O rozwijaniu predyspozycji do przedsiębiorczości

Rozmowa z psychologiem ekonomicznym dr Arturem Domuratem o przedsiębiorczości z perspektywy teoretycznej oraz rozwijaniu predyspozycji do przedsiębiorczości

 

Łukasz Dziatkiewicz: Co to właściwie jest przedsiębiorczość? Jak najlepiej ją zdefiniować?

Przedsiębiorczość jest w języku polskim pojęciem bardzo wieloznacznym. Potocznie przedsiębiorczym nazwiemy kogoś, kto wyjeżdża do pracy za granicę lub kogoś, kto nie mając uprzedniej fachowej wiedzy, sam podejmuje się naprawić zepsutą pralkę, położyć glazurę w domu czy uszyć sobie nową sukienkę. Potocznie powiemy, że jest przedsiębiorczy nawet uczeń w wyrafinowany sposób ściągający na klasówkach, bądź dziecko, które wymyśli nową zabawę. Myślę jednak, że nie o takie przykłady przedsiębiorczości panu chodzi, że ma pan na myśli pewną działalność ekonomiczną, polegającą na wytwarzaniu nowych dóbr i usług oraz zarabianiu pieniędzy. Celowo mówię tutaj o przedsiębiorczości jak najoględniej, gdyż nie ma najlepszej definicji przedsiębiorczości. Jest ona przedmiotem badań interdyscyplinarnych i zainteresowania kilku dziedzin – głównie ekonomii, zarządzania, socjologii i psychologii – co skutkuje różnymi podejściami badawczymi. Ba, nawet w obrębie jednej z tych dziedzin badacze mogą opierać się na różnych definicjach.

Ponieważ ze mną pan prowadzi ten wywiad, pozwolę przedstawić własne ujęcie przedsiębiorczości, co wcale nie znaczy, że najlepsze. W pracy naukowej lubię twardo stąpać po ziemi, dlatego też za podstawowy przejaw przedsiębiorczości uważam zarządzanie własną firmą, aktywne uczestniczenie w jej działalności.

O przedsiębiorczości świadczy też założenie własnej firmy i troska o jej rozwój. Nie jest natomiast przedsiębiorczością na przykład kontynuowanie dotychczasowej pracy w ramach własnej działalności gospodarczej, wymuszone przez pracodawcę w celu ominięcia kosztów ubezpieczeń społecznych, podatków itp.

Powyższe znaczenie traktuję jako podstawowe – jest ono wąskie i konkretne. W szerszym ujęciu przez przedsiębiorczość rozumiem realizację nowatorskich projektów, dostrzeganie okazji, wykazywanie się inicjatywą i wprowadzanie ulepszeń w miejscu pracy przez osoby, które niekoniecznie muszą być właścicielami firm. Taki rodzaj aktywności nazywa się często intraprzedsiębiorczością lub przedsiębiorczością korporacyjną. Charakteryzować się nią mogą menedżerowie, pracownicy szeregowi większych firm czy korporacji, a także osoby zatrudnione w organizacjach „non-profit” i instytucjach państwowych.

Wreszcie trzecie, najszersze znaczenie przedsiębiorczości, związane z rozumieniem potocznym, traktuję jako znaczenie przenośne, metaforyczne, wykraczające poza zachowania ekonomiczne. Tutaj znajdą miejsce przykłady wymienione na początku i inne przejawy zachowań, w których wykazujemy się inicjatywą, zaradnością, czy pomysłowością.

W literaturze przedmiotu znaleźć można całkiem inne podejścia. Niektórzy przedsiębiorczość utożsamiają przede wszystkim z zakładaniem firm (badając właścicieli firm nowopowstałych, ang. start-ups lub nascent entrepreneurs), inni podkreślają innowacyjność przedsięwzięcia, włączając do rozważań twórczych i innowacyjnych menedżerów lub pracowników, a wyłączając właścicieli przedsiębiorstw nieinnowacyjnych.

