Wiejskie zabobony kontra natura

images_ptki2_04zaja

Z falą ostrej krytyki spotkał się proceder ujawniony przez leśników z Podkarpacia. Otóż na jednym z portali społecznościowych opublikowali zdjęcie bestialsko zabitego myszołowa. Dramatyzmu dodał fakt, iż martwy drapieżnik przywiązany został do skrzyżowanych patyków i powieszony na drzewie. Czemu miała służyć ta makabryczna „instalacja”? Czy to zemsta pokrzywdzonego hodowcy gołębi, albo drobiu? A może próba odstraszenia pobratymców, zagrażających domowemu przychówkowi? Komentarze internautów były druzgocące, lejący się zewsząd jad w tym kontekście był jednak w pełni uzasadniony. Nie sposób uwierzyć, że do tak perfidnego czynu mogło dojść w XXI wieku.

Przemysław Chrzanowski: Jak pan myśli, czemu miała służyć ta makabryczna „instalacja”?

Arnold Cholewa, Nadleśnictwo Nowa Dęba: – Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, sądzę jednak, że mogło to mieć związek z próbą odstraszenia innych drapieżników. Martwy myszołów zauważony został przez matkę jednej z naszych pracownic w lasku położonym niedaleko zabudowań. Obraz był wyjątkowo makabryczny. Ptak został wyeksponowany tuż przy ścieżce, którą ludzie chadzają na skróty do kościoła albo na cmentarz. Można w tym kontekście sądzić, że człowiekowi, który tego dokonał zależało, by widzieli to inni.

01zaja

Czy spotkał się pan w okolicy z podobnym procederem?

– Nie, zetknąłem się natomiast z podobną sytuacją w przypadku gawronów, czy kawek. Otóż zabijano je, a potem eksponowano na świeżo obsianych polach. Wszystko po to, by inne krukowate nie dobrały się do ziarna. Świadomość ludzi ewoluuje i widzę, że obecnie do tego celu wykorzystuje się worki na odpady. Podobno spełniają tę samą rolę co martwe ptaki, rozwieszone na patykach. Niemniej natknąłem się kiedyś na ubitego gawrona, od razu zgłosiłem to na policję. Sprawę jednak umorzono, bo nikt nikogo za rękę nie złapał, chociaż wszyscy dokładnie wiedzieli czyje to pole i ustalenie sprawcy nie byłoby specjalnie trudne.

02zaja

Niechlubną sławą cieszą się w niektórych środowiskach jastrzębie, im też grozi niebezpieczeństwo?

– Zdarza się, że terror sieją tutaj hodowcy gołębi. Zdarza się, że celowo wystawiają słabą sztukę, jastrząb wpada wówczas w zasadzkę, zamyka się za nim klaper. Z atakującego w jednej chwili staje się ofiarą. W tych okolicznościach drapieżnik jest bezbronny, człowiek to wykorzystuje i niewinnego ptaka uśmierca, by go potem wywiesić przy gołębniku ku przestrodze innym jastrzębiom. Bzdurą jest jednak to, że owe ptaki wpadają do gospodarskich zabudowań i dziesiątkują populację „pocztowców”. Dla żyjącego na wolności drapieżnika najważniejsze jest to, żeby za wszelką cenę wydostać się na zewnątrz. W takich okolicznościach, w rozgardiaszu powodowanym przez wystraszone gołębie, jastrząb z pewnością nie będzie skupiał się na polowaniu.

03zaja

Złość ludzi wobec niektórych gatunków chyba nie ma granic, skoro dopuszczają się tak bestialskich praktyk jak ta z zeszłego roku pod Osiekiem Jasielskim na Podkarpaciu.

– To właśnie tam znaleziona została para orłów przednich z silnymi objawami zatrucia pokarmowego. Drapieżniki skonsumowały wyłożone przez człowieka zatrute mięso, samica padła, a jej towarzysza cudem udało się odratować. Gatunek ten jest niezwykle rzadki i występuje u nas pod ścisłą ochroną. Są to największe polskie ptaki szponiaste; rozpiętość ich skrzydeł może sięgać nawet 240 cm. Na nowe potomstwo czeka się w ich przypadku czasem bardzo długo, zdolność do reprodukcji osiągają w wieku około 4-5 lat. Orły przednie są monogamiczne, co oznacza, że łączą się w pary na wiele lat. Strata samicy jest zatem równoznaczna z utratą pary w tym sezonie lęgowym. Warto podkreślić, że sukces rozrodczy tych ptaków nie osiąga wartości nawet 50 procent.

04zaja

Czy to był jednostkowy przypadek?

– Padlinę zatrutą silnie toksycznymi herbicydami znajdowaliśmy kilka razy. Zazwyczaj gdzieś na polach, gdzie uprawia się tytoń. Kiedyś natknąłem się na gromadę martwych ptaków, tuż obok leżał padły lis, znalazłem także konającego bielika. Tego ostatniego na szczęście udało się nam uratować. Wszystkie te stworzenia zjadły padlinę, zatrutą środkiem o nazwie Furadan. Powoduje on tak gwałtowną reakcję w organizmie zwierzęcia, że jedynym ratunkiem jest natychmiastowe płukanie żołądka. Przy zainfekowanym mięsie znajdujemy zimą w zasadzie wszystkie gatunki drapieżników, które zostają u nas na zimę poczynając pod sikorki bogatki, poprzez sójki, dzięcioły, sroki, kruki, jastrzębie na orłach skończywszy. To naprawdę dramatyczna sytuacja.

05zaja

Kto za tym stoi?

Różne są teorie na ten temat. Istnieje przypuszczenie, że to hodowcy gołębi, dla których każdy drapieżnik jednoznacznie kojarzy się z jastrzębiem, a więc ich wrogiem podstawowym. Podejrzenie pada także na myśliwych, dla których mięsożerne ptaki często stanowią konkurencję. Z podobną złością podchodzi się w górach do wilków, chociaż te są bardzo ostrożne i podrzuconej przez człowieka padliny raczej nie tykają.

06zaja

07zaja

***

 

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Nasza strona wykorzystuję pliki cookies w celu prawidłowego działania strony, korzystania z narzędzi marketingowych i analitycznych, zapewniania funkcji społecznościowych oraz systemu komentarzy.

Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies?