś, przed erą dobrobytu powszechnych. Uczy dbania o samych siebie, dbania o swój psychiczny stan. Organizujemy wyprawy w teren, oswajamy dzieci z naturą, uczymy uważności na przyrodę, organizujemy survivale. I edukujemy. Jestem przekonany, że lepiej jest być przygotowanym niż zaskoczonym. Zapraszam na www.preppersi.pl

MGK: bardzo dziękuję za rozmowę!

PC: Ja również! Do zobaczenia w terenie!

***

Piotr Czuryłło – pierwszy polski prepper, założyciel najpopularniejszego portalu zajmującego się zagadnieniem przetrwania preppersi.pl oraz forum Polish Preppers Network. Podróżnik, płetwonurek, myśliwy, łowca podwodny, człowiek lasu oraz zwolennik powrotu na łono natury. Mieszka z żoną i dziećmi na Warmii w niewielkiej społeczności prepperów. Autor poradnika „Vademecum przetrwania”

Zdjęcie główne: www.niecoinaczej.pl/nina/

Autor: Magdalena Gromek-Kowalczyk
O autorze: w Fundacji Wspomagania Wsi od 2010 r.  Absolwentka wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, międzynarodowych studiów Development Cooperation Policy and Management oraz Szkoły Trenerów NVC.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!