Dużą popularność zdobyła bardzo ogólna definicja, wedle której przedsiębiorczość polega na tworzeniu nowych wartości i wiąże się z nakładem czasu i wysiłku oraz podejmowaniem ryzyka w nadziei uzyskania nagrody w postaci zysku, satysfakcji i niezależności. Moim zdaniem podejście to nadmiernie rozmywa pojęcie przedsiębiorczości i rodzi sytuacje, w których przedsiębiorczym nie nazwiemy dajmy na to właściciela kilkusethektarowego przedsiębiorstwa rolnego zatrudniającego kilkuset pracowników. Natomiast studenta, który założy stronę internetową z niespotykaną dotąd tematyką – i to niekoniecznie w celach zarobkowych – już tak. Do tej definicji nie pasuje także właściciel restauracji otwierający kolejną, ale już ściągający uczeń – jak najbardziej…

Mówi się (właściwie to chyba przede wszystkim sami o sobie tak mawiamy): „Polak potrafi”; swoją drogą nieraz wcale nie ma to pozytywnego wydźwięku… – mam na myśli kombinatorstwo, działanie na granicy prawa lub wręcz jego łamanie, ale to ostatnie zostawmy. Powiedzenie to ma oddawać naszą rzekomą przedsiębiorczość. Czy rzeczywiście się nią odznaczamy, a jeśli tak, to czego jest owa „cecha” narodowa wynikiem? Naszych ciężkich doświadczeń dziejowych – zaborów, okupacji, komunizmu?

Ależ panie redaktorze, dlaczego rzekomą? Powiedzenie „Polak potrafi” odbieram pozytywnie, wpisuje się ono doskonale w trzecie, metaforyczne znaczenie przedsiębiorczości. „Polak potrafi”, to znaczy iż jest pełen energii, szuka rozwiązań i okazji do zarobienia paru złotych. Zamiast biernie przyglądać się, umie wziąć sprawy w swoje ręce, jest zaradny i pomysłowy.

Rzekomą przedsiębiorczością jest oczywiście łamanie prawa. Jeśli natomiast komuś działania przedsiębiorcze automatycznie kojarzą się z kombinatorstwem, świadczy to o negatywnym stosunku tej osoby do przedsiębiorczości. To co z perspektywy jednej osoby jest kombinatorstwem, z perspektywy drugiej będzie dopuszczalnym wykorzystywaniem okazji. A w nauce o przedsiębiorczości mówi się, że umiejętność dostrzegania okazji jest jednym z jej kluczowych elementów. Na przykład zakładanie firmy w raju podatkowym jedni nazwą właśnie kombinatorstwem, inni – skoro nie jest to zabronione – przejawem racjonalnego redukowania kosztów działania firmy.

Sztandarowy przykład wykorzystywania okazji, które przez instytucje państwowe uznane zostało za kombinatorstwo, to kazus firm komputerowych Optimus i JTT. Mówiąc w pewnym skrócie, firmy te eksportowały komputery za granicę, po czym kontrahenci tych firm komputery te stamtąd sprowadzali. Działo się tak dlatego, gdyż importerzy płacili wtedy niższe podatki od producentów rodzimych, z tej przyczyny produkcja na terenie kraju była mniej opłacalna. Mimo nienaruszenia prawa, wymuszono na tych firmach zapłatę wyższego podatku wraz z odsetkami, co zahamowało rozwój pierwszej i doprowadziło do upadku drugiej firmy (kilka tygodni temu po wielu latach sąd przyznał właścicielom JTT rację oraz odszkodowanie; Optimus wciąż czeka na rozstrzygnięcie sprawy przez sąd).

Jeśli szukałbym jakiejś spuścizny w doświadczeniach dziejowych, to raczej pewnej niewiary w to, że sukces może być wynikiem tylko czyjejś przedsiębiorczości. W Polsce wielu ludziom trudno uwierzyć, że własną pracą i pomysłowością można dorobić się milionów (znane, a wręcz przez niektórych polityków lansowane jako prawda absolutna jest powiedzenie, że „pierwszy milion trzeba ukraść”). Tymczasem mamy liczne przykłady przedsiębiorstw, które powstały dzięki czyjejś pasji, pomysłowości i pracowitości garstki osób. Ostatnim takim głośnym przykładem polskiego innowacyjnego przedsięwzięcia, które odniosło sukces na skalę światową, jest produkcja gry komputerowej „Wiedźmin 2: Zabójcy królów”, zrealizowana przez firmę CD Projekt Red. Gra ta przez branżowe media uznana została za najbardziej innowacyjną w swoim gatunku i standard, za którym powinni podążać inni twórcy tej branży.

Czy kapitalizm i wolny rynek łączą się nierozerwalnie z przedsiębiorczością?

Na przełomie XIX i XX wieku słynny niemiecki socjolog (ŁDZ: przypomnijmy, że także ekonomista, prawnik, religioznawca i teoretyk polityki) Max Weber twierdził, że przedsiębiorczość umożliwiła pojawienie się „ducha kapitalizmu”, czyli światopoglądu uzasadniającego na gruncie etycznym dążenie jednostki do osiągania zysków ekonomicznych. Dwaj inni myśliciele tamtych czasów (obaj byli ekonomistami przyp. ŁDZ), Joseph A. Schumpeter i Frank Knight, wiązali przedsiębiorczość również z pojęciami „miękkimi”, takimi jak twórcza aktywność ekonomiczna i akceptacja niepewności. Zadajmy więc powyższe pytanie nieco inaczej: czy w innych systemach ustrojowych możliwe jest pojawienie się uwarunkowań sprzyjających rozwojowi przedsiębiorczości? Weber był zdecydowanie innego zdania, twierdząc wręcz, że to ascetyczny protestantyzm był kolebką kapitalizmu i przedsiębiorczości jednocześnie.

Czy inne systemy ustrojowe szanują własność i prawa autorskie? Wydaje się, że bez tego nie ma mowy o wykorzystaniu innowacji w biznesie i czerpaniu z niej zysków. Czy w danej gospodarce pewna część mało innowacyjnych przedsiębiorstw nie jest jakoś uprzywilejowana? Jeśli tak, próby uzyskania przewagi na rynku poprzez innowacje czy zmiany nie mają sensu. Dalej: jak w danym systemie ustrojowym traktuje się niepowodzenia, które przecież nieodłącznie związane są z podejmowaniem działań niepewnych? Czy jako przedmiot winy, za którą należy karać, czy jako błędy, które należy naprawiać i unikać w przyszłości? To ledwie dwa wybrane aspekty przedsiębiorczości; tego typu pytań o kolejne sprawy można zadać więcej. Niewykluczone więc, że przedsiębiorczość może się rozwijać w innych systemach. Mimo to niezaprzeczalnym faktem jednak jest, iż kapitalizm i wolny rynek sprzyjają jej najbardziej.

Cechą komunizmu i może w jakieś części przyczyną jego upadku, było zabijanie przedsiębiorczości, a do tego mimowolne pobudzanie kombinatorstwa. Zgodziłby się Pan z taką tezą?

Ludzie przedsiębiorczy są po prostu zaradni, dbają o swoje korzyści, wykazują się inicjatywą i pomysłowością, nie załamują rąk, tylko działają, dążąc do rozwiązania problemów przed którymi stoją. Pozytywną cechą kapitalizmu jest to, że w gospodarce wolnorynkowej indywidualne dążenie jednostek do bogactwa, ten swego rodzaju egoizm i troska o samego siebie, przekłada się na dobrobyt społeczeństw. Tymczasem socjalizm ukierunkował je ku autodestrukcji na polu gospodarczym: właśnie kombinatorstwa, rozkradania majątku, obijania się w pracy, załatwiania spraw niezwiązanych z pracą, postępowania w myśl powiedzenia „Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”.

Co na temat indywidualnego „posiadania” przedsiębiorczości mówi nauka?

Przedsiębiorczość nie jest cechą osobowości czy organizmu zapisaną w genach. Przedsiębiorcą człowiek nie rodzi się, tylko staje. Mitem jest więc, iż trzeba takim przyjść na świat. Mity takie biorą się stąd, że znamy osoby sławne z ich bardzo barwnymi biografiami. Historia każdego człowieka jest na swój sposób wyjątkowa, lubimy więc słuchać opowieści o drodze do sukcesu i bogactwa. Znamy z książek biograficznych, prasy lub filmów życiorysy przedsiębiorców pełnych pasji i potrafiących przełożyć swoją wiedzę i talent na sukces rynkowy. Są to na przykład Bill Gates, Roman Kluska, dr Irena Eris czy przypomniany w filmie „Aviator” Howard Hughes. Stąd już jest tylko krok do wiary w wyjątkową osobowość przedsiębiorców. Bowiem z jednej strony nie widzimy równie porywających historii o nazwijmy ich nieprzedsiębiorcach, a z drugiej o przedsiębiorcach takich samych jak każdy z nas – historii najprawdopodobniej równie wyjątkowych, o ludziach podobnie pomysłowych i skłonnych do ryzyka, tyle że czasem może po prostu mających mniej szczęścia na rynku. Faktem jest jednak, że wypracowanie pewnych zdolności, kompetencji czy przekonań wspiera przedsiębiorczość. Badacze przedsiębiorczości zgadzają się co do tego, że dwiema takimi cechami wyróżniającymi osoby przedsiębiorcze są wewnętrzne umiejscowienie kontroli i motywacja osiągnięć. Cechy te nie są jednak wrodzone, lecz wykształcają się w ramach doświadczeń człowieka.

Na motywację osiągnięć zwrócił uwagę w latach pięćdziesiątych amerykański psycholog David McClelland, uważając, że to właśnie ona, a nie dążenie do zysku skłania ludzi do działań przedsiębiorczych. Wysoka motywacja osiągnięć, którą charakteryzują się przedsiębiorcy, polega na dążeniu do ciągłego poprawiania jakości własnego działania, wyznaczaniu ambitnych, lecz zarazem realnych celów, myśleniu w długiej perspektywie czasowej, do planowania przyszłości. Osoby takie porażki traktują jako wyzwania, a nie powód do obwiniania się czy rezultat własnej nieudolności.

Pojęcie umiejscowienia kontroli wiąże się natomiast z poczuciem sprawstwa zdarzeń. Osoby tzw. zewnątrzsterowne są przekonane, że niewiele od nich samych zależy, a to co się im przydarza wynika z działań innych ludzi, czy jest wynikiem mniej lub bardziej sprzyjającego losu, szczęścia, zbiegu okoliczności. Nie dziwi więc, że biernie oczekują, że się coś w ich życiu przydarzy, czy chętniej zagrają w totolotka niż pomyślą o tym jak posiadane umiejętności przełożyć na pieniądze. Natomiast osoby wewnątrzsterowne są przekonane o panowaniu nad swoim losem i mają realny wpływ na swoje otoczenie, same też wyznaczają sobie standardy dla własnych działań. Wykazują się energią, inicjatywą, aktywnym kształtowaniem swojego losu. Właśnie takich osób jest relatywnie więcej wśród przedsiębiorców. Jak wynika z badania, przeprowadzonego trzydzieści lat temu przez Roberta Brockhausa, wewnętrzne umiejscowienie kontroli właścicieli firm przekłada się na sukces ich przedsięwzięć. Badania prowadzone przez tego amerykańskiego uczonego wykazały, że przedsięwzięcia, które kończyły się porażką w niespełna trzy lata od założenia firmy były częściej autorstwa osób zewnątrzsterownych, zaś przedsiębiorcy efektywnie zarządzający swoimi firmami i odnoszący sukcesy okazali się bardziej wewnątrzsterowni.

Cechą, która powszechnie kojarzy się z przedsiębiorczością, jest także skłonność do ryzyka. Jak jednak wynika z badań, przedsiębiorcy ogólnie, wbrew potocznym stereotypom, nie są skłonni do ryzyka bardziej niż inni ludzie, co zgadza się z ich wysoką motywacją osiągnięć. Chociaż podejmują ryzyko natury biznesowej, to chętniej angażują się w sytuacje, w których wyniki zależą od ich działań i umiejętności, a nie od losu. Nie wyróżnia ich więc od innych ludzi ani wyższa skłonność do ryzykowania w sferze zdrowia, ani skłonność do gier hazardowych, ryzykowania na drodze, bądź niższa skłonność do ubezpieczania się.

Jak można pobudzać przedsiębiorczość w Polsce? Chodzi mi zwłaszcza o tereny wiejskie i małe miejscowości. Czyja to powinna być rola – organów państwa, samorządowych czy może fundacji, stowarzyszeń itp.?

Generalnie, nie lubię wypowiadać się w kategoriach takich, że ktoś coś „powinien”. Główną ideą przedsiębiorczości jest przecież własna inicjatywa, pokonywanie trudności i swobodne szukanie rozwiązań w twórczy sposób. Jest jednak faktem, iż pojedynczy przedsiębiorca nie ma odpowiednich środków by pokonać bariery natury infrastrukturalnej. Brak odpowiedniej infrastruktury może utrudniać prowadzenie biznesu, co pokazały badania przeprowadzone kilka lat temu przez Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji w Akademii Leona Koźmińskiego. Trudno jest prowadzić własną firmę w sytuacji, gdy nie ma w okolicy wykwalifikowanych pracowników. Problemem w prowadzeniu własnej firmy jest biurokracja, kiepskie drogi i trudności z komunikacją, brak przedszkoli i żłobków. Dlatego też przedsiębiorczość mierzona różnymi wskaźnikami zależała od wielkości miast – była wprost skorelowana z liczbą mieszkańców. Jeśli więc już państwo czy samorządy coś powinny, to realizować cele, na które płacimy podatki: budować drogi, żłobki i przedszkola, rozwijać sieci telekomunikacyjne, zadbać o transport publiczny itd. Powinny w ten sposób ułatwiać, zachęcać ludzi do zakładania firm i dawania pracy innym. Jeśli chodzi o fundacje i stowarzyszenia, to wydaje się, że właściwie wypełniają swoją rolę, ułatwiając dostęp do środków finansowych i szkoleń, tworzą sieci kontaktów, albo na przykładzie innych wskazują meandry prowadzenia własnego biznesu. Uświadamiają też przedsiębiorcom, że są alternatywne dla kredytu sposoby finansowania pomysłów biznesowych, np. fundusze private equity/ venture capital.

Pocieszające jest to, że obecnie dla wielu firm nie mają znaczenia ograniczenia natury geograficznej, bowiem pokonywane są one dzięki sieci internetowej. Dla przykładu niedawno materiały potrzebne na remont mieszkania zamówiłem przez Internet w firmie mieszczącej się w jakiejś małej miejscowości odległej o kilkaset kilometrów. Są jednak takie dziedziny, dla których uwarunkowania infrastrukturalne i geograficzne mają kluczowe znaczenie – nie dziwi więc, że pewnych usług nie ma w mniejszych miejscowościach. Na przykład łatwiej o odpowiednią liczbę chętnych do nauki w szkole języków obcych w dużym mieście, w dużym mieście znajdzie się też więcej fortepianów. Stąd w mniejszych miejscowościach szkół językowych lub zakładów serwisujących fortepiany jest niewiele lub nie ma wcale.

Co może zrobić szef, właściciel, kierownik czy po prostu zwierzchnik żeby pobudzić przedsiębiorczość swoich pracowników? Czy to zależy od branży? Czy system nagród jest dobrym motywatorem?

To pytanie odnosi się do intraprzedsiębiorczości. Ludzie często podejmują się twórczego trudu dla własnej satysfakcji, są kreatywni dla samej idei tworzenia. Nagrody jako coś zewnętrznego mogą stłamsić w człowieku tę motywację wewnętrzną. Trudno wskazać tu konkretne rozwiązania, które można by stosować w każdej sytuacji. Ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się jednak, że jeśli zwierzchnicy chcą pobudzić podwładnych do wykazania się inicjatywą i do twórczego działania, muszą powstrzymać się od krytyki, dać miejsce na inicjatywę i pole do eksperymentowania. Mimo że twórczość i swoboda zwiększa ryzyko pojawienia się pewnych niepożądanych skutków, trzeba dać ludziom prawo do popełniania błędów, nie rozliczać ich w kategoriach winy i kary, lecz w kategoriach nauki na przyszłość. Wszak mówi się, że nie myli się ten, kto nic nie robi.

Oczywiście, że możliwości wzbudzania przedsiębiorczości i innowacyjności zależą od branży. Jeśli obowiązki sprowadzają się przede wszystkim na sprawnym i bezkrytycznym wykonywaniu poleceń, realizacji zadanych procedur, możliwości aktywności przedsiębiorczej są zawężone.

Czy można przedsiębiorczości uczyć? Jest cała masa różnorakich kursów przedsiębiorczości, co by wskazywało, że jak najbardziej.

Czy przedsiębiorczości można uczyć? Można skoro się to robi – uczyć można wszystkiego, byleby znaleźć chętnych… Czy przedsiębiorczości można się natomiast nauczyć? Ktoś kto uparcie wierzy w mit, że przedsiębiorcą trzeba się urodzić, nigdy się do takiej nauki nie przekona. Zauważmy też, że w nauce przedsiębiorczości jest pewien paradoks: przedsiębiorczość polega na inicjatywie własnej, na własnej pomysłowości i indywidualnym pokonywaniu barier, na dążeniu do własnych celów. Szukając więc pomocy na kursach i szkoleniach, zaprzeczamy niejako własnej przedsiębiorczości!

