Kup teraz – płać później, czyli o zakupach na „zeszyt”

kupowanie na zeszyt
Papierowy brulion, w którym sprzedawca zapisuje nazwiska klientów, a obok nich kwoty do zapłaty – istnieje w wielu, a może nawet prawie we wszystkich sklepach na wsi. Tak zwane „zakupy na zeszyt” to trochę archaiczna forma, niezwykle użytecznej „karty kredytowej” wielu klientów wiejskich sklepików. Nie musisz jej nawet mieć przy sobie. Zapomniałeś portfela, szedłeś po coś innego, a przypomniałeś sobie, że w domu nie ma soli lub po prostu brakuje Ci pieniędzy – sprzedawca bez narzekania wpisze Cię do zeszytu i wyda towar. Oddasz, jak będziesz miał, jak będzie okazja, zwykle przed upływem miesiąca.

Prawdopodobieństwo nie oddania należnych sklepikarzowi pieniędzy w małej społeczności wiejskiej jest dość znikome, więc właściciele sklepów bez większych obaw otwierają zeszyt i zapisują nazwiska, a przy nich kwoty do zapłaty.

I gdyby właściciele małych sklepików mogli cokolwiek skorzystać na tej uprzejmości, można by porównać ten zabieg do stosowanej przez większe sklepy formy kredytowania pod nazwą: „Kup teraz – płać później”, rozpowszechnionej zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Wygląda podobnie. Klient kupuje towar, ale nie płaci od razu, sklep zobowiązuje go do dostarczenia pieniędzy w późniejszym – ale ściśle określonym – terminie. Sklep jednak zarabia na każdym dniu zwłoki. W przypadku zakupów na zeszyt, nie ma mowy o jakimkolwiek procencie czy grzywnie za nieterminową spłatę. Sklepikarz robi to z dobrej woli, znając trudne, życiowe sytuacje swoich sąsiadów. Na zeszyt wydawane są różne artykuły, głównie spożywcze. Niekiedy właściciele sklepów trzymają się zasady nie sprzedawania „na zeszyt” alkoholu, ale zdarzają się i tacy, którzy wręcz specjalizują się w sprzedaży trunków właśnie w takiej formie.

 

Można zapytać, czy kupowanie na zeszyt w jakikolwiek sposób opłaca sklepikarzom i klientom?

Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma takiej możliwości. Nie opłaca się to ani jednym, ani drugim. Sklepikarz nie ma płynności finansowej, która pozwala mu nie tylko generować regularnie dochód, płacić terminowo własne rachunki, podejmować nowe wyzwania, rozwijać swój biznes, ale także kupować nowy towar. Kredytowanie na zeszyt pociąga za sobą kolejne ogniwo łańcuszka pożyczek. Właściciel sklepu wiejskiego musi częściowo zaopatrywać swój sklep z własnych oszczędności, albo… sam kupować „na zeszyt” u hurtownika czy dostawcy. Obydwaj zarabiają dopiero wtedy, kiedy ostateczny nabywca towaru przyniesie do sklepu kasę. Płynność finansowa jest mocno rozciągnięta w czasie, a jak mówią ekonomiści – czas to pieniądz.

Klient, który notorycznie korzysta z zeszytu, prawdopodobnie żyje ponad swoje, bardzo skromne możliwości finansowe. I być może nie jest nawet tego świadomy, że korzystanie z tej formy regularnego zapożyczania się pogłębia jego dług i trudną sytuację finansową.

 

Kontrola budżetu domowego i firmowego

Niby ta ekonomia dnia codziennego jest dla nas oczywista. Pieniądze, które wypracowaliśmy w danym miesiącu, czy też te, które nam się należą z racji renty, emerytury, dotacji czy działalności gospodarczej, muszą pokrywać nasze stałe, miesięczne wydatki m.in.: żywność, prąd, gaz, opał, wywóz śmieci, woda, telefon, ubrania, detergenty, kształcenie dzieci. W zasadzie każdy o tym wie, bilans musi wyjść na zero. Przynajmniej. Dobrze jeśli coś nam zostaje, bo to oznacza, że mamy pieniądze na wydatki nieprzewidywalne i okazjonalne np. na spłatę zaciągniętej pożyczki na lekarstwa czy prezent ślubny dla chrześniaka. Ale czy rzeczywiście wiemy, jaki ten bilans jest u nas? Prześledzenie własnego budżetu z długopisem w ręku przynosi niekiedy zaskakujące odkrycia, na przykład, że nie oszczędzamy w ogóle i żyjemy z dnia na dzień albo żyjemy ponad stan, czy też korzystamy zza drogich do naszych możliwości usług czy produktów.

 

Zakupy na zeszyt a pogłębianie długu: co robić, by nie biednieć?

