Pieśń „All Puchary”

Award winning and championship concept, trophy cup on sport background

Stanowią zawartość gablot wiszących na szkolnych korytarzach, pełno ich w domach sołtysów, gabinetach wójtów i burmistrzów, nie sposób ich nie dostrzec w siedzibach klubów sportowych i strażackich remizach. Puchary, okolicznościowe tabliczki, pamiątkowe statuetki. Rzadko kto zadaje sobie pytanie, skąd się biorą, kto je wytwarza, dlaczego wszystkie są do siebie tak podobne.

Jeśli to powiat zawierciański, pewne jest, że pochodzą z „Max-Sportu” – firmy proponującej na swoich wizytówkach „trofea sportowe”. Ta prawdziwa skarbnica i niewyczerpany rezerwuar ozdobno-upominkowych przedmiotów zajmuje jedno, nie za obszerne pomieszczenie. Jej lokalizacja jest wyjątkowo korzystna, a dotarcie śmiesznie łatwe. „Max-Sport” mieści się przy tej samej ulicy powiatowego grodu, co Bazylika Mniejsza, bodaj najwyższa w okolicy budowla publiczna. Od dworca PKP blisko, klient nie musi kluczyć, jak czyniłby to w oddalonych od umownego centrum wioskach, administracyjnie zaliczonych do dzielnic. Firma wynajmuje lokal w budynku należącym do magistratu, a oba podmioty egzystują w nadzwyczaj zgodnej symbiozie. Łączy je najbardziej solidna wspólnota, wspólnota interesów.

***

Ludzką cechą jest potrzeba bycia docenionym, wyróżnionym za działalność, która ogółowi może wydawać się mało doniosła, a przecież wymaga jakiegoś tam wysiłku. Heroizm pięćdziesięcioletniego pozostawania w formalnym związku z tym samym partnerem, wytrwałe uczestnictwo w kółku zainteresowań, uporczywie honorowe oddawanie krwi, to zasługi niewątpliwie godne uświetnienia. Któż miałby je uświetniać, jak nie wrażliwa, kochająca mieszkańców lokalna władza? Czym tę świetność osobniczych dokonań wyrazić, jak nie towarem z „Max-Sportu”? Tanio, szybko, estetycznie uzyskuje się dozgonną wdzięczność i niekłamaną sympatię nagrodzonego obywatela oraz jego rodziny.


Chiński syndrom.

Z prostego sposobu sprawiania ludziom przyjemności korzysta nie tylko zawierciański magistrat. Odbiorcami bogatego asortymentu proponowanych przez firmę wyrobów są także urzędy pozostałych gmin, liczne na tym terenie organizacje społeczne, nie brakuje klientów indywidualnych. Tylko niewielką przesadą będzie stwierdzenie, że tak jak do Nieba, wszyscy stąd wcześniej czy później trafią do „Max-Sportu”.

***

Po uchyleniu drzwi, gość czuje się jakby właśnie wkroczył do bajkowego Sezamu. Z mrocznego korytarza dosłownie wpada na ścianę przeszklonych szaf, wypełnionych przykładowymi upominkami. Ten blask polerowanych przedmiotów, ten nagły kontrast robią niesamowite, porażające wrażenie.


Często wykracza się poza katalog.

Trzydziestoletni Maciej Głowania, choć nie jest prawnym właścicielem, jednoosobowo zawiaduje interesem. Jest samotnym oferentem, zleceniobiorcą i wykonawcą zamówień. Na własny rachunek utworzył natomiast firmę-córkę, pod znamienną nazwą „Nadruqmania”. Pozwoliło to wejść w unijny projekt i zdobyć pieniądze na rewelacyjną maszynę, na której jak szalony trzaska okolicznościowe nadruki. Komputerowego urządzenia nie pozwala sfotografować. No cóż, konkurencja nie śpi.

***

W „Max-Sporcie” jest od ośmiu lat, ale jego związki z branżą są o pięć lat wcześniejsze. Zaczynał w zakładzie w Częstochowie, gdzie jako technik mechanik przykręcał podstawki do pucharów. Aura przedsiębiorstwa i rodzaj świadczonych usług odcisnęły piętno na jego świadomości.

– To moja życiowa droga! To moje przeznaczenie! – uznał, przechodząc na własny rozrachunek.

Trzeba przyznać, drogę wybrał znakomitą. Gdzie nie spojrzeć, tam chętni do korzystania z jego specjalistycznych świadczeń. W stolicy powiatu silne są tendencje lewicowe, wzmacniane wysokim bezrobociem. Na otaczających ją obszarach wiejskich „Bóg, Honor, Ojczyzna” pustego sloganu nie stanowi. Ten konglomerat upodobań i kultywowanych tradycji sprawia, że i Pierwszego Maja, i w Boże Ciało na ulicach nie jest pusto. Że czci się tutaj zarówno bohaterów walki o wyzwolenie społeczne, jak i wyznających konserwatywne wartości, żołnierzy narodowego podziemia. W każdej gminie (również w Zawierciu) jest po kilka siół, a w nich, ma się rozumieć, Ochotnicze Straże Pożarne i Koła Gospodyń Wiejskich. Wszystkie te społeczne ciała z każdym rokiem są o rok starsze (co warto uhonorować) i cyklicznie zmieniają prezesów (nowym wypada pogratulować, zaś odchodzącym w stan spoczynku podziękować). Deficyt chleba (a właściwie pracy) rekompensuje się igrzyskami, stąd moc tutaj rozmaitych turniejów, konkursów, spartakiad, które, rzecz jasna, bez pucharów obejść się nie mogą. Każde z tych wydarzeń, świeckich i religijnych uroczystości to pakiet intratnych zamówień od działających w powiecie urzędów, organów, instytucji. Ich ścigający się w zdobywaniu popularności szefowie rywalizują między sobą okazałością wręczanych statuetek, długością grawerowanych dedykacji, wielkością zawieszanych na szyjach medali. Maciej Głowania z satysfakcją zaciera ręce i ostro bierze się do roboty.

***

Jest elastyczny. Na obrabianych przedmiotach umieszcza treści dostarczone przez klienta lub sam je układa. Ma stałych odbiorców, znających na pamięć jego telefoniczny numer. Szczególnie ceni sobie pana Wiesława – pracownika jednego z urzędów. To nad wyraz częsty i pewny zleceniodawca. Osobiście komponuje dedykacje, poczym pozbawionymi przednich zębów ustami wypowiada do słuchawki sakramentalne: – „Walewy nam, weby to było jak najfypciej” (Zależy nam, żeby to było jak najszybciej). W pamięci Macieja Głowani utkwił szczególnie jeden, wymyślony przez pana Wiesława tekst. Laudacja skierowana do emerytów, których zalety wyeksponował w kilku ponumerowanych punktach. W tej też postaci ów pean został publicznie odczytany (ale nie przez pana Wiesława).


Do usług.

Obok instytucjonalnej klienteli występują zupełnie prywatni, okazjonalni zamawiający. Na przykład rodzic pragnący zachęcić dziecko do dbania o zęby i fundujący mu puchar „za drugą wizytę u dentysty” (takiego dopingu pan Wiesław przypuszczalnie nie doświadczył).

***

Kielich i tabliczka stanowią najpopularniejsze wśród odbiorców formy artystyczne, ale nie tylko nimi Maciej Głowania operuje. W przeszklonych szafach roi się od miniaturowych bokserków, piłkarzyków, strażaczków, motocyklistów. Dostrzec tu można figurki męskie i żeńskie, plastyczne wyobrażenia budowlanych urządzeń, górniczych kombajnów i rozpostartych skrzydeł, szklane bryły z zatopionymi herbami i przytwierdzonymi ryngrafami. Po prostu wszystko, czego dusza zapragnie i co wyobraźnia podsunie. Jeśli chodzi o podłoże dla nadruków, grawerek i innych zdobień, tu także nie ma ograniczeń. Mogą wylądować na koszulce, proporczyku, breloczku czy długopisie. Na kształtach wypukłych i wklęsłych, powierzchniach płaskich i nierównomiernie pokrzywionych.

***

Większość dostępnych w „Max-Sporcie” gadżetów produkują Chińczycy, ale zdarzają się również zapotrzebowania specjalne, wykraczające poza szeroką ofertę firmowego katalogu. Pewne wysoce wysmakowane zamówienia wymagają sięgnięcia po kogoś z wymierającej kasty artystów-dłubaczy. Takich, co w dużej mierze dla własnej przyjemności ślęczą nad projektem, godzinami preparują formę miniaturki i wykonują jej odlew w trudno zniszczalnym materiale.

– Jeszcze są tacy pacjenci w naszym województwie – ujawnia (bez nazwisk) Maciej Głowania.

Sam też bywa twórczy. Ktoś zainteresowany nagrodzeniem chłopskiego trudu chce, by na medalach dla wyróżniających się rolników widniał zarys potrząsarko-zgrabiarki. Maciej Głowania bez specjalnego wysiłku przerabia zdjęcie technicznie zaawansowanej maszyny na jej orderowe odzwierciedlenie. Bez kosztownych kursów, metodą prób i błędów zgłębił obsługę jednego z komputerowych programów graficznych i takie zlecenia to dla niego fraszka.


Ale Sezam!

Tak więc jego działalność nie polega li tylko na uruchamianiu dofinansowanego z środków unijnych urządzenia. Jest zajęciem ocierającym się o sztukę, choć na pierwszy rzut oka wygląda na zwyczajne pośredniczenie między skośnookim producentem z Państwa Środka a głodnym jego wyrobów konsumentem z powiatu zawierciańskiego.

***

Niezorientowani sądzą, że robota w „Max-Sporcie” sprowadza się do telefonicznego lub internetowego przyjmowania życzeń, dobierania do nich najbardziej pasującego pucharu i opatrywania go słownym wyjaśnieniem (czemu ten puchar służy). Potem przelew, przekazanie towaru, faktura.

To tylko część prawdy. By obraz był pełny, trzeba uzupełnić go sporządzaniem przez Macieja Głowanię „wizualizacji” projektu, wysyłaniem jej do akceptacji, zdarzającymi się przeróbkami. Często funkcjonuje się w stresie, bo klient żąda natychmiastowej realizacji usługi, często trzeba mu tłumaczyć, że złożoność zamówienia nie jest na jego kieszeń (kobieta z pewnego domu kultury zamówiła trzydziestocentymetrową figurkę jakiegoś poety, czy malarza, pragnąc odwzorowania niemal każdego wągra na jego nosie. Wszystko da się zrobić, ale cena musi być adekwatna do nakładu pracy).

Pośpiech zwiększa prawdopodobieństwo pomyłek, jak chociażby w przypadku gratulacji dla Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Żarnowcu, który na gotowej tabliczce stał się zakładem w Tarnowcu.

***

Maciej Głowania zdobył silną pozycję na powiatowym rynku gadżetowym. Klucza do sukcesu upatruje w wytrwałości i dobrym pozycjonowaniu firmy w Internecie. Po wpisaniu w Google hasła „puchary Zawiercie”, „Max-Sport” wyskakuje na szczycie listy.

Z optymizmem patrzy w przyszłość. Kiedy przed budynek wychodzi na papierosa, rozlega się dźwięk komórki. Wyjaśnia rozmówcy, jak dotrzeć do „Max-Sportu”, zapewnia, że w Boże Ciało też urzęduje. Zaciąga się dymem, coś nuci wesoło pod nosem. Czy to nie czasem pieśń „All Puchary”?

Maciej Pawłowski

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!

Najnowsze wydarzenia

Cała Polska
07.10.2022
- 10.11.2022
Cała Polska
01.10.2022
- 30.11.2022
Cała Polska
07.10.2022
- 10.11.2022
Cała Polska
01.10.2022
- 30.11.2022

Newsletter

Co miesiąc najlepsze teksty WW w Twojej skrzynce!