Wydaje mi się jednak, że przedsiębiorczości rzeczywiście można się nauczyć. Tak jak inwestowania na giełdzie, pracy kominiarza, czy jazdy na rowerze. Jedni potrafią wyuczyć się różnych rzeczy sami, inni potrzebują pomocy z zewnątrz. Na tego typu szkoleniach nie dowiemy się pewnie na czym ma polegać działalność naszej firmy. Nie można przecież decydować za osoby, które mają być przedsiębiorcze, przejmować za nich inicjatywę. Można natomiast rozwijać pewne umiejętności wspierające przedsiębiorczość.

Z perspektywy psychologicznej szczególnie istotne wydaje mi się, aby w ramach takich szkoleń, kursów czy inkubatorów przedsiębiorczości pamiętać nie tylko o aspektach ekonomiczno-prawnych, lecz także o psychologicznym wymiarze prowadzenia biznesu. Należy wzmacniać w ludziach wiarę w ich możliwości, rozwijać przekonanie o własnej skuteczności, uczyć sposobów radzenia sobie ze stresem i krytyką. Poza tym uczyć tolerancji niepewności, umiejętności działania w sytuacjach nieokreślonych, niedodefiniowanych i jak znosić porażki. Jednocześnie należy uświadamiać ludziom pułapki i błędy natury psychologicznej, jakie czyhają na nich w związku z prowadzeniem własnego biznesu. Do takich błędów należy np. trwanie przy pomysłach, które okazują się nietrafione lub nadmierna pewność siebie, przejawiająca się np. w przekonaniu, iż nasza firma jest tak wyjątkowa, że nie dotyczą jej zawirowania makroekonomiczne (np. zmiany stóp procentowych lub kłopoty finansowe innych krajów).

Dzieciom i młodzieży można wpajać różne treści związane z przedsiębiorczością, co do tego nie ma wątpliwości. Pytanie jest „tylko” jak należy to robić?

Przedmiot „podstawy przedsiębiorczości” wchodzi w skład programu nauczania w liceum. Można zadać pytanie, czy realizuje się w ramach tego typu nauki treści wspierające przedsiębiorczość? Otóż jak najbardziej jeśli jest to studiowanie otoczenia przedsiębiorczości: elementów makroekonomii, prawa, zarządzania, pokazywanie przypadków przedsięwzięć, które odniosły sukces. Gdy na zajęciach pokazuje się jak wyszukiwać okazje rynkowe we własnym otoczeniu, jak w ramach danego przedsięwzięcia pokonano pewne punkty krytyczne. Jak pokonać biurokrację, jak spełnić wymogi natury prawnej, jak prowadzić rachunkowość, co jest ważne w organizacji własnej firmy, na co trzeba uważać. Natomiast kompletnym nieporozumieniem jest np. „zakuwanie” kodeksu pracy na pamięć – słyszałem o takim przypadku w jednej ze szkół. Tego typu nauka z przedsiębiorczością niewiele ma wspólnego.

Od nauczania przedsiębiorczości oczekiwałbym rozwijania samodzielnego myślenia. Tak, aby nie spotykać się z wypaczonym moim zdaniem rozumieniem przedsiębiorczości, a mianowicie z umiejętnością znalezienia sobie pracy. Umiejętność ta jest ważna, lecz jest to przejaw zaradności życiowej, inicjatywy – cech istotnych również dla przedsiębiorczości, ale nie przejaw jej samej. Parę dni temu, w programie telewizyjnym, w którym poruszono temat wyboru kierunku studiów przez maturzystów, studenci wypowiadali się, że dziś trzeba być przedsiębiorczym, żeby znaleźć sobie pracę. Uważam inaczej: że będąc przedsiębiorczym w pierwszej kolejności myśli się o samozatrudnieniu, a w dalszej o pracy u kogoś.

Jaką rolę odgrywają rodzice i opiekunowie w rozwijaniu przedsiębiorczości, jak mają ją kształtować?

Rodzice odgrywają bardzo, bardzo ważną rolę w rozwijaniu umiejętności będących podstawą przedsiębiorczości. Cechy wcześniej wspomniane: motywację osiągnięć, wewnętrzne umiejscowienie kontroli, przekonanie o własnej skuteczności, odwaga do kreatywnego myślenia, najlepiej rozwijają się poprzez doświadczenie. Najważniejszą rzeczą, na jaką zapytany o radę, chciałbym rodzicom zwrócić uwagę jest… po pierwsze: nie szkodzić!