Żeby poprawić swoją sytuację finansową, nawet przy skromnych dochodach i korzystać racjonalnie z pożyczek i kredytów, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy znamy nasz budżet domowy, a po drugie, czy będziemy w stanie z tego budżetu kredyt czy pożyczkę spłacić, i w jakim czasie jest to możliwe. W przypadku kredytów bankowych, jesteśmy o to szczegółowo pytani i liczy za nas bank. To czasem dopiero bank uświadamia nam bolesną prawdę, że nie mamy zdolności kredytowej.

Bo być może, po przyjrzeniu się domowej polityce finansowej, okaże się, że nasze wpływy do budżetu całkowicie pokrywają niezbędne wydatki i nie mamy szans na racjonalne spłacenie kredytu czy pożyczki, ponieważ nic nam już nie zostaje na wydatki dodatkowe. W takiej sytuacji regularne kupowanie na „kredyt” tylko utrwala ten stan i pogłębia nasze zadłużenie. W zasadzie nigdy nie spłacamy „kredytu”, a tylko rozciągamy w czasie spłatę rosnącego zadłużenia i czynimy go wiecznym kredytem. Bywa tak z kupującymi na „zeszyt”, bo choć nie narastają im odsetki od kredytu w sklepie, to tkwią oni w stałym zadłużeniu, a ich bilans budżetowy jest ciągle ujemny.

 

Dobre rady

Jakie są wtedy dla nas rady? Co można zrobić, by poprawić swoją sytuację finansową? Ekonomiści radzą:

– robić oszczędności w czasach wyższych zarobków i wcześniej zabezpieczać się przed nagłym wydatkami;

– kontrolować posiadane środki pieniężne i planować ponoszone wydatki z wyprzedzeniem;

– uwzględniać przy konstruowaniu budżetu także wydatki nagłe, trudne do przewidzenia, czyli gromadzić oszczędności na czarną godzinę;

– hierarchizować potrzeby gospodarstwa ze względu na wagę i czas;

– szybko reagować, gdy pojawiają się rozbieżności w przyszłych wydatkach i dochodach;

– trzymać się wcześniej poczynionych założeń do domowego budżetu.

Podsumowując – kontrolować, magazynować, porządkować wydatki i dyscyplinować siebie.

I zapomnieć o zakupach na zeszyt.

 

Zakupy na zeszyt a poczucie bezpieczeństwa

Ale życie na wsi zweryfikowało już nie jedną teorię. Istnienie zeszytu to nie tylko dowód na to, że nie kontrolujemy swoich budżetów domowych i żyjemy ponad stan. Ani dowód na to, że chcemy przełożyć ciężar finansowania prywatnych zakupów na właściciela sklepu, a sam właściciel sklepu ma ukryty w tym zysk. W zakupach na zeszyt jednym i drugim chodzi o zupełnie inną wartość niż pieniądz.

Ważniejsza od płynnych dochodów sklepikarza jest tu zdaje się trwałość źródła utrzymania, a nie rozwój biznesu, pociągający za sobą większe ryzyko, dla klienta zaś – przetrwanie w zmieniających się nieustanne warunkach środowiska. A chęć utrzymania się dla jednych i drugich i wzajemnego podtrzymania się przy życiu, choć tak odmienna od postawy, której wymagamy od ludzi przedsiębiorczych, jest cenniejsza niż złoto. Bo trwałość daje poczucie bezpieczeństwa, wartość tak unikalną w dzisiejszym, mało przewidywalnym świecie, a tak podstawową z punktu widzenia choćby potrzeb psychologicznych człowieka. Robienie i kontrolowanie budżetu domowego czy firmowego ma sens nawet przy niskich i ograniczonych dochodach, ale – dochodach stałych, czyli w warunkach względnie przewidywalnych, o co na dzisiejszej wsi bardzo trudno.

 

Zakupy na zeszyt a niestabilna sytuacja na rynku pracy

Trzeba podkreślić, że „zeszyt ratunkowy” istnieje przede wszystkim w tych regionach, gdzie trudno o te stałe dochody, a rynek pracy jest bardzo niestabilny, trudny do przewidzenia. W jednym miesiącu jest praca, w drugim już jej nie ma. W tym kwartale jest popyt na daną produkcję, w następnym jest zastój. Bezrobotni zgłoszeni do urzędów pracy i aktywnie poszukujący pracy, często są zatrudniani tylko na parę miesięcy, potem są zwalniani, następnie znowu zatrudniani, zależnie np. od tego, w jakim czasie uruchamiane są programy dotacyjne na nowe miejsca pracy dla pracodawców. Niestety, w rzeczywistości nie wystarcza tylko chęć pracy i aktywność. Dlatego ludziom na wsi trudno coś zaplanować, zwłaszcza dochody, tym bardziej trudno odłożyć na czarną godzinę…

 

Zakupy na zeszyt a rolnicze źródła dochodu

Z zeszytu korzystają też osoby, które utrzymują się wyłącznie z rolnictwa, bo, jak wiadomo, tego typu działalność przynosi gotówkę w określonych porach roku i sytuacjach. Wielu rolników jest w trakcie restrukturyzacji gospodarstw albo w stanie zawieszenia: co robić, w jakim kierunku przestawiać swoje gospodarstwo? Wtedy o te stałe dochody niezwykle trudno.

Dlatego w wielu indywidualnych przypadkach zakupy „na zeszyt” są wybawieniem dla osób bez stałych dochodów lub tych, którzy mają niestabilną sytuację zarobkową. Jeśli nie starczy funduszy do końca miesiąca – mogą zrobić zakupy na zeszyt, nie za darmo i nie bez honoru. Ale bez podstępnego procentu! A co ma z tego właściciel sklepu? Właściciel sklepu ma jak w banku, że kredytobiorca zeszytowy powróci do niego, zapłaci i zrobi kolejne zakupy, być może znowu na zeszyt, ale też niekoniecznie. Zeszyt jest jakąś formą zachęty do kupowania w tym sklepie. A wspólny interes tych dwojga? Przetrwać.

Może dziś, kiedy wielkie teorie ekonomiczne nie poradziły sobie z przewidzeniem wielkiego kryzysu gospodarczego, codziennie słyszymy jak upadają kolejne duże firmy, a inne wielkie masowo zwalniają pracowników – takie podejście do sprawy staje się bardziej zrozumiałe.

 

Zakupy na zeszyt elementem programu lojalnościowego wiejskiej firmy

Biznes na wsi działa zupełnie inaczej niż w anonimowym środowisku miasta – tam firma musi dołożyć wielu starań, a też i środków, aby to środowisko sobie stworzyć, aby przestało być dla niej anonimowe. Do tego tworzy programy promocyjne, PR-owskie, lojalnościowe. Wiejska firma, taka jak np. sklep nie potrzebuje wkładać tak wiele wysiłku w tworzenie dobrych i stałych więzi ze swoim klientami. Wiele spraw dzieje się naturalnie. Jednak można powiedzieć, że zakupy „na zeszyt” są jakąś formą promocji sklepu, a może bardziej elementem podtrzymywania więzi z otoczeniem klientów, czyli z definicji działaniem z zakresu Public Relations. W końcu jest to świetny sposób, by na trwale związać sklep z klientem.

 

Zeszyt a historia środków płatniczych na wsi

Inna sprawa, że mieszkańcy wsi rzadko kiedy posiadali przy sobie gotówkę, w wielu przypadkach jest tak do dziś. Żeby mieć gotówkę musieli sprzedać plony czy produkty z własnego gospodarstwa. Dlatego istnienie zakupów na zeszyt w środowisku wiejskim jest dość naturalne i ma swoje historyczne uzasadnienie. Handel często odbywał się na zasadzie wymiany dóbr a odsunięcie w czasie zapłaty za jakieś dobra czy usługi było i jest tu całkiem naturalne. Rolnicy płacili zbożem, czy bydłem. Pieniądz był niezwykle rzadkim środkiem płatniczym i pojawił się tu dość późno. Jeszcze przed wojną jak szło się do sklepu po sól czy naftę do lampy, płaciło się często dobrami z gospodarstwa a nie pieniędzmi. Po II wojnie światowej można było w sklepie wymienić niektóre produkty rolne na gotówkę. Pewnym anachronizmem, negatywnym społecznie, jest dziś płacenie za usługi alkoholem. To butelka wódki stała się środkiem płatniczym, a nie gotówka.

Dlatego dzisiejszy, papierowy zeszyt z zapiskami sklepikarza kto we wsi i za co jest jemu winien, to nie tylko wyraz nieumiejętności w zarządzaniu własnym budżetem domowym czy biznesowym, ale także odpowiedź na niestałe źródła utrzymania oraz niepewną i skromną ofertę rynku pracy. To również ugruntowany zwyczajowo sposób nabywania i sprzedawania dóbr, możliwy chyba jedynie w małych wspólnotach, gdzie istnieją silne wzajemne powiązania i gdzie każdy każdemu patrzy na ręce.

Monika Kaczmaryk

***

Ciekawostki

– W krajach rolniczych wartość różnych dóbr przeliczano na zboże. Ludy pasterskie – za środek płatniczy uznawały bydło.

– W Polsce bardzo długo używano soli jako środka płatniczego, stąd powiedzenie „słono za coś płacić”.

– W krajach słowiańskich towary chętnie wymieniano na miód i skóry. Np. za Piastów – futerka kun i lisów.

*

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!