Siedlisko Pod Lipami – jedyna taka akademia

dsc03575zaja2

Przemysław Chrzanowski: Wyprowadzić się z miasta na wieś dzisiaj nietrudno, ale wyprowadzić się do domu z dziecięcych marzeń- już tak. Pani się udało.

Joanna Włodarska: – Dziewięć lat temu przeprowadziliśmy się z Gdańska na Żuławy. Powróciłam jakby do korzeni, ponieważ urodziłam się w Elblągu i do Żuław zawsze miałam słabość. Mieszkaliśmy w samym centrum Wrzeszcza tuż przy targowisku, co stawało się coraz bardziej uciążliwe. W pewnym momencie nasiliły się włamania do piwnic oraz samochodów, zdecydowanie nie czuliśmy się tam komfortowo. I właśnie w takich okolicznościach zaczęła w nas kiełkować myśl o tym, by wreszcie zrealizować skrywane głęboko marzenie o urokliwym domu na wsi.

W dzieciństwie często bywałam u przyjaciół na Wysoczyźnie Elbląskiej, mieli drewniany, poniemiecki dom pełen zakamarków, tajemnic. Był sad i stara kuźnia. To wszystko jakoś we mnie utkwiło i jak się okazuje, wpłynęło na moje życie.

Zanim jednak trafiliście do Siedliska Pod Lipami, obejrzeliście około setki domów w całej Polsce.

– Z racji zawodu dziennikarskiego, jaki oboje z mężem wykonujemy, włóczyliśmy się po kraju w pogoni za reportażami. Pewnego razu mąż wypatrzył ogłoszenie w jednym z lokalnych serwisów internetowych, dotyczące sprzedaży domu, który na pierwszy rzut oka spełniał nasze oczekiwania. Był stary, wokół rósł sad, a do głównej drogi było daleko. Odległość do dużego miasta niewielka, co zapewniało szybki dojazd córki do szkoły. Oferta idealna.

100 0923zaja2
Akademia Siedliska Pod Lipami.

Pośredniczka stwierdziła, że nie ma czasu z nami jechać, mamy więc wejść sami – klucz miał leżeć pod kamieniem Pojechaliśmy na miejsce. Na widok samochodu zza rzeki nadszedł sąsiad i po krótkim wywiadzie oprowadził nas po gospodarstwie. Drzwi do domu otworzył gwoździem, podważając nim haczyk, który zastępował zamek. Okazało się, że przez dwa lata opuszczony dom stał sobie w polach zupełnie nietknięty. Dla nas był to czytelny sygnał, że skoro wokół mieszkają ludzie, którzy z szacunkiem obchodzą się z czyjąś własnością, to dalej już nie szukamy. Od tego momentu nasze marzenie zaczęło się spełniać.

Czy zaczęliście sobie wówczas zadawać trudne pytania o to, co właściwie na tej wsi chcecie robić?

– Nie mieliśmy z tym większego problemu, ponieważ zawodowo jesteśmy mocno związani z prowincją. Jak wspomniałam, jesteśmy dziennikarzami, ja piszę, mąż robi zdjęcia. Piszemy głównie o wsi. Nasze publikacje można czytać w takich pismach jak „Weranda Country”, „Sielskie życie”, „Kuchnia”, a ostatnio przede wszystkim „Siedlisko”. W gestii naszego zainteresowania są ciekawi ludzie, kulinaria, interesujące projekty realizowane na terenach wiejskich. Łączymy w ten sposób przyjemne z pożytecznym. Oczywiście na początku mocno się zastanawialiśmy nad tym, co możemy robić na wsi poza wypełnianiem naszych obowiązków zawodowych.

dsc03647zaja2
Produkcja sera.

Myśleliśmy o wytwarzaniu żywności tradycyjnej, rozważaliśmy także stworzenie gospodarstwa agroturystycznego. Wiedzieliśmy, że w jedynym i drugim przypadku napotkamy na spore utrudnienia – chcąc produkować żywność, trzeba spełnić szereg wymogów sanitarnych, a co do agroturystyki, to sam nocleg na wsi dziś już nikogo nie urządza, trzeba stworzyć dodatkowe atrakcje. Uznaliśmy zatem, że skupimy się na popularyzowaniu swojej wiedzy.

Z czasem pojawiły się kolejne wyzwania.

– Wydarzyło się to na kanwie dążenia do odtwarzania dawnych tradycji kulinarnych. Sąsiadki zasugerowały, że dobrze byłoby nasze działania sformalizować i tak powstało stowarzyszenie Dwie Wsie, którego jestem prezeską. Zaczęło się od warsztatów serowarskich, które realizowaliśmy w ramach projektu. Odbiorca był tu ściśle określony, trudno było wyjść poza projektowe ramy, tymczasem zgłoszenia mieliśmy z całej Polski. Biorąc to pod uwagę, postanowiliśmy zacząć robić rozmaite warsztaty już pod egidą firmy Akademia Siedliska Pod Lipami.

warsztaty dla dzieci ze szkoly podstawowej w wezznie.zaja2
Warsztaty dla dzieci ze Szkoły Podstawowej w Węzinie.

Jak docieracie do potencjalnych zainteresowanych?

– Jesteśmy mocno obecni w sieci. Naszym głównym kanałem informacyjnym są media społecznościowe. Tą drogą kontaktujemy się z ludźmi, którzy interesują się podejmowanymi przez nas tematami, którzy chcą wziąć udział w warsztatach, którzy wreszcie zwyczajnie chcą porozmawiać o serowarstwie, zielarstwie czy innych zagadnieniach firmowanych przez Akademię.

A’ propos zielarstwa – publikuje pani w sieci ciekawe filmy.

– To taki mini serial o ziołach. Można powiedzieć, że pasjonuję się tym tematem od dzieciństwa. Już wówczas, kiedy spędzałam wakacje na Wysoczyźnie Elbląskiej miałam okazję penetrować okolicę w poszukiwaniu ziół. I tak już zostało. Bohaterami moich filmików są czasem bardzo groźni reprezentanci otaczającej nas flory. Ostatnio prezentowałam szalej jadowity, zwany także cykutą. To jedna z najbardziej trujących, dziko rosnących i bardzo rozpowszechnionych roślin. Wcześniej uwagę internautów zwracałam między innymi na dziką marchew, czy krwawnik. Cieszę się, że każdy z odcinków Zielnika Akademii Pod Lipami ma kilkutysięczną widownię.

fragment kuchnizaja2
Fragment kuchni.

Czy można przyjechać do was, by uczyć się serowarstwa lub zielarstwa?

– Nasza działalność jest wielotorowa. Bardzo często to my jeździmy po Polsce i organizujemy warsztaty w zaprzyjaźnionych gospodarstwach agroturystycznych lub pensjonatach. Mamy w tym zakresie spore doświadczenie, bywało, że robiliśmy warsztaty dla ośrodków doradztwa rolniczego. Byliśmy na Podkarpaciu, Podlasiu, Dolnym Śląsku, Mazurach, w Zachodniopomorskim i wielu innych regionach.

Drugi wariant to zajęcia u nas w Siedlisku, tutaj jednak jest ten kłopot, że póki co nie dysponujemy miejscami noclegowymi. Radzimy sobie jednak w ten sposób, że kierujemy uczestników warsztatów do zaprzyjaźnionych gospodarstw agroturystycznych. Zdarza się nam także korzystać ze świetlicy wiejskiej – dzieje się tak wówczas, kiedy współdziałamy ze stowarzyszeniem.

Jakie koszty ponoszą uczestnicy organizowanych przez was zajęć?

– Jeśli to możliwe, staramy się prowadzić warsztaty w oparciu o projekty finansowane ze źródeł zewnętrznych. Jeżeli istnieje dobra wola ze strony potencjalnych organizatorów przedsięwzięcia, pomagam w zdobyciu takich pieniędzy. Wspólnie piszemy projekt, a potem udajemy się z nim do działających w okolicy podmiotów, takich jak na przykład Lokalne Grupy Działania(LGD). Wówczas uczestnik zajęć nie ponosi żadnych kosztów. Oczywiście dla nas jest to dodatkowe źródło dochodu, uczciwy biznes, który silnie związany jest z naszymi rozlicznymi pasjami.

warsztaty serowarskie dla dziecizaja2
Warsztaty serowarskie dla dzieci.

Czy po dziewięciu latach życia na Żuławach z dala od wielkomiejskiego zgiełku możecie mówić tym, że odnieśliście sukces?

– Dla mnie sukcesem jest to, że żyjemy tak jak zawsze chcieliśmy żyć. Kochamy to, co robimy. Nasza praca daje nam satysfakcję. Uwielbiamy jeździć po kraju i opisywać miejsca warte pokazania. A ponadto cieszymy się, że organizując warsztaty, poznajemy wspaniałych ludzi. Sukcesem niewątpliwie jest też to, że za sprawą naszych warsztatów na korzyść odmienia się czyjś los. Wiem, że brzmi to dość górnolotnie, ale tak się dzieje, kiedy ktoś buduje w swoim gospodarstwie serownię. Zwykło się mówić, iż dwie krowy to za dużo, żeby umrzeć, a za mało, żeby żyć.

dsc04471zaja2
Sery domowej produkcji.

My pokazujemy, że i dzięki owym dwóm krowom żyć można dobrze. Bo nie trzeba ograniczać się do sprzedaży mleka po 60 groszy za litr, można robić dobre sery i godziwie na nich zarabiać. Grono odbiorców takiej żywności jest naprawdę wielkie, nie ma problemów z legalnym zbytem. Wszystko to powoduje, że życie konkretnej osoby, albo i całej rodziny zmienia się o 180 stopni. Docierają do mnie sygnały od uczestników naszych zajęć, którzy z niekłamaną radością chwalą się nowymi inwestycjami w gospodarstwach, mówią o udanych gatunkach serów oraz nowych odbiorcach. Zadzwoniła niedawno do mnie pani z Podlasia, która przyznała się do tego, że choć od 20 lat jest mężatką, to dopiero teraz, dzięki wytwarzanym przez siebie serom, ma własne pieniądze. Czyż to nie jest sukces?

***

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!