Tak, to ta sama zasada, o której słyszymy w odniesieniu do praktyki lekarskiej. Rodzice powinni dawać upust naturalnej u dzieci ciekawości poznawczej, nie zniechęcać dzieci do wypowiadania się na różne tematy, do rozmowy z innymi ludźmi, do dotknięcia pokrzywy, przejścia przez błoto do kolan, czy rozebrania starego zegarka, żeby zobaczyć jak w środku wygląda. Odpowiednio kontrolując, należy pozwolić czterolatkowi ukroić nożem chleb i zrobić sobie kanapkę, a następnie – koniecznie zachwycić się nią, nawet jeśli tej kanapki nie przypomina!

Dzieci bardzo chętnie robią różne rzeczy samodzielnie. Im więcej je do tego zachęcamy i im mniej wyręczamy, tym bardziej będą przedsiębiorcze. Moim zdaniem hamuje tę przedsiębiorczość na przykład codzienne wspólne odrabianie lekcji, kupowanie masy różnych rzeczy, jakie tylko dziecko sobie zażyczy, spełnianie jego zachcianek bez jakiegokolwiek wysiłku lub starań. Słyszę czasem o kuriozalnych przypadkach, gdy na rozmowę kwalifikacyjną kandydat do pracy, absolwent jakiejś wyższej uczelni, przychodzi z mamusią lub tatusiem! Po takiej osobie trudno oczekiwać samodzielności i innowacyjności na powierzonym jej stanowisku.

Pomagać dzieciom należy tylko wtedy, gdy naprawdę same nas o tę pomoc w ostateczności poproszą. Im bardziej zgadzamy się na samodzielność dzieci, im częściej dajemy im okazję do decydowania o różnych sprawach, tym bardziej budujemy doświadczenie dzieci pełne osiągnięć, poczucia własnej wartości, odwagi w robieniu różnych rzeczy, przekonania o skuteczności poczynań. Należy też odpowiednio potraktować szkody stanowiące rezultat ciekawości i aktywności dziecięcej. Niezamierzone, jako „efekt uboczny” dobrych intencji, nie są czymś, za co należy dzieci obarczać winą i karać, lecz potraktować jako błąd, którego należy odtąd unikać, nauczkę na przyszłość (z autopsji wiem, że nie jest to łatwe – trudno było mi się pogodzić np. z efektem twórczości moich dzieci, jakim były poskręcane rolety okienne, „przerobione” w ten sposób na cukierki).

Oczywiste jest też, że rodzice są pierwszymi, mimowolnymi w przeważającej mierze wzorcami do naśladowania. Ktoś, kto jest mało aktywny fizycznie, siedzi przed telewizorem lub komputerem całe dnie, niech nie oczekuje aktywnego zainteresowania sportem u swoich dzieci. Przedsiębiorczość dzieci rozwijamy w ten sposób, że pozytywnie pokazujemy dzieciom jak być pomysłowym, jak pokonywać trudności. Gdy pada deszcz i nie sposób z synami – przedszkolakami wyjść na plac zabaw, to można na przykład wziąć stare pudła i wymyślić zabawę w zamek, rycerzy i uwalnianie uwięzionej w pudle, czyli zamku księżniczki. Zapewniam, że dziecku najbardziej będzie smakować tort urodzinowy przygotowany przez rodziców – zwłaszcza z jego innymi ulubionymi słodyczami na wierzchu. Własnym przykładem należy pokazywać jak pokonywać twórczo różne przeszkody w życiu. Są one na swój sposób przecież odpowiednikiem potrzeb rynkowych, które kiedyś nasze dzieci jako przedsiębiorcy, będą mogły rozpoznawać i przekształcać na sukces w biznesie.


Zdjęcia pochodzą z archiwum Artura Domurata

***

Dr Artur Domurat pracuje na stanowisku adiunkta w Zakładzie Teorii Decyzji na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ponadto stale współpracuje z Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji w Akademii Leona Koźmińskiego. Artur Domurat jest absolwentem kierunku „metody ilościowe i systemy informacyjne” w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie uzyskał tytuł doktora. Obecnie zajmuje się psychologią decyzji i psychologią ekonomiczną, a jego aktualne badania dotyczą przede wszystkim podejmowania ryzyka, rozumienia prawdopodobieństwa oraz psychologicznych uwarunkowań przedsiębiorczości. Studiując przedsiębiorczość, sam szuka także pomysłu na swój unikalny i zyskowny biznes. Więcej o autorze dowiedzieć się można z jego strony internetowej: www.domurat.edu.pl .

 ***

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!